Nacjonalizm i „kwestia żydowska”

w Rumunii lat trzydziestych XX wieku

Ludwik Lewin

Ach, Romynie, Romynie,

(O książce Leona Volovicia, Nacjonalizm i „kwestia żydowska” w Rumunii lat trzydziestych XX wieku)

 

 


 

אך רומייניע, רומייניע, רומייניע

געווען א מאל א לאנד א זיסע, א שיינע

אך, רומייניע, רומייניע, רומייניע

געווען א מאל א לאנד א זיסע א פיינע

 

 

Ta książka ukazała się po raz pierwszy w r, 1991 po angielsku i stała się podręcznikiem uniwersyteckim na najbardziej prestiżowych uczelniach świata. Jej wysoki poziom jest więc niewątpliwy. Dla cudzoziemskiego czytelnika, niebędącego historykiem jest to plus i minus jednocześnie. To pierwsze dlatego, że bardzo dużo dowiedzieć się może o międzywojennej Rumunii, i że informacje w niej zawarte będą wyczerpujące i godne zaufania.  To drugie z powodu szczegółowości tych informacji i potopu rumuńskich nazwisk, z których większości przeciętny laik nie zna i nie jest w stanie zapamiętać.   

Nie o to przecież chodzi, tym bardziej, że łatwy styl (brawo autor, brawo tłumacz Kazimierz Jurczak) ułatwia lekturę, która wywołuje wiele, smutnych na ogół, refleksji. Najpierw o Rumunii, potem o świecie, o Żydach cały czas,

 

Zadziwia siła, głębia i powszechność rumuńskiego antysemityzmu. Już w XIX w., w początkach niepodległej Rumunii, kwestia żydowska wywyższona jest do głównego tematu politycznego i gospodarczego tego kraju, a dla niektórych jest jego kwestią najważniejszą.

 

Polska ma trzech wieszczów, wśród nich tylko jednego antysemitę. Rumunia ma jednego i jest on antysemitą. W sposób niejako naturalny. Miahai Eminescu, spóźniony, jak na Europę, romantyk (urodził się 5 lat przed śmiercią Mickiewicza), uznawany za największego poetę rumuńskiego, był wzorem ideologicznym dla konserwatywnego, nacjonalistycznego i faszystowskiego antysemityzmu.

Marta Petreu, rumuńska poetka i profesor filozofii, w eseju będącym niejako „obiektywną” polemiką z Leonem Voloviciem, twierdzi, że antysemityzm Eminescu wyolbrzymili dwudziestowieczni nacjonaliści rumuńscy. Jej rozumowanie przypomina definicję z angielskiego powiedzonka: antysemita to ten, kto nienawidzi Żydów bardziej niż trzeba.

Jeszcze w r. 1991 P.M. Vizirescu, „aktywnie działający w (przedwojennej) prasie skrajnie nacjonalistycznej” i antysemickiej, powiedział w wywiadzie, przytaczanym przez prof. Volovicia: „Naszymi ideami były nacjonalistyczne idee Eminescu. Inspiracją i oparciem dla naszych tekstów był Eminescu, pozostawaliśmy pod przemożnym wpływem Eminescu-nacjonalisty.

 

Pisał w r.1900 ambasador Francji w Bukareszcie: „Antysemityzm w Rumunii to coś więcej niż opinia, to pasja, która łączy polityków wszystkich partii, przedstawicieli prawosławia oraz, dodajmy, wszystkich chłopów wołoskich i mołdawskich”.

„Do głowy nie przyjdzie Rumunowi, że mógłby spotkać Żyda w administracji gminnej (…) nie pomyśli nawet, że (…) profesorem (…) mógłby być Żyd. Nie wie dlaczego, ale czuje, że to stać się nie może” – pisał Ioan Slavici, uważany za jednego z największych powieściopisarzy rumuńskich.

A Emil Cioran, poeta, najpierw rumuński, a potem francuski, tłumaczył: „Po ludzku rzecz ujmując, nie możemy się do nich zbliżyć, bowiem Żyd najpierw jest Żydem, a dopiero potem człowiekiem. Zjawisko to zachodzi zarówno w ich, jak i w naszej świadomości”.

 

Antysemityzm «w przypadku Rumuni, gdzie tradycyjny stereotyp antysemicki zostaje uzupełniony o nowe elementy, zyskuje nowe uzasadnienia i dostosowuje się do nowych warunków. Do tego stopnia „uszlachetniają” go teksty wybitnych intelektualistów, że staje się dobrem kultury narodowej».

Octavian Goga, późny epigon romantyzmu jako poeta i zajadły nacjonalista jako polityk, nie miał wątpliwości: Głównym niebezpieczeństwem dla rasy są Żydzi. Nawet Węgrzy stanowią niebezpieczeństwo ugrosemickie (sic!).

A nacjonalizm bez antysemityzmu, jak w przypadku Constantina Rădulescu-Motru, uznawany jest za „brak wyczucia historycznej chwili”.

 

To, że Rumuni nienawidzili Żydów za to, że są bogaci i za to, że biedni, nie może dziwić, gdyż jest zjawiskiem powszechnym i nie ogranicza się ani do ich kraju, ani do lat 20’ i 30’ XX wieku.

„Nie jesteśmy antysemitami dlatego, że ktoś zajął nasze miejsca; owszem, z tego powodu również, ale nie to jest najważniejsze. W żywym ciele narodu pojawia się inne ciało, które zniekształca sens jego życia, zniekształca sens rozwoju w życiu moralnym i sens kultury w życiu duchowym” – stawiał diagnozę Vasile Marin, teoretyk rumuńskiego faszyzmu, który z grupką legionistów Żelaznej Gwardii pojechał do Hiszpanii, by zginąć na froncie madryckim.

 

„Nadmiar” Żydów wśród studentów i w wolnych zawodach, tak samo jak ich znaczenie ekonomiczne, były przedmiotem ubolewań i wezwań do zmiany stanu rzeczy, również w Polsce, a nawet we Francji. Nigdzie przecież zjawisko to nie cementowało elit i społeczeństwa do tego stopnia co w Rumunii.

Nicolae Davidescu w swej książce, wydanej w r. 1939 pod jednoznacznym tytułem Żydowskie Zagrożenie, „dekonspiruje obszary, na których odbywa się intelektualna judaizacja Europy, zwłaszcza zaś Rumunii”. Proces, twierdzi, zaczyna się od lektury Biblii, „a następnie toczy się za pośrednictwem prasy, ideologii i polityki. Marksizm, komunizm, walka klas, internacjonalizm i humanizm są w jego wizji «zamaskowanymi przejawami» procesu judaizacji”.

 

Żydokomuna funkcjonuje do dzisiaj. Nie wiem czy w Rumunii ukuto termin żydodemokracja, ale zarzucano Żydom, że jak pisał Emil Cioran, „jest to ustrój korzystny wyłącznie dla populacji żydowskiej”.

 

Leon Volovici zwraca uwagę, że „w nowej (lat 30’ XX w.) retoryce antysemickiej rzeczą niezwykłą jest uporczywe podkreślanie wyższości Żyda-wroga, którego nie sposób pokonać ani asymilować ze względu na jego wyjątkowe zalety”. Pisał Cioran: „Co umie naród rumuński w porównaniu z żydowskim? Gdyby dać Żydom pełną swobodę, jestem pewien, że w niespełna rok zmieniliby nazwę kraju. Tak czy inaczej, muszę wyznać z melancholią, że antysemityzm jest największą pochwałą pod adresem Żydów”. s.204

Constantin Noica, górnolotny filozof i autor konceptu „logiki Aresa”, któremu przeciwstawiał „logikę Hermesa”, nie wątpił, że „antysemityzm był rodzajem proroczego objawienia” i „przejęty misyjnym duchem Legionu” (czyli Żelaznej Gwardii) widzi w jej  antysemityzmie „konieczność historyczną, narzuconą przez wysiłek narodu dążącego do odrodzenia się i współczuje swym żydowskim przyjaciołom”:    „Ubolewam nad ich cierpieniem wynikłym z niemożności udziału, choćby jedną nadzieją, choćby jednym złudzeniem, w rumuńskiej przyszłości” pisał Noica w książce wydanej w r.1940. Chwilę później ta pochwała i to ubolewanie okazały się ludobójcze.  

 

Gazeta Curentul, wydawana przez Pamfila Șeicaru, rozpisała ankietę pod hasłem „Rumunia i podział Palestyny” i „osiągnęła założony cel – udowodniła, że tradycyjne autorytety polityczne i społeczne są radykalnie antysemickie”. Leon Volovici tłumaczy, że ten rezultat jest wynikiem stronniczego sformułowania pytań, ale z całości jego książki nie wynika, by jakakolwiek inna metodologia ankiety mogła dać odmienny wynik.  

Gdy mowa o Palestynie, zaznaczyć warto, że rumuńska hierarchia prawosławna, wzywając do wyrzucenia Żydów z Rumunii, ale nie do Palestyny, „która powinna być pozostawiona Arabom”, bardzo wcześnie do antysemityzmu dołączyła antysyjonizm.  

 

„Żyjemy w epoce, która unieważnia orientację krytyczną” – zadeklarował filozof Nae Ionescu, a jego uczeń Mircea Eliade wtórował mu: „Orientacja krytyczna jest luksusem, na jaki kultura może sobie pozwolić dopiero na późnym etapie”.  Autor Sacrum i Profanum oraz Mitu wiecznego powrotu, nigdy do końca nie potępił swej postawy ani nie wyrzekł się swych poglądów.

„Symbolem zdrady klerków” – cytuje Leon Volovici Leszka Kołakowskiego – „jest nie tylko polityczne zaangażowanie w ruch jawnie wrogi swobodzie myślenia, ale także wypaczenie sensu niektórych wartości filozoficznych i estetycznych i przekształcenie ich w argumenty polityczne (…). Symbolem zdrady nie jest samo zaangażowanie; jest nim także zastąpienie myślenia przynależnością, a kryterium prawdy – mitem ‘zawłaszczonym’ przez mistykę i politykę, wreszcie jest też takim symbolem rezygnacja z intelektu i pochwała barbarzyństwa”.

 

W roku 1937, oczarowany energią, determinacją i fanatyzmem Legionu Archanioła Michała (pełna nazwa Żelaznej Gwardii), Eliade widział w nim niemal sygnał drugiego przyjścia: „Wierzę w przeznaczenie narodu rumuńskiego, dlatego wierzę w zwycięstwo ruchu legionowego. Naród, który dowiódł swoich nadzwyczajnych sił twórczych we wszystkich obszarach, nie może utknąć na peryferiach historii, w zbałkanizowanej demokracji, w stanie katastrofy społecznej. […] Naród obdarzony tyloma talentami – biologicznymi, obywatelskimi, duchowymi – ma zniknąć nie wypełniwszy wcześniej swojej wielkiej misji historycznej?”

Polakom dobrze znany jest polski mesjanizm, rozpoczęty „przedmurzem chrześcijaństwa” i kontynuowany przez Mickiewicza. Z książki Leona Volovicia wynika, że były to przekonania anegdotyczne w porównaniu z wiarą Rumunów w Boską misję ich narodu. Tę misję da się przecież sprowadzić do zawołania Czarnej Sotni „Biej Żydow, spasaj Rossiju!”.

 

Nicolae Iorga, historyk i polityk, który został premierem, najpierw wzór dla Legionu, później zamordowany przez legionistów (to pierwsza sprzeczność, ale nie ostatnia w Rumunii i w tym zdaniu) „manifestował umiarkowanie i wstrzemięźliwość w deklaracjach antysemickich”. Leon Volovici daje przykłady tej wstrzemięźliwości: «…Żydzi dla Rumunów stanowią element pasożytniczy charakteryzujący się pazernością. Są „najeźdźcami”, „alochtonami”, „intruzami”».

Po podróży do USA w r. 1930, podkreślał ciepłe przyjęcie ze strony Żydów pochodzących z Rumunii. Jest mile zaskoczony ich przywiązaniem do dawnej ojczyzny…”. A nie ma wątpliwości, że jego rozmówcy wiedzieli z kim mają do czynienia.

 

I na tym polega chyba najbardziej uderzająca różnica między polskimi, a rumuńskimi Żydami. Oprócz Jankiela, Tuwima i kilkorga innych, ci pierwsi na ogół Polski nie kochają i po wyjeździe wyrażają się o niej źle albo i gorzej.

  

Moja mama chodziła w Bat-Yamie do kosmetyczki. Była to kobieta, która z Rumunii wyjechała w późnych latach 70’, w zenicie dyktatury Ceausescu. Ta pani kremy i maści wciąż sprowadzała z Rumunii, bynajmniej nie dlatego, że tanie – dlatego, że najlepsze. Była ona pierwszą, ale daleko nieostatnią Żydówką rumuńską, która – nic w tym kobiecego, Żydów dotyczy to w tym samym stopniu – Rumunię kochała, o Bukareszcie wiedziała, że jest najpiękniejszym miastem świata, i że produkty rumuńskie są najlepsze. Na wspomnienie o antysemityzmie odpowiadała: „A niech mi pan powie, gdzie nie ma antysemityzmu”. Nie powiedziałem.

 

Nacjonalizm i kwestia żydowska w Rumunii” nie odnosi się wyłącznie do historii. W dzisiejszej Rumunii, powołując się na dziewiętnastowiecznego Eminescu, wraca się do tradycji lat trzydziestych XX wieku. Wznowiono gazetę Curentul. Retoryka antysemicka wróciła znów do Rumunii…. I jak tłumaczy we wstępie prof. Volovici: „Posługujący się tym dyskursem (…) swój status zawdzięczają nie tyle osiągnięciom wyborczym (aczkolwiek i one nie są bez znaczenia), ile legitymizacji przez dominujące siły polityczne, motywowanej już to oportunizmem politycznym, już to, jak w latach trzydziestych, koniecznością „narodowego konsensusu”.  

Co ci przypomina widok znajomy ten?

 

Ludwik Lewin

Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

________________________________________

Leon Volovici, Nacjonalizm i „kwestia żydowska” w Rumunii lat trzydziestych XX wieku. Tłumaczył Kazimierz Jurczak. Wyd. Austeria, Paryż-Budapeszt 2016.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: