Uncategorized

Katar jest niczym Jeffrey Epstein światowej polityki.

Żołnierz katarskiej armii wystrzeliwuje pocisk przeciwczołgowy Javelin podczas ćwiczeń „Ferocious Falcon 6” z użyciem ostrej amunicji w strefie odpowiedzialności Centralnego Dowództwa Stanów Zjednoczonych (CENTCOM), 20 listopada 2025 r. Źródło: starszy sierżant sztabowy Richard P. Ebensberger / US Air Force.

Autor: Melanie Phillips

Kiedy o kimś mówi się, że jest pragmatyczny, ma to sugerować rozsądek, umiejętność pójścia na kompromis i trzymanie się złotego środka. Taka pochwała często bywa uzasadniona. Jednak pragmatyzm rozumiany jako przeciwieństwo zasad stał się jedną z przyczyn stopniowego upadku Zachodu.

Prezydent USA Donald Trump to zdeklarowany pragmatyk. Jego „sztuka negocjacji” polega na zdominowaniu drugiej strony w rozmowach, w których posiada on przewagę. Takie podejście definiuje jego politykę zagraniczną. Jednak zarówno w przypadku Iranu, jak i Strefy Gazy, zagraża to obecnie jego zamiarom przywrócenia szacunku dla potęgi Ameryki – nie wspominając o jego ambicjach bycia głównym rozjemcą na świecie.

W chwili pisania tego artykułu wciąż trwają negocjacje między Stanami Zjednoczonymi a irańskim reżimem, które mają stanowić alternatywę dla wojny. Warunki Trumpa obejmują rezygnację Teheranu z programu jądrowego, rakiet balistycznych i sponsorowania terroryzmu. To żądanie całkowitej kapitulacji, na którą reżim nigdy nie przystanie.

Jeśli Trump zdecyduje się na atak, dowiemy się, że zrozumiał, iż zawieranie układów między narodami ma swoje granice. Fakt, że wciąż daje się namawiać na kontynuowanie tych rozmów, budzi obawy, że jest manipulowany przez światowych mistrzów taktycznych ustępstw i zwłoki.

W Strefie Gazy, gdzie Trump powstrzymał Izrael przed całkowitą likwidacją Hamasu i zmusił go do zawieszenia broni, terroryści zdołali się przegrupować. Hamas codziennie łamie rozejm, atakując izraelskie oddziały. Mimo że organizacja odmawia demilitaryzacji, Trump realizuje drugi etap swojego planu pokojowego, który pierwotnie był od tej demilitaryzacji uzależniony. To ustępstwo jest kolejnym przykładem przedkładania pragmatyzmu nad zasady.

Ujawnia to błąd w rozumowaniu, który Trump dzieli ze swoimi liberalnymi przeciwnikami – dyplomatami głównego nurtu, dla których „rozwiązywanie konfliktów” jest dogmatem wiary ważniejszym niż zwycięstwo. Opiera się to na naiwnym przekonaniu, że wszyscy na świecie kierują się zachodnim modelem interesu własnego i krótkowzrocznością.

Dla takich pragmatyków myśl, że islamiści wierzą w wypełnianie boskiego dzieła poprzez mordowanie niewiernych, jest zbyt absurdalna, by traktować ją poważnie. W konsekwencji nie dostrzegają, że agenda Teheranu jest absolutnie nienegocjowalna. Nie rozumieją też, że dla Hamasu ustępstwa są oznaką słabości, która jedynie zachęca ich do podwojenia wysiłków.

W zeszłym tygodniu Steve Witkoff, specjalny wysłannik Trumpa, przekonywał prezydenta, że Hamas odda broń, „bo nie ma wyboru”. Twierdził, że terroryści porzucą swoje karabiny AK-47. Dlaczego mieliby to zrobić? Co miałoby ich do tego zmotywować?

Co więcej, brytyjski „Telegraph” doniósł, że Jonathan Powell, doradca premiera Keira Starmera ds. bezpieczeństwa narodowego, naciskał na amerykańskich urzędników, by pozwolić Hamasowi zachować broń osobistą. Powell sugerował, by dla przełamania impasu po prostu zrezygnować z żądania demilitaryzacji. Rozwiązanie proste, ale tragiczne w skutkach.

Powell, wpływowy w Waszyngtonie, od lat promuje pragmatyczne układy z terrorystami. Jego kontakty z przywódcami IRA w latach 80. i 90. doprowadziły do porozumienia wielkopiątkowego. Brytyjczycy nieustannie promują ten model jako uniwersalną strategię kończenia konfliktów, co jest błędem poznawczym. IRA dążyła do zjednoczonej Irlandii – celu politycznego i wymiernego. Islamistom, z ich fanatycznym planem zniszczenia Izraela i Zachodu, nie da się zaszczepić ducha pragmatyzmu.

Pragmatyzm w tym wydaniu polega na negowaniu istnienia zła i cnoty. Symbolem tej zdeprawowanej kultury stał się Jeffrey Epstein. Jego afera nie była anomalią, lecz ekstremalnym przejawem systemu, w którym normy moralne Zachodu uległy załamaniu. Hiperindywidualizm i subiektywizm sprawiły, że „nieosądzanie innych” stało się obowiązkiem, a moralność ustąpiła miejsca stylowi życia opartemu na całkowitej swobodzie.

W Wielkiej Brytanii sprawa Epsteina uderza w Starmera, który mianował lorda Mandelsona ambasadorem w USA, mimo wiedzy o jego bliskich relacjach z pedofilem-finansistą już po jego pierwszym skazaniu. Starmer uznał pragmatycznie, że talenty polityczne Mandelsona są warte ryzyka. Dziś ten zakład okazuje się przegrany.

Pragmatyzm sprawdza się tylko wtedy, gdy operuje w granicach moralności. Gdy te granice odrzuca, prowadzi do katastrofy. Najlepszym przykładem jest Katar – państwo powiązane z Bractwem Muzułmańskim, które od dekad korumpuje zachodnie uniwersytety, media i polityków. Zamiast widzieć w Katarze wroga, Ameryka uznała go za „cennego sojusznika” i pośrednika w rozmowach z Hamasem. Efektem była gra na zwłokę, która kosztowała życie wielu zakładników.

Dziś Katar zasiada w „Radzie Pokoju” Trumpa i lobbuje przeciwko uderzeniu w Iran. Można śmiało powiedzieć, że Katar jest Jeffreyem Epsteinem światowej polityki. Układy z diabłem nigdy nie kończą się dobrze, a Zachód wciąż nie odrobił tej lekcji.


Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Przypominam, że dążenie do zwycięstwa może się różnie skończyć. Np. cztery lata temu Putin postanowił podążyć do zwycięstwa nad Ukrainą. I w co wdepnął? Amerykanie też wdepnęli w Afganistan i w końcu się z niego wynieśli po 20 latach jako przegrani. Dlatego mają rację, że wolą nie ryzykować: Iran jest słaby, ale jednak dość duży i górzysty.
    Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.