Tajemnica pana Cukra – fragment 10

Miasteczko, w którym się urodziłam, już nie istnieje. Zniknęło we wrześniu 1939 roku. Pozostały tylko puste miejsca, rozrzucone cegły i gdzieniegdzie sterczące usmolone kominy – jak macewy. To stare żydowskie miasteczko nazywało się Kałuszyn. Wzdłuż szosy, która szła przez Kałuszyn w kierunku Moskwy i z powrotem do Berlina, w różnych czasach, w różnych reżimach, nieprzerwanie trwało żydowskie życie. Widzieliśmy w 1920 marsz wyzwolicieli z Armii Czerwonej, którzy mieli przynieść do Polski pokój i równość. Polacy mieli wtedy „cud nad Wisłą” i kiedy Rosjanie uciekali, głodni i bosi, zabrali ze sobą żydowską wiarę w przyszłą sprawiedliwość. Kałuszyńscy Żydzi zapłacili za pomoc Armii Czerwonej bardzo drogo – egzekucjami i mordami. Polacy znów pokazali Żydom, że nie mają prawa się mieszać w sprawy Polski. Żydzi bali się o swoje mieszkania i sklepy. W środku miasta, na ulicy Warszawskiej, która miała trotuary z obu stron, były wymalowane na biało domy z żelaznymi balkonami. Mieszkał tam rabin i jego pomocnik. Stała tam też dwupiętrowa kamienica Dawida Roze – właściciela młyna, kamienica Gamze dentysty i Tenenbojma aptekarza. Byli też inni bogaci Żydzi, którzy mieli swoje sklepy, ich żony pomagały im sprzedawać, a oni mieli czas na pracę dla społeczności żydowskiej. Prowadzili kasę dla biednych, przygotowywali pieniądze dla biednych narzeczonych, dla chorych. Doradzali też tym, którzy mieli problemy z magistratem. Miasteczko zaczęło się modernizować. Powstawały spółdzielnie żydowskie, organizowano partie socjalistyczne i grupy syjonistyczne. Szukano dróg dotarcia do młodzieży. Spowodowało to przełom w życiu małego, sennego miasteczka, oddaliło młodych od starych. To miała być rewolucja przeciwko staremu życiu i pobożnym Żydom. Zajęcia w teatrach, bibliotekach, klubach partyjnych powodowały, że młodzi stawali się głodni wiedzy i mieli wielki entuzjazm. Odbywały się dyskusje, powstawały kluby sportowe. Młodzi mieli być silni i zdrowi, a nie jak starzy, wiecznie kręcący się w brudnych, ciemnych zaułkach. Młodzież żydowska chodziła na spacery do lasu, pływała w rzekach, latem jeździła na obozy, uczyli się grać na instrumentach. Powstała nawet orkiestra i koło teatralne. Artyści amatorzy dawali przedstawienia w sali żydowskiej straży pożarnej. Młodzież wielkim wysiłkiem podnosiła poziom życia. Wszyscy oni zginęli, tak jak zginęło to miasteczko, w którym się urodziłam.
– Pani Anna? Jak to może być?

Anna Karolina Klys

Wszystkie wątki

KLIKNIJ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: