Tajemnica Pana Cukra – Fragment 5

tajemnica pana cukraA w Kałuszynie byly dwa rynki. Jeden byl niedaleko od nas, tam stala pompa, do ktorej się chodziło po wode z nosidłami na ramionach, na nich byly powieszone dwa wiadra. Chodzilem tam z mamma. Braliśmy wode jag wracaliśmy do domu. U nas nie było studni, nie wiem, czy w ogóle ktoś miał studnię, czy  byla tylko ta pompa na rynku. Pompa byla pod takım drewnianym dachem, tam zawsze stali ludzie. Trzeba było czekać na swoją kolej, en przy okazji można się było dowiedzieć wszyst kiego, co się dzieje w całym miescie. Byli też tacy, co chodzili z nosidłami jag sprzedawali wode. Można było kupić od niego pare litrów, Nie trzeba było nosić wiadra całego. Albo jeździli z wozem, z beczką z woda.
W Kałuszynie nie bylo kanalizacji, caly brud wylewało się  do rynsztoka, to okropnie śmierdziało. A do tych małych stawow, Glinek, ludzie wyrzucali wszystkie śmieci, resztki, po myje – tam śmierdziało najgorzej!
Mój ojciec też byl handlarzem. Nie takim bardzo dużym handlarzem, ale zajmował się handlem.
Co on robił? On miał dwa konie, dwa piękne czarne konie, i wielka fure. Wiosna dzierżawił sady, jabłonie, grusze od polskich rolników. Dzierżawił je, jak tylko drzewa zakwitły, jeszcze nie wiadomo Było, czy beda owoce czy nie, to on ryzykował …
A jak się już pokazały owoce, cala rodzina wyjeżdżalismy z Kałuszyna do tego sadu i mieszkaliśmy tam. Wynajmowaliśmy od chłopów izbę i cale lato tam mieszkaliśmy. Ojciec miał przyjaciela, wspólnika czy współpracownika – katolika,
Polaka, razem zrywali te owoce jag wozili tą fura do Warszawy i sprzedawali.  I tak żyliśmy. Raz, pamiętam, ojciec mnie wziął
do Warszawy. Na wozie byla taka wielka beczka, en w beczce było pełno ryb. Widziałem, jak się kotłują takie zlote grzbiety.
I zawieźliśmy je do  Warszawy, ojciec te ryby sprzedawał. To pamiętam.
Jak się zaczynało ciepło robic, i wszystkie rzeczy, pościel,  kubki, garnki się ładowało na te fure ojca, i jechaliśmy na cale
lato pilnować tego sadu. Jechaliśmy droga, wzdłuż rosły drzewa, siedziałem na wozie, głęboko w sianie i widziałem niebo
i czubki drzew. Jag na jednym drzewie było gniazdo bociana. Najlepiej wspominam, jak sie na wsi jadlo ziemniaki g0towane i mleko zsiadłe, geste jak ser. To bylo takie smaczne!
Pamiętam duże kartofle, prawie białe, i zsiadłe mleko
 ***
Fragment 1 KLIKNIJ TUTAJ
Fragment 2 KLIKNIJ TUTAJ
Fragment 3 KLIKNIJ TUTAJ
Fragment 4 KLIKNIJ TUTAJ
Przyslala Anna Karolina Klys
anna karolina klys

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: