Lilijka

.

Zenon Rogala

         


 –  Wstawaj natychmiast, ubieraj się – ojciec potrząsał mną energicznie.

          –   Dowiesz się po drodze dlaczego i po co – to była odpowiedz na moje zdumienie, dlaczego teraz, prawie w środku nocy czeka mnie jakaś wędrówka.

Po chwili byłem już ubrany i gotów do nowych zadań.

          W kuchni Romek siedział na zydelku  i tempo patrzył w ten skrawek podłogi, który był między jego stopami. Mimo pory piżamowej, siedział w swetrze i prawdopodobnie też weźmie udział w tej nocnej wyprawie.

          –  Jak można po nocy komuś zakłócać spokój. Na takie sprawy jest dzień, a nie po nocy budzić ludzi. Jeszcze narobisz sobie i innym kłopotu – takie stanowisko przedstawiał mama, ze swego miejsca w kuchni, czyli z małego stołeczka wciśniętego miedzy żelaznymi drzwiczkami do paleniska, a szafką na naczynia.

          –  Na uczciwość i prawdę każda pora jest dobra – ojciec był stanowczy i wyraźnie nie  życzył sobie dyskusji.

Jednak podmuchy porywistego wiatru wyraźnie stanęły po  stronie mamy. Okiennice aż trzęsły się od wiatru po to, żeby ojciec zmienił zdanie i odwołał wymarsz, a w szyby ciskał wiatr piaszczyste krople wściekłego deszczu.

          –  Chryste panie, jeszcze ci mało, że Romek idzie w taka burzę, to jeszcze bierzesz ze sobą…

          –  Wiesz gdzie mieszka Ryczko? – ojciec patrzył mi w oczy, widocznie chciał się upewnić, że skład wyprawy jest dobrze dobrany.

          –  Jeśli to ten z którym pracuję w piekarni, to wiem dobrze, na Kościuszki, wchodzi się w podwórko i schodami na górę. Ryczko to mój partner z piekarni. Jest piecowym. Jutro mamy razem nockę.

Chyba się zgadzało, bo ojciec dodał : 

          –  Ma syna, który chodzi z Romkiem do jednej klasy.

Wyszliśmy. My z przodu, jak para koni w zaprzęgu, ojciec jak woźnica na koźle, za nami. Tempo marszu dyktował wiatr, deszcz i pogrążone w ciemności kręte uliczki miasteczka, znienacka oświetlane jaskrawymi błyskawicami. 

          –  Kiedy rozbierałem się do spania, z kieszeni wypadło mi pięć złotych i poturlało się prosto pod nogi ojca. Ojciec zaraz, skąd masz, od kogo i cała awantura. Z początku mówiłem, że znalazłem, ot po prostu szedłem ze szkoły ulicą Kościuszki i znalazłem, ale ojciec od razu, co robiłem na Kościuszki jak droga do domu prowadzi ulicą  Lompy. Zagroził, że jak nie powiem prawdy, to mi takie spuści lanie, że przez tydzień nie będę mógł usiąść na tyłku – Romek relacjonował mi ściszonym głosem przebieg całej afery.

          Schody były mokre, jakby przyklejone do ściany i kończyły się drzwiami do mieszkania Ryczki. Zanim weszliśmy do środka, ojciec tylko pogroził  Romkowi na znak, że zaraz wszystko się wyjaśni.

          -Czy pan wie, co pański syn kupił od mojego syna za pięć złotych? I czy pan wie skąd miał na to pieniądze.

          –  Halina, obudź no, Maćka! – rodzice Macka stali w przedpokoju mrużąc oczy.

          –  Na dużej przerwie wpadłem do domu, żeby napić się wody i zobaczyłem na stole zakupy i portmonetkę. Zajrzałem i wziąłem pięć złotych – Maciek mówił do podłogi przedpokoju.

          –  Coś czułam, że mi brakuje reszty z zakupów, ale myślałam, że albo ja, albo sklepowa się pomyliła, – mama Maćka trzymała w ręce portmonetkę. 

          –  Maciek ma tak blisko do szkoły, że często wpada na przerwach po różne rzeczy –  dodała. 

Maciek stał w przedpokoju, na bosaka, w dłoni skrywał ten przedmiot,  który był powodem całej tej nocnej zawieruchy dwóch rodzin.

          Wracaliśmy już w innym szyku. Ojciec w środku, my po bokach,

          –  Na środku jest przepaska, szarfa, spinająca kwiat lilii, a na niej trzy litery: O N C.   – Ojczyzna – Nauka – Cnota. Trzy litery, trzy pojęcia, trzy wartości, trzy świętości. To najważniejsze wartości w życiu. Za nie, wielu ludzi oddało życie. A ty sprzedałeś ten symbol, znak trzech najważniejszych w życiu wartości za kradzione pięć złotych. Wstyd i hańba. Pamiętaj, że kto nosi ten znak, musi być bez skazy, musi być wzorem do naśladowania. Pierwszy lepszy, który za kradzione pieniądze  nosi ten symbol, hańbi go i pomniejsza wartości jakie on oznacza. Ale też ten, kto dla pochodzących z kradzieży pieniędzy, sprzedaje ten szlachetny znaczek, obniża jego wartość. Nie w złotówkach liczy się wartość tego znaczka – ojciec mówił powoli i nawet wiatr słuchał, bo zamilkł na dobre. Deszcz przestał padać, bo uznał zwycięstwo ojca. Teraz wraz z nami i wiatrem, słuchał tego emocjonalnego wykładu,

          –  Przecież dostałeś go na zbiórce harcerskiej za darmo, nie na handel, więc nie wolno ci było go sprzedawać. Teraz kiedy wrócił już do ciebie, zabraniam ci go nosić do czasu, w którym sam zdecydujesz czy już jesteś gotów nosić go z powrotem dumnie.  Jak go założysz będę wiedział, że zrozumiałeś o czym teraz mówimy. 

          –  Tak ojcze…


Wszystkie wpisy Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: