Uncategorized

Przykazania nie-mądre

Jan Hartman

W czasach nie-ludzkich skarbem człowieka jest jego psychologiczna wiedza i autoterapeutyczne umiejętności. Moje dobre rady nie-mędrca są świadectwem jednego i drugiego.

Od wylądowania Amerykanów na Księżycu żyjemy w nadrzeczywistości. Co kilka lat wydarza się coś tak absurdalnie nieprawdopodobnego, że doszliśmy do momentu, w którym nic nie może nas zdziwić. Wszystkie punkty orientacyjne zniknęły z horyzontu, chociaż dryf też już nas nie przeraża. W końcu Ziemia jest okrągła i cała należy do nas. Możemy wylądować wszędzie, byleby zdrowie było i co do garnka włożyć. A z tym ostatnim nawet nie jest źle. Żadne ludzkie pokolenie w przeszłości nie miało tak jak my.

Lądowania na Księżycu nie pamiętam, bo byłem malutki, ale wydarzyło się to całkiem niedawno – niespełna 60 lat temu. A potem? Potem przyszły komputery. Upadł Związek Radziecki. Pojawił się internet, smartfony i media społecznościowe. Następnie mężczyźni zaczęli wychodzić za mąż, a kobiety się żenić. Chiny stały się najpotężniejszym mocarstwem, a Stany Zjednoczone zapadają się w szaleństwo dyktatury. Globalne ocieplenie chwyta nas za gardła, a globalna zaraza na rok zatrzymuje życie. Wojna Rosji z Zachodem wydaje się nieuchronna, tak jak powstanie genetycznie zmodyfikowanych postludzi. A sztuczna inteligencja tańczy, śpiewa, recytuje…

Żadne rewolucje przemysłowe ani inne elektryfikacje nie mogą się równać z tym ciągiem wydarzeń, chociaż oglądanie, jak zapaliło się światło, usłyszenie pierwszego dzwonka telefonu i pierwszej audycji radiowej musiało być doświadczeniem zapierającym dech w piersi. Nie mówiąc już o samolocie i telewizorze. Tyle że to wszystko nie podważało sensu jednostkowej egzystencji ani nie wywracało wyobrażeń o życiowym sukcesie, szczęściu, dobru i złu.

Wszystko się zmieszało ze wszystkim, a my zgłupieliśmy wystarczająco gruntownie, żeby odechciało się nam mądrzeć z powrotem. Bo na to wszak nie ma mądrych, a w każdym razie nie tak mądrych jak jakiś ej-aj. Cóż nam więc pozostaje, jeśli nie podnieść się z tego błota, obetrzeć, rozejrzeć po najbliższej okolicy i urządzić za pomocą tego, co znajdziemy pod ręką? Przecież wszelkie ambicje światowe nie mają już sensu. Idealizm okazał się narcystyczną i egzaltowaną opresją. Wiara w człowieka niewarta już więcej niż wiara w Boga czy kogoś w tym rodzaju. Cynizm jest tak samo nudny i śmieszny jak patos i mądrość kapłanów albo filozofów, za to miłości i nadziei mamy pod dostatkiem, podobnie jak chandry. Jesteśmy zaburzeni, lecz nie tak strasznie jak nasi przywódcy. Terapie są drogie, lecz dostępne, a życie zapowiada się na długie i zakończone względnie komfortową śmiercią w hospicjum. Potem urna w kolumbarium, grób na wirtualnym cmentarzu; pośmiertny awatar na socjalach. W sumie lajk. Żyć, nie umierać, a i umrzeć jest jakby OK.

Jako postfilozof, postcyniczny postpostmodernista, zalecam, co następuje. Po pierwsze, nie przejmuj się. Masz co jeść, a reszta jest milczeniem. Po drugie, nie walcz. Nie zmienisz świata, pieniądze znacznie powyżej średniej są mało przydatne, a wywalczone miłości to ułuda. Nic na siłę. Po trzecie, niczego nie oczekuj ani od świata, ani od siebie, ani od innych. Nie licz też na innych ani tym bardziej na siebie. Przeliczysz się i będziesz musiał chodzić na terapię.

Zresztą i tak „nie jesteś tego warta”. Po czwarte, bierz, co jest, i nie wybrzydzaj. Kolega, koleżanka też się nada, jeśli ma w miarę równo pod sufitem. Byle nie siedzieć samemu na tej kanapie. Po piąte, bądź koleżeński i rób to, co do ciebie należy i do czego się zobowiązałeś, mniej więcej dobrze i na czas. Byle bez gorliwości. Po szóste, dbaj o siebie i swoje przyjemności. Co zjesz, to twoje. Po siódme, ciesz się na przyszłe dni. Nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. Najwyżej się umrze. Ale przecież nie jutro. A jeśli nawet, to trudno. Po ósme, nie popadaj w afektację. Wszystkie te poetyczne i religijne uniesienia niewarte są robienia z siebie idioty. Dość jest na świecie przyjemności, które nie ogłupiają. Po dziewiąte, dbaj o dzieci i zwierzęta. Tylko niewinni zasługują na to, by dostać coś za darmo. Po dziesiąte, gdy widzisz świństwo, to chociaż spluń. Świat nie będzie lepszy, ale łajdak ma święte prawo wiedzieć, że jest łajdakiem.

Nie jest to może porywający dekalog, ale znam kilka gorszych. Zresztą nie o porywanie serc ani rząd dusz tutaj chodzi. Raczej o przetrwanie w świecie, którego nie jesteśmy w stanie ani zrozumieć, ani zmieniać na lepsze, bo jesteśmy tylko ludźmi, a on… pozaludzki. Nie możemy go już zawrócić, uczłowieczyć, przyciąć do miłego formatu, w którym dobrzy ludzie sieją wokół siebie ziarenka dobra, a z nich wyrastają gaje i oazy miłości na pustyniach zła i nienawiści. To już nie działa. Samowiedza psychologiczna unieważniła naszą samowiedzę moralną. Cnoty są iluzoryczne, a równowaga emocjonalna wymaga czegoś więcej niż praktykowania roztropności, męstwa i umiarkowania. W czasach nie-ludzkich skarbem człowieka jest jego psychologiczna wiedza i autoterapeutyczne umiejętności. Moje dobre rady nie-mędrca są świadectwem jednego i drugiego. Na niczym innym nie warto się znać i niczego innego umieć.

Przykazania nie-mądre

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.