Uncategorized

Haredim nie mają wiarygodnych argumentów, by unikać służby w armii

Przyslal Leon Schatz

Izrael nie może utrzymać systemu, w którym jedna część społeczeństwa walczy, płaci podatki i przelewa krew, podczas gdy inna korzysta z zasobów państwa, nie dając nic w zamian.

Grupa ultraortodoksyjnych Żydów zablokowała ruch uliczny i tramwajowy w Jerozolimie, protestując przeciwko poborowi Haredim do IDF. 26 lutego 2024 r. (Foto: SOL SUSSMAN)

Autorzy: Louis Libin, Michael J. Salamon

2 lutego 2026 r.

Izrael znajduje się obecnie na rozdrożu, mierząc się z jednym z najpoważniejszych wewnętrznych wyzwań w swojej historii. Siły rezerwowe, niegdyś filar obronności kraju, są nadwyrężone do granic możliwości i skrajnie wyczerpane. Gospodarka chwieje się, a front wewnętrzny nosi blizny, które będą kształtować psychikę narodu przez pokolenia. W obliczu tej egzystencjalnej walki najszybciej rosnąca grupa demograficzna Izraela pozostaje wyraźnie nieobecna przy dźwiganiu narodowych obowiązków.

To nie tylko kwestia sprawiedliwości – to tykająca bomba zegarowa. Społeczeństwa, w których dochodzi do drastycznego podziału obowiązków, ryzykują nieodwracalne pęknięcie.

Od dziesięcioleci zwolennicy wyłączenia Haredim ze służby wojskowej argumentują, że studiowanie Tory i czyny chesed (miłosierdzia) stanowią ekwiwalent służby militarnej. Instytucje oraz liczne gemachim (fundusze samopomocowe), wspierające potrzebujące rodziny, są przedstawiane jako dowód wielkoduszności tej społeczności. Ogromna pomoc i solidarność okazane po masakrze z 7 października mają być potwierdzeniem, że grupa ta wnosi swój wkład na własny sposób.

Demonstracja Haredim w Jerozolimie, 23 lipca 2025 r. (Foto: MARC ISRAEL SELLEM)

Studia nad Torą niewątpliwie stanowią duchowy fundament Izraela. Jednak bez bezpiecznego państwa i żołnierzy stojących na straży, fundamenty te stają się kruche. Kraj pozbawiony obrony nie ma przyszłości, bez względu na to, jak szlachetne są intencje jego liderów duchowych.

Chesed (dobroć) jest rzeczywiście filarem żydowskiego życia – inspirującym i niezbędnym. Nie jest to jednak waluta, którą można wymienić na obronę narodową lub obowiązki obywatelskie. Przekonanie, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo kraju można „oddelegować” na innych, jest fundamentalnym błędem.

Najnowsze dane Izraelskiego Instytutu Demokracji oraz Centralnego Urzędu Statystycznego rzucają światło na rzeczywistość: różnica w poziomie wolontariatu między Haredim a innymi grupami społecznymi jest mniejsza, niż powszechnie się uważa – wskaźnik ten u ultraortodoksów jest wyższy zaledwie o około 7%.

Wkładu Haredim nie da się jednak porównać z poświęceniem reszty społeczeństwa.

Kilka lub kilkanaście godzin wolontariatu miesięcznie nie może równać się z tysiącami godzin spędzonych w mundurze, często w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia. Walka na froncie, długotrwała służba w rezerwie, porzucenie kariery i rozłąka z rodziną – to właśnie te wyrzeczenia są prawdziwym gwarantem bezpieczeństwa Izraela.

Surowa prawda jest taka, że wizerunek wspólnotowej hojności Haredim opiera się na barkach nielicznej, wyjątkowo zaangażowanej mniejszości. Większość nie służy w armii ani nie angażuje się w wolontariat na szeroką skalę. Co więcej, instytucjonalne zachęty do działań poza własną społecznością są minimalne. Większość istniejących inicjatyw chesed jest skierowana do wewnątrz, lecząc skutki ubóstwa i problemy społeczne wynikające częściowo z polityki zniechęcającej do służby i integracji z rynkiem pracy. To nie solidarność narodowa, lecz zamknięty ekosystem utrzymywany kosztem ogółu.

W tym samym czasie reszta Izraela wypełnia najważniejszą micwę – ratowanie i ochronę życia. Obowiązkowa służba mężczyzn trwa niemal trzy lata, po których następują dekady w rezerwie. Nawet żołnierze oddziałów Hesder służą przez półtora roku, łącząc to z nauką w jesziwie. Żołnierze liniowi ryzykują zdrowie fizyczne i psychiczne, a ich mobilizacja paraliżuje życie rodzinne i zawodowe. To nie jest działalność charytatywna – to warunek przetrwania państwa.

Ta nierównowaga nie jest drobną skazą, lecz strukturalnym pęknięciem, które grozi rozłamem narodu. Piechoty nie zastąpi się życzliwością, analityków wywiadu nie wymieni się na fundusze samopomocowe, a wolontariat „z doskoku” nie ma tej samej wagi co lata w okopach.

Izraelowi grozi krytyczny niedobór rezerw ludzkich. Rodziny są wycieńczone kolejnymi falami mobilizacji, podczas gdy coraz liczniejsza grupa obywateli twierdzi, że ten ciężar ich nie dotyczy. Kryzys pogłębiają aspekty gospodarcze. Bank Izraela wielokrotnie wskazywał, że gospodarstwa domowe Haredim są beneficjentami netto systemu – otrzymują z budżetu znacznie więcej w formie dotacji i zasiłków, niż wpłacają w podatkach.

System, który odciąga młodych mężczyzn od edukacji ogólnej i skazuje ich na dożywotnią zależność od państwa, poniósł klęskę. Nowoczesna gospodarka nie przetrwa, gdy najszybciej rosnąca część populacji odmawia pracy i służby, licząc na to, że reszta społeczeństwa sfinansuje jej rozwój.

Demografia sprawia, że sprawa staje się paląca. Populacja Haredim rośnie najszybciej i za kilka dekad będzie stanowić ogromną część społeczeństwa. Bez fundamentalnych reform w obszarze obronności, edukacji i zatrudnienia, cała struktura państwa może się zawalić. To nie ideologia, to matematyka. Żaden kraj nie przetrwa, jeśli duża część obywateli unika podatków i służby rezerwowej, polegając na innych w kwestii własnego bezpieczeństwa.

Istnieje tu również imperatyw moralny. Służba wojskowa to fundament, na którym opierają się wszelkie inne akty dobroci. Izrael potrzebuje żołnierzy, lekarzy i programistów, którzy nie zawiodą w godzinie próby. Jeśli społeczność ultraortodoksyjna nie zmieni kursu, konsekwencje będą tragiczne: młodzi mężczyźni zostaną bez zawodu, rodziny pogrążą się w biedzie, a izolacja grupy tylko wzrośnie.

Izrael nie może dłużej tolerować systemu „dwóch narodów” – jednego, który krwawi i płaci, oraz drugiego, który uważa modlitwę za wystarczający substytut krwi. Jeśli Haredim nie zaczną współdzielić narodowego ciężaru, pęknięcie społeczne zagrozi samemu istnieniu państwa Izrael.


O autorach:

  • Dr Michael J. Salamon – psycholog specjalizujący się w traumie, dyrektor ADC Psychological Services (Netanja / Nowy Jork).
  • Louis Libin – ekspert ds. strategii wojskowej, innowacji bezprzewodowych i cyberbezpieczeństwa.

Haredim nie mają wiarygodnych argumentów, by unikać służby w armii

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.