„Historia ludzi wielkich”

NOWA RUDA + BORYSŁAW

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek co powoduje, iż zwykły człowiek w jednej chwili staje się bohaterem? Co powoduje, że ktoś mimo terroru, strachu i wszechobecnej śmierci przeciwstawia się nieludzkim zasadom, kładąc na szale życie własne i swoich bliskich? Czym w takim momencie jest ludzka odwaga? Oto historia pewnego noworudzkiego małżeństwa.
„…trzecie rozporządzenie Generalnego Gubernatora z dnia 15.10. 1941 r przewiduje, że nie tylko żydzi zostaną skazani na śmierć […] ale każdy, kto w jakikolwiek sposób dopomaga im w ukrywaniu się. Zaznaczam, że za pomoc udzieloną żydowi, nie uważa się tylko przenocowanie ich i wyżywienie, ale również przewożenie ich jakimkolwiek środkiem lokomocji, kupowanie od nich różnych towarów, i t p.” (zachowano oryginalną pisownię). Cytowane tutaj rozporządzenie wydane zostało przez gubernatora na okupowane ziemie polskie, Hansa Franka. Szui, który w procesie norymberskim skazany został na śmierć m.in. za ludobójstwo na ludności polskiej i żydowskiej. Cytowany dekret, podpisany przez niego, karał śmiercią wszystkich Polaków, bez wyjątków, którzy w jakikolwiek sposób pomagali Żydom na terenie całego kraju. Należy dodać, że Polska była jedynym państwem w okupowanej przez Niemców Europie, gdzie za udzielanie schronienia Żydom groziła kara śmierci (np. w Holandii czy Belgii czyn ten karany był dwuletnim więzieniem).
Gdy w czerwcu 1941 roku niemiecki Wehrmacht po ataku na Związek Radziecki, przetaczał się przez ziemie polskie zajęte przez sowietów 17 września 1939 roku, natychmiast rozpoczął się terror antyżydowski. Po zaledwie kilku dniach naziści zajmują polski Borysław, gdzie wraz z ukraińskimi autochtonami, urządzają krwawy pogrom ludności żydowskiej. Polscy mieszkańcy mogli tylko przyglądać się tej straszliwej zbrodni. Jednak nie wszyscy!
Państwo Grzegorczykowie, Helena i Władysław, widząc dramatyczną sytuację swoich żydowskich sąsiadów postanawiają im pomóc. Nie bacząc na zakazy i surową karę, ze śmiercią włącznie, we własnym domu ukrywają żydowską sąsiadkę wraz z jej dwuletnia siostrzenicą. Nowi lokatorzy zajmują niewielki stryszek. Sytuacja komplikuje się jednak gdy w domu państwa Grzegorczyków zakwaterowany zostaje niemiecki oficer. Wg zasady „pod latarnia najciemniej” Pan Władysław sprowadza do domu kolejnego lokatora. Okazuje się nim być zaledwie kilkutygodniowe dziecko ukrywającej się przed Niemcami rodziny Fuchsberg. Dziewczynka ma na imię Lily jest ślicznym i zdrowym dzieckiem. Grzegorczykowie obawiając się podejrzeń ze strony mieszkającego Niemca oraz ukraińskich sąsiadów, udają, iż jest to ich własne dziecko, które chrzczą i odpowiednio rejestrują jako Zdzisława Grzegorczyk. Był to praktycznie jedyny możliwy sposób na uratowanie życia niemowlakowi. Czas leciał a na stryszku robiło się ciaśniej otóż pojawił się tam kolejny mieszkaniec, 11-letnia siostra Lily, Minka.
Ciągłe niebezpieczeństwo oraz strach przed donosem powoduje iż Grzegorczykowie przenoszą się do nowego lokum, znajdującego się bardziej na uboczu i z większym zapleczem gospodarczym. Samo ukrywanie kogokolwiek w tym czasie nie było jedynym ryzykiem. Strach przed wykryciem czy denuncjacją przeplatał się z trwogą i obawą o dzień powszedni. Przechowywane osoby należało czymś nakarmić, w czymś umyć i w coś ubrać. Zimą należało ich ogrzać więc pan Władysław dwoił się i troił aby zdobyć fundusze na utrzymanie „rodziny”. Kłopotem było nawet zwykłe kupienie chleba czy ziemniaków. Trzyosobowa rodzina nie mogła przecież kupować kilku bochenków chleba bez wzbudzenia podejrzeń czy ciekowości sprzedawcy. Towary musiano kupować w różnych miejscach i u różnych sprzedawców. Mimo tych trudności w gospodarstwie Grzegorczyków pojawiają się kolejni żydowscy uciekinierzy uratowani z masakry w mieście. W tym właśnie czasie Niemcy i Ukraińcy mordują kolejnych kilkuset Żydów a resztę zamykają w getcie. Część z nich wywieziona zostaje do obozu koncentracyjnego w Bełżcu skąd już nikt, nigdy nie wrócił. Przed wojną Borysław zamieszkiwało 13 tysięcy Żydów, po roku niemieckiej okupacji było ich niecałe 5 tysięcy. Po kolejnych dwóch latach liczba ich spadła do 500 osób. Końca wojny doczekało zaledwie czterystu z borysławskich Żydów (400 z 13 tysięcy!), ukrywających się już po lasach i w polskich domostwach.
Kilkunastu z nich przetrwało tylko i wyłącznie dzięki niezwykle dzielnej postawie Heleny i Władysława Grzegorczyk. Ci dzielni Polacy w przeciągu trzech lat hitlerowskiej okupacji przetrzymywali z narażeniem własnego życia 18 Żydów (!).
Po wojnie Borysław, jak i całe Kresy, zostaje oderwany od Polski i przyłączony do ZSRR. Państwo Grzegorczykowie wraz z innymi Polakami oraz kilkoma do niedawna ukrywającymi się u nich Żydami, zmuszeni zostają do opuszczenia rodzinnych stron. W 1945 roku przesiedleni zostają do Polski, na tzw. Ziemie Odzyskane. Tu najpierw trafiają do Wałbrzycha po czym przenoszą się do przepięknej górskiej miejscowości – Nowa Ruda. Tu pracowali i mieszkali zajmując dom przy ulicy Cichej gdzie starali się wieść spokojne życie. W 1965 roku oboje zostali uhonorowani najwyższym izraelskim odznaczeniem nadawanym nie-Żydom, „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Odznaczenie nadawane tylko i wyłącznie tym, którzy bezinteresownie, z narażeniem własnego życia ratowali Żydów podczas II wojny światowej.
grzegorczykDziś przechadzając się noworudzkim cmentarzem możemy się natknąć na rodzinny grób Heleny i Władysława Grzegorczyków, widnieje na nim napis „Sprawiedliwi wśród narodów świata”. Czy po tylu latach potrafimy docenić ogromną ofiarność tych ludzi, ich bohaterstwo, męstwo i odwagę? Za przechowanie jednego Żyda – śmierć! Za pomoc Żydowi – śmierć! Za żywienie Żyda – śmierć! Jakże ogromną siłę i niezwykłą odwagę musieli oni wykazać, jaki chart ducha a przede wszystkim bohaterstwo, by dokonać tak heroicznego czynu.
„Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat” taki napis widnieje na nadawanym medalu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”, bo jedno uratowane życie to jest czyjś cały, ogromny świat…
PS
Dzieje pana Władysława oprócz opowiedzianej przeze mnie historii mają kilka innych pobocznych i niezwykłych wątków, równie sensacyjnych i równie ciekawych – na pewno jeszcze wrócę do nich nie raz…

Komentarze 2 to “„Historia ludzi wielkich””

  1. JA PRZEZYLEM GETTO I WOJNE TEZ U LUDZI BOHATEROW O NAZWISKU JOZEFA I JOZEF GIBES MAJACYCH SIEDMIORO MALYCH DZIECI, MIESZKALISMY NA WSI JADOWNIKI MOKRE. KRYJOWKA TO WYKOPANA POD KUCHNIACIEMNA „KOMNATA” W KTOREJ ZYLO 4-KA ZYDOW PRZEZ 3-LATA (1941 – 1945) I NIE WIDZIELISMY ANI JEDNEGO DNIA LUDZIOM TYM STARALEM SIE TEZ O MEDAL SPRAWIEDLIWY WSROD NARODOW SWIATA I O DRZEWKO W JODWASZEM I SZCZESLIWIE PO WIELKICH TRUDNOSCIACH OTRZYMALI ZA SWE BOHATERSTWO NALEZNA IM NAGRODE
    ADAM MERC (ADOLF KUNSTLICH)

    Polubienie

  2. Wielkie podziekowania autorowi artykulu. Dla mnie Ci ludzie to nie tylko najwieksi z bohaterow. Dla mnie Ci najwieksi z bohaterow sa takze najwspanialszymi ludzmi, to Oni sa prawdziwymi swietymi, szkoda, ze zaden z Nich nie zostal wyniesiony na oltarze przez Kosciol. Moze dlatego, ze przy Nich, inni wygladaliby blado ?
    Czytamy w artykule : ze za pomoc Zydom „…(np. w Holandii czy Belgii czyn ten karany był dwuletnim więzieniem).” Nie slyszalem o pogromach w tych panstwach. Czy jest tu jakis zwiazek ?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: