IMPRESJE JEROZOLIMSKIE — KOŚCIÓŁ ŚWIĘTEGO KRZYŻA (1)

Stanislaw Obirek

Ten kościół dobrze znam, ale tylko z zewnątrz. Leży przy trasie autobusu jadącego do Muzeum Izraela, gdzie każdego roku bywam i przy drodze prowadzącej do Biblioteki Narodowej, gdzie również bywam przy każdym pobycie w Izraelu.

Kilka lat temu znajomy Izraelczyk, Sasza Uczitiel, znający wszystkie możliwe języki starożytne, w tym gruziński, powiedział mi, ze muszę ten kościół zobaczyć bo to miejsce pochówku Szoty Rustawelego, najwybitniejszego poety gruzińskiego, żyjącego w latach 1172-1216. Chodzi o Kościół Świętego Krzyża, którego początki sięgają czasów Konstantyna Wielkiego. W tym roku postanowiłem go wreszcie zobaczyć od wewnątrz. Wstyd się przyznać, ale o nim wcześniej nie słyszałem. Więc jak tylko wróciłem do Warszawy postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej zarówno o autorze jak i jego dziele.

Sprawa okazała się znacznie prostsza niż myślałem: znakomity poeta Jerzy Zagórski (1907-1984), odznaczony — nawiasem mówiąc — medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, przetłumaczył rzeczone dzieło i wydał w 1973 jako „Rycerz w tygrysiej skórze”. Co ważniejsze dowiedziałem się, że pisał o Rustawelim Grzegorz Peradze, wykładowca teologii prawosławnej w latach 1933-1939 na Uniwersytecie Warszawskim.

On sam zasługuje na osobną wzmiankę. Otóż Peradze zginął w obozie koncentracyjnym w Auschwitz w 1942, a w 1995 Grzegorz Peradze został kanonizowany przez Gruziński Kościół Prawosławny. Co ciekawe już trzy lata późnie w 1998 w Warszawie zostało założone Bractwo św. Grzegorza Peradze. Głównym promotorem św. Grzegorza jest ks. Henryk Paprocki, wydawca jego pism i autor ciekawego artykułu na temat miejsca religii w poemacie „Rycerz w tygrysiej skórze”. Jego zdaniem „Cała Gruzja wychowywała i wychowuje się na tym utworze od ośmiuset lat”. Już to powinno wystarczyć by go nie tylko przeczytać, ale i poznać jakie są głębokie źródła tożsamości bliskiego nam w końcu narodu. Paprocki cytuje w swoim artykule ucznia Peradze, Józefa Łobodowskiego (1909-1988), który przypomniał słowa swego mistrza: „To nasza świecka Biblia, zbiór maksym przydatnych na każdą okazję, nasz życiowy kodeks, mądrość wyniesiona z najbardziej tragicznych dziejów w świecie, nasza „Boska Komedia”, „Don Kichot”, „Faust” i „Pan Tadeusz” w jednej jedynej księdze. W niej – cała Gruzja!”.

No ale wracajmy do Kościoła Świętego Krzyża w Jerozolimie, tym bardziej, że ani Paprocki, ani Łobodowski o nim nie wspomina. Tymczasem to właśnie w murach tej szacownej świątyni powstał tak chwalony poemat.

Na szczęście, nie tylko mnie ciekawi ten tajemniczy zespół architektoniczny. Mój szwagier Yaron, wykładowca w Akademii Sztuk Pięknych przy Uniwersytecie Hebrajskimi, również od lat marzył o zwiedzeniu monastyru, i to on zabrał nas z całą rodziną na przedpołudniową wyprawę w mroźny grudniowy dzień.

No więc po zaparkowaniu samochodu przechodzimy aleją Szoty Rustawelego, przy której znajduje się pomnik poety, i zbliżamy się do wejścia do kościoła, a właściwie olbrzymiego kompleksu zakonnego. Legenda powiada, że znajduje się na miejscu głowy praojca Adama, na którym wyrosło również drzewo użyte do ukrzyżowania Jezusa. Pozostawmy jednak legendy na boku i rzućmy okiem na zabudowania.

Najpierw potężne mury sięgające XI wieku. Na prawo życzliwie uśmiechnięty sprzedawca świeżo wyciskanego soku pomarańczowego. Wie, że w tak zimny dzień interes idzie słabo, więc dobrowolnie zamienia się w przewodnika objaśniającego, co warto zobaczyć i przeczytać. Na lewo sklep z dewocjonaliami i biletami wstępu. Zarówno sprzedawca soku jak i strażnik dewocjonaliów, to izraelscy Arabowie. Można ich spotkać wszędzie – i czasem w najmniej oczekiwanych miejscach, jak na przykład przy kontroli przed wejściem do Ściany Płaczu. Stanowią ponad 20% populacji Izraela czyli ponad półtora miliona mieszkańców tego małego kraju. Zdecydowana większość to muzułmanie, mała część to żyjący na północy kraju druzowie, oraz ponad sto tysięcy arabskich chrześcijan. To właśnie ta grupa stanowi pomost pomiędzy najbardziej zantagonizowanymi grupami żydowskich osadników i radykalnych muzułmańskich Palestyńczyków. Akurat na przełomie roku w izraelskich mediach gorąco dyskutowano przyszłość państwa po przemówieniu Kerry’ego, o czym wspomniałem w zapowiedzi obecnego cyklu. Jako się rzekło od polityki będę stronił, ale nie zawsze uda mi się od niej uciec całkowicie, za co z góry przepraszam.

 

Uzbrojeni w to drugie wchodzimy we wnętrze świątyni pamiętającej lepsze czasy. Wyblakłe średniowieczne freski bliżej nam nie znanych świętych, w tym również fresk poety, który mnie do tego kościoła zwabił. Co ciekawe, ten właśnie fresk został poważnie uszkodzony w 2004 roku przez nieznanych wandali – i to w przededniu wizyty ówczesnego prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego w Izraelu. Zresztą to nie pierwszy przykład wandalizmu, wcześniej wielokrotnie zamazywano gruzińskie teksty. Jak widać komuś przeszkadza nawet istnienie gruzińskich inskrypcji. Tymczasem już w XVII wieku klasztor został przez Gruzinów sprzedany Greckiemu Kościołowi Prawosławnemu, który pozostaje jego właścicielem do dzisiaj.

Po wyjściu z kościoła zostaliśmy poinformowani przez wspomnianego sprzedawcę świeżego soku pomarańczowego, że jest jeszcze do zobaczenia średniowieczna kuchnia i refektarz na przynajmniej setkę mnichów. Podobnie tutaj widzieliśmy ślady dawnej świetności. Jak widać również cerkiew grecka nie może sobie pozwolić na solidne remonty. Chętnych do oglądania dawnych murów jest niewielu. W ten mroźny chanukowo-wigilijny dzień byliśmy jednymi z nielicznych zwiedzających.

Postanowiłem przeczytać teraz dokładnie „Rycerza w tygrysiej skórze”. Teraz przynajmniej wiem gdzie został napisany. Podobno najważniejszym źródłem inspiracji była zawiedziona miłość Szoty Rustawalego do królowej Tamar, której był ministrem. Właśnie dlatego, że królowa nie odwzajemniła uczucia – wstąpił do klasztoru i napisał to wiekopomne dzieło. Są w nim ślady nie tylko znakomitej znajomości Biblii i Ojców Kościoła, zwłaszcza Wschodnich, ale również teologii muzułmańskiej i zoroastryzmu.

Jednak poznawanie tajników jego warsztatu poetyckiego pozostawiam specjalistom. A teraz już myślę o domu Agona, który jest kolejnym celem moich jerozolimskich eskapad. A więc do następnego odcinka.

http://studioopinii.pl/

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: