Żydowscy sportowcy w II RP

Na szachownicy, w ringu i na narciarskiej skoczni żydowscy sportowcy bywali w dwudziestoleciu najlepsi w Polsce. Potem walczyli o życie podczas wojny. Jeśli przeżyli, w większości wyjechali. Polska ich bolała.

Marzec 1956 roku. Trzej wędrowcy w pośpiechu ruszają w drogę przez góry. Chcą się przedostać z Francji na włoską stronę Alp, do Courmayeur. Dopada ich ciężka burza śnieżna, nie mają szans. Ratownicy z Chamonix znajdują ich ciała w Vallee Blanche – słynnej Białej Dolinie. Wszyscy zamarzli. Pierwszym okazuje się lokalny przewodnik górski. Drugim – Fryderyk Ebel, polski Żyd, znany jako „König der Goldschmugler” – król przemytników złota. Trzeci to Henryk Mückenbrunn.

Człowiek bez kości

muckenbrunn_henrykW lutym 1933 roku Mückenbrunn był jednym z reprezentantów Polski na żydowskiej olimpiadzie, tzw. Makabiadzie (oficjalnie: I Zimowe Igrzyska Wszechświatowego Związku Makkabi), w Zakopanem. Imprezie towarzyszyło olbrzymie zainteresowanie, organizatorzy ostrzegali, że kto nie rezerwował miejsca, nie ma po co przyjeżdżać, wolnych kwater brak. I rzeczywiście – pod Giewontem były tłumy kibiców. Na trybunach powiewały flagi z gwiazdami Dawida i transparenty z napisami po hebrajsku. W loży honorowej zasiadł m.in. Aleksander Bobkowski, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, inicjator budowy kolejki na Kasprowy Wierch, która powstała niedługo później. Polscy Żydzi wygrali klasyfikację drużynową, wyprzedzając Czechosłowację i Austrię.

Miki, jak mówiono o Mückenbrunnie, zakopiański Żyd, na nartach zjeżdżał, biegał i skakał. Nie było w tym nic nadzwyczajnego, w tamtych czasach sportowcy często występowali w kilku konkurencjach. Miki przeszedł do legendy Zakopanego, wyczyniając cuda na nartach, był jednym z „tatrzańskich diabłów” opisanych przez Józefa Kapeniaka. Przed powstaniem Wielkiej Krokwi wygrywał na skoczni w Dolinie Jaworzynki, gdzie było tak niebezpiecznie, że na zawodach na wszelki wypadek pojawiał się ksiądz.

Urodził się w 1903 roku w Zakopanem, żartowano, że z nartami na nogach. Skromny dom, w którym dorastał, stał przy ulicy Kościeliskiej. W Tatrach wstępował w niego diabeł, szusował, gdzie się dało – między innymi żlebem z Karbu na Czarny Staw Gąsienicowy. To był tak zwany szus za dwa ciastka francuskie, bo narciarze się założyli, że Mückenbrunn da radę – właśnie ciastka miały być nagrodą. Szus oznaczał zjazd wprost w dół, bez zakrętów i bez upadku. Mückenbrunn ostro ruszył z góry, osiągnął zawrotną prędkość i oczywiście ustał.

„Do niedawna ten mało znany jeszcze narciarz, szczupły i zgrabny chłopak, piegowaty, gadatliwy i krzykliwy, obecnie zwraca na siebie uwagę całego Zakopanego i świata sportowego w Polsce. Pod względem narciarstwa miał on po prostu bzika… Był to zupełnie nieobliczalny człowiek, po którym wszystkiego można się było spodziewać. Dziw, że nie zabił się, a przynajmniej nie połamał sobie kości” – pisał Aleksander Schiele, też narciarz, ale inni mówili, że Miki nie miał kości. Wskazywały na to jego wyczyny, więc jak mógł je połamać?

Mückenbrunn zdobywał mistrzostwo Polski w biegach narciarskich i skokach, a mistrzostwo Czechosłowacji wywalczone w 1926 roku było w tamtym czasie największym sukcesem polskiego narciarstwa. W tym samym roku wyjechał z kraju, nie do końca wiadomo dlaczego. Zamieszkał w Chamonix, zimą szalał na nartach, latem pracował jako instruktor tenisa. Szybko stał się znany, a z czasem również zamożny, zbudował kilka domów na wynajem, miał własną szkołę narciarską, wydał książkę, słowem – powodziło mu się znakomicie. Do Polski przyjechał jeszcze tylko raz, właśnie na Makabiadę. Po zawodach wrócił do Francji.

Medal od Hansa Franka

Caly ten ciekawy artykul znajdzisz jak

KLIKNIESZ TUTAJ

Przyslal Bernard Kloc

reunion 69

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: