
Stefan Frank
Ruch bojkotujący Izrael obrał nowy cel: na całym świecie coraz częściej atakowane są restauracje mające choćby najmniejszy związek z państwem żydowskim.
Miznon to nowoczesna sieć restauracji izraelskiego szefa kuchni Eyala Shaniego. Słynie ona z kreatywnych nadzień do pity, stanowiących nową interpretację klasycznego street foodu. Zamiast standardowego falafela, w centrum uwagi znajdują się tu składniki takie jak duszona jagnięcina, stek, jajko czy pieczony kalafior. Założona pierwotnie w Tel Awiwie sieć jest dziś obecna w takich metropoliach jak Berlin, Paryż i Nowy Jork. Koncepcja opiera się na świeżych produktach, otwartych kuchniach i swobodnej atmosferze. Miznon to dowód na to, jak proste jedzenie uliczne może odnieść międzynarodowy sukces.
Jednak nie wszystkim to smakuje. Niemal w każdy piątkowy wieczór przed restauracją Miznon w Londynie odbywają się protesty. Są one wymierzone w projekt współwłaściciela, Eyala Shaniego, który dostarcza posiłki żołnierzom Sił Obronnych Izraela (IDF) oraz ocalałym z masakry dokonanej przez Hamas 7 października 2023 roku. Ponadto drugi współwłaściciel, Shahar Segal, jest krytykowany za swoją tymczasową działalność w roli rzecznika prasowego Gaza Humanitarian Foundation (GHF).
Krytyka dotyka również londyńską policję, której zarzuca się brak wystarczających działań w celu zapobiegania nękaniu i zastraszaniu gości oraz pracowników lokalu. Tłum stojący przed restauracją wykrzykuje przez megafony hasła typu „Nie mamy apetytu na ludobójstwo”, bębni i skanduje „Shut it down!” (Zamknąć to!). W przemówieniu wygłoszonym w brytyjskiej Izbie Lordów konserwatywny peer, Lord Leigh of Hurley, stwierdził: „Było tam wielu bardzo agresywnych i zastraszających demonstrantów, a policja po prostu stała i patrzyła”.
Ataki na całym świecie
W Melbourne podobna demonstracja w lipcu ubiegłego roku doprowadziła do dewastacji lokalu Miznon. Około dwudziestu osób wtargnęło do restauracji, rzucało jedzeniem i krzesłami oraz wykrzykiwało antyizraelskie hasła. Tego samego wieczoru w Melbourne podpalono synagogę i samochody należące do żydowskich właścicieli.
W Berlinie latem ubiegłego roku grupy antyizraelskie protestowały przeciwko otwarciu restauracji „Gila and Nancy” – nowego projektu Shaniego i Segala. Portal Zeit Online powiązał fakt otwarcia lokalu przez Żyda w Berlinie ze skandalem, zadając retoryczne pytanie: „W środku wojny w Strefie Gazy izraelski szef kuchni chce otworzyć swoją pierwszą restaurację w Berlinie. Czy to może się udać, skoro Palestyńczycy głodują?”. Tylko osoby o głęboko zakorzenionej, antysemickiej wizji świata są w stanie dostrzec logiczny związek między tymi faktami.
Nikt przecież nie protestowałby przeciwko palestyńskiej czy chińskiej restauracji z powodu sprzeciwu wobec działań Hamasu lub rządu w Pekinie. Jednak Żydzi, według protestujących, nie powinni mieć prawa ani do publicznego gotowania, ani jedzenia. Te protesty – a w niektórych przypadkach zamieszki – obnażają jedynie brak cywilizacyjnych norm u ich uczestników.
Antysemityzm dąży do stłumienia wszelkich przejawów żydowskiego życia. Żydów nie wolno widzieć ani słyszeć – nie wolno też smakować niczego, co przygotowali. Żydowscy muzycy i sportowcy nie mogą występować, a grupy taneczne są obrzucane kamieniami. 44 lata po ataku terrorystycznym na paryską restaurację Jo Goldenberg, w którym zginęło sześć osób, a dwadzieścia dwie zostały ranne, żydowskie lokale gastronomiczne ponownie znalazły się na celowniku.
W tym miesiącu w Lipsku zaatakowano koszerną kawiarnię. Jak poinformowała gazeta „Jüdische Allgemeine”, pracownica kawiarni Ha Makom zauważyła dwoje dzieci zdejmujących flagę Izraela z budynku. Gdy zwróciła im uwagę, oddały flagę i odeszły.
Niedługo potem wróciły jednak z grupą sześciu innych młodych osób i zaczęły rzucać pełnymi plastikowymi butelkami w kierunku 46-letniej kobiety, która doznała obrażeń goleni. Atakowi towarzyszyły rasistowskie wyzwiska. Następnie napastnicy próbowali wtargnąć do kawiarni, uderzając w szybę tablicą reklamową. Policja, na podstawie nagrań wideo, zidentyfikowała dwóch podejrzanych w wieku dziesięciu i jedenastu lat, którzy byli już wcześniej znani jako młodociani sprawcy czynów karalnych.
„Zawsze interesował mnie tylko smak ich fantastycznej babki”
Po drugiej stronie świata, w Australii, koszerna piekarnia Avner’s Bakery ogłosiła zamknięcie po fali nienawiści, która wezbrała po masakrze na plaży Bondi. W oświadczeniu napisano: „Stało się jasne, że w Australii nie jest już możliwe zapewnienie bezpieczeństwa miejscom, które otwarcie identyfikują się jako żydowskie. Po dwóch latach nieustannego nękania, aktów wandalizmu i zastraszania naszej małej piekarni, musimy realistycznie ocenić zagrożenie. Jako firma otwarta dla każdego, nie możemy dłużej gwarantować bezpieczeństwa naszym pracownikom i klientom”.
Podobna sytuacja ma miejsce w Stanach Zjednoczonych. Pracownicy nowojorskiej sieci piekarni należącej do Izraelczyka, słynącej z doskonałej babki czekoladowej, utworzyli związek zawodowy pod egidą UAW, by natychmiast zażądać „zaprzestania wspierania przez firmę ludobójstwa w Palestynie”. Przedstawiciele związku odmówili rozmowy z New York Timesem, zarzucając gazecie, że ona również „wspiera ludobójstwo”.
„Pieczemy babki. Nie mieszamy się do polityki” – odpowiedział rzecznik sieci w rozmowie z agencją Jewish News Syndicate (JNS). „Zawsze byliśmy miejscem, w którym spotykają się ludzie o różnym pochodzeniu, by dzielić radość z pieczenia. Niepokoi nas, że polityczne podziały wkraczają do naszej codziennej pracy”.
Obserwatorzy zauważają, że w tym przypadku działalność związkowa została instrumentalnie wykorzystana do celów politycznych. Yair Klyman, doradca finansowy z Nowego Jorku, podkreślił: „Breads Bakery to marka o żydowskim charakterze kulturowym, wywodząca się z Tel Awiwu. Wygląda na to, że została zaatakowana w ramach ruchu BDS, a nie z powodu realnych problemów pracowniczych”.
Alexandra Bellak, wieloletnia klientka, dodaje: „Wiem, że założyciele są Izraelczykami, ale mnie zawsze interesował tylko smak ich fantastycznej babki. Nie rozumiem, kiedy babka stała się tematem politycznym – przecież ma ona przynosić radość!”.
Łatwe cele
Restauracje i piekarnie są dla antysemickich aktywistów „atrakcyjnym” celem. W przeciwieństwie do synagog czy centrów społecznościowych, które posiadają ochronę i monitoring, lokale gastronomiczne są z natury otwarte i łatwo dostępne z ulicy. Jak zauważa dziennikarka Vanessa Berg: „Są to miejsca spotkań i kultury, co czyni je zarówno bardzo widocznymi, jak i wyjątkowo podatnymi na ataki”.
W Maryland i Waszyngtonie koszerna restauracja Shouk musiała zamknąć swoje podwoje pod koniec września 2025 roku. Choć słynęła z wegańskiego jedzenia i zdobywała liczne nagrody, nie przetrwała bojkotu. Założyciel lokalu, Ran Nussbacher, przyznał: „Znaleźliśmy się w toksycznym klimacie politycznym. Część stałych bywalców przestała nas odwiedzać tylko dlatego, że firma ma związki z Izraelem”. Restauracja została wpisana na „czarną listę” przez lokalne grupy związane z ruchem BDS.
Z początkiem stycznia w Lizbonie zamknięto popularną żydowską restaurację Tantura, prowadzoną przez parę szefów kuchni. Przez dziesięć lat odzwierciedlała ona izraelski tygiel kulturowy, ale po 7 października 2023 roku stała się celem regularnych ataków – od antysemickich graffiti, przez oszczerstwa w sieci, aż po agresywne kampanie bojkotu.
Po hasłach „Nie uprawiaj sportu z Żydami” i „Nie śpiewaj z Żydami”, nadszedł czas na mroczne: „Nie jedz u Żydów”.
„Nie jedzcie u Żydów”
Kategorie: Uncategorized


Bylem kilk razy w Miznon w Londynie, ostatnio kilka miesiecy temu, niedaleko Oxford Strret. Zawsze jem tam to samo, watrobki w pita., polecam, rozplywa sie na jezyku.
Wtedy zadnych demonstracji nie bylo, moze dlatego bo to w Soho, mnostwo innych restauracji dookola ktore by zablokowali, dobrze by na tym nie wyszli, Policja na pewno by interveniowala