Heniek z herzlii 1

WSPOMNIENIA  Z MŁODOŚCI, lato roku 1934

Napisal i przyslal Heniek Grengras

 

Powódź w Polsce, 1934 rok.

Piątego lipca 1934, 25 studentów i studentek- uczniów Szkoły Ekonomicznej z Krakowa, członków organizacji „Jehuda”- wysiadło na dworcu w Nowym Targu. Czekały na nas już  dwie furmanki,  którymi pojechaliśmy do wsi oddalonej o jakieś 40 minut jazdy. Przyjechaliśmy tu na obóz letni „Jehudy”. Gdy dojechaliśmy do celu zobaczyliśmy olbrzymią polanę, a na niej 4 domy, położone  100 metrów od rzeki  Dunajec. Byłem kierownikiem obozu i postanowiłem, że  jeden dom będzie dla dziewcząt, w następnym zrobimy stołówkę, a w domu, w którym mieszkał gospodarz urządzimy kuchnię. Chłopcy spali na strychu na pryczach, a dla dziewcząt były łóżka  zbite z drewna.

Po rozpakowaniu i godzinnym odpoczynku rozległ się  hejnał, to grał Romek, który co dzień o 6 rano będzie trąbił na pobudkę. O godzinie siódmej wszyscy w mundurach stanęli do apelu. Sztandary: polski biało-czerwony i żydowski biało-niebieski pofrunęły w górę.  

Kucharka, którą zaangażowaliśmy w Krakowie, przyjechała  dzień wcześniej, i teraz  przygotowała śniadanie -chleb razowy upieczony przez gospodarza, jajecznicę i kwaśne mleko. Wszystkie produkty pochodziły z gospodarstwa właściciela terenu. Obóz miał trwać 3 tygodnie.

 

Program dnia :pobudka, gimnastyka, apel, śniadanie, czytanie gazety, pogadanka, godzina wolna, kąpiel w Dunajcu, obiad, 2 godziny ciszy poobiedniej, od 17 do kolacji uczyliśmy się   piosenek izraelskich.

W planie mieliśmy dwie wycieczki. Pierwsza była do Czorsztyna. Najpierw dostaliśmy się tratwami aż do Sromowca tam wysiedliśmy i przenocowali w schronisku. Rano wspinaliśmy się na Górę Zamkową, zawitaliśmy też  do pustelnika, a  wieczorem zeszliśmy do Szczawnicy. Na nocleg poszliśmy do Krościenka, a następnego dnia, wcześnie rano rozpoczęliśmy wspinaczkę  na Turbacz. Droga była ciężka  i trwała cały dzień, do schroniska doszliśmy  zupełnie skonani. Rano, po śniadaniu, zeszliśmy do Rabki, a  tam czekały już na nas dwie furmanki, które zawiozły na do wsi.

3 lipca obchodziliśmy rocznicę śmierci Theodora Herzla.

13 lipca rano zaczęło się  wielkie zachmurzenie i zaczął padać bardzo intensywny deszcz, i Gospodarz poradził mi, żebym posłał dwóch chłopców z workami do sklepu po chleb. Gdy wrócili woda z Dunajca byla już na naszej polanie.15 lipca dziewczęta przeniosły się do naszego domu i zamieszkały na strychu. 16 lipca gospodarz przyprowadził  do domu dwie krowy i umieścił je w naszym pokoju, bo stajnia była już do połowy zalana. Całą noc obserwowaliśmy z  poddasza jak woda się podnosi i podnosi, w końcu zalała  pokój, w którym były krowy. Rano przypłynęło  pontonami wojsko sprawdzić jak wygląda nasza sytuacja,  i powiedzieli że w tej okolicy woda jutro zacznie opadać. Po 48 godzinach siedzenia na ciasnym poddaszu, bez ubikacji, bez wody do picia i w strachu- byliśmy bardzo zmęczeni. Na szczęście mieliśmy chleb i konserwy. 17 lipca rano, zamiast wysłać gołębia jak to uczynił Noe, sam zszedłem ze strychu. Gospodarz już zdołał wyciągnąć krowy z pokoju. Widok był przerażający, w pokojach wszędzie czarne błoto, tak samo wyglądała cała polana. Postanowiłem, że najszybciej jak to będzie możliwe, wyślę wszystkich z powrotem do Krakowa.

 

powodz 3Powoli wszyscy zaczęli schodzić ze strychu, dostaliśmy łopaty  i usunęliśmy błoto z pokoju i z całego domu. Na szczęście kucharka znalazła nie zalane produkty  i przygotowała makaron z serem i kawę. Byliśmy głodni i bardzo zmęczeni. Nie można było nigdzie iść, wiec prawie wszyscy poszli na strych i tak spali do południa.

W tym czasie miedzy czasie dotarło do nas wysokie auto- to rodzice zaniepokojeni brakiem wiadomości od nas wysłali nam   prowiant.   Dostaliśmy też informację,  że jak tylko kolej  zacznie kursować, poślą specjalne auto, żeby nas  ewakuować.

Czekaliśmy na to 3 dni, aż  przyjechało auto w eskorcie 2 policjantów, i wszyscy,  oprócz mnie i Wilka Ofnera, wyjechali . Na stacji w Krakowie zostali owacyjnie przyjęci nie tylko przez rodziców, ale też przez kolegów i krewnych,  nawet w Nowym Dzienniku pisano o naszej bohaterskiej kolonii.

Wilek i ja postanowiliśmy spakować rzeczy i wysłać je  do Krakowa, a sami po drodze wstąpiliśmy jeszcze  do Góry  Kalwarii, gdzie  odwiedziliśmy koleżankę. W następnym roku obóz Jehudy odbył się w Dobrej koło Limanowej.

Trochę o powodzi-wylały rzeki –RABA-SKAWA WISLOK- DUNAJEC,  dotarły do WISŁY powódź była też w Krakowie.  Zalane było Podhale i cała Małopolska. Wezbrane wody dotarły nawet do Warszawy ale nie wyrządziły tam szkód.     

Zredagowala Anna Karolina Klys

powodz 1  

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: