Adaś i Słoń

Ludwik Janion

 

Spotkało mnie ostatnio wile miłego wraz z pytaniami o wznowienie mojego „Adasia i Słonia”. Rodzice narzekają na sięgające absurdu ceny książek na Allegro, ale wydawcy jak do tej pory w kolejce się nie ustawili. No to przypomnę (sobie też) jakiś fragment, będzie za darmo… Sam przecież kiedyś mówiłem, że pisać warto tylko dla dzieci, bo potem to już za późno…


Niedziela

– Dziś musimy się wybrać do czarnego domu – powiedział Adaś do słonia. – Zabiorę ciebie, „Dobrego psa Zbója” i pójdziemy razem. Razem będzie nam raźniej. Nie boisz się, Słoniu?
– Ja jestem słoniem, a słonie nie boją się niczego! – odpowiedział pewnie Słoń.
– Naprawdę Słoniu? Niczego? – zapytał Adaś z niedowierzaniem. – Na przykład „Dobry pies Zbój” boi się koguta, a kogut boi się barana, a baran – tu się Adaś zastanowił – też pewnie się kogoś boi – dokończył.
– Hau, hau zaszczekał „Dobry pies Zbój”, a Słoń pokiwał trąbą. Potem Słoń chwilę odczekał, żeby jego odpowiedź była ważniejsza i odezwał się tak:
– Ale my, słonie, nie boimy się niczego! A skoro nie boimy się niczego, to nie boimy się ani koguta, ani barana, ani niczego. A to oznacza, że skoro nie boimy się niczego, to nie boimy się też bać! I my słonie możemy się bać do woli, bo się tego nie boimy! – Zakończył słoń, ale Adaś nie był już taki pewny czy Słoń się boi czy nie.
Droga do „Czarnego domu” zaczynała się, jak każda droga, za „furtką, co piszczy”, potem biegła obok „Jeziora sześciu żab”, a potem trzeba było skręcić w prawo za jeziorem i w lewo obok sosny, na której siadała wrona i jeszcze raz w prawo, a dalej to już prosto, a potem znowu w prawo… A jak dalej, to już nikt nie pamięta – najważniejsze, ze doszli.
„Czarny dom” był cały czarny, czego się już każdy domyślił, a poza tym był drewniany i miał okna zasłonięte okiennicami z czarnych desek, tak, żeby nie można było zajrzeć do środka. Na drzwiach wisiała wielka żelazna kłódka, a wkoło było pusto i spokojnie.
„Dobry pies Zbój” obiegł dom kilkakrotnie, zaszczekał: hau, hau i spojrzał na Adasia, jakby chciał zapytać: i co dalej?
Adaś popatrzył na Słonia: – Na pewno się nie boisz?
– My, słonie, nie boimy się niczego – Słoń rozpoczął swoją odpowiedź, ale Adaś mu przerwał, chwycił go mocno w obie w ręce, podszedł do zamkniętych okiennic i podniósł słonia jak mógł najwyżej. – To powiedz mi, czy widzisz coś w środku
– Gdzie?
– W domu!
– A jak?
– Przez szparę.
– Nie widzę! – odpowiedział słoń.
– Czego nie widzisz? – spytał Adaś
– Szpary!
– Słoniu – Adaś był wyraźnie niezadowolony – tam musi być jakąś szpara!
– Może będzie, jak podniesiesz mnie wyżej! – Słoń też był wyraźnie niezadowolony..
Adaś wspiął się na palce, jak mógł najwyżej i znowu spytał słonia: Widzisz coś, Słoniu?
– Widzę! – krzyknął Słoń.
– Co widzisz? – ucieszył się Adaś.
– Widzę, że nie widzę szpary! – odparł Słoń.
– Co ja mam z tym Słoniem – Adaś mruknął do siebie, żeby Słoń nie słyszał – opuścił go i zaczął szukać jakiegoś kamienia, bo pomyślał sobie, że gdyby stanął na kamieniu i wspiął się na palce, to może wtedy Słoń wreszcie by coś zobaczył.
Udało się Adasiowi znaleźć dość duży kamień, przyturlał go pod dom i stanął na nim jedną nogą, bo druga już mu się nie zmieściła.
– Co teraz widzisz Słoniu?
– Widzę szparę! – krzyknął Słoń radośnie.
– I co dalej widzisz?
– A dalej to już nic nie widzę!
– Jak to nic? Tam przecież coś musi być!
– Może i jest – odpowiedział Słoń – ale ja tego nie widzę!
– A dlaczego?
– Bo tam jest ciemno!
Adaś zszedł z kamienia i usiadł na trawie. – Hau, hau – zaszczekał „Dobry pies Zbój”, a w górze zaszumiały drzewa.
Adaś zaczął myśleć: Słoń nic nie widzi, bo tam jest ciemno, więc jeżeli tam będzie jasno, to słoń coś zobaczy. Więc trzeba zrobić tak, żeby tam było jasno!
Adaś bardzo się ucieszył, bo połowa zagadki była już rozwiązana. Tylko – teraz Adaś spoważniał – jak to zrobić? Nie mogę zaświecić latarką, bo jak ją będę trzymał? A poza tym nie mam latarki. Najlepiej by było, jakby się samo tam zrobiło jasno, ale przecież nic nie robi się samo. – Adaś przypomniał sobie, co kiedyś słyszał, jako bardzo mądre zdanie. Teraz spoważniał jeszcze bardziej i spojrzał w niebo. W koło szumiały drzewa, a na niebie świeciło słońce. Na jednym z drzew usiadła wrona i zakrakała głośnio: kra, kra.
I nagle Adaś podskoczył w górę z radości – To słońce! Słońce samo tam zaświeci!
– Poczekajmy, Słoniu, jeszcze chwilę, aż w szparę zaświeci słońce, a wtedy na pewno coś zobaczysz! – powiedział radośnie Adaś.
– O, tak! – ucieszył się Słoń – wtedy na pewno coś zobaczę!

Słońce wychyliło się znad drzew, najpierw oświetliło próg domu, potem drzwi i okiennice, aż wreszcie wpadło w szparę nad okiennicą.
– Wchodzimy! – krzyknął Adaś i postawił stopę na kamieniu.
– Co widzisz, Słoniu?
– Nic nie widzę – odpowiedział smutny Słoń.
– Jak to? Przecież świeci tam słońce!
– Ale jak tam patrzę, to je zasłaniam! – odpowiedział Słoń. – I kiedy tam nie patrzę, to w środku jest jasno, ale kiedy patrzę, to znowu jest ciemno.
– O, nie! – Adaś miał dość takich odpowiedzi – masz się tam, Słoniu, patrzeć! Masz patrzeć tak długo, dopóki coś zobaczysz! I Adaś przycisnął Słonia do szpary, aż Słoń zamachał ze złości ogonem.
– Patrz, Słoniu, patrz! Patrz i mów, co widzisz!
– Za mocno mnie przycisnąłeś – sapnął Słoń – tak to ja się nie bawię!
Adaś odsunął nieco Słonia od szpary, bo złość już mu przeszła, i czekał, co też Słoń mu wreszcie opowie o tajemnicach „Czarnego domu”.
Ale Słoń nie mówił nic, tylko wpatrywał się bezradnie w ciemną szparę, a jak tylko przestawał się patrzeć i zamykał oczy, to widział to samo, co wtedy, kiedy je otwierał.
– Mam dość – powiedział wreszcie Słoń – kiedy patrzę i kiedy nie patrzę, to widzę to samo!
– To znaczy, że co widzisz, Słoniu? – spytał z nadzieją Adaś.
– Nic nie widzę!
Wrona znowu zakrakała: kra, kra i Adaś postanowił, że wyprawa zbliża się do końca. Tajemnice „Czarnego domu” nie zostaną dziś poznane, a już na pewno nie przyda się do tego Słoń.
– Przyjdziemy tu kiedy indziej – powiedział Adaś i spojrzał na siedzącą na drzewie wronę.. – Teraz jeszcze raz obejdziemy „Czarny dom” dookoła, a potem wrócimy do swojego domu, żeby wszystko jeszcze raz przemyśleć.
I kiedy Adaś okrążał dom jeszcze raz, to wtedy nagle zobaczył, że z tyłu, z drugiej strony „Czarnego domu”, w okiennicy jest duża dziura, przez którą on sam może zajrzeć do środka!
– Dlaczego nie widziałem jej wcześniej? – zawołał Adaś, patrząc na dziurę.
– A dlaczego ja musiałem tak się męczyć? – dopowiedział Słoń.
Adaś zajrzał przez dziurę i wiecie, co zobaczył?
– Nic! W pokoju było zupełnie pusto.
– Co tam widzisz, Adasiu? – zapytał Słoń.
– Nic! – odpowiedział zgodnie z prawdą Adaś.
No tak, czyli widzisz to, co i ja widziałem – powiedział Słoń i pomachał trąbą.
Adaś znowu pomyślał, że ten Słoń, to jednak bardzo mądry słoń i razem z „Dobrym psem Zbójem” zabrali się wszyscy z powrotem w stronę „Jeziora sześciu żab”, a potem do swojego domu.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: