Psychoterapia narodowa

Przyslala Rimma Kaul

 

 

 


Jan Widacki

 

Opowiadano kiedyś dowcip o jegomościu, który cierpiał na impotencję. Ta niemoc doprowadziła go do depresji. Przyjaciel, któremu się zwierzył ze swoich problemów, polecił mu wizytę u lekarza. Kiedy spotykają się znów po kilku tygodniach, przyjaciel widzi, że druh niedawno pogrążony w depresji tryska radością i chęcią życia. „Byłeś u lekarza?”, pyta. „Byłem u psychoanalityka!”. „I co? Pomogło? Już nie jesteś impotentem?”. „Impotentem jestem nadal, ale jestem z tego dumny!”.

Dowcip taki sobie. Ale prawdziwy. Zapewne oburzą się na mnie psychoanalitycy i psychoterapeuci, że z nich drwię. Niesłusznie. Z nikogo nie drwię, a psychoterapia, z grubsza rzecz biorąc, na tym właśnie polega. Polega na leczeniu kompleksów.

W przypadku bohatera naszego dowcipu można było zapewne leczyć impotencję. Gdyby leczyć ją skutecznie, usunięto by źródło kompleksów i w końcu depresji. Można też było, pozostawiając przyczynę kompleksów, poprawiać samopoczucie delikwenta.

Z narodem jest jak z tym delikwentem. Ma różne słabości, a ich świadomość rodzi kompleksy. W tym przypadku także są dwie drogi terapii. Można słabości usuwać, a tym samym usuwać zrodzone z nich kompleksy. To zadanie trudne, czasochłonne, kosztowne, dla pacjenta nieraz bolesne, ale dające nadzieję na wyzdrowienie. Łatwiej jednak prowadzić swoistą narodową psychoterapię.

Jako naród mamy mnóstwo kompleksów. Jesteśmy ubożsi niż społeczeństwa zachodnie, nasza nauka nie może dogonić nauki w przodujących krajach, słabo znamy języki i trudno nam się dogadać za granicą, mamy rozmaite zapóźnienia cywilizacyjne, mamy opinię pijaków, a w dodatku różne, niekoniecznie piękne, epizody w historii (tymi pięknymi już dawno zdążyliśmy się pochwalić). W zestawieniu ze światem zachodnim, który po otwarciu granic stał się nam dobrze znany, wstyd było się przyznać do ksenofobii, nietolerancji, nacjonalizmu.

Wszystkie te kompleksy im bardziej i głębiej skrywane, tym bardziej nas frustrują. Każdy, kto się czuje odpowiedzialny za naród, a więc jego elita, a już na pewno rządzący, powinien dążyć do usunięcia przyczyn kompleksów. Stawiać na naukę i edukację, otwierać się na świat, wspierać innowacyjność, tępić narodowe wady, umacniać praworządność, rozliczyć się z historią, piętnować nietolerancję, ksenofobię, nacjonalizm. Od 30 lat nikt nam tego nie broni. Jesteśmy wolni. Ale to pociąga za sobą koszty. Nie tylko materialne.

Można też wybrać inną drogę. Mniej męczącą. Można, jak w koszmarnej bajce, wszystkie wady ogłosić cnotami. Nie znasz języków? Co z tego? Niech inni się uczą polskiego! Wstydzisz się swojego zacofania, swojej zaściankowości? Niepotrzebnie. To nie zacofanie, to trwanie przy odwiecznych wartościach! Porównujesz się do innych i obawiasz się, że jesteś gorszy, więc chcesz podjąć wysiłek, by być lepszym? Po co? Ty już jesteś lepszy! To oni są gorsi od ciebie! Oni są zdegenerowani. Kibole to nie rozwydrzone prymitywy, ale wzorowi patrioci, podobnie jak fanatyczni narodowcy, jawnie nawiązujący do faszyzmu. Chcesz przeprosić za winy przodków? Jakie winy? My zawsze byliśmy tymi dobrymi, tymi szlachetnymi. Tylko nam robiono krzywdę przez wieki, my nigdy nikomu. Ani się waż przepraszać! Wstań z kolan!

No to wstajemy. Dziś ok. 40% społeczeństwa zachwyca się postępami narodowej psychoterapii. Nie trzeba już się pilnować, by nie ujawnić nacjonalistycznych poglądów, nie trzeba się wstydzić antysemityzmu, udawać, że się jest tolerancyjnym. Koniec z lewacko-liberalną poprawnością polityczną! To, czego dotąd należało się wstydzić, dziś jest powodem do chwały. Nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że przestaliśmy gonić stare demokracje zachodnie, że staczamy się na margines Europy. Zadowoleni z siebie rujnujemy instytucje demokratycznego państwa prawa, szkielet każdej demokracji. Oddalamy się od wartości zachodnich. Zbliżamy się coraz bardziej do Wschodu, którym skądinąd przy każdej okazji demonstracyjnie gardzimy.

Kołtun polski rośnie. Specyficznie polski. Nawet miał nazwę, która w didaskaliach państwa PiS brzmi prawie patriotycznie: plica polonica. Jeszcze trochę, a uwierzymy, że świat nam tego kołtuna zazdrości. Prezes państwa jest także naczelnym psychoterapeutą narodu. Chyba nawet dlatego właśnie został tym prezesem, że znał prawidła psychoterapii.

https://www.tygodnikprzeglad.pl/psychoterapia-narodowa/?utm_campaign=shareaholic&utm_medium=facebook&utm_source=socialnetwork&fbclid=IwAR28asRdiEp05Lcs-jDNMQVyRs8lDchL1o9rOHEK6sgpF0cII4drEQr2Jjw

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: