KSIĘGA HOTELOWYCH GOŚCI

Napisal i przyslal

Natan Gurfinkiel

 


WSTĘP

najlepszym barometrem sytuacji są dowcipy polityczne. przez ponad czterdzieści lat, odkąd zamieszkałem w mym awaryjnym kraju, usłyszałem tylko jeden kawał polityczny.

w latach 70 ówczesny duński premier paul hartlling przebywał z wizytą w chinach i został przyjęty przez mao zedonga. jak po powrocie relacjonował w mediach, rozmowa toczyła się na wysokim poziomie intelektualnym

– panie premierze, jak liczna jest ludność danii?
– jest nas pięć i pół miliona, panie przewodniczący.
– pięć i pół, powiada pan? pięć i pół miliona… to jak nazywa się hotel, w którym mieszkacie?

***

to był właśnie ów jedyny znany mi przykład duńskiego humoru politycznego. tyle tylko, że był mi znany na długo przed usłyszeniem go w danii. kiedy bowiem przeczytałem o wysokim poziomie intelektualnym opisywanej debaty mężów stanu, opowiedziałem kolegom z pracy jak sobie wyobrażam jej przebieg. po jakimś czasie historyjka wróciła do mnie z nowego, nieznanego mi źródła.

w taki oto sposób wzbogaciłem humor duński o nieznaną dotąd dziedzinę – satyrę polityczną.

stabilność i normalność kraju poznaje się po tym, że satyra polityczna jest nieznanym gatunkiem kreatywności. w PRL trudno było nie otrzeć się o złośliwostki pod adresem władzy. teoretycznie dowcipnisie ryzykowali zamknięcie w ostrogu, ale żeby zagrożenie oblekło się w ciało, budowa więzień musiałaby być głównym kierunkiem działalności państwa. PRL mogła więc być najweselszym barakiem „obozu socjalistycznego”. przekonałem się o tym osobiście, kiedy w połowie lat 60 powołano mnie na ćwiczenia i w mundurze podporucznika spędziłem kilka dni w ówczesnej NRD. po powrocie zobaczyłem, że polska, która uwierała nam w biodrach i robiła odciski na mózgu, jest krainą wszelkich możliwych swobód.

później, gdy (bohatersko) obaliliśmy komunę kawały polityczne zniknęły z obiegu na długie lata, więc życie w lubomiłej ojczyźnie stało się monotonne i nudne. rodacy, słynący niegdyś z lotności umysłu i surrealistycznego humoru, głupieli w zastraszającym tempie.

tak było jeszcze całkiem  do niedawna. na szczęście w wielomilionowym hotelu „lapoloń”, gdzie wszyscy mieszkamy, zmienił się kilka miesięcy temu cały zarząd. nowo wybrani menadżerowie jęli dbać o to, by mieszkańcy się nie nudzili, tak jak w przeszłości, kiedy ciepła woda w kranie musiała zaspokajać całe zapotrzebowanie na igrzyska

nowy zarząd a to mówi mieszkankom, że ich brzuchy są hotelowym inwentarzem i grozi , że strajk kołysek będzie surowo karany, więc żony i przyjaciółki mieszkańców w żałobnym stroju wiecują na zewnętrzu z transparentami „zarząd nie ciąża, można go zmienić”, albo daje spokój dziewczynom i bierze się do dźgania słowiańskiego plemienia franczków widelcem. atrakcji przybywa z każdym dniem, ruch w interesie coraz większy…

czyż nie jest to dobra zmiana?

trzeba być genetycznym malkontentem, żeby tego nie widzieć i wbrew faktom bezczelnie narzekać na zarząd

Wszystkie wpisy Natana TUTAJ

natan gurfinkiel: księga hotelowych gości

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: