Bądźmy sobą, róbmy swoje

Jan Hartman

 


KOD polskiej inteligencji
Jak to szybko minęło! KOD ma już rok. Dla spontanicznego zrywu społecznego to wiek poważny. To tak jak z miłością. Na początku jest potężna energia, entuzjazm i nastrój chwili. A potem robota. I nigdy nie wiadomo, czy ta miłość będzie na rok, czy na całe życie. W polityce jest tak samo. Mieliśmy nadzieję, że zrodzony z fal masowego wzburzenia łamaniem przez PiS konstytucji i elementarnych zasad demokratycznego państwa prawa ruch sprzeciwu będzie prowadził wolną Polskę aż do ostatecznego zwycięstwa – obalenia autorytarnego reżimu. Sądziliśmy, że w sposób naturalny różne odłamy opozycji zjednoczą się pod sztandarem KOD-u dla jak najściślejszej współpracy na rzecz obalenia rządu i powrotu do elementarnych zasad.
Tak się jednak nie stało. Po roku działalności widzimy, że KOD jest po prostu jedną z wielu organizacji opozycyjnych – wprawdzie dość silną i prężną, lecz wcale nie potężniejszą od dużych partii politycznych, a ponadto, tak jak owe partie – mającą swoje wyraźnie określone zaplecze społeczne. Wprawdzie KOD idzie szeroko, unika wyraźnych deklaracji programowych, skupiając się na ogólnej agendzie demokratycznej, lecz przecież znamy się i wiemy, że „kodersi” to ludzie z grubsza pamiętający PRL i należący do środowisk inteligenckich, głosujących dawniej na Unię Wolności. KOD stał się kolejną odsłoną aktywizmu polskiej inteligencji – i chwała mu za to.

Egoizm partyjny i ambicje przywódców
A jednak chciałoby się, żeby KOD ogarniał masy i sam miał masę członków. Niestety – nie da się porwać mas w obronie abstrakcyjnych wartości politycznych. Masa uczynnia się wtedy, gdy zagrożone jest w sposób dotkliwy i namacalny dobro osobiste zwykłego człowieka – jego wolność w zakresie pracy, przemieszczania się, stylu życia. A zwłaszcza wtedy, gdy spada jego poziom życia i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli tego nie ma, a szkody polityczne dotyczą spraw tak inteligenckich i „wielkomiejskich”, jak niezależność prokuratury, trójpodział władzy, media publiczne czy służba cywilna – rzecz obchodzi ledwie kilka procent społeczeństwa. I takie właśnie mamy poparcie – kilka procent. KOD jest – czy to się nam podoba, czy nie – postrzegany jako jedna z partii. PO i Nowoczesna odmówiły tworzenia poważnej koalicji pod egidą KOD, a przywódcy tych partii potraktowali Mateusza Kijowskiego jako „konkurenta w ramach obozu”, wskazując mu możliwie najskromniejsze miejsce w szeregu. Trudno, takie są realia walki politycznej. Egoizm partyjny i ambicje przywódców zawsze mają pierwszeństwo przed interesem publicznym. Nie inaczej jest z lewicą. Wprawdzie w KOD wiele osób ma poglądy socjaldemokratyczne, lecz silny jest też odłam centroprawicowy, niechętny zwłaszcza podnoszeniu kwestii świeckości państwa. Partie lewicowe podchodzą więc do KOD z pewną ostrożnością. Ogólnie mówiąc, środowiska opozycyjne traktują się wzajemnie z respektem, lecz i z rezerwą. Dotyczy to również nas, KOD-erów. Co do współpracy, to może tak, ale nie teraz. Niestety, premii wyborczej za koalicyjność i głębokie porozumienie po stronie opozycji pewnie nie będzie. A PiS się cieszy.

Nasza rola to trwać i powstrzymywać reżim
Poniekąd zepchnięci do narożnika, powinniśmy robić swoje i być sobą. Nie ma co łasić się do prawicy ani obnosić z hasłami jedności narodowej. Taka jedność to nie ideał, lecz fetysz, którym posługuje się prawica, nienawidząca pluralizmu. Wchodzenie w te buty to błąd. Skoro się pokazało, że jesteśmy „pogrobowcami” Solidarności i rządu Mazowieckiego, bądźmy nimi otwarcie. Nie udawajmy, że KOD to „młodość i przyszłość narodu”. Nie wstydźmy się swojego rodowodu, doświadczenia i etosu. Nasza rola to trwać, powstrzymywać reżim i podtrzymywać w życiu publicznym ducha demokracji, racjonalności i umiaru. Musimy być gotowi na różne warianty – byle utrzymać aktywność. Może los sprawi, że będzie nam dane spełnić rolę katalizatora wielkiego ruchu sprzeciwu za kilka lat, w sezonie wyborów. A może nie. Zobaczymy. Niewykluczone, że będziemy zmuszeni startować w wyborach, bo inaczej nie będziemy mieli na nic wpływu. Cóż, w życiu czasem tak jest, że „nie chcem, ale muszem”. Tymczasem organizujmy się w terenie i działajmy – jak najbliżej ludzi i miejscowych spraw. I nie bójmy się naszej wewnętrznej demokracji – intryg, walki o przywództwo, sporów ideowych. Jak w każdej organizacji, jak w każdej miłości: są nieporozumienia i kłótnie. Cóż, w KOD-zie szału nie ma, ale nie jest tak źle!

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: