Fenomen żydowskiego antysyjonizmu

Andrzej Koraszewski

 


Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien

 

Na zdjęciu izraelski policjant broni amerykańskiego turystę, Tuvia Grossmana, przed arabskim motłochem. W NYT to zdjęcie ilustrowało grozę

izraelskiej brutalności wobec uciskanych Palestyńczyków. Patrz: https://en.wikipedia.org/wiki/Tuvia_Grossman

 

Muszę się przyznać, że świadomie i z premedytacją przez lata unikałem tego tematu. Antysemitów z lewa i z prawa cechuje ta sama stała tendencja – umniejszania zbrodni popełnionych przeciwko narodowi żydowskiemu, odsuwania tych zbrodni od własnego narodu, namiętnego poszukiwania śladów współudziału Żydów w Zagładzie, podpierania swojej nienawiści sfałszowanymi, ale również autentycznymi wypowiedziami Żydów.

Odnosi się wrażenie, że żaden antysemita nie potrafi niczego wymyśleć bez podparcia się żydowskim autorytetem, ale też podaż żydowskich autorytetów na wszystkie okazje jest ogromna.

Żyjemy w czasach, w których antysemitów nie ma, są setki milionów antysyjonistów domagających się otwarcie kolejnej Zagłady lub tylko dających do zrozumienia, że ich perspektywa zagłady sześciu milionów Żydów mieszkających w Izraelu zupełnie nie przeraża.

Żydowskie wsparcie antysemityzmu opartego na teorii ras ludzkich i otwarcie głoszącego zamiar eksterminacji wszystkich ludzi, których dawało się zdefiniować jako Żydów, mogło być udziałem bardzo nielicznych Żydów, którzy mieli nadzieję, że nikt nie odkryje ich żydowskości. Z antysyjonizmem sprawa jest zupełnie odmienna, ponieważ daje złudzenie, że żydowskość zostanie wybaczona za gorliwą niechęć do Izraela i jego mieszkańców.

Nie jest to oczywiście takie proste, ponieważ przed powstaniem Izraela spór w społecznościach żydowskich toczył się o to, czy walczyć o emancypację i prawo do bycia Polakiem, Rosjaninem, Francuzem, Amerykaninem, Turkiem lub Irańczykiem, czy też uznać, że to beznadziejne i walczyć o stworzenie własnego kraju, w którym Żyd nie będzie obywatelem drugiej kategorii. Komunizm kusił obietnicą braterstwa, które pozbawi wszelkiego znaczenia religię, pochodzenie etniczne i kolor skóry; demokratyczne państwa narodowe obiecywały zmianę więzi krwi na więź obywatelską. Wielu Żydów miało nadzieję, na normalne życie w krajach, w których mieszkali od dziesiątków, a czasem od setek pokoleń.

Czy umiemy zrozumieć Juliana Tuwima, Marka Edelmana i tak wielu innych wspaniałych ludzi, którzy odmawiali wyrzeczenia się swojej polskości, nie wyrzekając się swojej żydowskości? Z pewnością, ale czy tego rodzaju postawa może czasem prowadzić do postaw amoralnych, do systematyczych kłamstw i świadomego lub nieświadomego poparcia zbrodniarzy dążących do kolejnej zagłady? Od dawna zdawałem sobie sprawę z tego, że tak, ale unikałem tego tematu. Moją niechęć przełamało dopiero ukazanie się książki, analizującej długą historię antysyjonizmu jednej z najważniejszych gazet świata – „New York Times’a”. Jerold Auerbach, amerykański emerytowany profesor historii, opublikował książkę pod tytułem Print to Fit: The New York Times, Zionism and Israel: 1896-2016.

„Kiedy Adolph Ochs-Sulzberger wykupił gazetę „New York Times” w 1896 roku – czytamy w informacji o tej książce na stronie Amazona – uznał ruch syjonistyczny i perspektywę utworzenia państwa Izrael za ideę sprzeczną z tradycją rodziny Sulzbergerów. On, a potem jego potomkowie uznali, że judaizm jest religią, a nie tożsamością narodową. Obawiając się, że istnienie żydowskiego państwa może podważyć lojalność amerykańskich Żydów wobec Ameryki, rodzina Sulzbergerów przyjęła antysyjonizm jako stały element polityki redakcyjnej zarówno w dziale opinii, jak i w doniesieniach.

Analizując publikowane przez NYT treści, autor pokazuje jak to co jest „fit to print” staje się doniesieniami, które ujawniają poczucie niewygody właścicieli pisma, że od 1948 roku istnieje kwitnące demokratyczne państwo żydowskie na historycznej ziemi żydowskiego narodu.”

Motto NYT głosi: “All the News that’s Fit to Print” – czyli „publikujemy wszystko co nadaje się do druku i co powinno być opublikowane”. Lęk przed oskarżeniem o lojalność wobec innych Żydów skłaniał i skłania nadal do ustawicznego okłamywania czytelników, kiedy tylko fakty ujawniają rozmiary zbrodni wobec Żydów, czy bezmiar niesprawiedliwości wobec żydowskiego państwa.

Theodore Herzl opublikował swoją pracę o konieczności zbudowania państwa żydowskiego jako jedynej logicznej odpowiedzi na nienawiść świata wobec Żydów zaledwie sześć miesięcy przed zakupem NYT przez Ochsa. Dla głęboko wierzącego członka ruchu reformowanego judaizmu, zakup tej gazety był nie tylko drogą do zbudowania fiansowego imperium, chciał stworzyć idealną amerykańską gazetę, politycznie niezależną i wolną od oskarżeń, że jest pismem żydowskim. Te obawy prowadziły do ukrywania nazwisk żydowskich autorów i do starannego omijania problemu antysemityzmu. A ruch syjnistyczny był od początku na cenzurowanym.

Amerykański reformowany judaizm widział w Ameryce Ziemię Obiecaną, kraj pozwalający uciec od piętna żydowskości. Zgodnie z tą ideą, Adolph Ochs uważał, że Żyd mający amerykańskie obywatelstwo, jest przede wszystkim Amerykaninem i musi być wyłącznie Amerykaninem. Poparcie dla syjonizmu mogło oznaczać uznanie, że Żydzi mogą mieć podwójną lojalność.

W interesującej recenzji z tej książki napisanej przez Edwarda Alexandera (autora głośnej książki Jews against themselves) znajdujemy historię jak Ochs został przekonany do wystąpienia w obronie amerykańskiego Żyda fałszywie oskarżonego o gwałt i zamordowanie nastolatki i po zarzutach, że NYT uprawia żydowską propagandę, zapowiedział, że więcej nie będzie popierał spraw dotyczących Żydów.

Antysyjonistyczna ideologia prowadziła prostą drogą do polityki redakcyjnej świadomego ignorowania antysemickiej ideologii nazistowskiej w Europie i odmowy wsparcia Żydów uciekających przed nazistowską zagładą.

Oczywiście polityka redakcyjna NYT nie była w USA wyjątkiem. W połowie lat 80. ubiegłego wieku ukazała się książka Deborah Lipstadt Beyond Belief, w której analizowała sposób relacjonowania w mediach amerykańskich nazizmu w Europie w latach 1933-1945. Powszechna była praktyka nie dawania wiary informacjom przekazywanym przez Żydów zaś wszelkie inne informacje o nazistowskim okrucieństwie były systematycznie łagodzone i przekazywane na najmniej eksponowanych miejscach. Społeczeństwo amerykańskie było świadomie oszukiwane przez media. W przypadku właścicieli NYT motywacją był lęk przed posądzeniem o sprzyjanie Żydom. W przypadku nieżydowskich właścicieli mediów zapewne decydowały o tym odwieczne uprzedzenia i przesądy.

Kilkanaście lat temu głośna była inna publikacja książkowa o dziennikarskiej nieuczciwości „New York Timese’a”. W 2005 roku ukazała się książka profesor Laurel Leff, która wykłada na wydziale dziennikarstwa w Northerneastern University. Książka ma znamienny tytuł Buried by the Times i jest bardzo szczegółową analizą dziennikarskiej nierzetelności w doniesieniach NYT na temat zbrodni nazistów wobec Żydów, manipulacji w tytułach, skrótowej bądź zaniekształconej prezentacji faktów, a przede wszystkim umieszczania najważniejszych informacji na dalszych stronach pisma, a w samych doniesieniach, raczej na końcu niż na początku. To ukrywanie istotnych faktów było, jak pisała autorka, polityką żydowskiego właściciela pisma, Arthura Haysa Sultzbergera (syna Adolpha), który podobnie jak jego ojciec uważał, że lepiej kłamać, niż narazić się na podejrzenia sympatii wobec Żydów.

Książkę Laurel Leff można by nazwać krytycznym podręcznikiem dziennikarstwa. Jak napisał były znany dziennikarz NYT (i laureat nagrody Politzera) Max Frankel jest to dramatyczna demonstracja polityki redakcyjnej prowadzonej tak, by fakty nie mówiły same za siebie.

Jerold Auerbach w Fit to Print pokazuje jak po powstaniu Izraela, wcześniejsza polityka nieeksponowania zbrodni wobec Żydów, wynikająca z ciągłej obawy, by nie zostać posądzonym o chociażby cień etnicznej solidarności, została wzbogacona o nowy elment dotyczący sposobu relacjonowania o konfliktach wokół tego państwa i o arabskiej agresji wobec państwa żydowskiego. Od samego początku wprowadzono zasadę „obwiń najpierw Izrael”. Zajęcie terenów okupowanych wcześniej przez Jordanię to „podbój”, militarna kontrola w oczekiwaniu na zgodę negocjowania „pokoju za ziemię” to okupacja, zbrojne reakcje na agresję są prezentowane w kategoriach moralnej równowagi. To zumiewająco nieuczciwe dziennikarstwo w doniesieniach dotyczących żydowskiego państwa to polityka żydowskich właścicieli pisma prowadzona głównie rękoma wybitnych dziennikarzy pochodzenia żydowskiego. NYT nieustannie promuje każdą iluzję pokoju, zapewniając o pokojowym charakterze ludzi takich jak Arafat, o umiarkowaniu Abbasa, o rzekomej gołosłowności gróźb Iranu, o braku podstaw do lęku przed arabskim terroryzmem. NYT starannie zamazuje pronazistowską historię politycznego islamu, rozmiary dzisiejszej popularności nazizmu w krajach arabskich, w Turcji czy w Iranie, łagodzi doniesienia o łamaniu praw człowieka w krajach arabskich i ochoczo zapewnia, że do pokoju prowadzi wyłącznie polityka nieustających ustępstw ze strony Izraela.

W rozdziale za rozdziałem autor pokazuje jak dziennikarze NYT, tacy jak Thomas Friedman czy Anthony Lewis uprawiają obsesyjne dwójmyślenie i do jakiego stopnia sprawiają wrażenie ludzi nieustannie zapewniających, że ich legitymacją stuprocentowej amerykańskości jest nieustająca nieuczciwość wobec Izraela.

Opowieści o tym, że w zachodnich mediach jest widoczna nadreprezentacja dziennikarzy pochodzenia żydowskiego, nie są pozbawione podstaw, stanowią one część absurdalnego mitu o Żydach rządzących światem i te obsesje zarówno żydowskich potentatów medialnych, jak i żydowskich dzienikarzy, znakomicie wzmacniają nowy antysemitym ukrywany pod płaszczykiem antysyjonizmu.

Jest on niesłychanie silny w mediach brytyjskcich, widzimy go również nad Wisłą. Podobną książkę możnaby dziś napisać o „Gazecie Wyborczej”, o dziennikarzach jeżdżących do Izraela tylko po to, żeby odwiedzić redakcję „Haaretz”, pojechać z wycieczką organizowaną przez „Breaking the Silence” na „tereny okupowane”, porozmawiać pod palmą z jednym Arabem, który z jakiegoś powodu powtarza wszystkie opowieści gazetek Abbasa i powrócić do ojczyzny z głębokim przekonaniem, że można uczciwie opowiedzieć o okrucieństwach prawicowego rządu żydowskiego państwa, o zupełnie nieuzasadnionym straszeniu Izraelczyków jakimiś wydumanymi zagrożeniami i o tym jak bardzo wszyscy ”Palestyńczycy” pragną pokoju i normalnego życia. Polski odbiorca mediów głównego nurtu nie ma najmniejszych szans na wyrobienie sobie własnego zdania na temat konfliktu izraelsko-arabskiego, ani na temat roli Iranu czy Turcji w tym konflikcie, ponieważ jest systematycznie oszukiwany i to nie z powodu złej woli, a raczej z powodu psychologicznej potrzeby zapewnienia samego siebie, że polski dziennikarz żydowskiego pochodzenia dobrze pamięta żądanie Władysława Gomułki, żeby Polak miał tylko jedną ojczyznę i nie zawrcał sobie głowy faktami.

Swego czasu uderzyło mnie zdanie otwarające relację z podróży do Izraela krakowskiego filozofa, Jana Hartmana: „Spadam na parę dni tam, gdzie wielu chciałoby mnie wysłać na stałe.” Cała reszta jest całkowicie podporządkowana lękom ujawnionym w tym otwarciu. Nie zauważysz tu cienia rzetelnego zainteresowania historią odwiedzanego kraju, ani prawdziwej ciekawości tego, co się właściwie widzi. Izrael nie może być dla tego polskiego filozofa zwyczajnym obcym krajem, ani krajem szczególnie bliskim, jest miejscem, które jest dla niego osobistym zagrożeniem. Nie interesują go ani Arabowie, ani Izraelczycy, wydaje się coś gaworzyć na leżance u psychoterapeuty.

Zegar Pana Boga składa się z niezliczonej ilości idealnie zazębiających się błędnych kół. Żadnego Pana Boga nie ma, błędne koła popycha irracjonalizm bez granic. Wśród irracjonalnych schorzeń ludzkości antysemityzm plasuje się niezwykle wysoko, być może na samym szczycie. Naród żydowski nie został wybrany przez żadnego boga, został wybrany przez ludzkość i nieustannie pomaga nam stronić od logiki i uczciwości. Nie należy oczekiwać, że pewnego dnia ktoś z rodziny Sulzbergerów powie, że warto być przyzwoitym nawet w sprawach Izraela. Możemy długo wydziwiać, że tylu Żydów aktywnie przyczynia się do podtrzymania tradycji antysemityzmu, możemy uznać, że wszystko można próbować zrozumieć, ale przed koszmarnymi skutkami nietórych psychologicznie zrozumiałych odlotów należy się bronić. Dlaczego? Ponieważ Arabowie (również ci palestyńscy) zasługują na większe zainteresowanie i większą sympatię niż tylko współczucie, że Izraelczycy utrudniają im zabijanie Żydów, ponieważ antysemityzm nie tylko szkodzi Żydom, ale zatruwa antysemitów, ponieważ sam Izrael jest fascynujący, a wreszcie dlatego, że racjonalizm to dobra rzecz.

P.S. Wracam na forum Zuckerberga, bo znów jakiś rodak ma do mnie straszne pretensje, że on o czymś pierwsze słyszy.

Zainteresowanym (nieskromnie) polecam moją ksiazke, która była próbą dialogu z dziennikarką „Polityki” prezentującą Bliski Wschód według modelu wypracowanego przez właścicieli NYT.

Andrzej Koraszewski

2019-03-22

11 komentarzy to “Fenomen żydowskiego antysyjonizmu”

  1. Pierwszorzędny artykuł każde słowo jest prawdziwe. Coś z mego osobistego doświadczenia: W 2014 roku gdy Izrael walczył w strefie Gazy w ramach akcji „Cug Eitan” Posyłałem moim przyjaciołom artykuły Izraelskich dziennikarzy co dzieje się na froncie. Między moimi przyjaciółmi był jeden z publicystów NYT. Jeden raz napisał mi: „Proszę nie posyłaj nic, bo ja nie daję wiary innym dziennikarzom prócz tym z NYT. I to nie jest wyssane z palca

  2. Michał Potok 28/03/2019 at 10:17

    Od tysięcy lat cierpimy przez zdrajców naszego narodu, poczynając chyba już od Judasza , który zdradził swego żydowskiego nauczyciela – Joszuę z Nazaretu znanego pózniej światu jako Jesus Chrystus … W tą haniebną plejadę zdrajców wpisują sie wszyscy ci którzy na przestrzeni wieków , chcąc udowodnić swoją „lojalność” wobec otaczających ich społeczności i ich przywódców prześladowali a czasem wręcz tępili swych żydowskich współbraci. Wspomnę więc “wielkiego” Marksa który w swoich pracach zaciekle atakował żydowską religię i tradycje , innych działaczy komunistycznych , którzy po zmianie swych żydowskich nazwisk prześladowali swych współobywateli , absolutnie nie pobłażając tym o żydowskich korzeniach , by udowodnić swą wierność „idei” , a w czasach nazizmu – policjantów , którzy dobrowolnie wstępowali do żydowskiej policji w gettach . W naszych czasach szczególnie zasługują na wspomnienie żydowscy lewicowi politycy w krajach zachodnich i żydowscy członkowie BDS zwalczający „syjonizm” i „okupację” .Ci zdrajcy traktowani są z ukrytą pogardą poprzez swoich antysemickich „przyjaciół” nie tylko dlatego , że choćby „wylazili ze skory” w ich oczach i tak na zawsze pozostaną żydami , ale przede wszystkim dlatego, że są właśnie zdrajcami . Bo syjonizm to ani prawa ani lewa ideologia ,nie mająca nic wspólnego z „okupacją” , granicami czy „osadnictwem” – to zasadnicze przekonanie , że naród żydowski tak jak i inne narody też ma prawo do swego kraju w swojej historycznej ojczyźnie i okupacja przez obcych władców i narody ich historycznej ojczyzny przez tysiące lat nic tu nie zmienia. I jeśli palestyński Arab uważa , że ma prawo do swojego kraju to morfologicznie może śmiało być określony „palestyńskim syjonistą” .To samo dotyczy i Polaków i i Niemców i Szwedów i wszystkich innych zwolenników państwa swojego narodu. W sumie to całkiem proste….
    Ale sprawiedliwość historyczna doścignie i tych współczesnych zdrajców i tak jak dla żydowskich komunistów z Europy wschodniej przyjdzie czas gdy bedą uciekać z podwiniętym ogonem do „syjonistycznego wroga” choć ci z zachodnich krajów wciąż jeszcze mają złudzenia ,iż udowodnią otoczeniu , że są bardziej antysyjonistyczni niż ich antysemiccy „przyjaciele”
    Byłoby to wszystko wręcz komiczne gdyby nie było takie tragiczne….

  3. Mam zastrzezenie tylko do jednego slowa: „zenujace” – wcale nie. Wsrod tych 14 milionow Zydow na swiecie jest taki sam procent glupcow, slepych, niedouczonych, jak wsrod reszty. Jest dla mnie pocieszajace, ze wsrod Zydow (tych, ktorzy sie za takich uwazaja) jest coraz wiecej takich, ktorzy zauwazyli, ze Europa przestala udawac, ze kocha Zydow, ze partia Dem. w USA robi sie coraz bardziej antysemicka i Izrael jest nasza ostoja.

  4. Karol Fromm 25/03/2019 at 20:36

    Swietne podsumowanie zenujacej dla nas Zydow prawdy – zbyt wielu sposrod nas mozna okreslic jako anty-syjonistow albo nawet antysemitow (Noam Chomsky?). Niestety NYT nie jest jedynym miejscem gdzie paskudna I bledna krytyka Izraela jest na porzadku dziennym; Los Angeles Times jest w tej samej „Sulzbergerowskiej” kategorii.

  5. Henryk Szer 25/03/2019 at 01:46

    Swietny artykul i niestety swieta prawda.

  6. Calkowicie podzielam zdanie Fredka Mirskiego. Dziekuje!!! Oczywiscie Andrzejowi dziekuje za madry i wywazony artykul. Pozdrowienia dla Hili i Cyrusa.

  7. Ewa Korulska 23/03/2019 at 22:59

    Dobry artykuł. Komentarz napisałam na Facebooku, gdzie ten artykuł tez się pojawił.

  8. Fred Mirsky 23/03/2019 at 18:49

    Dziękuję Misiowi i Dr. Gasińska-Lepsien za udostępnienie nam, czytelnikom tego blogu, waspaniałej analizy żydowskiego antysyjonizmu. Oczywiście dziękuję Andrzejowi Koraszewskiemu za napisanie artykułu. To jest najlepsze, co przeczytałem na Misia blogu; gdyby nie było na nim nic innego, to ten artykul jest wart tego, by blog istniał.
    Z kołami Boskimi czy innymi dałem spokój, bo to nie o to chodzi. Cała reszta jest w mojej opinii wspaniała.
    Przypominam sobie nie tak dawną bardzo dobrą dyskusię w Polsce o antysemityźmie z udziałem znanych ludzi. Jednym z nich był Aleks Smolar. Z powodu, a raczej bez powodu zaczął atakować politykę rządu Izraela. Dlaczego w dyskusji o antysemityźmie w Polsce włączyl swoje trzy grosze o polityce Izraela, nie wiem. Myślę, że on może też nie bardzo wie… ot, taki odruch, podświadomy czy pół-świadomy w kierunku podobania się słuchaczom. Oczywiście, takim anty-Izraelskim odzywkom daleko do “uczonych” opinii profesorów Noam Chomsky czy Norman Finkelstein, ale jednak, mogłoby ich być mniej lub wcale.

  9. Elżbieta Tracewicz 23/03/2019 at 16:28

    Z dużym zainteresowaniem przeczytałam artykuł . Bardzo informatywny. Zgrzyt pojawił się tuż przy końcu artykułu, przy paraboli o błędnych kołach idealnie się zazebiajacych, które tworzą zegar czasu nieistniejacego Pana Boga. Zdanie samo w sobie sprzeczne, wedlug mnie. Jeśli nie istnieje Bog to nie istnieje Jego Zegar. Jeśli koła czasu są błędne to nie moga się idealnie zazebiac, bo w istocie „błędności” leży błąd prowadzący do zgrzytow „w zazebianiu się „, czego efektem są zgrzyty, a to świadczy o braku „idealnoci”. Efektem koncowym jest rozwalenie się mechanizmu. Cala więc konstrukcja jest fantazja tak jak i calyWszechswiat – zgodnie z tą koncepcją Zegara Pana Boga. Fakt, że żydzi przetrwali ttsiace lat mimo tych „idealnie zazebiajacych się błednych kół Zegara Pana Boga ” dla bardzo wielu jest dowodem na istnienie Pana Boga. Ale to już inny temat.

    Wyrażenie , że czasami p. Jan Hartman „gaworzy jak na leżance u psychoterapeuty” wydaje mi się być trafne. Jako psycholog też czasami mam to wrażenie .

  10. Trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia choćby do jednego zdania w tym artykule. Już dawno powiedziałem że jako Żyd i Polak mam serce podzielone w połowie dla Polski i Izraela. I oby tak było zawsze, a te dwie połówki nie stały się częściami; jedną mniejszą, a drugą większą.

  11. ricardo381 23/03/2019 at 08:12

    Bardzo mądry artykuł.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: