Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 163

.

Jaroslaw
-Wiersze, piosenki i opowiadania zbieram od czasów szkolnych. Wyszperane z najbardziej zapomnianych zakamarków opuszczonych strychów oraz zakurzonych bibliotecznych półek, znalezione przypadkowo w starych czasopismach i książkach… Wpisywane mozolnie do zeszytów aż do 1996 roku, kiedy to postanowiłem „wrzucić” je do Internetu. Tak powstała strona „Listów z krainy snów…” (www.wiersze.co). Niech ponownie ożyją i będą źródłem nadziei i siły dla innych…


Dziś nie będzie o poezji, książkach, muzyce czy polityce, ale o teatrze. W niedzielę byłem na prywatnym przedstawieniu „Moskwa-Pietuszki”. Odtwórcą głównej roli alkoholika-intelektualisty Wieniczki w monodramie na podstawie poematu Wieniedikta Jerofiejewa był fenomenalny Jacek Zawadzki, związany obecnie z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego we Wrocławiu. Zagrał tę rolę przez ostatnie 30 lat już tysiące razy, ale pasja i ekspresja, z jaką wciela się nadal w postać Wieniczki zrobiły na mnie piorunujące wrażenie.

Sztuka prezentowana była w językach polskim i angielskim na najważniejszych festiwalach oraz w ośrodkach sztuki w Polsce, a także Moskwie, Berlinie, Amsterdamie, Londynie, Edynburgu, Los Angeles, San Diego i San Francisco – wszędzie spotykając się ze znakomitymi recenzjami i entuzjastycznym odbiorem.

 

 

 

                                                                   

 

O „Moskwie…”

„Moskwa-Pietuszki” to utwór napisany prozą poetycką w latach 1969-1970 przez Wieniedikta Jerofiejewa. Początkowo pojawiło się wydanie podziemne. W 1973 roku opublikowane zostało po raz pierwszy w Izraelu, a w 1977 roku we Francji. Ze względów politycznych pierwsze rosyjskie wydanie (niepełne) ukazało się dopiero w czasie pieriestrojki w 1989 roku w magazynie literackim „Wiesti”, oraz „Trezwost i Kultura”.

Pseudoautobiograficzny poemat (jak nazwał go sam autor) Moskwa-Pietuszki przetłumaczony został na wiele języków, a na jego podstawie powstały spektakle teatralne.

Historia opisuje alkoholika-intelektualistę Wieniczkę jadącego pociągiem na 125-kilometrowej trasie z Dworca Kurskiego w Moskwie do Pietuszek, do ukochanej i dziecka. Pietuszki – cel podróży – opisywane są w utworze jako miejsce idealne, utopijne.

W pociągu bohater poematu wygłasza monologi dotyczące alkoholu, filozofii, historii, kultury i polityki, a także rozmawia z innymi towarzyszami podróży, śpiewa z nimi i pije wódkę.

„Rosyjski Kafka”

„Moskwa-Pietuszki może w naiwnym odbiorze sprawiać wrażenie rwącego potoku bezładnej, alkoholicznej maligny. To jednak pozór. W istocie mamy do czynienia z kunsztowną, wielopiętrową parabolą w szatach ludowego śmiechowiska; z opowieścią o bezwyjściowości rosyjskiego losu, z którego ucieczką jest jedynie pijaństwo, ale i ono prowadzi donikąd. To niespełnialne marzenie o wolności, z szaleństwem rozpasanych parodii i przedrzeźniań, z wielką kupą gorzkiego śmiechu, spuentowanego bezlitosnym, zimnym ciosem stali” – pisał Andrzej Drawicz, wybitny tłumacz literatury rosyjskojęzycznej. Nazywał Jerofiejewa „rosyjskim Kafką”.

„Będę milczał, milczał, milczał…”

Poniżej kilka moich ulubionych cytatów z poematu „Moskwa-Pietuszki”:

„Wypaliłem więc na antresoli jeszcze trzynaście fajek i stworzyłem nowy esej, również poświęcony miłości. Tym razem cały tekst od początku do końca był napisany po francusku, a rosyjski był jedynie tytuł: „Skurwysyństwo jako najwyższe i ostatnie stadium kurewstwa”. I posłałem tekst do „Revue de Paris”.”

„Słynny przodownik pracy Aleksy Stachanow chodził dwa razy dziennie za małą potrzebą i raz na dwa dni za dużą. Ale kiedy zdarzało mu się uderzyć w gaz, za małą potrzebą chodził cztery razy dziennie, a za dużą ani razu. Policz, ile razy w roku przodownik pracy Aleksy Stachanow chodził za małą, a ile za dużą potrzebą, przyjmując, że był urżnięty przez trzysta dwanaście dni w ciągu roku.”

„Wyjąłem z walizeczki wszystko, co miałem. Wszystko obmacałem: od kanapki do różowego wzmocnionego za jeden trzydzieści siedem. Obmacałem, źle mi się zrobiło na sercu i przywiędłem… O, Panie, widzisz przecież co posiadam. Ale czy właśnie tego mi trzeba? Czy właśnie za tym tęskni dusza moja? Oto, co otrzymałem od ludzi w miejsce tego, za czym tęskni dusza moja. A czyż potrzebowałbym tego, gdybym otrzymał od nich tamto? Spójrz, o, Panie – różowe wzmocnione, jeden trzydzieści siedem…”

„Ktoś mi kiedyś mówił, że umrzeć jest bardzo łatwo – wystarczy tylko czterdzieści razy pod rząd westchnąć głęboko, głęboko, jak można najgłębiej zaczerpnąć powietrza, i tyle samo razy z głębi płuc je wytchnąć – a wtedy wyzioniesz ducha. Może by tak spróbować?… Poczekaj, poczekaj!… Może najpierw dowiedzieć się, która godzina.”

„I jeśli kiedyś umrę – a wiem, że umrę wkrótce – umrę, nie zaakceptowawszy tego świata; poznawszy go z bliska i z daleka, od wewnątrz i od zewnątrz, umrę, nie akceptując go, a On spyta mnie: „Dobrze ci tam było, czy źle?” – a ja zaś będę milczał, opuszczę wzrok i będę milczał; znają tę niemotę wszyscy, którym nieobce jest trzeźwienie po wielodniowym ostrym chlaniu. Czyż bowiem życie ludzkie nie jest jedynie chwilowym odurzeniem duszy? I zamroczeniem jej? Wszyscy jesteśmy jak pijani, tyle że każdy na swój sposób, jeden wypił więcej, drugi mniej. Na każdego też alkohol inaczej działa: jeden śmieje się w oczy całemu światu, drugi łka na jego piersi. Jeden już puścił pawia i jest mu dobrze, a drugiego dopiero zaczyna mdlić. A ja – cóż ja? Tyle walnąłem, i nic, bez wrażenia, ani razu nawet się nie roześmiałem i ani razu nie rzygnąłem. Ja, który wypiłem, żyjąc na tym świecie, tyle, że wszelką straciłem rachubę – jestem najtrzeźwiejszy ze wszystkich, alkohol po prostu słabo na mnie działa… „Dlaczego milczysz?” – spyta mnie Pan, cały w błękitnych błyskawicach. I co ja mu odpowiem? Tak, będę milczał, milczał, milczał…”

Na zakończenie

Kiedy myślę o przedstawieniu „Moskwa-Pietuszki” teraz, po kilku dniach, przypomina mi się piękny wiersz Joanny Kulmowej:

Po co jest teatr

Ta drabina to schody do nieba,
a ta miska pod schodami to księżyc.
Tamten miecz to zwyczajny pogrzebacz,
a z garnków są hełmy rycerzy.

Ale kto w te czary nie uwierzy?

To jest teatr.
A teatr jest po to,
żeby wszystko było inne niż dotąd.
Żeby iść do domu w zamyśleniu,
w zachwycie.

I już zawsze w misce księżyc widzieć…

* * *

Dziękuję serdecznie Ani, która zaprosiła Jacka Zawadzkiego i zorganizowała całe przedstawienie. To była prawdziwa uczta duchowa. Dla takich chwil warto żyć i dzielić je z innymi…

Jarosław Kosiaty
„Listy z krainy snów” – http://www.wiersze.co


Wszystkie wpisy Jarka

TUTAJ

One Response to “Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 163”

  1. Dziękuję bardzo za urozmaicenie szarugi koronowirusowego nastroju i zapalenie światełka gdzieś tam nieblisko.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: