DOBRA ZMIANA NIE ŚNIŁA SIĘ FILOZOFOM

Natan Gurfinkiel

 


Wroku 1956 Leszek Kołakowski napisał pamflet, zatytułowany „Czym jest socjalizm?”

Miał się on ukazać w najbardziej opiniotwórczym tygodniku tamtych czasów – „Po Prostu”, został jednak skonfiskowany przez cenzurę. Był to pierwszy przypadek niedopuszczenia do publikacji tekstu sławnego już i niezwykle popularnego wśród studentów i w środowiskach inteligenckich filozofa młodego pokolenia.

Leszek Kołakowski zawdzięczał swą popularność wyłamywaniu się z obowiązujących wówczas sztywnych kanonów marksistowskiej ortodoksji.

Po roku od tej konfiskaty tygodnik przestał istnieć, co wywołało brutalnie stłumiony przez milicję masowy protest studentów.

Byłem naocznym świadkiem tej szarży milicji na uczestników protestu. Pracowałem już wówczas w Polskim Radio i razem z grupą dziennikarzy poszedłem na wiec w sali gimnastycznej akademika na Placu Narutowicza. Po zakończeniu wiecu trzeba było się przedzierać przez potrójny kordon milicji w pełnym szturmowym rynsztunku. Jeden z moich kolegów pokazał oficerowi, dowodzącemu akcją legitymację prasową i zapytał dlaczego jego ludzie tak wyżywają się w pałowaniu, kiedy można było przecież rozproszyć tłum w inny sposób, na przykład armatką wodną.

– to byłoby niehumanitarne na tym listopadowym chłodzie, powiedział oficer.

Załzawiony od gazu schroniłem się do kawiarenki na Filtrowej, w pobliżu placu; dziewczyna za ladą podała mi filiżankę kawy poza kolejnością i odmówiła przyjęcia należności.

opuściłem kawiarnię w samą porę, bo wkrótce po moim wyjściu, do środka wtargnęła milicja i spałowała ludzi przy stolikach.

Zawołano na mnie, kiedy przechodziłem obok „warszawy”, zaparkowanej w pobliżu kawiarni. Z trudem wcisnąłem się do przepełnionego samochodu. Dostrzegłem wewnątrz moją koleżankę z roku Hanię Krall i Wojtka Adamieckiego z rozkrwawioną głową. Wewnątrz siedział też Lechosław Goździk, sekretarz organizacji partyjnej z FSO na Żeraniu – jeden z bardzo nielicznych autentycznie popularnych działaczy partyjnych.

– Jak pan ocenia akcję milicji?– zapytałem

– No cóż dałoby się powiedzieć? Milicja robi wrażenie dobrze odżywionej i jest nader energiczna…

Kiedy nazajutrz rano przyszedłem do pracy, wstąpiłem do Muzyki i Aktualności, by odwiedzić przyjaciół. W trakcie mego relacjonowania przebiegu ubiegłego wieczoru, do pokoju wszedł prezes Sokorski.

– Natan był naocznym świadkiem, poinformowano naszego głównego szefa

– To niech pan opowie, odezwał się prezes

Zdałem mu dokładaną relację, zakończoną pytaniem:

– Panie prezesie, mojego ojca pałowała granatowa policja, ja obrywam cięgi od ludowej milicji, ciekaw jestem kto będzie pałował mego syna gdy dorośnie? Mój syn Paweł miał wówczas dwa miesiące.

– Niech się pan nie martwi, roześmiał się prezes. Zapewniam pana, że znajdą się tacy, którzy bardzo chętnie się tym zajmą.

Moja późniejsza koleżanka redakcyjna Noemi Bogusławska była naonczas szefową M i A. Na kolegium powiedziała redaktorowi naczelnemu, że teraz jest Tydzień Ochrony Zwierząt, więc jej redakcja zrobi blok tematyczny na temat dobroci dla zwierząt – jak to trzeba je kochać, otaczać opieką i w żadnym wypadku nie bić.

– Nie mogę ci tego zabronić, powiedział nasz naczelny, Zbigniew Lipiński. Istnieje tylko ryzyko, że cenzura zdejmie, musisz więc mieć w pogotowiu drugą audycję. Nawet jednak jeżeli cenzura nie zatrzyma twego pomysłu, mogą później wyniknąć kłopoty i nie będę wówczas mógł cię wybronić

– Biorę na siebie ryzyko, powiedziała Noemi.

Nasz szef miał rację. Wskutek nacisku Wydziału Prasy KC partii moja koleżanka została zdegradowana. Dobrze, że działo się to w czasach krwiożerczej opresji komunistycznej, bo w okresie obecnej Dobrej Zmiany, niechybnie zostałaby wyrzucona z pracy. Komunistyczni sprawowacze władzy mieli jednak, w przeciwieństwie do obecnych decydentów – tak im się przynajmniej wówczas wydawało – nieograniczony horyzont czasowy, mogli więc przybierać niekiedy liberalne pozy.

Później po niespełna dziesięciu latach od konfiskaty artykułu Kołakowski został napiętnowany przez Gomułkę za odczyt, wygłoszony w klubie studenckim w dziesiątą rocznicę polskiego Października ’56. Został wyrzucony z partii, a potem wykluczono z niej tych, którzy stanęli w jego obronie. Wywołało to protest i liczne wystąpienia z partii w środowisku pisarzy i artystów.

Było to preludium do tego, co miało się wkrótce rozegrać. Kołakowski stracił katedrę na UW i zabroniono mu publikacji swoich prac. Był marzec ’68 – ponury epizod polskiej historii. Dla Kołakowskiego i kilku innych profesorów oznaczał on pożegnanie z Krajem. Leszek Kołakowski wyemigrował najpierw do Kanady i Kalifornii, gdzie wygłosił cykl wykładów, a potem przeniósł się na stałe do Oksfordu.

Odwiedziłem go pod koniec lat 70 w tamtejszym All Souls College, gdzie był wykładowcą (Senior Research Fellow), by przeprowadzić z nim wywiad dla mego kopenhaskiego dziennika „Information”.

Gdy rozmowa zeszła na jego trzytomowe dzieło „Główne nurty marksizmu”, powiedział mi, że już go to śmiertelnie nudzi. Zaczął pisać tę książkę po stracie katedry na wydziale filozofii w Warszawie. Dopiero po kilku miesiącach dostał propozycję wykładów na McGill University w Montrealu i na uniwersytecie w Berkeley

Kiedy go odwiedziłem, kończył pracę nad trzecim tomem, bo prócz Instytutu Literackiego w Maisons-Lafitte miał podpisane umowy z kilkoma wydawnictwami.

– Marksizm odegrał wielką rolę cywilizacyjną – powiedział – ale teraz jest już martwy w głównych wątkach swej utopii.

Moja nader poważna i opiniotwórcza gazeta była zdumiona tą opinią jednego ze swych intelektualnych idoli. Po rewolcie studenckiej ’68 roku marksizm był na topie w środowiskach akademickich i w świecie mediów, a deklaracja, że nie jest się marksistą uważana była za buractwo. Szef dodatku weekendowego, wysyłając mnie do Anglii wyobrażał sobie, że przywiozę mu wywiad z „neomarksistowskim filozofem”, jak nazwał Kołakowskiego.

Życie w demokratycznym kraju ma jednak kilka niezaprzeczalnych zalet. Jedną z nich było to, że redakcji tej mocno lewicującej gazety do głowy nawet nie przyszło, by w jakikolwiek sposób ingerować w wypowiedzi Kołakowskiego.

Skonfiskowany tekst z zamierzchłej już epoki jest przerażająco aktualny w dzisiejszej polskiej rzeczywistości. Wystarczy parę skrótów i zamienienie wyrazu socjalizm na demokracja, by mógł robić wrażenie napisanego w naszych dniach.

Spróbujmy zatem zamienić słowa:

CZYM JEST DEMOKRACJA?

Powiemy wam, czym jest demokracja. Ale najpierw powiemy, czym nie jest. A na tę sprawę mieliśmy kiedyś zupełnie inny pogląd niż obecnie.

Otóż: demokracja nie jest

  • społeczeństwem, gdzie pewien człowiek, który nie popełnił przestępstwa, czeka w domu na przyjście policji;
  • społeczeństwem, gdzie jest przestępstwem być bratem, siostrą, żoną lub synem przestępcy;
  • społeczeństwem, gdzie pewien człowiek jest nieszczęśliwy, ponieważ mówi to, co myśli, a inny jest nieszczęśliwy, ponieważ nie mówi tego, co myśli;
  • społeczeństwem, którego kierownicy mianują sami siebie na swoje stanowiska;
  • państwem, gdzie tchórzom żyje się lepiej niż odważnym;
  • państwem, które daje nagrody grafomanom oraz lepiej od malarzy wie, jakie malarstwo jest najlepsze;
  • państwem, które pragnie, żeby wszyscy obywatele myśleli to samo o filozofii, polityce zagranicznej, gospodarce, literaturze i moralności;
  • państwem, którego rząd określa, jakie swobody przysługują obywatelom, natomiast obywatele nie określają, jakie swobody przysługują rządowi;
  • państwem, gdzie się odpowiada za swoich przodków;
  • państwem, które posługuje się hasłami nacjonalistycznymi;
  • państwem, którego rządy sądzą, że nie ma nic ważniejszego od ich władzy;
  • państwem, które chce, żeby jego ministerstwo spraw zagranicznych kształtowało bieżący światopogląd dla całej ludzkości;
  • państwem, które nie sądzi, że w demokracji ludzie muszą być szczęśliwsi niż gdzie indziej;
  • społeczeństwem, któremu jest bardzo smutno;
  • państwem, którego rząd zawsze wie, jaka jest wola ludu, zanim go zapyta o zdanie;
  • państwem, które sądzi, że wolność polega tylko na posłuszeństwie dla państwa;
  • państwem, które uważa, że nie ma różnicy między tym, co prawdziwe, a tym, w co wiara jest dla niego korzystna;
  • państwem, które wierzy, że zawsze miało rację;
  • państwem, w którym historia jest na usługach polityki;
  • państwem, które jest zawsze z siebie niesłychanie zadowolone;
  • państwem, które mówi, że świat jest bardzo skomplikowany, ale naprawdę myśli, że świat jest nadzwyczaj prosty;
  • państwem, gdzie trzeba się bardzo namęczyć, nim się dostanie do lekarza;
  • państwem, które jest przekonane, że nikt nigdy na świecie nie może wymyślić nic lepszego;
  • państwem, które wierzy, że wszyscy się nim zachwycają, chociaż jest przeciwnie;
  • państwem, które wyznaje zasadę: oderint dum metuant (niech nienawidzą, byleby się bali)
  • państwem, które samo określa, kto i jak może je krytykować;
  • państwem, w którym należy codziennie przeczyć temu, co się głosiło wczoraj, i stale wierzyć, że się zawsze głosi to samo;
  • państwem, które bardzo nie lubi, żeby jego obywatele czytali stare roczniki gazet;
  • państwem, gdzie wielu ignorantów uchodzi za uczonych;
  • państwem, którego rząd pragnie, żeby wszystkie formy organizacji społecznej były przez niego zaplanowane;
  • państwem, gdzie jest dużo ludzi szlachetnych i dzielnych, ale trzeba o tym wiedzieć skądinąd niż ze znajomości polityki jego rządów;
  • państwem, które bardzo nie lubi, żeby jego ustrój analizowali uczeni, a bardzo lubi, kiedy to robią lizusi;
  • państwem, które zawsze wie lepiej, na czym polega szczęście każdego poszczególnego obywatela niż on sam;
  • państwem, które nie poświęcając niczego dla jakichkolwiek zasad ideowych, wierzy zarazem, że jest pochodnią postępu.

To była część pierwsza. A teraz – słuchajcie uważnie! – powiemy wam, czym jest demokracja.

Otóż: Demokracja jest to ustrój, który… ech!, co tu dużo mówić! Demokracja jest to naprawdę dobra rzecz.

Wszystkie wpisy Natana

TUTAJ

http://studioopinii.pl/archiwa/145947

Jedna odpowiedź to “DOBRA ZMIANA NIE ŚNIŁA SIĘ FILOZOFOM”

  1. Bardzo ciekawy tekst, aczkolwiek biorąc pod uwagę negatywną definicję demokracji (czym ona Nie jest) z przykrością (rzeczywistą) musze stwierdzić, że według mnie nie ma na świecie kraju, który można by było nazwać demokratycznym… I chyba nie doczekam takiego ustroju gdziekolwiek.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: