Jan Paweł II miał ogromną wrażliwość na żydowskie losy

Trzeba rozróżniać to, co Jan Paweł II i inni papieże rzeczywiście powiedzieli i czego dokonali od tego, jak ich nauczanie jest przedstawiane przez dziennikarzy i publicystów. Z przemówień, które Jan Paweł II wygłosił w marcu 2000 roku w Ziemi Świętej, wybierano jedno zdanie – i to nie od kropki do kropki, tylko od kropki do przecinka – zwraca uwagę ks. prof. Waldemar Chrostowski, biblista.


TYGODNIK TVP: Jan Paweł II był tym papieżem, który dla dialogu chrześcijan z Żydami zrobił najwięcej? Był najbardziej otwarty na judaizm?

KS. PROF. WALDEMAR CHROSTOWSKI: Trochę na wyrost byłoby mierzenie, kto był najbardziej otwarty. W Kościele zawsze istniało otwarcie na Żydów w tym znaczeniu, że Kościół musiał się określić zarówno wobec judaizmu biblijnego, jak i wobec judaizmu rabinicznego, który istnieje równolegle do chrześcijaństwa.

Samookreślanie się Kościoła dokonywało się w rozmaitych okolicznościach i na różne sposoby. Nie brakowało napięć i konfrontacji, a nawet niesprawiedliwości i krzywd w postawach wobec Żydów. Jednak przyjazne wyjście w ich kierunku miało miejsce znacznie wcześniej niż za pontyfikatu Jana Pawła II, bo w latach 20. i 30. XX wieku.

W Kościele katolickim – za przyzwoleniem papieży – rozwijały się ruchy i zrzeszenia na rzecz poznawania judaizmu i zbliżenia z jego wyznawcami. Warto lepiej je poznawać i do nich nawiązywać.

Natomiast po II wojnie światowej i po tragedii obejmowanej nazwą Szoah w Kościele zapanowała konsternacja. Wynikała, po pierwsze, z faktu, że taki dramat był w ogóle możliwy, a po drugie, z pytania o postawę Kościoła i wiernych w sytuacji narodowo-socjalistycznego obłędu. Wrażliwy na tę tragedię był papież Pius XII.

Mieliśmy też pontyfikat Jana XXIII.

Doszło wówczas do symbolicznego wydarzenia. Jan XXIII przyjął w Watykanie delegację żydowską, którą przywitał słowami nawiązującymi do biblijnej opowieści o Józefie Egipskim: „Ja jestem Józef, wasz brat”.

Również pontyfikat jego następcy, papieża Pawła VI obfitował w wiele wydarzeń i słów, z których wynika daleko posunięte otwarcie względem judaizmu i jego wyznawców. To nastawienie przygotowało i wdrażało nauczanie zawarte w soborowej deklaracji „Nostra aetate” wydanej 28 października 1965 roku.

Pontyfikat Jana Pawła II podjął więc najlepsze, wcześniejsze tradycje i je rozwinął. A ponieważ trwał 26,5 roku – był to jeden z najdłuższych pontyfikatów w dziejach Kościoła – dlatego sprawa nastawienia Kościoła względem Żydów i judaizmu stała się bardziej widoczna.

Oczywiście, Jan Paweł II uczynił dla dialogu z Żydami i judaizmem bardzo wiele. I nie tylko poprzez swoje wypowiedzi o charakterze teologicznym, ale także poprzez liczne podróże apostolskie, na które często składały się również spotkania z Żydami.

Według ks. Chrostowskiego wizyta papież w rzymskiej synagodze była tak spektakularnym wydarzeniem, gdyż została wyjątkowo nagłośniona. Na zdjęciu: Rabin Elio Toaff i Jan Paweł II. Fot. David Rubinger/The LIFE Images Collection via Getty Images

Przełomem w tych relacjach była wizyta Jana Pawła II w 1986 roku w rzymskiej synagodze?

Sądzę, że przełomowy moment przypadł wcześniej, w czerwcu 1979 roku. Impulsem do podjęcia dialogu była obecność Jana Pawła II – w trakcie pierwszej pielgrzymki do Polski – na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.

Był to pierwszy papież, który odwiedził ten obóz zagłady.

Wcześniej nie było takiej możliwości, ponieważ papież Paweł VI nie został przez władze komunistyczne wpuszczony do Polski.

Przebywając na terenie Auschwitz I oraz Auschwitz-Birkenau, Jan Paweł II dał wyraz głębokiej wrażliwości na los mordowanych Żydów i wszystkich ofiar zamordowanych przez oprawców. Przechodząc przed pamiątkowymi tablicami w Birkenau, zwrócił dobitnie uwagę na specyfikę żydowskiej tożsamości i losu, mówiąc:
„Naród ten początek swój bierze od Abrahama, który jest «ojcem wiary naszej» (por. Rz 4,12), jak się wyraził Paweł z Tarsu. Ten to naród, który otrzymał od Boga Jahwe przykazanie «Nie zabijaj», w szczególnej mierze doświadczył na sobie zabijania. Wobec tej tablicy nie wolno nikomu przejść obojętnie”.To były bardzo poruszające słowa, których wcześniej nikt w tak wyrazisty sposób nie ujął. Zwróciły uwagę – nie tylko w Polsce, lecz i w Europie – na dramatyczny wymiar żydowskiego cierpienia i martyrologii, o którym nie wolno zapomnieć.W nurcie tej wrażliwości – w Oświęcimiu, obok murów obozu Auschwitz I – z woli Jana Pawła II powstał klasztor sióstr karmelitanek. Ale paradoks i swoista ironia polegają na tym, że wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej. To, co miało służyć dialogowi i wyrażać naszą przychylność względem Żydów, zostało obrócone przeciwko intencjom papieża.Wizyta Jana Pawła II w synagodze w Rzymie była tak spektakularnym wydarzeniem, ponieważ została bardzo nagłośniona. Działo się to w okresie, gdy świat na dobre wchodził w epokę współczesnych mediów. Rozwinęła się telewizja, pojawiły się zaczątki internetu, wobec tego każde wydarzenie – zwłaszcza tak ważne – nabierało nowego znaczenia i kształtu.

Impulsem do podjęcia dialogu z Żydami była obecność Jana Pawła II na terenie byłego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau – mówi ks. Chrostowski. Fot. FRANCOLON/LOCHON/SIMON/Gamma-Rapho via Getty Images.

Wróćmy na chwilę do wizyty Jana Pawła II w byłym obozie Auschwitz-Birkenau. Ksiądz mniej więcej w tamtym czasie studiował na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Jak w Izraelu odebrano tę wizytę papieża?

Swój pobyt w Izraelu rozpocząłem 6 lipca 1979 roku, czyli dokładnie miesiąc po pielgrzymce papieża do Polski. Wydarzenie było więc świeże. Zarówno wykładowcy, jak i studenci – to był specjalny semestr letni – byli bardzo zainteresowani osobą Jana Pawła II i poruszeni tym, czego papież dokonał.

Nie było wtedy jeszcze tak mocno eksponowanej symboliki Auschwitz. Pamiętajmy, że działo się to zaledwie 30 lat po utworzeniu państwa Izrael. Dlatego Izraelczycy byli zajęci przede wszystkim budowaniem i umacnianiem własnej państwowości.

Nawiązując do wizyty Jana Pawła II w synagodze w Rzymie, gdzie padły słynne słowa o „umiłowanych, starszych braciach”, ksiądz profesor wielokrotnie powtarzał, że sens wypowiedzi papieża wymaga doprecyzowania.

Wcześniej tylko przypuszczałem, jaka była geneza papieskiej wypowiedzi, obecnie ją znam – między innymi z relacji ks. Adama Bonieckiego, ówczesnego redaktora naczelnego polskiego wydania dziennika „L’Osservatore Romano”.

Sprawy miały się mniej więcej tak: Jan Paweł II samodzielnie w języku polskim napisał przemówienie, które miał wygłosić w synagodze. Były w nim słowa pełne emocji: „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i naszymi starszymi braćmi”.

Jan Paweł II był filozofem, poetą. Miał bardzo dobre usposobienie względem Żydów i pamiętał swoje przyjaźnie sprzed wojny i z okresu wojennego. Być może inspirację przejął od Adama Mickiewicza. Wygląda na to, że nie myślał bardzo precyzyjnie pod względem teologicznym.

Napisane przemówienie zostało przetłumaczone na język włoski i teologowie stwierdzili, że tak powiedzieć nie można. W tekście włoskim, wygłoszonym w synagodze, wprowadzono poprawkę: „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i – można powiedzieć – w pewien sposób naszymi starszymi braćmi”. Tak więc to „starszeństwo” zostało zrelatywizowane.

Rzecz w tym, że w polskiej edycji „L’Osservatore Romano” zamieszczono pierwotny tekst rzymskiej homilii papieża, pozbawiony tego doprecyzowania, co stało się źródłem wielkiego zamieszania, które zresztą trwa do dzisiaj.

Dlaczego tamten fragment wymagał doprecyzowania?

W przypadku wersji niedoprecyzowanej wychodziło na to, że wyznawcy judaizmu są – bezwarunkowo – naszymi starszymi braćmi. A to nie jest prawda! Pod pewnymi względami są oni naszymi starszymi braćmi, zaś pod innymi – nie.

Nasze braterstwo jest zakorzenione w osobie i wierze Abrahama. A więc, konsekwentnie, Stary Testament i cała jego zbawcza ekonomia stanowią własność nie tylko wyznawców judaizmu, lecz i chrześcijan. Stary Testament to pierwsza, niezbywalna, część Biblii chrześcijańskiej, bez której nie bylibyśmy sobą. Wielcy bohaterowie i wydarzenia Starego Testamentu to pień, z którego wyrośliśmy.

Na glebie wiary i religii biblijnego Izraela, których dzieje przedstawia Stary Testament, wyrosły więc dwie religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny. Można to porównać do drzewa. Mamy pień, którym jest Stary Testament – on jest wspólny, lecz wyrastają z niego dwie potężne gałęzie.

Dlatego mówienie, że Żydzi – bezwzględnie – są naszymi starszymi braćmi, oznaczałoby, że wyrośliśmy z pnia, który nie jest nasz; że ten pień należy wyłącznie do judaizmu rabinicznego, a my jesteśmy tą gałęzią, która z niego wyrosła. A przecież tak nie jest! Przecież nie otrzymaliśmy wiary w Jezusa Chrystusa od Żydów rabinicznych.

Otrzymaliśmy ją od tych Żydów, którzy jako pierwsi uwierzyli w mesjańską i Boską godność Jezusa. Od Niego i za pośrednictwem tych, którzy jako pierwsi stali się chrześcijanami otrzymaliśmy też Stary Testament.

Spotkanie z naczelnymi rabinami Izraela: aszkenazyjskim Israelem Meirem Lau i sefardyjskim Bakshi Doronem. Fot. Uzi Keren/Getty Images

Następcy Jana Pawła II doprecyzowali sens tej wypowiedzi?

Zwłaszcza Benedykt XVI uczynił bardzo wiele, żeby te słowa wyjaśnić i doprecyzować. Problem polega na tym, że nadal bywają nagłaśniane w tej wersji, która w Polsce stała się medialna. Natomiast egzegeza Benedykta XVI jest spychana na daleki plan.

W marcu 2000 roku odbyła się pielgrzymka Jana Pawła II do Ziemi Świętej. Pojawiły się głosy, że był to początek nowej ery w relacjach chrześcijan z Żydami.

Użyję pewnej oceny, którą niegdyś przedstawił papież Benedykt XVI. Mówiąc o Soborze Watykańskim II, powiedział, że był „Sobór ojców”, czyli biskupów Kościoła katolickiego jako ojców soborowych, ale był też „sobór mediów”, czyli taki, jaki przedstawiano w środkach masowego przekazu.

To samo dotyczy dialogu Kościoła z Żydami i judaizmem. Trzeba rozróżniać to, co Jan Paweł II i inni papieże rzeczywiście powiedzieli i czego dokonali od tego, jak ich nauczanie jest przedstawiane przez dziennikarzy i publicystów. Z przemówień, które Jan Paweł II wygłosił w marcu 2000 roku w Ziemi Świętej, wybierano jedno zdanie – i to nie od kropki do kropki, tylko od kropki do przecinka.

Na spotkaniu z naczelnymi rabinami Izraela papież powiedział: „Musimy razem pracować, aby zbudować przyszłość, w której nie będzie już antyjudaizmu między chrześcijanami ani postaw antychrześcijańskich wśród Żydów”.

Ten sam wątek powrócił podczas wizyty w Instytucie Pamięci Yad Vashem: „Budujmy nową przyszłość, w której chrześcijanie nie będą już żywić uczuć antyżydowskich ani Żydzi uczuć antychrześcijańskich, ale raczej zapanuje wzajemny szacunek, jaki przystoi tym, którzy czczą jednego Stwórcę i Pana i odwołują się do Abrahama jako naszego wspólnego ojca w wierze”.

Przekazy medialne poprzestawały na pierwszej części tych wypowiedzi, natomiast druga była w nich nieobecna. Poleganie na medialnych doniesieniach jest ryzykowne, bo często fałszują prawdę.

Ojciec Święty modlił się również pod Ścianą Płaczu. Włożył w jej szczelinę karteczkę z modlitwą o wybaczenie krzywd, jakie Żydzi doznali ze strony chrześcijan.

Papież wychodząc naprzeciw wrażliwości żydowskiej, włożył karteczkę w szczelinę Muru Zachodniego (tak Żydzi od 1967 roku nazywają Ścianę Płaczu). Znajduje się na niej tekst modlitwy za naród żydowski odmówionej w Bazylice św. Piotra w Rzymie niespełna dwa tygodnie wcześniej, 12 marca 2000 roku, podczas Dnia Przebaczenia.

Obydwa wydarzenia miały miejsce w okresie Wielkiego Postu w Wielkim Jubileuszu Roku 2000. Nie był to więc gest kurtuazyjny, lecz modlitewny. Miał swoją konkretną nośność – z jednej strony potwierdzał ogromną wrażliwość Jana Pawła II na żydowskie losy i martyrologię, a z drugiej stanowił zachętę dla chrześcijan, zwłaszcza katolików, do większej wrażliwości i otwartości na judaizm i jego wyznawców.

Wizyta Jana Pawła w Yad Vashem to był naturalny gest. Jednak znowu nie było to coś radykalnie nowego – podkreśla ks. Chrostowski. Fot. Waizmann/ullstein bild via Getty Images

A jakie znaczenie miała wizyta Ojca Świętego w Yad Vashem?

Yad Vashem to nie tyle muzeum, ile miejsce pamięci. Stanowi fundament i trzon współczesnej tożsamości żydowskiej. Obecność papieża była oddaniem czci i uhonorowaniem kilku milionów Żydów, którzy zostali bestialsko zamordowani. Jednocześnie był to wyraz pełnej solidarności z tymi, którzy ocaleli.

Był to naturalny gest papieża. Jednak znowu nie było to coś radykalnie nowego. Pielgrzymki katolickie z Polski, które przedtem udawały się do Ziemi Świętej, zawsze w swoim programie miały obecność w Yad Vashem. I nie była to przygoda jedynie intelektualna czy spotkanie z historią, lecz głębokie przeżycie religijne, duchowe i teologiczne.

Według niektórych komentatorów, była to najważniejsza pielgrzymka papieża.

Z perspektywy Izraelczyków – tak; z perspektywy Palestyńczyków najważniejsza była wizyta Ojca Świętego w Palestynie; dla Filipińczyków – odwiedzenie Filipin, a dla Polaków – pielgrzymki do ojczyzny, itd.

W odniesieniu do pontyfikatu, nauczania i pielgrzymek papieża nie powinno się przyjmować strategii na podobieństwo konkursu piękności. Każda pielgrzymka miała swoją specyfikę i była ważna dla tych, których papież odwiedzał.

W lutym i marcu w Wielkim Jubileuszu Roku 2000 Jan Paweł II odbył kompleks pielgrzymek na Bliski Wschód śladami historii zbawienia – do Izraela, ale także do Autonomii Palestyńskiej, do Jordanii oraz do Egiptu i na Synaj. Najistotniejszy był wymiar historii i geografii zbawienia, a jego trzon stanowił wzgląd na mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Z żydowskiej perspektywy najważniejsze było to, co dotyczy Izraela. Dla nas, chrześcijan, najważniejsza była obecność Jana Pawła II w Betlejem i innych sanktuariach, które upamiętniają życie Zbawiciela. W jednym i drugim przypadku poszczególne miejsca wyznaczały kamienie milowe papieskiego pielgrzymowania do Ziemi Świętej.

Zdarzało się, że po tej pielgrzymce wyznawcy judaizmu o Janie Pawle II mówili: „nasz papież”.

To grzecznościowa formuła, która funkcjonuje w pewnych kontekstach i okolicznościach. Brzmi bardzo ładnie, gładko i zachęcająco, natomiast ważne też jest, co z niej wynika – czy ci wszyscy, którzy 20 lat temu deklarowali „nasz papież”, wciąż są w stanie to samo powiedzieć. Słowa „nasz papież” nie oznaczały, że nagle stali się katolikami, tylko że uznali psychologiczną i duchową bliskość papieża. A to bardzo dużo!

Dla nas, chrześcijan, najważniejsza była obecność Jana Pawła II w sanktuariach, które upamiętniają życie Zbawiciela – zauważa ks. Chrostowski. Na zdjęciu:Bazylika Zwiastowania w Nazarecie. Fot. ARTURO MARI/PAP/EPA

Pięć lat później, w chwili śmierci papieża, był ksiądz profesor na pielgrzymce do Ziemi Świętej. Z jakimi nastrojami ksiądz się tam spotkał?

Bardzo emocjonalnym i życzliwym nastawieniem względem naszej polskiej grupy. Byłem wtedy z pielgrzymką 45 polskich księży studiujących w Rzymie. Wyjechaliśmy z Rzymu we wtorek, po uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego. Najpierw udaliśmy się do Kairu, gdzie spędziliśmy trzy dni, a stamtąd pojechaliśmy na Synaj.

W sobotę, 2 kwietnia byliśmy na Synaju – i gdy wieczorem Jan Paweł II zmarł, my o tym nie wiedzieliśmy, bo nie było zasięgu telefonicznego. Dopiero nazajutrz, gdy dotarliśmy nad Morze Czerwone, rozdzwoniły się telefony i dowiedzieliśmy się, że papież nie żyje.

Kiedy przyjechaliśmy na granicę z Izraelem, żołnierka sprawdzająca paszporty, zorientowawszy się, że jesteśmy grupą polską, przekazała nam wyrazy współczucia, po czym wstała i przyniosła z kiosku gazetę. A w niej – wielkimi literami, po hebrajsku: AFIFIOR MET, czyli „Papież zmarł”. Mam tę gazetę i przekażę ją do warszawskiego Muzeum Jana Pawła II i Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Wracaliśmy do Rzymu dopiero w następną sobotę, a pogrzeb papieża zaplanowano na piątek. Całe nasze pielgrzymowanie odbywało się w cieniu tej śmierci i żałoby. Codziennie słyszeliśmy bardzo życzliwe i szczere wyrazy współczucia ze strony wielu spotykanych Izraelczyków i Palestyńczyków oraz pielgrzymów innych narodowości.

W dniu pogrzebu przebywaliśmy w hotelu Eden w Tyberiadzie. Gospodarz – Żyd pochodzący z południa Polski – wypożyczył specjalnie dla nas wielki ekran, umożliwiając nam uczestnictwo w żałobnej Mszy świętej sprawowanej na placu św. Piotra. Zaraz po niej, gdy Jan Paweł II był w Watykanie składany do grobu, udaliśmy się nad Jezioro Galilejskie, do kościoła Prymatu św. Piotra.

Obdarzano nas ogromną życzliwością i współczuciem – ale nie dlatego, że jesteśmy katolikami, lecz dlatego że jesteśmy Polakami. Bo Jana Pawła II postrzegano tam przede wszystkim jako Polaka.

A jak ten dialog wygląda po śmierci Jana Pawła II? Nadal jesteśmy braćmi?

Braćmi jesteśmy, byliśmy i będziemy – ale jest to trudne braterstwo, naznaczone obolałością i licznymi uprzedzeniami. Jeżeli chodzi o sytuację dialogu w Polsce – to osobny i bardzo trudny temat.

W moim przekonaniu obustronne kontakty zostały po stronie katolickiej zmonopolizowane przez środowisko tzw. Kościoła otwartego. Obrało sobie ono za patrona jednego czy drugiego biskupa, którego rozeznanie teologiczne powinno być głębsze, wskutek czego okazjonalne spotkania odbywają się pod ich skrzydłami…

Natomiast, czy rzeczywiście jest to prawdziwy, rzetelny, sumienny, poprawny teologicznie i duszpastersko owocny dialog, jak zamierzył Kościół? Śmiem w to wątpić.

– rozmawiał Łukasz Lubański

 

 

Fot. PAP/Rafał Guz

Ks. prof. Waldemar Chrostowski jest biblistą, laureatem watykańskiej Nagrody Ratzingera 2014. Profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich, zaangażowany w dialog katolicko-żydowski. Do roku 1998 współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Członek Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk. Autor ponad 2000 publikacji naukowych i popularnonaukowych.

Przyslala Rimma Kaul

4 komentarze to “Jan Paweł II miał ogromną wrażliwość na żydowskie losy”

  1. Jerzy Klechta 19/06/2020 at 10:20

    Przed laty prof. Chrostowski zaprosił mnie w Warszawie na spotkanie z rabinami, mądrymi jak on biblistami, utytułowanymi naukowcami, ich dyskurs sięgał zenitu. Przyznam, że rozumiałem z ich wypowiedzi „piąte przez dziesiąte”. Ale mimo to co nieco zostało mi w głowie – była to uczta intelektu.

  2. Do Elzbiety: A glick hot mit getroffen, ale ten jezuita I rabin (?) nie potrafia wykazac by ”Swiety” zmienil na jote postawe jego polskich katolikow wobec Zydow
    Podlizywal sie tez palestynczykom ,a jakze, krytykujac Izrael jak EU a nie wspominajac ze jego msze w bazylice w Betlejem przerywano wrzaskiem muezinow z meczetow.Nie wazyl sie pisnac slowka przeciwko tym ”Swietym I Uciskanym”

  3. Elżbieta Tracewicz 19/06/2020 at 02:11

    Wszystkie wypowiedzi JPII na tematy żydowskie zostały zebrane i wydane w książce, pod red. rabina Leona Klenickuego (ADL NY) i jezuity z Waszyngtonu, już po śmierci JPII. Tytuł książki : Saint for Shalom.

  4. Da,da, Pius XII byl „wrazliwy na los Zydow w czasie WW2” , Zamartwial sie biedaczek i tylko skromnosc Watykanu nie pozwala jeszcze otworzyc tych archiwow I wykazac ze uratowal tryliony Zydow.Wystarczy delikatnie dac do zrozumienia tym niewdziecznikom…

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: