Uncategorized

Czy Bibi w końcu ma dość Trumpa?

Amit Segal

Benjamin Netanjahu podaje rękę Donaldowi Trumpowi w grudniu 2025 r. (@netanyahu/X)

Jest niedziela, 8 lutego, a zepsuty zegar musi się przynajmniej raz zgodzić, prawda? Według Iranu, piątkowe rozmowy z USA w Maskacie dotyczyły „tylko” kwestii jądrowej – pomimo początkowego stanowiska, że przedmiotem rozmów będą również pociski balistyczne, regionalni pośrednicy i irańscy protestujący.

Teraz Benjamin Netanjahu ma w planach środową wizytę w Waszyngtonie, aby omówić rozmowy. Czy po tak wielu błędnych interpretacjach różnice między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi w końcu się urzeczywistniły?

Cóż, nie spieszmy się.

Jak dotąd z Jerozolimy nie napłynęły żadne agresywne sygnały. Z drugiej strony, do tej pory Netanjahu nigdy publicznie nie skonfrontował się z Donaldem Trumpem. Najgorsze, co zrobił, to wydanie o północy oświadczenia przeciwko Radzie Pokoju Trumpa za dopuszczenie flagi palestyńskiej w logo technokratycznej rady i wysłanie ministra spraw zagranicznych Gideona Sa’ara, aby „porozmawiał z Amerykanami”. To ostatnie brzmi niewinnie, ale jest to zniewaga – jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to Netanjahu jest ministrem spraw zagranicznych.

Jednak doświadczenie uczy nas ostrożności. Za każdym razem, gdy mówi się o poważnym rozłamie, okazuje się, że jest odwrotnie niż się wydawało. Najbardziej znanymi przykładami są operacja „Rising Lion”, koniec wojny w Strefie Gazy i kilka innych epizodów, które początkowo interpretowano jako konfrontacje, a później okazały się koordynacją działań.

Sugerowałbym dwie alternatywne możliwości wyjaśniające obecne napięcie.

Pierwsza z nich polega na tym, że Amerykanie – podobnie jak każdy, kto ma podstawową zdrową logikę – rozumieją, że poproszenie ajatollaha Alego Chameneiego o wypicie czterech filiżanek trucizny może być zbyt wielkim wyzwaniem, nawet dla niego. Jego poprzednik, Ruhollah Chomeini, twierdził, że wypił „truciznę” zakończenia wojny irańsko-irackiej bez całkowitego zwycięstwa – i przeżył. Jednak szanse, że Chamenei zdoła przełknąć utratę programu jądrowego, rakiet balistycznych, rozbrojenie Hezbollahu i Hamasu oraz zakończenie zabijania demonstrantów, są niewielkie.

Jeśli tak jest, atak pozostaje bardziej prawdopodobny niż nie. A kiedy do niego dojdzie, Netanjahu powie: Proszę Państwa, pomogłem to osiągnąć, nalegając na spełnienie żądań.

Druga możliwość jest prostsza.

Netanjahu miał w przyszłym tygodniu uczestniczyć w posiedzeniu Rady Pokoju Trumpa w Waszyngtonie. Zdjęcie, na którym siedzi obok przedstawicieli Kataru i Turcji w jakimkolwiek kontekście – zwłaszcza podczas dyskusji na temat ich przyszłej roli w Strefie Gazy, wyznaczonej przez Amerykę – nie jest tym, które chciałby, aby krążyło w roku wyborczym. Fałszywe napięcie w stosunkach z USA, które przyspiesza wcześniejszą wizytę, może być po prostu sposobem Bibiego na odłożenie spotkania na później.

Odpowiedź będzie musiała poczekać do środy, kiedy to Netanjahu po raz siódmy odwiedzi Trumpa od czasu jego drugiej inauguracji.

Leonard Cohen śpiewający dla żołnierzy podczas wojny Jom Kippur w 1973 r., z generałem – i przyszłym premierem – Arielem Sharonem po lewej stronie i izraelskim muzykiem Mattim Caspi po prawej.

Dziś rano Izrael stracił jedną ze swoich muzycznych legend, Mattiego Caspi. W Izraelu Caspi był jednym z najbardziej charakterystycznych głosów lat 70., znanym z piosenek takich jak „Lo Yadati SheTelchi Mimeni” („Nie wiedziałem, że mnie opuścisz”) i „Brit Olam” („Przymierze miłości”). Dla osób spoza Izraela mógł mieć większe znaczenie jako mało znany partner „poety rocka”, Leonarda Cohena.

Wiele osób rozpozna kultowe zdjęcia Cohena odwiedzającego Półwysep Synaj, aby rozweselić zniechęcone izraelskie wojsko podczas wojny Jom Kippur w 1973 roku. Mniej znanym faktem poza Izraelem jest to, że Caspi towarzyszył mu podczas tej podróży. Piosenka „Lover Lover Lover”, którą Leonard – posługujący się swoim hebrajskim imieniem Eliezer – napisał podczas tej wizyty, została zaaranżowana z pomocą Caspiego.

Podczas wizyty, pod nagłówkiem „Air Base” (Baza lotnicza), pojawiło się osiem wersów napisanych ręcznie przez Cohena:

Udałem się na pustynię

aby pomóc moim braciom w walce

Wiedziałem, że nie byli w błędzie

Wiedziałem, że nie mieli racji

ale kości muszą stać prosto i chodzić

a krew musi płynąć

a ludzie tworzą brzydkie linie

na świętej ziemi

Cohen później zmienił zdanie na temat swojego zaangażowania, wykreślając wers „pomagać moim braciom walczyć” i zastępując go „patrzeć, jak dzieci walczą”. Podczas tej intensywnej i pełnej emocji podróży Caspi towarzyszył poecie.

Śmierć Caspiego jest znaczącą stratą dla historii muzyki izraelskiej – i, cytując słowa Cohena z utworu „Tower of Song”: „Żegnam Państwa, żegnam, żegnam”.

Więcej informacji na temat podróży Leonarda Cohena można znaleźć w doskonałej książce Mattiego Friedmana Who by Fire: War, Atonement, and the Resurrection of Leonard Cohen.

Czy Bibi w końcu ma dość Trumpa?

Kategorie: Uncategorized

4 odpowiedzi »

  1. @Michael ben Ari
    ”My też”
    Znaczy kto?
    Te setki tysięcy osób którzy na niego głosują z każdym razem…?
    Amit Segal jest jeden swietbym dzienikarzem i jeden z nielicznych dziennikarzy którzy są prawicowy i w dodatku występuje w izraelskiej ”arutz 12” znaczy kanał telewizyjny którego propaganda anty izraelska by nawet Władysława Gomułke nie zawstydziła.Oczywiście to się nie podoba strony ”my też” którego go nie nawidzą

  2. Nie wiem, czy Netanjahu ma dosyć Trumpa, ale niewątpliwie Trump ma dosyć Netanjahu. My też. Autor tej wypociny, Amit Segal, jest znany jako propagandowa trąba Netanjahu.

  3. Darmowy i entuzjastyczny przedstwiciel Hamasu we Francji przewidywalnie uzywa ” lobby zydowskie” i oburza go atakowanie jego kolegi w Katarza, to ” ponizenie Trumpa”.
    Boi sie o siebie ?

  4. Co za brak zrozumienia relacji Netanjahu do prezydentów USA! Bibi zawsze im pokazywal « gdzie stoi szafa » i kto ma więcej do powiedzenia i kto jest zalezny od kogo, Bibi mial zawsze dosć przeydentów i to z wzajemnoscia. Trump jest wyjatkiem, Bibi nie ma na niego haka jak poparcie ewangielistów czy lobby zydowskiego.
    Ale mimo to próbowal go ponizyć i pokazać ze nie interesuje go bliskowschodnia polityka US , taki byl cel zaatakowania przedstawicieli Hamasu w Katarze.
    I przeliczyl się, jego « sprawdzam » skończylo się fiaskiem; publicznym kajaniem się, umowa o sojuszu wojskowym Katar-US i pokazaniem ze Izrael jest sojusznikiem drugiej kategorii.
    Jezeli Palestyńczycy nie znudza się Trumpowi, jak Grenlandia, Izrael będzie mial malo do powiedzenia o losach Gazy, obecnosci wojsk Turcji czy Kataru i przyszlosci Hamasu.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.