Moczar dawał nadzieję, że tych „starych dziadów z KPP” w końcu się wyrzuci cz.2/5

 

 


Na przykład jakie?

Podstawowy z nich stanowiło oczyszczenie państwa z „niepewnych elementów”, czyli ludzi, którzy ich zdaniem nie utożsamiali się należycie z ustrojem i systemem komunistycznym. W postulatach „partyzantów” istotny był także wątek antyniemiecki. Zanim skoncentrowano się na „syjonistach”, głównym problemem był „rewizjonizm zachodnioniemiecki”. To wpisywało się w ogólną propagandę władz Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, lansowaną także przez Gomułkę. W przypadku Moczara fobia antyniemiecka była jednak silniejsza. Jego środowisko nieustannie doszukiwało się zagrożenia ze strony Republiki Federalnej Niemiec, piętnowano wszelkie postawy hitleryzmu, które rzeczywiście pojawiały się w Niemczech Zachodnich, ale były one przez ludzi Moczara wyolbrzymiane.

Czy Moczar nie jest przypadkiem obecnie ideologizowany na wyrost? Przypina mu się łatkę komunistycznego nacjonalisty, tymczasem wydaje się, że on po prostu wykorzystywał pewne symbole, gesty czy retorykę do poszerzania politycznych wpływów. W latach 80., chcąc wrócić do elity PZPR, przybrał zaś twarz reformatora partyjnego…

Z pewnością występowało u niego więcej komunizmu niż nacjonalizmu. Ale pamiętajmy, że Moczar z połowy lat 60., a Moczar z lat 70. czy początku 80. to  różne postaci. Przeszedł on pewną ewolucję w trudnej dla niego gierkowskiej dekadzie, kiedy został zmarginalizowany. Później, w „karnawale Solidarności”, próbował powrócić do partyjnej elity, jednak ciężar lat 60. cały czas go przygniatał. Stąd próbował kreować swój wizerunek na „ostatniego sprawiedliwego”, a że był szefem Najwyższej Izby Kontroli, to miał możliwość gromadzenia materiałów o nieprawidłowościach ekipy Gierka np. o nadużyciach przy budowie domów dygnitarzy partyjnych. Przy użyciu tych teczek chciał wrócić do władzy.

Uważam, że Moczar nie przedstawiał wyrazistego programu nacjonalistycznego. To był raczej zbiór haseł, którymi się posługiwał. Natomiast ważnym elementem jego programu było odwoływanie się do przeszłości partyzantki komunistycznej. Moczar zafałszował ten obraz, ale przeprowadził na tym tle zorganizowaną kampanię, w celu wzmocnienia swojej pozycji w walce o władzę. Przypomnę jego książkę Barwy walki, która miała dużą ilość wydań i na podstawie której zrealizowano film fabularny, a nawet wersję sceniczną dla teatrów szkolnych.

Istotne wydaje się także to jak Mieczysław Moczar był odbierany na Kremlu.

To rzeczywiście ważne zagadnienie. Ciężko powiedzieć czy Moczar – gdyby został I sekretarzem KC PZPR – kontynuowałby kierunek nacjonalistyczny. Na pewno Moskwa obawiała się, że stanie się on drugim Nicolae Ceaușescu. Wydaje się, że jedną z przyczyn, dla której Kreml postawił na Gierka, był właśnie rumuński dygnitarz.

To właśnie Ceaușescu zaczął realizować komunizm w wersji nacjonalistycznej, żądając wyjazdu wojsk rosyjskich z Rumunii czy manifestując niezależność od Moskwy w polityce zagranicznej. Co prawda, I sekretarz rumuńskiej partii komunistycznej nie dążył do wystąpienia ze struktur Układu Warszawskiego, ale na Kremlu obawiano się pojawienia naśladowców Bukaresztu. Analogicznie, z podobnych przyczyn, załamała się kariera Franciszka Szlachcica, szefa resortu spraw wewnętrznych w epoce Gierka. Na początku lat 70. Szlachcica uznawano za osobę numer dwa w aparacie partyjnym. Do jego upadku przyczyniła się jego głośna wypowiedź o przyjaźni polsko-sowieckiej. Powiedział on, iż ta przyjaźń powinna być jak dobra herbata, czyli mocna, ale nieprzesłodzona.

Szlachcic to ciekawy przykład elastycznego podejścia do zjawiska frakcyjności w PZPR. Jeszcze w 1968 r. można go było przypisać do „partyzantów”, lecz niewiele później przyłączył się do grupy Gierka…

W moim odczuciu „grupa śląska” tak naprawdę narodziła się w 1968 roku. Wtedy rozpoczęła się otwarta walka o schedę po Gomułce. O ile Mieczysław Moczar zdradzał takie aspiracje jeszcze przed 1968 rokiem, to kandydatura Gierka rozpoczęła się od słynnego wiecu 19 marca 1968 r. w Sali Kongresowej, kiedy równocześnie skandowano: „Wiesław” i „Gierek”. Sala dokonała czegoś, co w partii komunistycznej było surowo zakazane. Można było skandować tylko nazwisko pierwszego sekretarza. Sam Gierek po latach stwierdził, że była to prowokacja zaplanowana przez „moczarowców”. Nie mam pewności, ale uważam, że było odwrotnie.

Cały kongres „reżyserował” I sekretarz Komitetu Warszawskiego PZPR Józef Kępa. Sądząc po tym, że Kępa zrobił dużą karierę w latach 70., Gierek – mówiąc o prowokacji przeciwko niemu – nie był w tym szczery. Wydaje się, że była to próba pokazania, że obok towarzysza „Wiesława” jest drugi istotny towarzysz z Katowic, który może go zastąpić. Co więcej, Gierek w 1968 roku wystąpił znacznie bardziej zdecydowanie niż I sekretarz KC PZPR. Gomułka nie powiedział nic o „gruchotaniu kości”. Gierkowi to się zdarzyło, i to bynajmniej nie w ferworze przemówienia, jak później twierdził. Było to zaplanowane wystąpienie.

Wróćmy do Moczara. Jakie zachodzące wewnątrz partii procesy przyczyniły się do wzrostu jego popularności?

Przede wszystkim narastające zjawisko polonizacji ruchu komunistycznego. Nie ulega wątpliwości, że przed wybuchem II wojny światowej ta formacja była zdominowana przez działaczy żydowskiego pochodzenia. Po 1945 r. nastąpiła jej polonizacja, choć trzeba zauważyć, iż do 1956 r. wciąż był to komunizm niezwykle ortodoksyjny – zapatrzony w Moskwę, gdzie tępiono wszelkie próby samodzielnego działania. Dowodem na to był upadek Gomułki, który pewne rzeczy chciał robić po swojemu.

Tak więc autentyczna polonizacja aparatu partyjnego, stanowiącego istotę PZPR, następowała od 1956 r. Na najniższym szczeblu przeważało wtedy pokolenie ZMP-owskie, czyli ci, którzy w latach 40. i 50. stawiali pierwsze kroki w aparacie władzy, zaś po 1956 r. awansowali na wyższe szczeble. Trzeba wiedzieć, że to nie byli komuniści fanatyczni, nie mieli mentalności sekciarskiej. Wraz z polonizacją ruchu komunistycznego szukano nowych punktów odniesienia i nowych tradycji. Dlatego też pojawienie się Moczara, który miał nowy „pomysł” na komunizm, mogło dla wielu z nich uchodzić za coś atrakcyjnego, ponieważ w ten sposób mogli zobaczyć komunizm w polskim wydaniu. Już nie musieli tylko opowiadać o tradycji Armii Czerwonej i odwoływać się wprost do Lenina. Mieli także prawo przywoływać polskie tradycje ruchu robotniczego – Ludwika Waryńskiego czy Marię Koszutską. W pewnym sensie był to element sprzeciwu wobec dominacji sowieckiej w PRL.

Możemy mówić o dystansie Moczara wobec Moskwy?

Ten dystans był u niego zakamuflowany. Moczar nigdy nie wyrażał tego wprost. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną z jego wypowiedzi, w której zaakcentował, że na początku Polski „ludowej” byli różni „towarzysze”: ci walczący w kraju z Niemcami, a także grupa, która przybyła ze Wschodu. I bardzo dobrze, że przybyła – kontynuował Moczar – ale „ona nie do końca rozumiała naszą specyfikę narodową”. Ta retoryka przemawiała do młodszej części aparatu partyjnego. Dawała im nadzieję, że tych „starych dziadów” z KPP w końcu się wyrzuci, a oni zajmą ich miejsce.

Być może „Marzec” był pewnego rodzaju odwetem za epokę stalinizmu. W latach 50. środowisko „krajowców” – Moczar i Gomułka – zostało zmarginalizowane przez tzw. „zagraniczników”. Zdarzały się przypadki upokorzenia poszczególnych działaczy, np. Mieczysława Moczara przez Romana Zambrowskiego. Czy w 1968 roku Moczar w swoich poczynaniach mógł kierować się chęcią odegrania się na działaczach takich jak Zambrowski?

cdn.juz jutro

Poprzednie odcinki

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: