Wiatry wojny wieją na granicach Izraela

W ostatnich dniach doszło do serii zbrojnych incydentów na granicach Izraela – zarówno na granicy syryjskiej, jak i w Strefie Gazy. Niektórzy z tego powodu zaczynają wątpić w skuteczność prowadzonej od wielu lat polityki odstraszania, która miała zapewnić Izraelowi stabilne bezpieczeństwo.

Do tej pory, żelazną logiką operacji prowadzonych przez Siły Obronne Izraela było, że należy robić wszystko, co tylko jest możliwe, aby uniknąć konfliktu zbrojnego. W rezultacie powstały bardzo skomplikowane równania matematyczne z licznymi niewiadomymi, których część zapewne jest znana wtajemniczonym osobom ze służb wywiadu i armii, jednak zwykli obserwatorzy zastanawiają się nad możliwymi scenariuszami dalszych wydarzeń. Z jednej strony, Izraelskie Siły Powietrzneprzeprowadzają najczęściej weekendowe uderzenia w cele położone na terytorium Syrii – mają one na celu uniemożliwić transfer broni z Syrii do Libanu, gdzie dostała by się ona w ręce nieobliczalnego Hezbollahu. Są to ataki przeprowadzane na dystans, które zapewniają Izraelowi stosunkowo duże bezpieczeństwo. Równocześnie dochodzi do regularnych prowokacji ze strony ugrupowania salafitów, którzy wystrzeliwując rakiety, usiłują wciągnąć Strefę Gazy w kolejny konflikt zbrojny z Izraelem. Siły Obronne Izraelaprzyjmują tutaj stałą politykę obciążania Hamasu pełną odpowiedzialnością za wszystko, co dzieje się w Strefie Gazy. I w odpowiedzi na takie ataki, niszczona jest infrastruktura wojskowa Hamasu, co w konsekwencji osłabia zdolności militarne tej organizacji terrorystycznej. Jednak z drugiej strony, takie działania Izraela mogą zapędzić przeciwnika w narożnik, z którego nie będzie mógł on wyjść bez publicznego przyznania się do przegranej. W rezultacie może to doprowadzić do sprzeczności interesów, i skutkować eskalacją konfliktu zbrojnego.

Aktywność Izraelskich Sił Powietrznych na północy wskazuje, że Izrael w zadziwiająco skuteczny sposób potrafi monitorować przebieg zdarzeń w Syrii i Libanie. Izraelskie lotnictwo zazwyczaj działa w sposób niedostrzegalny, prawdopodobnie prowadząc zwiad przy użyciu satelitów, bezzałogowych dronów i innych środków. Wojskowe samoloty pojawiają się dopiero wtedy, gdy konwój przewożący broń wyrusza z syryjskich baz w drogę do Libanu, gdzie czekają na nią terroryści Hezbollahu. Izraelskie uderzenia lotnicze skutecznie uniemożliwiają dotarcie tych konwojów do celów przeznaczenia. Działania te są wyraźnym komunikatem zwłaszcza dla Rosjan, że bez udziału Izraela nie będzie możliwości osiągnięcia żadnego skutecznego porozumienia w sprawie Syrii.

Ostatni izraelski nalot był skierowany na syryjskie lotnisko T4, położone między miastami Homs i Palmyra. Jest to szczególnie strategiczny i wrażliwy obszar, którego obawiają się zwłaszcza Rosjanie. Niedawno syryjskie wojska wspierane przez Rosjan przeprowadziły tutaj udaną ofensywę. Jednak izraelski nalot, a następnie odpowiedź syryjskich wojsk obrony przeciwlotniczej, bardzo podbiły akcje Izraela w grze toczącej się na syryjskim stole. Można powiedzieć, że obie strony weszły na wysokie drzewo i żadne ze stron nie chce z niego zejść, a to może doprowadzić do kolejnej zbrojnej eskalacji.

Izrael nie może zejść z tego symbolicznego drzewa, gdyż polityka obronna tego państwa mówi, że każde okazanie słabości szkodzi interesom państwa żydowskiego. Co gorsze, izraelscy przywódcy zdają sobie sprawę, że wycofanie się z aktywnego monitorowania sytuacji wewnętrznej w Syrii spowoduje, że natychmiast po ewentualnym wstrzymaniu takiej działalności, ich miejsce zajmą Irańczycy. Uruchomią oni port w Latakia, poprzez który szerokim strumieniem napłynie broń dla Hezbollahu i innych terrorystycznych ugrupowań, które zajmą przyczółki na Wzgórzach Golan.

Ale z tego symbolicznego drzewa zejść również nie chcą Syryjczycy. Syryjska armia wspierająca prezydenta Baszszara al-Asada, od kilku lat prowadzi rozpaczliwe walki o utrzymanie każdej wioski w Syrii. Wojska te uzyskały strategiczną pomoc Iranu, której najsilniejszym ogniwem okazały się siły Hezbollahu. Jednak decydującą rolę odegrało wsparcie Rosji, która angażując się w konflikt po stronie Asada, zadecydowała o licznych zwycięstwach syryjskiej armii rządowej. Izraelskie naloty na terytorium Syrii pokazują nie tylko słabość tej armii, ale także objawiają słabość prezydenta Asada, który nie ma możliwości obrony państwa przed powietrznymi nalotami. I jeśli chodzi o powietrzne naloty sił powietrznych Rosji lub międzynarodowej koalicji państwa arabskich i Stanów Zjednoczonych, do syryjska opinia publiczna może to znieść w milczeniu. Tutaj jednak chodzi o naloty Izraelskich Sił Powietrznych – o państwo Izrael, z którym Syria jest ciągle w stanie formalnej wojny. Syryjczykom od kilku pokoleń wtłaczano w umysły hasła anty-izraelskie, powodując liczne i głębokie uprzedzenia. Dlatego zejście z drzewa dla Syryjczyków jest niezwykle trudne, o ile jest w ogóle możliwe. Wydaje się więc, że konfrontacja izraelskiego lotnictwa z syryjską armią jest bardzo prawdopodobna.

Pomiędzy tym wszystkim znajduje się Rosja. A Moskwa, poza nerwowymi i tajnymi konsultacjami z ambasadorem Izraela, wciąż milczy. A przebieg dalszych wydarzeń może mieć duży wpływ na rosyjskie plany względem Syrii.

Dla wojskowych ekspertów dziwną rzeczą jest decyzje syryjskich dowódców o uruchomieniu przeciwlotniczych systemów rakietowych S-200 przeciwko izraelskim samolotom myśliwskim. Jest to stary system, który został skonstruowany przez Rosjan jeszcze w latach 50-tych minionego wieku. Rakiety S-200 służą do przechwytywania celów powietrznych na dużym dystansie, w odległości do 250 km. Są to jednak ciężkie i przestarzałe pociski rakietowe, które nie mogą zwalczać najnowszych izraelskich samolotów uderzeniowych. Ponadto rosyjscy eksperci niedawno powiedzieli, że izraelskie systemy elektroniczne potrafią całkowicie zakłócić działania syryjskich baterii rakietowych i wyłączyć komunikację pomiędzy jednostkami syryjskiej armii, która musiałaby prowadzić dalsze działania zupełnie po omacku. Tymczasem izraelskie lotnictwo mogłoby bez przeszkody eliminować kolejne cele.

O ile wiadomo, Rosja nie przekazała do Syrii wszystkich informacji o ostatnim ataku, otrzymanych od ambasadora Izraela w Moskwie. Wskazuje to na dwuznaczność postawy Rosji, która wstrzymuje się z podjęciem działań i zajmuje przynajmniej chwilowo pozycję wyczekującą. Nie jest również jasne, kto podjął decyzję o uruchomieniu syryjskich zestawów obrony przeciwlotniczej. Jest możliwe, że decyzji nie podjął prezydent Asad, a była to samowolna decyzja któregoś z wojskowych.

Całą sytuację uważnie analizują izraelscy eksperci wojskowi. Wiadomo, że Syryjczycy wystrzelili z bazy wojskowej przy mieście Homs pociski rakietowe S-200. Leciały w kierunku namierzonego powietrznego celu. Jednak, gdy dotarły na miejsce, dawno już tam nie było izraelskich myśliwców F-15. Niezwykle interesującym faktem jest to, że Izrael nie miał działającego systemu wczesnego ostrzegania o uruchomieniu przez Syryjczyków rakiet. Przez wiele lat zespoły izraelskich baterii obrony przeciwrakietowej w rejonie Wzgórz Golan ćwiczyły testy w czasie rzeczywistym, jednak nigdy system obrony przed pociskami balistycznymi Arrow-2 nie był używany w warunkach bojowych. System ten został tak skonstruowany, że po wykrycie wrogiego pocisku rakietowego, śledzi jego lot i niszczy go w najniższej warstwie obrony antybalistycznej. Gdy Syryjczycy wystrzelili swoje rakiety S-200, jeden z tych pocisków skierował się w stronę Doliny Jordanu w Izraelu. Izraelskie systemy natychmiast go namierzyły i skutecznie przechwyciły w odległości jeszcze ponad 100 km od granic Izraela, zanim mógł on uderzyć w jakikolwiek cel – szczątki rakiety spadły na terytorium Jordanii. Jest to imponujące osiągnięcie izraelskiego przemysłu obronnego. Jest to także silne przeslanie dla Iranu, że Izrael dysponuje skuteczną obroną przeciwrakietową, która może przechwycić irańskie rakiety balistyczne Shahab zanim osiągną one swoje cele. Tym bardziej, że już obecnie wdrażany jest nowszy i bardziej zaawansowany technologicznie system obrony przeciwrakietowejArrow-3.

W sąsiedztwie Syrii znajduje się Liban, w którym w ostatnim czasie zaczęto budować podziemny zakład produkujący zaawansowane bronie dla Hezbollahu. Cala inwestycja oraz potrzebne technologie pochodzą z Iranu. Celem tego kroku jest próba ominięcia konwojów jadących z bronią przez Syrię do Libanu. Ponieważ ich dotarcie do Libanu okazało się mało prawdopodobne, Iran wymyślił nowy sposób, aby dozbroić Hezbollah i udostępnić mu precyzyjną broń mogącą zranić Izrael. Wydaje się mało prawdopodobne, aby budowa tego kompleksu rozpoczęła się kilka tygodni temu. Bardziej prawdopodobne jest to, że prace budowlane rozpoczęły się już miesiące temu, a dopiero teraz informacja o tym przedostała się do mediów.

Można przypuszczać, że izraelskie służby wywiadowcze obserwowały rozwój wydarzeń, i powstający podziemny kompleks jest jednym z potencjalnych celów nalotów. Jednak uderzenie powietrzne w ten cel może zainicjować proces intensyfikacji działań Hezbollahu, co doprowadzi w krótkim czasie do otwartego konfliktu zbrojnego. Nie należy wykluczać, że izraelscy przywódcy zastanawiają się nad możliwością przeprowadzenia takiego ataku głęboko w Libanie. I zapewne jeśli tylko dojdzie do naruszenia status quo, do takiego ataku niechybnie dojdzie. Militarne plany takiego uderzenia w cele Hezbollahuw Libanie są z pewnością przygotowane, i dojdzie do niego wtedy, gdy od strony dyplomatycznej wszystko będzie gotowe na otwarty konflikt.

Rząd Libanu oraz przywódcy Hezbollahu obawiają się, że podczas następnej wojny Izrael dosłownie zburzy państwo libańskie, niszcząc jego infrastrukturę i cofając w rozwoju o 50 lub więcej lat. Wielkie zniszczenia wydają się nieuniknione, gdy izraelska armia rozpocznie systematyczne niszczenie twierdz Hezbollahu i wyrzutni rakiet ukrytych wśród cywilnych domów w wioskach i miejscowościach południowego Libanu.

Należy przy tym zauważyć, że Iran i wielu z przywódców Hezbollahu prowadzi bezlitosną politykę, która nic się nie liczy z cywilną ludnością Libanu. Przekształcają oni Liban w bazę służącą do swoich działań przeciwko państwu izraelskiemu. Mogą stamtąd wystrzeliwać rakiety, pociski i drony bezzałogowe, rażąc cały obszar północnego Izraela. Potrzebują jednak nowej podstawy, z której będą mogli skutecznie ugodzić w centralną część Izraela. To właśnie dlatego od dłuższego czasu czynią starania o zwiększenie swojej obecności na Wzgórzach Golan. Iran i Hezbollah już na początku 2015 roku podjął próbę otworzenia nowego frontu na Wzgórzach Golan. Próba ta została udaremniona przez niezwykle celny i skuteczny nalot izraelskich samolotów na konwój, w którym jechali dowódcy tego nowego frontu – w tym irański generał brygady i dowódcy armii syryjskiej. Po ich śmierci, chwilowo wysiłki o utworzeniu nowego frontu na Wzgórzach Golan, ucichły.

Teraz rozpoczęła się zupełnie nowa próba. Począwszy od końca 2016 roku swoją działalność na Wzgórzach Golan rozwijają różne ugrupowania terrorystyczne. Wyraźnie daje się odczuć, że planują one utworzyć nową linię frontu, z której będą mogli wystrzeliwać pociski oraz rakiety na Izrael. Oznacza to, że Hezbollah i Syria usiłują przekształcić Syrię w podstawę dla swojej przestępczej działalności. JEst tu jeszcze jeden wyraźny powód – Liban nie dysponuje obroną przeciwlotniczą, która mogłaby chronić bazy i broń Hezbollahu przed nalotami izraelskiego lotnictwa. Tymczasem syryjska armia, chociaż niezwykle osłabiona przez długą wojnę domową, dysponuje pełną infrastrukturą przeciwlotniczą. W Syrii znajdujuą się także zakłady produkcyjne uzbrojenia, a dodatkowo Rosja rozlokowuje tam swoje oddziały chronione przez najnowocześniejsze systemy rosyjskich rakiet przeciwlotniczych S-300. Syryjskie abzy wojskowe są także rozproszone na dużej przestrzeni, przez co dużo trudniej jest je obserwować. Dzięki temu można dużo łatwiej ukryć różnego rodzaju przygotowania do przyszłej wojny.

Podobnie trudna sytuacja panuje także na południu. W obszarze Strefy Gazy nastąpił znaczny wzrost liczby ataków rakietowych wymierzonych przeciwko państwu Izrael. Za tymi atakami stoi ugrupowanie Salafitów, będące sprzymierzone z ISIS na Półwyspie Synaj. Ataki te są sporadyczne, i z punktu widzenia wojskowych, nie stanowią żadnego większego zagrożenia bezpieczeństwa państwa. Na pewno stanowią duże utrudnienie życia mieszkańców społeczności położonych w sąsiedztwie Strefy Gazy. Są oni nękani alarmami, i muszą przerywać swoje codzienne życie, aby udać się do schronów. Już tylko ten fakt powoduje, że Siły Obronne Izraela są zmuszone do militarnej odpowiedzi na każdy z takich aktów agresji. Odpowiedź jednak jest wymierzana w sposób niezwykle przemyślany i rozsądny. Izrael od wielu lat prowadzi politykę uznającą Hamas w pełni odpowiedzialnym za wszystko, co dzieje się w Strefie Gazy. Tak więc, ataki rakietowe są wykorzystywane do niszczenia najbardziej niebezpiecznych obiektów infrastruktury wojskowej Hamasu. Tak więc sytuacja ta jest bardzo niekorzystna dla tej organizacji terrorystycznej. W Gazie jednak doszło ostatnio do dramatycznej zmiany w kierownictwie Hamasu, którego nowym przywódcą został Jahja Sanwar. Był on jednym z dowódców militarnego skrzydła Hamasu, w przeszłości ściśle związany z Al-Kaidą. Co prawda, oficjalnie jest on teraz widywany w garniturze, ale jego wojskowe nawyki z pewnością nie będą nosić żadnych śladów umiarkowania okazywanego przez Hamas przed państwami Zatoki Perskiej.

Tak wiec, sytuacja w Strefie Gazy również systematycznie się komplikuje. Izraelscy eksperci wojskowi uważają, że brak odpowiedzi Hamasu na naloty na Strefę Gazy, nie jest oznaką umiarkowania politycznego, ale raczej po prostu objawem chwilowej słabości militarnej. Hamas nie zdołał jeszcze odbudować swoich sił i nie zakończył przygotowań do kolejnej rundy walki. Nie gwarantuje to jednak, że kolejne izraelskie naloty mogą wywrzeć tak silną presję na lidera Hamasu, który nie chcąc okazać się słabym i nie mogą pogodzić się z upokorzeniem, może pociągnąć Hamas i całą Strefę Gazy w kolejny konflikt zbrojny.

Izraelczycy chodzą więc po bardzo cienkim lodzie, mając po jednej stronie nie do końca rozpoznaną siłę militarną Hamasu, a z drugiej potrzebę odpowiedniego reagowania na każdy przypadek ostrzału, aby tylko nie okazać swojej słabości. Tak więc, Siły Obronne Izraela są zmuszone do ciągłego naciskania na Hamas, zwiększając w ten sposób motywację terrorystów i zachęcając ich do odpowiedzi. W ten sposób tworzą się niezwykle skomplikowane równania matematyczne, a rolą najmądrzejszych jest takie prowadzenie gry, aby jeśli zajdzie potrzeba, w odpowiednim momencie złamać reguły gry i wygrać całą rozgrywkę dla siebie.

Obecna sytuacja nie będzie trwać wiecznie. Nie znamy procesów strategicznej analizy faktów i planów operacyjnych wojskowych sztabów. Możemy być jednak pewni, że jeśli Izrael podejmie decyzje o walce, to cały obszar wokół tego państwa stanie się gorący i niezwykle niebezpieczny dla wszystkich wrogów Izraela. Lepiej, aby wszyscy oni mocno się zastanowili, zanim zdecydują się na kolejne akty wrogości lub nienawiści wobec Izraela i Izraelczyków!

– Opracowanie na podstawie YnetNews

http://www.izrael.badacz.org/fakty/fakty_wichrygranice.html

Jedna odpowiedź to “Wiatry wojny wieją na granicach Izraela”

  1. Ewa korulska 08/04/2017 @ 09:58

    Bardzo ciekawa i madra analiza.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: