Moczar dawał nadzieję, że tych „starych dziadów z KPP” w końcu się wyrzuci cz.4/5

 

 


Można pokusić się o tezę, że w 1968 roku rozpoczął się czas „komunistów bezideowych”?

Z pewnością. Marzec 1968 r. to historyczny początek dezideologizacji PRL. O ile do tego czasu odwoływanie się do ideologii komunistycznej i kanonów marksizmu-leninizmu było bardzo silne, to po roku 1970 miało już charakter bardziej rytualny. Owszem, dalej korzystano ze starych formułek, ale tak naprawdę już nikt nie traktował tej ideologicznej nowomowy poważnie.

Jak się to przejawiało?

Zmienił się na przykład stosunek do kwestii materialnych. O ile do końca rządów Gomułki obowiązywał bardzo silny purytanizm materialny, który objawiał się w stosunkowo niewielkiej wysokości płac w aparacie partyjnym czy bezlitosnym rozprawianiu się z działaczami partyjnymi, którzy „po cichu” wybudowali sobie wille, o tyle w latach 70. skończył się etap, w którym od działacza PZPR wymagano wyrzeczeń.

Zaczęto tolerować prowadzenie przez sekretarza lub dyrektora zakładu z nomenklatury partyjnej „burżuazyjnego trybu życia”. Pojawiła się także większa swoboda w kontaktach z przedstawicielami „prywatnej inicjatywy”. Przez cały okres PRL – w pewnym zakresie – funkcjonował sektor prywatny, tyle że do końca lat 60. urzędnik nomenklaturowy mógł mieć poważne kłopoty, jeżeli ktoś złożył na niego donos, że przyjaźni się np. z „badylarzem” (przedsiębiorcą szklarniowym).

Z końcem lat 60. zmieniła się mentalność aparatu władzy, drastycznie obniżono kryteria ideowości, których wcześniej gorliwie przestrzegano. Od lat 70. we władzach PZPR nie interesowano się już tak bardzo, który działacz zbudował willę, z kim się przyjaźni itd. Pewien nawrót starych praktyk nastąpił w latach 1980-1982, ale w stanie wojennym wszystko szybko wróciło do normy, choć np. Jaruzelski często ubolewał na utratą „leninowskiej moralności” przez część aparatu władzy i nieustannie nakazywał powrót do źródeł. Zrodziło to w latach 80. takie osobliwości jak np. Inspekcja Robotniczo-Chłopska.

W wydarzeniach marcowych istotną rolę odegrała grupa „komandosów”, w tym m.in. Adam Michnik, Karol Modzelewski czy Jacek Kuroń. W książce Opozycja polityczna w PRL. 1945-1980 profesor Andrzej Friszke uznał ich za grupę opozycyjną wobec PRL. Czy rzeczywiście jest to właściwa typologia? Komandosi byli  opozycjonistami „wewnątrz systemu” czy raczej opozycjonistami „wobec systemu”? Chcieli oni Partię reformować wraz z komunistami czy przeciwko Partii walczyć?

To jest problem pewnej ewolucji. W 1964 r. Modzelewski i Kuroń, jako członkowie PZPR, napisali słynny List otwarty do Partii. Można powiedzieć, że wtedy stanowili opozycję wewnątrzpartyjną. Jednak zaraz potem zostali z tej partii wyrzuceni, aresztowani i skazani na karę więzienia. Siłą rzeczy stali się opozycją pozapartyjną. Warto też zwrócić uwagę na losy profesora Leszka Kołakowskiego, który przez pierwszą dekadę rządów Gomułki był członkiem PZPR. W 1966 r. miało miejsce słynne spotkanie z okazji dziesięciolecia „Października”, na którym Kołakowski ostro skrytykował politykę I sekretarza. W konsekwencji został wykluczony z partii. Z kolei Michnik, choć jak sam przyznawał przed Marcem uważał się za komunistę, nigdy nie był członkiem PZPR, dlatego nie można go zakwalifikować jako opozycji wewnątrzpartyjnej.

Poziom powiązania „komandosów” z ideologią marksistowską był różny. W ramach tej grupy funkcjonowały osoby, które uważały się za komunistów, ale największą część stanowili działacze identyfikujący się jako ludzie szeroko pojętej lewicy. „Komandosi” to na pewno ruch lewicowy, chociaż korzeniami wyrastający z tradycji ruchu komunistycznego. Myślę, że można ich zakwalifikować jako dysydentów – nieklasyczną opozycję.

Środowiska Armii Krajowej, Wolności i Niezawisłości czy Narodowych Sił Zbrojnych były konsekwentnie antykomunistyczne. Nie miały nic wspólnego z dysydenctwem. Tymczasem Marzec ‘68 to moment, w którym „dysydenckość” ujawnia się najmocniej. Kuroń w swoich wspomnieniach napisał, że po odbyciu pierwszego wyroku uważał się jeszcze za marksistę, ale gdy został po Marcu skazany po raz drugi, rozstał się z tą ideologią. Tak jak zmieniał się na przełomie lat 60. i 70. aparat władzy w PRL, tak też ewoluowały poglądy środowisk dysydenckich. Przy czym trzeba pamiętać, że mieliśmy do czynienia z różnym stopniem zmian. Niektórzy odeszli od marksizmu bardzo daleko, w kierunkach zupełnie przeciwnych – prawicowych, ale większość do końca życia pozostała wierna wartościom lewicowym.

W pewnej mierze „komandosi” to dzieci działaczy komunistycznych, którzy w II RP siedzieli w więzieniach. Wydaje się, że rodzice mogli im przekazać, że odbywanie kary za poglądy to nie jest coś nieodpowiedniego, że w ten sposób można coś osiągnąć. Nie ulega wątpliwości, że te marcowe protesty miały niewielkie szanse by doprowadzić do spełnienia jakichś politycznych postulatów. Niemniej „legenda” więzionych Michnika, Modzelewskiego czy Kuronia z pewnością mogły być dla nich samych wartością dodaną przy tworzeniu opozycji antykomunistycznej. W marcu 1968 r. wśród „komandosów” były różne drogi: jedni chcieli roznosić ulotki, docierać do społeczeństwa, a część postulowała pozostanie na płaszczyźnie działalności lokalnej. Jaka była strategia tej grupy, co chcieli osiągnąć rozpoczynając protesty?

Marcowe protesty to nie była konsekwencja jakiejś szerszej strategii. Podstawowym celem było zaprotestowanie przeciwko rządom Gomułki. Wcześniej grupa „komandosów” zdawała sobie sprawę, że z racji marksistowskich inspiracji byli odizolowani od reszty środowiska studenckiego i młodzieżowego. Dlatego uznali, że muszą dokonać jakiegoś spektakularnego posunięcia, które przedstawiłoby ich w innym świetle, jako utożsamiających się z pewnymi wartościami patriotycznymi i narodowymi.

Nadarzyła się ku temu okazja, gdy na początku 1968 r. zapowiedziano zdjęcie Dziadów ze sceny Teatru Narodowego. Wówczas „komandosi” postanowili zorganizować manifestację, która miała  pokazać reszcie środowiska akademickiego, że grupa Michnika i Kuronia odwołuje się do pewnych patriotycznych kanonów. Jedno z głównych haseł ujawnionych w styczniu 1968 r. brzmiało „Niepodległość bez cenzury”. To stanowiło pewien zamysł związany z próbą zbliżenia się do większości młodzieży.

Niewątpliwie wydarzenia marcowe były dla tego środowiska olbrzymim doświadczeniem pokoleniowym. Kiedy po kilku latach, w połowie lat 70., ekipa Gierka znajdowała się w coraz większym kryzysie, zaczęła tworzyć się atmosfera sprzyjająca działaniom opozycyjnym. Budując struktury opozycji demokratycznej, Kuroń i Michnik wykorzystywali rozgłos zdobyty w Marcu. Ludzie dołączający do struktur Komitetu Obrony Robotników przyjmowali zdobytą w trakcie wydarzeń marcowych wiarygodność Kuronia czy Michnika, sytuującą ich w roli liderów tegoż środowiska.

Mit Marca ‘68 był wykorzystywany także w trakcie rewolucji solidarnościowej. Wydarzenia marcowe przedstawiano jako najbardziej podłą emanację systemu komunistycznego. Jednakże z perspektywy czasu trzeba zdecydowanie stwierdzić, że w Marcu nie było ani jednej ofiary śmiertelnej. Patrząc przez pryzmat poznańskiego Czerwca ‘56 czy Grudnia ’70, widać wyraźnie, że Marzec ’68 nie stanowił przejawu największej brutalności władzy.

W styczniu 1968 I sekretarzem Komunistycznej Partii Czechosłowacji został Aleksander Dubček, którego poglądy w pewnej mierze uznawane są za zbliżone do stanowiska rewizjonistów. Dojście do władzy Dubčeka było impulsem dla polskich „liberalnych” komunistów?

cdn juz jutro

Poprzednie odcinki

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: