Uncategorized

Cztery pory roku z Kabaretem Starszych Panów

Autor: Patryk Zakrzewski

Choć na całej połaci deszcz, to w sercu ciągle maj – jak pamiętamy, piosenka jest dobra na wszystko, więc na blaski i cienie poszczególnych sezonów również.

Tak przedstawili się „telepaństwu” w pierwszym wieczorze z Kabaretem Starszych Panów wyemitowanym przez Telewizję Polską w październiku 1958 roku: 

​​Starszy Pan B: Tu Kabarecik Starszych Panów, to znaczy – przyjaciela i mój. Siedzimy sobie z przyjacielem na naszej ulubionej kanapce i na naszym ulubionym tle muzycznym. 

Starszy Pan A: Jesteśmy ładnie, starannie ubrani: czarne żakiety, sztuczkowe spodnie, jasne kamizelki i getry, perłowe plastrony z perłą plastronową. 

Starszy Pan B: Trzeba przyznać bez hipokryzji, że do tego jesteśmy przystojni. […] Jeden z nas z włosami tu i ówdzie przyprószonymi siwizną, a drugi z głową tu i ówdzie przyprószoną włosami.

Starszy Pan A: I tak to, to pogwizdujemy sobie, to toniemy we wspomnieniach… 

Pan A to Jerzy Wasowski – kompozytor, Pan B to „ten drugi” – Jeremi Przybora. Tandem liryczno-muzyczny stworzyli, nim zostali Panami z telewizji. Już dekadę wcześniej współpracowali ze sobą w eterze, a konkretniej w Teatrzyku Uniwersalnym Eterek, satyrycznym programie emitowanym w Polskim Radiu od 1948 roku. Swoją drogą, gdy zaczęli się przedstawiać jako Starsi Panowie, to wcale nie byli tacy starzy – ten od słów miał 42 lata, ten od nut 45 lat. 

Jak stwierdził Wiesław Michnikowski w rozmowie ze swoim synem, Marcinem (Tani drań, 2014) reprezentowali oni „pewien rodzaj elegancji duchowej, który wtedy nieomal znikł”. Sam Przybora zaś w swoich memuarach zapisał: 

Zasadniczo „przyświecała mi idea” rozerwania się, zabawienia siebie i naszych odbiorców przez oderwanie się od szarej, nudnej, brzydkiej codzienności, od panoszącego się wokół nas prostactwa. Ale w założeniu nie miała to być jakaś kampania przeciw czemukolwiek. Po pierwsze dlatego, że nie mieliśmy „armat”, czyli założeń. Działaliśmy żywiołowo i spontanicznie. Dookoła nas było nudno i szpetnie. Ja się przeciw temu nie buntowałem, uważałem jeszcze wtedy, że to normalny bieg dziejów i społecznego awansu mas. Że stopniowo będzie się pewno robić ciekawiej i ładniej. Ale tęskniłem za elegancją oraz innym od istniejącego „wystrojem” codzienności i, pisząc teksty do Kabaretu, zacząłem dawać ujście tej tęsknocie. A Jerzy pewno (bo nie zdążyłem z nim o tym pogadać) czuł podobnie, przekładając to na elegancję swojej pięknej muzyki.

Muzyka Wasowskiego – choć wspaniała – zejdzie niestety w tej opowieści nieco na drugi plan, skupimy się bowiem przede wszystkim na słowie. Przybora sam o sobie mówił „niedopoeta-humorysta”, ale bliżej prawdy była Wisława Szymborska, która wystawiła mu taką laurkę: „Przybora – mistrzowskie połączenie piosenki lirycznej i żartobliwej. Mistrzostwo polega na tym, że nie widać szwów”. 

Dominującymi tematami tekstów były oczywiście relacje uczuciowe i erotyczne – w przeróżnych odcieniach, była bowiem mowa w piosenkach Kabaretu także o związkach nieheteronormatywnych (Kapturek ‘62), poliamorii (Jeżeli kochać, to nie indywidualnie) czy praktykach BDSM (Tango Kat). Miał też Przybora rękę do kreowania atmosfery niesamowitości i groteski, no i wreszcie niezrównaną wyobraźnię językową. W swoich tekstach był również wyjątkowo wrażliwy na warunki atmosferyczne i o tym właśnie opowiemy poniżej. 

Jesień

Wiesław Michnikowski, Jacek Fedorowicz, Kalina Jędrusik, Bronisław Pawlik, Kabaret Starszych Panów, fot. archiwum TVP/Forum

Wiesław Michnikowski, Jacek Fedorowicz, Kalina Jędrusik, Bronisław Pawlik, Kabaret Starszych Panów, fot. archiwum TVP/Forum

Wpierw nadchodzi Niespodziewany Koniec Lata – jak zatytułowany był X wieczór z Kabaretem Starszych Panów. A potem już, nim się obejrzymy, jesień rozpościera „melancholii mglisty woal”. To oczywiście cytat z piosenki Addio, pomidory, być może najbardziej dojmującej jesiennej piosenki, jaką napisano w języku polskim – dojmującej jak tęsknota za sezonowymi smakami w ponure miesiące.

Jesienny spleen to ważny temat w twórczości Kabaretu, któremu nieraz towarzyszą refleksja i zaduma nad ludzkim losem. „Ludzie są jak zeschłe liście, to ich nawieje, to wywieje, to znów zawieje” – mówi w jednym z odcinków Ślusarz, miłośnik Kafki i egzystencjalista (w tej roli Wiesław Gołas). W jednym z dwuwierszy Panowie wyśpiewali:

Przyszła jesień, płakać chce się, więdną liście…
Najpierw chrypka, potem – grypka oczywiście…

Ale już w innym kuplecie byli już bardziej pogodzeni z nadejściem tej pory roku:

Przyszła jesień, by do serc i do ogródków
ponapuszczać melancholii oraz smutku.
A smuteczek, gdy nieduży, lecz w sam raz,
równowagi nie zaburzy naszej w nas.

„Jesień niesie miasta komforty” – śpiewali w jednej z piosenek. Byli bowiem Starsi Panowie również prekursorami jesieniarstwa. Gdy za oknem „jesienna koloratura”, to warto mieć własne mieszkanko („Obywatele, miejcie własne mieszkania” – apel z piosenki brzmi tak samo smutno-śmiesznie wtedy, jak i dziś, mimo innych realiów ekonomicznych), a w nim kominek („Kominek to bardzo zajmujące urządzenie. Wczoraj na przykład zajął się przyjaciel, ale ugasiliśmy w porę”) i fotelik, w którym można rozsiąść się ze szklanką mocnej herbaty:

O, jakżeś bliska, chwilko
– jesienne pachną kwiaty –
A my pragniemy tylko, już tylko tej herbaty.

Za oknem deszczyk sypnął
Arrivederci, lato!
Gdy wtem drzwi cicho skrzypną
I – witaj nam, herbato!

Specjalistką od jesiennych melodii w Kabarecie (choć debiutowała w programie zaśpiewaną w duecie z Przyborą piosenką W zimowym parku) była Kalina Jędrusik. Przybora i Wasowski ponoć nazywali ją – ze względu na tembr głosu – Dosmucaczką i to jej przypadły najbardziej melancholijne i liryczne ballady (najczęściej o lekkim zabarwieniu erotycznym), choćby takie jak Jesienna dziewczynaZmierzchStacyjka-ZdrójO, Romeo!S.O.S. czy Nie pamiętam. Także kabaretowe role Jędrusik bywały związane z początkiem sezonu grzewczego. W wieczorze IV zatytułowanym Kaloryfeeria zagrała Kalorynę – dziewczynę zrodzoną z żeberka kaloryfera, z którą krótki okres narzeczeństwa przeżył Pan B, a równie efemeryczny związek małżeński zawarł Pan A. Z kolei w Smuteczku. Wieczorze VI była eteryczną Dziewczyną z Chryzantemami, czyli – jak się później okazało – Jesienną Dziewczyną, której w swoich marzeniach wypatrywał Pan B. Spadek temperatur nie zawsze idzie w parze z obniżeniem temperatury uczuć. Przypomnijmy, że – przelotny, acz burzliwy – romans anonimowej dziewczyny z Portugalczykiem Osculatim „w tym Ogrodzie za Książęcą” miał miejsce również w jesiennym odcinku. 

W uniwersum Starszych Panów jesiennymi ulicami przechadzał się również Dosmucacz (w tej roli Edward Dziewoński) – przedstawiciel zawodu przyszłości. Chciałbym dożyć czasów, w których potrzebowalibyśmy usług osób tej profesji! Jak tłumaczył:

Moje założenie jest proste. Ludzkość w zawrotnym tempie mknie ku szczęściu powszechnemu. Już niedługo szczęśliwy użytkownik szczęśliwego ustroju, wyposażony w najszczęśliwsze środki techniczne, zabezpieczony przed chorobami najszczęśliwszymi zdobyczami medycyny, a przed nagłymi wypadkami – przez najszczęśliwszy system ubezpieczeń, uwolniony od podatków przez najszczęśliwsze ustawy, już niedługo ten szczęściarz będzie się martwił o jedno tylko: żeby mu nie spowszedniał smak szczęścia! I wtedy odwiedzi go, może nawet na jego własne życzenie – dosmucacz. Melancholijna jednostka tych mniej więcej zewnętrznych warunków, co ja. I w bezbarwny roztwór dobrobytu i pomyślności wpuści mu parę kropel kolorowego smutku…

Zima

Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski i Barbara Krafftówna, Kabaret Starszych Panów, 1965, fot. archiwum TVP/Forum

Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski i Barbara Krafftówna, Kabaret Starszych Panów, 1965, fot. archiwum TVP/Forum

Spójrz, najmilsza, w tym parku-śmy sami
Nic dziwnego, dokoła już zima 
Wyłączyła natura mechanizm… 

To fragment wspomnianej wyżej piosenki W zimowym parku w wykonaniu duetu Jędrusik-Przybora. Uczucia zakochanych przeobrażają przyrodę – gdy usta łączą się z ustami, to chłód już nie ma władzy nad nimi, rozkwitają kwiaty, a park wypełnia się muzyką słowików, świerszczy i pasikoników.

Ma nieraz zima w piosenkach Panów J. i J. odcień sielankowy. Tak jest choćby w zimowym szlagierze Na całej połaci śnieg. Jednak jak wspominał Przybora w rozmowie z Markiem Ryćko: 

To jest podobne w nastroju do „White Christmas”. W czasie świąt ciągle się słyszy w radiu i telewizji „White Christmas”, natomiast „Na całej połaci śnieg” – nigdy. […] Muzyka jest bardzo piękna i w bardzo wigilijnym nastroju. Jerzy strasznie lubił Święta Bożonarodzeniowe, gwiazdkę. Chyba całe swoje uczucie do „Białych Świąt” włożył w tę melodię.

Nieco zapomniany jest obecnie jesienny wariant tej piosenki, zatytułowany Na całej połaci deszcz, który był zresztą pierwszą wersją tego utworu – powstał do słuchowiska radiowego Deszczowa suita. Na dzisiejsze zimy byłby jak znalazł. Mowa jednak o czasach, gdy Przybora mógł napisać piosenkę Najlepszy śnieg krajowy – „co nie chcą go dozorcy / sprzątać olśnieni nim”. W swoim dorobku Panowie mają również inną świąteczną piosenkę, Płoną izby drzewka blaskiem, traktującą o radościach wigilijnej wieczerzy:

Płoną izby drzewka blaskiem,
pachnie świerkiem, grzybkiem, plackiem,
talie mężnie walczą z paskiem
i pucharów dźwięczy brzeg.

Zima w tekstach Przybory ma także drugie, mroczne oblicze. Choć statystycznie najwięcej przestępstw popełnia się latem, to w piosenkach Kabaretu zawiązanie kryminalnych opowieści ma miejsce najczęściej w zimne miesiące. Tak jest choćby w przypadku Ballady Jarzynowej (brawurowo wykonanej przez Irenę Kwiatkowską) – tragicznej opowieści o miłości, zazdrości i trucicielstwie rozegranej w scenerii sklepu warzywnego Miejskiego Handlu Detalicznego, która zaczyna się i kończy w zapusty, czyli pod koniec karnawału. Odrażający drab z piosenki wykonywanej przez Jaremę Stępowskiego i Wiesława Gołasa grzeje dłonie przy kominku, więc swego niecnego planu zamienienia na gotówkę obywateli dwóch też raczej nie obmyśla latem. Do popełnienia zbrodni namawia również zimowa Ciepła Wdówka:

Ciepła wdówka na zimę,
zawieruchę i mróz –
to jest szczęście olbrzymie,
co jak kwiat będziesz niósł.

Co cię w sposób realny
wyrwie z trosk materialnych,
zmieni minus globalny,
twój minus na plus.

Proszę pana, ja panu coś powiem:
jestem ciepła, choć jeszcze nie wdówka.
Ale jeśli pan umie uwdowić,
czeka pana urocza placówka.

Zimowe warunki atmosferyczne naturalnie mogą wyzwalać w nas najgorsze instynkty – jak w sadystycznym walczyku Gołoledź, w którym podmiotowi lirycznemu frajdę sprawia obserwowanie wywracających się bliźnich i wpadających w poślizg samochodów:

​​Nic ducha tak nie cieszy
jak tarapaty ciała,
gdy – bęc i postać leży,
co przed chwileczką stała.
Nad potłuczonym zadkiem
się inna postać biedzi.
Nas śmieszą nie przypadkiem
ofiary gołoledzi.

I wreszcie trzeba wspomnieć o zimowym spleenie. „Jak to jest, że nieoczekiwanie /

centralne ogrzewanie tak splata mi się z przemijaniem” – to akurat Łona w piosence Kaloryfer (skądinąd wielbiciel tekściarskiego kunsztu Przybory), ale pół wieku przed nim podobną myśl wyśpiewał – w zależności od wersji – Jarema Stępowski lub Wiesław Gołas:

Zima trudna, zima brudna, zima nudna – żaden bal.
Zima ziębi, zima gnębi, ale zimy, zimy żal.
Zima mrozi, zima grozi, nie dowozi, w zaspach tkwi.
Ale mimo zmartwień z zimą – żal tej zimy, zimy mi.

Skąd po zimie moje żale?
Nie szaleję w karnawale.
Czemu żegnam w mol nie w dur
Nie najlepszą z roku pór?

Może to mnie właśnie smuci,
Że ta sama już nie wróci,
Że z szelestem zdartych dat
Upłynął życia szmat.

Wiosna

Krystyna Sienkiewicz, Kabaret Starszych Panów, 1970, fot. archiwum TVP/Forum

Krystyna Sienkiewicz, Kabaret Starszych Panów, 1970, fot. archiwum TVP/Forum

Pan A: Ja zawsze byłem za wiosną. Bez względu na porę roku.

Wiosna w twórczości Wasowskiego i Przybory to triumf przyrody i triumf miłości. „Pachnie bez, tyle jest do wąchania / że nas brak na mniej ważnych zebraniach” – śpiewał, przechadzając się przez wiosenny park Chór Zakochanych Młodzieńców w telewizyjnym odcinku zatytułowanym Czternaście i trzy czwarte. „Bezsenny mus wiosennej aury” sprawił, że po parku błądził również Chór Zakochanych Dziewcząt. W wiosenne noce nie sposób wytrzymać w mieszkaniach, więc finałową piosenkę wykonywał już Chór Mieszany Zakochanych Płci Obojga, a wtórował im koncert słowiczy i żabi rechot. Wszystko to obserwowali Starsi Panowie – bo wiek poważny uwolnił ich od bezpośredniej interwencji w misterium wiosny.

Z tym wiekiem poważnym to oczywiście absolutna bujda. Już chwilę później Panowie adorowali niejaką Laurę, postać rodem z Petrarki. Nie zakocham się tej wiośnie na przekór – śpiewał Przybora w innej piosence, a Wasowski pochwalał: „słusznie, boś nie w tym wieku”. Ale, jak pamiętamy z puenty, wszystko to dlatego, że zakochał się już zimą. Jak pisała Maria Wilczek-Krupa w biografii Przybory Żuan Don, utwór ten powstał z myślą o Agnieszce Osieckiej. Swoją drogą, chyba tylko w Kabarecie mogła zdarzyć się sytuacja, w której chórzystkami wykrzykującymi „ojej!” na słowa Przybory o niezakochiwaniu się były takie aktorki, jak Barbara Krafftówna, Krystyna Sienkiewicz i Barbara Wrzesińska.

Z kolei idąc cyklem kalendarza obrzędowego, mamy piosenkę Wesoła Wielkanoc – wcale niewesołą. Irena Kwiatkowska – której szczególnie często w Kabarecie przypadały piosenki o nieszczęśliwej miłości, jak i utwory o charakterze kryminalnym i makabrycznym – przedstawiła w niej historię odrzucenia i zemsty zakończoną groźbą przebicia krtani niewiernego mężczyzny skorupką pisanki. 

Z wiosną różnie bywa – często jej nadejście nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań. Paskudna musiała być wiosna 1965 roku, skoro narzekaniu na nią poświęcili Starsi Panowie zwrotki kupletów w odcinku 14 ¾: „Taką wiosnę to unieważniamy my”.

Ale czasem trafi się taka wiosna, że nic, tylko jeść ją łyżkami. Taka właśnie musiała być wtedy, gdy Panowie J. i J. dumali nad Prosną: 

Rzeka, las, nad lasem chmura
Oj, przemądra natura, natura jest.

„Wiosną z krajem więź rozczula” – usłyszymy jeszcze w tej piosence. Jeśli nie ma się akurat Prosny pod ręką, to warto pamiętać, że zgodnie z refrenem snuć myśli w kółko można nad jakąkolwiek rzeczułką – gorąco polecam taką aktywność.

Lato

Na zdjęciu: Bohdan Łazuka, Kabaret Starszych Panów, 1962, fot. archiwum TVP/Forum

Na zdjęciu: Bohdan Łazuka, Kabaret Starszych Panów, 1962, fot. archiwum TVP/Forum

„Na wyraj, na wyraj! / W niedzielę odpocznij – nie tyraj!” – śpiewał Chór Czejanda do muzyki Wasowskiego i słów Przybory w Teatrzyku Eterek pod koniec lat 40. W lekko zmodyfikowanej wersji tego samego kawałka była mowa o czasach wczasów dla mas i lasach. „Latem – urlop, szorty i sporty” – to już z telewizyjnych dziejów, ale trzeba przyznać, że w dorobku duetu najmniej jest letnich piosenek. Może dlatego, że o letnich uciechach każdy głupi potrafi pisać, a dowartościować jesienne dżdże i zimowe zawieje to już większa sztuka. Ale jest oczywiście sporo tekstów, które można by podciągnąć pod letnie rozrywki – choćby wyprawy na ryby, na grzyby i na lwy by. O tej porze roku, jak wskazuje sam tytuł, rozgrywa się również akcja filmu Upał (1964) w reżyserii Kazimierza Kutza, w którym Wasowski i Przybora zagrali główne role – ten ostatni odpowiada również za scenariusz.  

Wspomnijmy jeszcze dwa deszczowe przeboje, w których, co prawda, pora roku jest niesprecyzowana, lecz wpasowują się w atmosferę wilgotnego lata, gdy a to leje, a to siąpi: nieśmiertelne W czasie deszczu dzieci się nudzą i Wesoły deszczyk w interpretacji Barbary Krafftówny. Swoją drogą, jak Jędrusik była w Kabarecie królową spleenu i zmysłowości, a Kwiatkowska makabrycznych humoresek, tak Krafftówna została arcymistrzynią radzenia sobie z językowymi łamańcami, królową dykcji i aktorskiej interpretacji (proszę posłuchać choćby takich utwór jak Szarp pan bas czy Ubóstwiam drakę!). Zresztą jak stwierdził Bohdan Łazuka w wywiadzie rzece z Karoliną Prewęcką (Przypuszczam, że wątpię, 2010): 

[…] Przybora z Wasowskim potrafili świetnie rozpoznać umiejętności każdego z zespołu. Tak jak dawniej obstalowywało się buty czy garnitur z myślą o jednej osobie, tak oni przydzielali role.

Wspomnienia wiejskiej kanikuły przywołuje piosnka Ścieżką pośród łąk / Ścieżką pośród rżysk, która w różnych wariantach towarzyszyła Wasowskiemu i Przyborze jeszcze w erze przedtelewizyjnej. No i wreszcie utwór Już lato, mający wprawdzie wersję na każdą z roku pór:

Z rzek słońce dobywa mielizny,
Wciąż piwa krtań wzywa mężczyzny.
Wciąż lodu się pragnie i chłodu,
I lekkiej bielizny od spodu!

Tramwaje i kina niepełne –
Już lato! Już lato!
Na plażach jest szczęście zupełne –
Już lato! Już lato!

Do ludu brzmi słońca orędzie:
Już lato! Już lato!
Czas twarze opalać i lędźwie – 
Już lato, lato!

Ale jak już zauważyliśmy na początku artykułu, lato ma swój niespodziewany koniec. O tym zjawisku – które domknie tę opowieść o dorocznym cyklu przyrody – śpiewała Kalina Jędrusik w piosence Przybory:

Niespodziewany koniec lata
spod stóp mi zabrał łąkę —
i już po trawie, i po kwiatach,
i trzeba znieść rozłąkę…

Cztery pory roku z Kabaretem Starszych Panów

Kategorie: Uncategorized

Tagi: ,

2 odpowiedzi »

  1. Przypominają mi moje młode, głupie lata. Ale trzeba przyznać że to była poezja muzyczna (albo muzyka poetycka). Wysoki poziom artystyczny.

  2. Dobrze, że mam uszy – inaczej uśmiechałbym się dookoła głowy. To byli po prostu GENIUSZE – nie tylko ”Starsi Panowie”, ale cała ekipa.
    Od siebie dodam ”Upiorny twist” W. Gołasa.
    Pozdrawiam.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.