Ryszard Horowitz

Fotograf, specjalista w dziedzinie zdjęć reklamowych, prekursor cyfrowego przetwarzania fotografii. Urodził się 5 maja 1939 roku w Krakowie. Mieszka i pracuje w Nowym Jorku.

horowitz ryszard portret_6198314W czasie II wojny światowej mieszkał wraz z rodziną w krakowskim getcie, następnie był więziony w obozach koncentracyjnych. Znalazł się na słynnej „liście Schindlera” i jest jednym z najmłodszych uratowanych więźniów Oświęcimia. Po wojnie wraz z ocalałymi bliskimi powrócił do Krakowa. W dzieciństwie przez pewien czas wychowywał się razem z Romanem Polańskim, z którym zbudował swój pierwszy powiększalnik fotograficzny z tektury. Zdjęcia zaczął wykonywać już w wieku czternastu lat, ale jego droga do fotografii wiodła przez malarstwo.

– Miałem ogromne szczęście, że w liceum sztuk plastycznych w Krakowie spotkałem Adama Hoffmana, artystę malarza, wybitnego pedagoga i wspaniałego człowieka, z którym przyjaźniłem się do końca jego życia (zmarł w 2001 roku) – wspomina Ryszard Horowitz. – To on zaszczepił mi, młodemu chłopcu, miłość do sztuki, pokazał, jak powinienem postępować jako początkujący artysta. Profesor pokazywał nam sztukę klasyczną, uczył, jak kopiować mistrzów, uczyć się od nich kreski, kompozycji, zwracał naszą uwagę na to, co dzieje się ze światłem na trójwymiarowym przedmiocie.

Przez dwa lata, do 1959 roku, Horowitz studiował malarstwo w krakowskiej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych, potem zaś na Akademii Sztuk Pięknych. Czas jego artystycznego dojrzewania przypadł na lata odwilży. Kraków uchodził w tym czasie za centrum awangardowego malarstwa, teatru i filmu. Horowitz przyjaźnił się z artystami Piwnicy pod Baranami, fascynował się jazzem (sam grał na klarnecie) i interesował amerykańską fotografią. Dokumentował na zdjęciach narodziny polskiego jazzu. W 1958 roku przygotował na wystawę w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie zdjęcie przedstawiające kobiecy akt, zatytułowane „Nagi krajobraz”. Po kilku godzinach praca została jednak usunięta z ekspozycji z przyczyn obyczajowych.

W 1959 roku Horowitz wyjechał do Nowego Jorku, gdzie rozpoczął studia w prestiżowym Pratt Institute na wydziale projektowania i grafiki reklamowej. Poznał wtedy jednego ze swoich mistrzów – wybitnego fotografa Richarda Avedona. Był jego asystentem m.in. podczas sesji zdjęciowej Salvadora Dali w 1963 roku. W pracowni Avedona spotkał z kolei Aleksego Brodovitcha, najbardziej wpływową postać w pokoleniu fotografów amerykańskich określanych mianem Szkoły Nowojorskiej. Uczestniczył w cotygodniowych seminariach prowadzonych przez Brodovitcha, który stale powtarzał swoim studentom: „Zadziwcie mnie”. To przesłanie będzie towarzyszyło Horowitzowi przy realizacji własnych prac.

Z dyplomem w kieszeni rozpoczął pracę w biurach zajmujących się projektowaniem grafiki filmowej i telewizyjnej, brał udział w ważnych kampaniach reklamowych. W końcu trafił do agencji reklamowej Grey Advertising, gdzie po pewnym czasie objął stanowisko dyrektora artystycznego. Jednak w 1967 roku, po dwóch latach pełnienia tej funkcji, otworzył własną agencję fotograficzną.

– Ja szedłem swoją drogą, trochę pod prąd, z nadzieją, że znajdę jakąś niszę, że klienci reklamowi na tyle mnie polubią, że dadzą mi zarobić na życie. Moja pierwsza, duża kampania reklamowa wyszła we Francji. To był Rodier, największy francuski producent włókien tekstylnych – opowiada.

Horowitz wypracował w fotografii reklamowej własny, bardzo charakterystyczny styl, który przyniósł mu światowe uznanie (znawcy nazywają go nawet „stylem Horowitza”).

– O ile zastanawiam się, czym jest moja sztuka, myślę, że na pewno jest to połączenie galicyjskiego surrealizmu i amerykańskiego szaleństwa – mówi artysta. – Tak mi się szczęśliwie ułożyło, że nie pozbyłem się korzeni. Byłem dobrze wykształcony w Polsce, miałem podstawę do tego, by znaleźć swoje miejsce w Ameryce. Zderzenie tych dwóch światów nadało styl mojej pracy.

W jego formułowaniu kluczową rolę odegrały eksperymenty z technikami fotografowania oraz gra z formą odwołująca się do doświadczeń i tradycji surrealistycznych. Zdjęcia Ryszarda Horowitza przedstawiają odrealnione sceny rodem z marzeń sennych, grę symboli i obrazów. Artysta zadziwia sposobem obrazowania, przywodzącym na myśl klimat obrazów Magritte’a i Salvadora Dali.

– Nadrealizm nauczył go aranżować niezwykłe spotkania zwykłych przedmiotów, stosować niezwykłe proporcje. One dopiero tworzą zamierzony przez niego klimat. Ile trzeba odwagi, żeby zdobyć się na ten rodzaj prostoty, a ile talentu i umiaru, żeby rezultat był tak sugestywny i tak fascynujący – komentował fotograf i przyjaciel artysty, Zbigniew Dłubak.

Horowitza od poczatku fascynowała metamorfoza struktur, przechodzenie jednej materii w drugą, łączenie, przenikanie się form. Aby osiągnąć takie efekty stosował rozmaite techniki: retusz, wielokrotne naświetlanie kliszy w aparacie, przekładanie błony z aparatu do aparatu i kolejne naświetlania, a także manipulacje w ciemni. Później robił to samo za pomocą techniki komputerowej i specjalnych programów. Często posługuje się techniką fotomontażu, ale pracę nad projektem zawsze zaczyna od opracowania konceptu i szkicu.

Pierwsze oryginalne realizacje Horowitza powstały około 1970 roku jako efekt eksperymentów z szerokokątnym obiektywem i fałszywą perspektywą. Efektem tego były charakterystyczne zdjęcia wykorzystujące zasadę montażu optycznego. W drugiej połowie lat 60. artysta przypadkiem odkrył zjawisko, które pomogło mu opracować własną metodę pracy. Podczas fotografowania modelki w studio aparatem z szerokim kątem Horowitzowi włączył się na moment flesz. Już przy wywoływaniu zdjęć zauważył, że na skutek błysku lampy przedmioty na pierwszym planie wydawały się monumentalne, a stojąca za nimi modelka „skurczyła się” do niewielkich rozmiarów.

Artysta zainteresował się też fotografią wieloelementową, czyli taką która składa się z wielu zdjęć złożonych w jednolitą całość. Chociaż każda jego praca skomponowana jest z fragmentów zarejestrowanych w różnych miejscach i w różnym czasie, to efekt ostateczny sprawia wrażenie spójnej całości, daje iluzję zjawiska uchwyconego w jednym momencie. Początkowo Horowitz osiągał niesamowite efekty dzięki pracochłonnej technice masek fotograficznych. Był pionierem efektów specjalnych w fotografii na długo przed erą Photoshopa. Tak powstała np. „Apolonia”(1985) czy zdjęcia dla kampanii reklamowej Lincoln-Mercury.

– Często oglądając moje prace ludzie są przekonani, że powstały niedawno i to przy użyciu oprogramowania komputerowego. Wiele z nich stworzonych zostało jednak przed rokiem 1990, kiedy nie zdawałem sobie sprawy z istnienia komputerów – mówi artysta.

Pod koniec lat osiemdziesiątych Horowitz mógł już zrezygnować z pracy w ciemni. Żona Jerzego Kosińskiego, Kiki, powiedziała w jednym z wywiadów, że komputer z możliwością cyfrowej obróbki obrazu został po prostu stworzony dla tego artysty. W 1991 roku, podczas otwarcia wystawy Horowitza w Centrum Fotografii w Genewie, oficjalnie uznano go za inicjatora nowego stylu w fotografii reklamowej.

Podczas realizacji pierwszych zdjęć z wykorzystaniem komputera pracował z programistami, gdyż uzyskanie pewnych efektów wymagało specjalnych aplikacji. Tak było np. podczas tworzenia pracy„Ptaki II”. Ukazuje ona białego gołębia wlatującego do skręconej tuby i pojawiającego się po jej drugiej stronie już z kolorowymi piórami, jak papuga. Duże uznanie zyskała także inna realizacja Horowitza: portret Jerzego Kosińskiego przekształcającego się w ptaka. Jego dziełem są również modelki wyskakujące z flakonów perfum lub ciągnące za sobą morską falę, gołębie przelatujące przez szybę etc. W reklamie słynnej firmy jubilerskiej sfotografował jej właściciela siedzącego na zapięciu wielkiego naszyjnika z pereł, ktory unosił się na tafli wody.

– Fotografie reklamowe Ryszarda Horowitza z rzadka tylko mają charakter informacji bezpośredniej o reklamowanym przedmiocie. Pobudza on raczej wyobraźnię widza, zmusza go do pewnych skojarzeń, często daleko odbiegających od merytorycznej treści reklamy – pisał w katalogu wystawy artysty Zbigniew Łagocki.

Horowitz nie pozwala jednak na to, aby komputer przejął kontrolę nad jego własną ideą.

– Komputer jest dla mnie tylko narzędziem – deklaruje. – Fotografowie pracujący tradycyjną techniką nie powinni obawiać się elektronicznego obrazowania. Nie sądzę żeby tradycyjna fotografia szybko zaniknęła, jednak każdy powinien na bieżąco śledzić nowe technologie. W tej chwili nie ma żadnego znaczenia, czy korzysta się z tradycyjnych technik, czy nie. Najważniejszą rzeczą jest efekt końcowy, to, co dana osoba ma do powiedzenia. Nie sam warsztat decyduje, nie decyduje to, czy ktoś używa takiego czy innego aparatu, takiego czy innego obiektywu. To nie ma żadnego znaczenia.

Komputerowe manipulacje pozwalają na zacieranie śladów mistyfikacji, często spotykanych w fotomontażach Horowitza. Na przykład na „Alegorię I” z lat 90. złożyło się wiele zdjęć – niebo pochodzi z Peru, woda z Oceanu Atlantyckiego, a pozostałe elementy kompozycji zostały sfotografowane w pracowni.

Horowitz pracował początkowo z wieloma studiami komputerowymi, które specjalizowały się w tworzeniu efektów specjalnych na potrzeby fotografii, filmu i telewizji, aby w końcu nawiązać kilkuletnią współpracę z firmą R/GA Print Roberta Greenberga, dysponującą najbardziej zaawansowanym sprzętem. W 1994 roku artysta na tyle dobrze wyposażył własną pracownię w komputery Macintosh i stacje robocze Silicon Graphics, że od tej pory mógł samodzielnie realizować własne pomysły.

Określany mianem surrealisty fotografii i sztukmistrza obiektywu, od pewnego czasu nie zajmuje się już reklamą: eksperymentuje, poznaje nowe techniki, urządzenia optyczne i cyfrowe. Sam nazywa swoje prace fotokompozycjami -zdjęcie jest dla niego czymś w rodzaju kompozycji muzycznej.

W 2010 roku zorganizował sesję fotograficzną poświęconą Poznaniowi. To trzecie miasto, które sfotografował – po rodzinnym Krakowie i Nowym Jorku. Po raz pierwszy jednak Horowitz korzystał ze specjalnego aparatu, takiego samego, którego NASA używa do fotografowania Marsa. Efekt jego pracy stanowiło 40 zdjęć zrobionych z ziemi i z perspektywy „lotu ptaka”. Artysta użył m.in. podnośnika hydraulicznego, wchodził na dachy i wieże, a ostatni etap sesji zdjęciowej realizował z helikoptera.

W 1987 roku Galerii Zachęta w Warszawie odbyła się indywidualna wystawa Ryszarda Horowitza, a w roku 1994 roku artysta prezentował swoje prace podczas festiwalu Camerimage w Toruniu.

Ważniejsze nagrody i wyróżnienia:

• 1982 – Golden Cadillac Award w Detroit za najlepszą kampanię reklamową samochodu roku
• 1983 – tytuł Amerykańskiego Fotografa Roku w ogólnonarodowej ankiecie magazynu Adweec
• 1991 – nagroda amerykańskiego Stowarzyszenia Fotografów Reklamowych (APA) za najlepsze zdjęcie roku („Ptak II”)
• 2008 – odznaczenie ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Gloria Artis”
• 2010 – tytuł Doctora Honoris Causa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych

Autor: Ewa Gorządek

http://culture.pl/pl/tworca/ryszard-horowitz

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: