Cwel

.

Ludwik Janion


Ten, co potem będzie „cwel”, stanął w poprzek bruku i mierzy się wzrokiem z kierowcą ciężarówki, którą tu wożą drzewo.
Samochód zwalnia i zatrzymuje się na kocich łbach.
Chojrak teraz nie ustąpi. Chce pokazać dwójce młodszych kolegów, jaki jest ważny. Wrócił z bursy w Olsztynie: „Tam wszystko jest lepsze, nie taka wiocha, jak tu. Tam łykasz takie grzyby, po których widzisz prawdziwego potwora, jak krokodyle, co w powietrzu latają! Żadne tam wąchanie! A tu tylko same wsiochy, chujskie wsiochy! takie, jak wy!” – Tłumaczy młodszym.
Kierowca patrzy z politowaniem na durnia. Ten obok kierowcy, z gębą obrośniętą gęstą brodą, tak że ledwo oczy widać, od niechcenia zapala papierosa, w lewej ręce trzyma młotek, właśnie przekłada go do prawej.
Kierowca nie rusza. Przecież nie chce chłopaka przejechać. To trwa może minutę, może dłużej, to dużo czasu. „Cwel” rozstawia ramiona na całą szerokość. Żeby było ważniej, rozczapierza palce, całą siłą rozstawia je najszerzej, jak może, jak rozstrzeliwany powstaniec z obrazu Goi.
Kierowca naciska klakson, długo, pewnie pięć sekund. Odzywają się psy. Zza firanek i zza zabudowań wyglądają twarze. „Cwel” wie, że patrzą. Jeszcze teraz, na chwilę, postoi dumnie na środku bruku. Jeszcze się rozejrzy i zwycięsko zejdzie, jak gladiator, jak rycerz.
Dwójka kolegów patrzy z podziwem.
Ciężarówka parska, pierdzi i rusza poprzez bruk.

– Ty cwelu! – wrzeszczy najstarszy. Najbliżej przy nim stoi dziewczynka, ta z krótszą nogą. – Ty cwelu!
„Cwel” patrzy na najstarszego, na średniego, na dwie dziewczynki. Coś pod nosem mruczy. Koledzy już go nie podziwiają, za chwilę ich nie ma.
„Cwel” nie rozpoznał całej widowni, za bardzo zachwycił się sobą, teraz odchodzi szybko, ale tak, by nie biec. Znika za swoją furtką.
Średni wyciąga ze spodni drewniany kozik z rdzą na ostrzu: – Ty cwelu! – krzyczy głośniej niż brat. Kozik wypada mu z ręki, za słabo go trzymał.

Dziewczynka o kuli pociąga nosem, czuje zapach świeżych ryb. Rozgląda się, coś sobie przypomina.
– Trzeba wykopać psa – mówi.
Wszyscy razem patrzą za cwelem.
– Trzeba wykopać psa!

– Heil Hitler! – krzyczy najstarszy.
– Heil Hitler! – powtarza głośno średni.
– Trzeba rozkopać dołek! – powtarza dziewczynka o kuli.

Od strony bagna słychać zwierzęce porykiwanie. Ryk tężeje i nagle się urywa. Potem znowu biegnie od cichszej fazy: „A!” do szalonego: „U!” Teraz jasne, że to człowiek.

– Ciul w dupę ojcu! – Podnosi pięść najstarszy, a reszta zaraz przytakuje.
– Idziemy na domki!

Zbierają się w pochód. Najpierw najstarszy, potem średni za nim dziewczynka średnia zdrowa, potem ta z krótszą nogą i najmłodszy, co ledwie nadąża.
– Kulwa, kulwa, hitlel! – najmłodszy pomaga sobie w marszu.


Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: