
Fala globalnego antysemityzmu, która przetoczyła się przez świat po masakrze z 7 października 2023 roku i w trakcie wojny w Strefie Gazy, wywołała zdumienie i przerażenie swoją czystą przewrotnością. Dziś staje się jednak jasne, że mamy do czynienia z jeszcze bardziej złowrogim wzorcem zachowań. Przerażający jest fakt, że rzeź Żydów dla wielu osób staje się bodźcem do domagania się krwi kolejnych ofiar.
Zjawisko to było widoczne już w samym dniu ataku, kiedy tłumy w zachodnich miastach zaczęły skandować hasła o ludobójstwie i „intifadzie teraz” – w momencie, gdy Izraelczycy wciąż walczyli z terrorystami dokonującymi masakr w ich domach.
W tym tygodniu prezydent Izraela Isaac Herzog odwiedził Australię, by wyrazić solidarność z tamtejszą społecznością żydowską. Wizyta odbyła się sześć tygodni po terrorystycznym ataku na plaży Bondi, gdzie islamscy zamachowcy zamordowali 15 osób, w tym 14 Żydów. W sposób obsceniczny pamięć o tych ofiarach została zbezczeszczona przez festiwal nienawiści na ulicach Sydney i Melbourne. Herzog został powitany przez tłumy krzyczące: „Od Gadigal do Gazy, zglobalizujcie intifadę!”, powielające te same kłamstwa, które podsycały atmosferę pogromu prowadzącą do tragedii na plaży Bondi.
Podobne zjawisko występuje w Wielkiej Brytanii. Raport organizacji Community Security Trust (CST) wskazuje, że atak terrorystyczny w synagodze w Manchesterze podczas Jom Kippur spowodował natychmiastowy skok liczby incydentów antysemickich. Zamiast współczucia, zbrodnie przeciwko Żydom wywołują falę agresji – i nie dotyczy to tylko marginesu społecznego, lecz tysięcy osób.
Poza granicami rozsądku
Nie ma w tym nic normalnego. To forma zbiorowego szaleństwa. Nawet głęboka niechęć do polityki Izraela nie wyjaśnia, dlaczego państwo to jest uznawane za największe zagrożenie dla świata, zasługujące na potępienie, jakiego nie doświadczają najgorsze tyranie, takie jak Rosja, Chiny czy Iran. Co napędza tę obsesję? Co skłania ludzi w rzekomo cywilizowanym Zachodzie do masowego nawoływania do mordowania Żydów?
Jednym z fundamentów jest tzw. „palestyńskość” – doktryna dążąca do zniszczenia Izraela, której korzenie tkwią zarówno w religijnej nienawiści, jak i w dziedzictwie sojuszu arabskich liderów z partią nazistowską w latach 30. XX wieku. Wykorzystując nazistowską demonizację Żydów oraz radziecką inwersję pojęć, sprawa palestyńska stała się „koniem trojańskim” dla antysemityzmu wśród liberałów i lewicowców. W ich kręgach „Palestyna” stała się moralnym punktem odniesienia, co w groteskowy sposób przekształciło bigoterię w nakaz sumienia.
W brytyjskim kurorcie Brighton aktywiści w kefijach chodzili od drzwi do drzwi, spisując mieszkańców odmawiających bojkotu izraelskich towarów, by stworzyć strefę „wolną od syjonistów”. To poziom nienawiści, który wymyka się racjonalnym wyjaśnieniom. To patologia, paranoiczna nerwica zbiorowa, która ignoruje rozsądek.
Czy walka ma sens?
Felietonista „New York Timesa” Bret Stephens zasugerował niedawno, że skoro antysemityzm jest odporny na logikę, Żydzi w diasporze powinni przestać próbować go pokonać, a zamiast tego skupić się na budowaniu własnych, silnych społeczności. Budowanie tożsamości jest kluczowe, ale nie wolno porzucać walki z obłędem ogarniającym Zachód.
Żydzi mają obowiązek świadczyć o prawdzie. Błędem jest również postrzeganie tej kwestii wyłącznie jako antysemityzmu – dziś wyraża się on głównie przez antysyjonizm. Zyskał on popularność, ponieważ żeruje na zniekształconych obrazach rzeczywistych wydarzeń, co nadaje mu pozory wiarygodności w oczach osób, które nie uważają się za antysemitów.
Z tymi kłamstwami należy walczyć. Antysyjonizm jest złem samym w sobie – to jedyna forma bigoterii, która odmawia jednemu konkretnemu narodowi prawa do samostanowienia w ojczyźnie przodków. Musimy szczerze przyznać, z czym mamy do czynienia: nienawiść do Żydów to wyjątkowe pragnienie wyeliminowania narodu, którego samo istnienie postrzegane jest jako nieakceptowalne.
Złudzenie „końca problemu”
Tragicznym powodem, dla którego ataki na Żydów inspirują część zachodnich społeczeństw do jeszcze większej agresji, jest przekonanie – wspólne z islamistami – że cel jest blisko. Wierzą oni, że są o krok od ostatecznego rozwiązania „problemu żydowskiego”. Przyjmują za prawdę propagandę organizacji humanitarnych, które przedstawiają demonizację Izraela jako „antyrasizm”.
Rządy Wielkiej Brytanii, Francji, Kanady czy Australii hipokrytycznie załamują ręce nad ofiarami w Bondi czy Manchesterze, jednocześnie powielając narrację podżegającą do nienawiści wobec Izraela i ulegając islamskiemu zastraszaniu.
Antysemici czują, że nadeszła ich godzina. Wierzą, że jeśli teraz „dokopią” Żydom, gdy ci są w trudnej sytuacji, mogą raz na zawsze usunąć ich ze swoich sumień i ze świata. Odpowiedzią na taką wojnę kulturową nie może być kapitulacja ani odwrócenie wzroku. Jedyną drogą jest podjęcie walki o prawdę.
Dlaczego przemoc wobec Żydów budzi nienawiść, a nie współczucie?
Kategorie: Uncategorized

