Wiesenthal cz.5 ( 5)

TOM   SEGEV

WSTĘP

Przyslal Tomek Kassian

SZKLANA URNA

 


Wiesenthal przez sześćdziesiąt lat walczył o prawa człowieka. Tego nieustępliwego wojownika wielbił cały świat: w Hollywood był bohaterem kultury, a dziesiątki uniwersytetów przyznały mu tytuł doktora honoris causa. Prezydenci Stanów Zjednoczonych przyjmowali go w Białym Domu. Wiesenthal cieszył się z tych honorów, ale kiedy powiedział, że prezydent Jimmy Carter bardziej potrzebuje jego niż on Cartera, miał rację. Jeden z pracowników Centrum Wiesenthala w Los Angeles stwierdził, że gdyby Wiesenthal nie istniał, należałoby go stworzyć, ponieważ ludzie na całym świecie – nie tylko Żydzi – potrzebowali go jako symbolu i źródła nadziei.

Rozpalał wyobraźnię, czarował, pociągał, ale budził sumienia. Postanowił, że żaden nazista nie umrze na wolności. Żyd Szymon Wiesenthal będzie ścigał ich wszystkich i zrobi wszystko, aby stanęli przed sądem, aby zwyciężyła sprawiedliwość. Romantyk niczym Don Kiszot, wielu przypominał Jamesa Bonda. Z niewyobrażalnie wielkim ego, ze skłonnością do fantazjowania i przesadnym upodobaniem do wulgarnych dowcipów, był człowiekiem odważnym, który zainicjował kilka akcji zapierających dech. Jednakże, wbrew tworzącym się mitom, nigdy nie kierował grupą mścicieli. Zazwyczaj pracował sam, w niewielkim mieszkaniu wśród stert starych ga zet i pożółkłych kartonowych fiszek. Było to „centrum dokumentacji”, które stworzył w Wiedniu. W czasie drugiej wojny światowej nieopodal znajdował się luksusowy hotel Metropol, gdzie mieścił się sztab gestapo.

Na ścianie w jego biurze wisiała wielka mapa z zaznaczonymi nazwami kilkuset obozów śmierci i obozów koncentracyjnych w całej Europie; w kilku z nich sam był przetrzymywany. Zęby zebrać szczegóły dotyczące hitlerowskich zbrodniarzy i informacje o możliwych miejscach ich pobytu, korzystał z dokumentów historycznych, z ewidencji ludności, a nawet książek telefonicznych. Czasami wyruszał na małe akcje detektywistyczne, zbierał wiadomości od sąsiadów, sklepikarzy, barmanów, listonoszy, kelnerów i gadatliwych fryzjerów. Jeden Z jego przyjaciół przyrównywał go do ofermowa-tego inspektora Clouseau z Różowej pantery.

Wiara w liberalny system sądowniczy, zdolności medialne i Ameryk( uczyniły zeń typowego przedstawiciela XX wieku. Postrzega Holokaust inaczej, niż czyniono to w Izraelu i ośrodkach społeczności żydowskie w Stanach Zjednoczonych. Wiesenthal widział z zagładzie Żydów zbrodni przeciw ludzkości i wiązał ją z hitlerowskimi zbrodniami, których ofiarami były inne grupy, jak na przykład nieuleczalnie chorzy, Romowie, homoseksualiści czy świadkowie Jehowy. Szoa w jego oczach była tragedią ogólnoludzką, nie tylko żydowską. Takie podejście wynikało z jego biografii. 

Byl kosmopolitą — urodził się Żydem, ale w okresie dorastania kształtowała się jego tożsamość Austriaka. Później był zarówno Izraelczykiem jak Amerykaninem.

Niejednokrotnie wykazywał się wielka odwaga. W jednym z pokoi w jego biurze znajdowały się setki teczek, a w nich listy z pogróżkami i antysemickimi wyzwiskami. Wiesenthal oznakował te teczki literą „W”, to znaczy wariaci. Kiedyś otrzymał list zaadresowany do „Żydowskiej świni, Austria”. Zatelefonował wówczas do austriackiego ministra poczty z zapytaniem, skąd listonosz wiedział, że chodzi właśnie o niego. Oni wiedzieli, zawsze wiedzieli. Mimo wszystko postanowił mieszkać w Austrii i właśnie z nią związał swój los; trudno powiedzieć, dlaczego tak zrobił.

W 1953 roku Wiesenthal przekazał władzom izraelskim informację, iż jeden z największych zbrodniarzy hitlerowskich, Adolf Eichmann, ukrywa się w Argentynie. Siedem lat później Izrael wysłał do Buenos Aires tajnych agentów, którzy porwali Eichmanna i sprowadzili go do Jerozolimy. Eichmann stanął przed sądem, a następnie został powieszony. Zaangażowa nie Wiesenthala w tę sprawę przyniosło mu sławę, jakby osobiście schwytał Eichmanna. Niektórzy Izraelczycy zarzucali mu megalomanię, a jeden z nich porównał go do autostopowicza, który zawładnął wiozącym go samochodem. Byli tacy, którzy porównywali go do legendarnego kłamcy barona Munchhausena . W rzeczywistości Wiesenthal przez kilka lat pracował również dla izraelskiego Mossadu.

Był zaangażowany w tropienie setek zbrodniarzy hitlerowskich, pomógł we wskazaniu wielu z nich. Wysiłek i upór, z jakim ich ścigał i zbierał prze ciw nim dowody, są zdumiewające. Trzeba jednak pamiętać, że wielu z nich uniknęło osądzenia. Po klęsce Trzeciej Rzeszy wtopili się w społeczność Niemiec, Austrii i innych państw i nigdy nie stanęli przed sądem; niektórzy zrobili nawet kariery w polityce, administracji, sądownictwie, szkolnictwie i gospodarce.

Stało się tak nie tylko dlatego, że Niemcy i Austriacy z pobłażaniem traktowały zbrodniarzy ale również z powodu zimnej wojny. Nieraz okazywał się, że ci, których Wiesenthal odnalazł i żądał postawienia przed sądem, byli tajnymi agentami w służbie Stanów Zjednoczonych i innych państw, a przynajmniej w jednym przypadku — Izraela. „W czasie wojny pokonaliśmy na-zistów, ale po wojnie to oni wygrali z nami” – zwykł powtarzać .

Zmarł we wrześniu 2005 roku w wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat. Jego córka, Paulinka Kreisberg, została zasypana lawina kondolencji ze wszystkich kontynentów. Złożyli je między innymi; królowa Holandii Beatrix, król Jordanii Abdullah, Laura i George Bush, prezydenci, premierzy, członkowie parlamentów i burmistrzowie wielu miast. Senat Stanów Zjednoczonych ogłosił żałobę.

Ktoś wysłał kondolencje w imieniu legendarnego boksera Muhammada Alego. Być może dlatego, że w swoim czasie Wiesenthal naciskał władze Berlina, by nazwać jedna z ulic imieniem Jessego Owensa, czarnoskórego lekkoatlety, który uczestniczył w berlińskiej olimpiadzie w 1936 roku i pokonał sportowców Hitlera. „Państwo Izrael, naród żydowski i cała ludzkość winne są hołd Szymonowi Wiesenthalowi, który poświęcił całe życie, by zbrodnie hitlerowskie nigdy się nie powtórzyły, a ręce morderców nie wybieliły się” — napisał premier Izraela, Ariel Szaron.

Niezwykle wzruszające były listy od prywatnych osób, od przedstawicieli tak zwanego drugiego pokolenia, również naznaczonego przez Zagładę; wielu Z nich identyfikowało się z Wiesenthalem. Esti Cohen, która urodziła się w Izra elu, napisała do jego córki: „W wieku sześciu lat stawiałam buty obok łóżka na wypadek, gdyby w nocy mieli przyjść naziści, aby nie było tak jak z mamą, która szła boso w marszu śmierci”. Do listu dołączyła fotografię swojego izraelskiego dowodu osobistego: na dowodzie przykleiła żółtą gwiazdę Dawida.

„Chciałabym, żeby Pani wiedziała, jak błogosławionej pamięci Ojciec Pan wpłynął na moje życie” — napisała sześćdziesięcio czteroletnia Izraelka, Liac Sitro. Pisała, że dzień, w którym usłyszała w radiu o schwytaniu Eichmanna, stał się najważniejszym dniem w jej życiu, ponieważ wtedy po raz pierwszy od czasu, gdy zaczęła się interesować Holokaustem, odzyskała wiarę, że na świecie jest sprawiedliwość .

Wiesenthal opowiadał, jak w obozie koncentracyjnym na Janowskiej we Lwowie znalazł się w grupie więźniów zmuszonych do wykopania wielkiego dołu. „Wiedzieliśmy, że dół szybko zapełni się trupami – wspominał – ofiary zaczęły już przybywać. Kobiety, dziewczyny… I właśnie wtedy uchwyciłem zrozpaczone spojrzenie jednej z nich. «Nie zapomnij o mnie», mówiło mi to spojrzenie”. Opowiadał też, że wyobrażał sobie spotkanie z ofiarami Zagłady w niebie i postanowił, iż powie im tylko trzy słowa, które z czasem stały się jego prywatnym mottem: „Nie zapomniałem o was”11.

Nade wszystko należy mu się szacunek za jego wkład w upamiętnienie ofiar Zagłady: pamiętał o umarłych i walczył z poglądem, iż śmierć ich była na darmo – jakby walczył z sama śmiercią. Z upływem lat, kiedy naturalną koleją rzeczy zmalały szansę postawienia przed sądem zbrodniarzy hitlerowskich, Szoa stała się uniwersalnym symbolem totalnego zła, sygnałem ostrzegawczym dla każdego narodu i każdego człowieka. Stało się tak w dużej mierze dzięki wysiłkom Wiesenthala – nikt w tej kwestii nie uczynił więcej niż on. Stał się autorytetem moralnym. Ale nawet u szczytu sławy ów„łowca nazistów” pozostał człowiekiem samotnym, prześladowanym przez straszne wspomnienia. Wiesenthal był tragicznym bohaterem, pilnie strzegącym sekretów własnego życia; niełatwo było poznać te tajemnice.

Krocząc za szklana urna w Jerozolimie, Wiesenthal wypowiadał się nie tylko w imieniu milionów zamordowanych, lecz również w imieniu morderców: „Przypomniałem sobie o Eichmannie — pisał – być może nazajutrz przeczyta ten tekst w gazecie i uśmiech wątpliwości pokaże się na jego wargach… Oczami wyobraźni widziałem już ten dzień, kiedy moja cicha modlitwa zostanie wysłuchana, dzień, w którym mordercy mojego narodu zostaną sprowadzeni do kraju Hebrajczyków. Przysiągłem sobie, że nie spocznę, aż nastanie ten oczekiwany dzień”. Było to prawdziwe, a jednocześnie nie prawdziwe zdanie, jak wiele tych, które napisał.

Koniec wstepu

  1. Poprzednia czesc

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: