Plan filmowy był zawsze niebezpiecznym miejscem dla aktorów i wciąż nim bywa
Anna Tatarska
Natalie Portman podczas ceremonii wręczenia nagród Governors Awards. Los Angeles, 9 stycznia 2024 r. (Fot. REUTERS/Mario Anzuoni)
Jestem nieustannie podejrzewana o udawanie emocji, niezależnie od tego, czy są to uczucia radosne czy raczej mroczne – mówi w rozmowie dla „Wyborczej” Natalie Portman.
Natalie Portman po raz pierwszy pracowała z jednym ze swoich idoli, mistrzem prowadzenia aktorów Toddem Haynesem. W jego „Obsesji” wcieliła się w postać trudną do zaszufladkowania. Elizabeth to aktorka, która w ramach przygotowań do roli w filmie wybiera się poznać ludzi będących inspiracją do napisania scenariusza. Gracie (Julianne Moore) i Joe (Charles Melton) są ze sobą od blisko dwóch dekad i na pierwszy rzut oka tworzą wzorową parę wychowującą na przedmieściach nastoletnie dzieci. Szkopuł w tym, że gdy przed laty się poznali, ona była jego nauczycielką, a kiedy zaszła z nim w ciążę, miał ledwie 13 lat… Elizabeth ma być tylko obserwatorką szukającą inspiracji do roli, ale pierwotnie ustalone granice szybko zostają przekroczone. Za tę rolę Natalie Portman zdobyła już wiele branżowych nominacji, w tym do Złotego Globu.
Anna Tatarska: Podobno to pani przyniosła scenariusz „Obsesji” reżyserowi Toddowi Haynesowi. Dlaczego właśnie jemu?
Natalie Portman: Scenariusz od razu wydał mi się niesamowity i Todd też natychmiast dostrzegł w nim to coś. Haynes jest jednym z moich ulubionych filmowców, od wielu lat chciałam z nim pracować. I ma naprawdę wyjątkowy punkt widzenia, jeśli chodzi o amerykańskie suburbia. To intrygująca filmowców przestrzeń, która niczym w soczewce chwyta esencję amerykańskiego ducha. Przedstawiane są jako przestrzeń sielankowa: piękne domki, trawniki, białe, drewniane płotki, za nimi perfekcyjne rodziny… Todd dostrzega ich mroczne podbrzusze i ograniczenia, z jakimi zmagają się w swoich życiach, także wewnętrznych, ich mieszkańcy, w szczególności kobiety. Wystarczy pomyśleć o takich filmach jak „Schronienie”, „Daleko od nieba”, „Carol” czy serialu „Mildred Pierce”.

J. Moore i N. Portman w filmie 'Obsesja’ Fot. Materiały Prasowe
Ma pani na koncie sukcesy jako reżyserka, być może to też przyciągnęło panią do niego: chęć podglądania przy pracy człowieka, który słynie z prowadzenia aktorów?
To prawda, Todd jest absolutnym mistrzem, jeśli chodzi o reżyserowanie aktorów. Potrafi tak nas ustawić, że widz w pełni angażuje się w opowiadaną historię, dosłownie się w niej zatapia.
Wracając do kobiet Haynesa, to reżyser, który ma niezwykle rzadką umiejętność: pokazuje kobiety jako ludzi. (śmiech) Śmieję się, mimo że to raczej smutne, a nie śmieszne.
Todd widzi kobiety w całej ich złożoności. Wynosi je na piedestał, przygląda się dokładnie z każdej strony, ale też pozwala im mieć wady. Pokazuje je jako istoty wielowymiarowe. Proszę mi wierzyć: to jest rzadka umiejętność, choć oczywiście nie powinno tak być.
Czy myśli pani, że doświadczenie reżyserskie wpływa na pani wybory ról? Czy Natalie aktorka i Natalie reżyserka to dwie oddzielne osobowości?
Kiedy jestem aktorką, moim nadrzędnym celem jest wspieranie wizji reżysera. Z drugiej strony wydaje mi się, że doświadczenie reżyserowanie pomogło mi lepiej zrozumieć, czego ten reżyser potrzebuje. W przeszłości grałam tak, jak wydawało mi się, że powinno być to zrobione. Czasami na siłę przepychałam postać przez kolejne ujęcia. Pewne rzeczy nie wydawały mi się intuicyjne, ale sztywno trzymałam się ustaleń, grałam jeden wariant raz lepiej raz gorzej. Teraz staram się, by każde ujęcie było inne, bo dla reżysera podczas montażu różnorodność opcji to coś o wiele bardziej wartościowego. Myślę, że to jest największe odkrycie, jakie dało mi stanięcie po drugiej stronie kamery. Ale zawsze czułam, że mam z reżyserami bardzo silną i dobrą więź, a ich opinie i wsparcie były niesamowicie pomocne.
Czy doświadczenie wieloletniego mieszkania w Europie zachęciło panią, by częściej angażować się w niezależne produkcje?
Jak najbardziej! Wydaje mi się, że życie pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi jest dla mnie błogosławieństwem. Możliwość zaczepienia się w kilku artystycznych przestrzeniach jest inspirująca i otwiera oczy. Jako artystka jestem żywo zainteresowana światowym kinem i jego różnorodnością, tym, z jak wielu stron świata pochodzą ludzie, którzy mają do powiedzenia coś ciekawego, i jak podobne – i różne jednocześnie – są historie przez nich opowiadane. Wydaje mi się, że w moich reżyserskich próbach widać te wpływy.
Zdaje się, że z Haynesem połączyła was też miłość do… Ingmara Bergmana?
Tak! Todd, tak jak ma to w zwyczaju, przygotował dla wszystkich aktorów listę filmów, które powinniśmy traktować jako inspirację przy pracy. Były na niej aż trzy tytuły genialnego Szweda: „Persona”, „Jesienna sonata” i „Goście Wieczerzy Pańskiej”. Dostaliśmy od niego jakieś 20 filmów w linkach i cała obsada oglądała je przed wejściem na plan, nierzadko podczas wspólnych seansów. To było naprawdę wspaniałe, bo dzięki temu podczas pracy mogliśmy być dostrojeni do podobnej tonacji.

Natalie Portman i Julianne Moore w filmie 'Obsesja’ Fot. Materiały Prasowe
W „Obsesji” gra pani aktorkę przygotowujące się do roli. To taka pudełkowa konstrukcja i kilka warstw kreacji więcej niż zwykle.
Wiele z Toddem rozmawialiśmy o tym, że każdy człowiek ma w sobie wiele poziomów, ale w przypadku Elizabeth jest to oczywiście jeszcze bardziej skomplikowane, ponieważ nie tylko występuje ona, gdy gra przed kamerą lub na scenie, ale także wciela się w różne role w swoim życiu. Zarówno twórcy, jak i widz zadają sobie pytanie: czy teraz jest sobą czy gra? Kiedy jest prawdziwa? My szukaliśmy tej prawdy. Świetnie uchwyciła to scenarzystka Samy Burch, pokazując, że aktorzy zawsze w pewnym sensie grają podwójnie: pierwsza to rola, którą kreujemy na potrzeby ekranu, a druga to nasze zachowanie pomiędzy ujęciami, czyli ten moment, w którym upewniasz się, czy wszyscy wokół ciebie są zadowoleni.
Osobiście wydaje mi się, że wbrew powszechnemu przekonaniu czasami najczystsza forma prawdy kryje się w aktorskim występie. W życiu, tak jak moja bohaterka w tym filmie, nosimy maskę, nawet wtedy, kiedy jesteśmy sami ze sobą i nikt nam nie towarzyszy.
Czy kiedy gra pani aktorkę, to mimowolnie przygląda się pani swojej własnej karierze aktorskiej?
Zdecydowanie tak. Wydaje mi się, że jest to właśnie moja obsesja: poświęcam temu zdecydowanie za dużo czasu, nie zawsze świadomie.
Często się zdarza, że ludzie zastanawiają się, czy obcują z Natalie prawdziwą czy z Natalie aktorką, która przed nimi coś gra, udaje?
Szczerze mówiąc, mierzę się z tym niemal bez przerwy, ale wydaje mi się, że ludzie w ogóle nieustannie kwestionują swoją i innych autentyczność. W przypadku aktora sytuacja wygląda o tyle inaczej, że udawanie jest naszą pracą i ludzie dookoła o tym wiedzą. Można gdybać, że w pewnym sensie jesteśmy więc bardziej prawdziwi niż wszyscy inni. Bo ja mówię otwarcie: gram i nie ukrywam tego! Wy udajecie, a ja jestem szczera! Oczywiście nawet takie postawienie sprawy nie uchroni mnie przed sceptycyzmem innych.
Jestem nieustannie podejrzewana o udawanie emocji bez względu na to, czy są one radosne czy raczej mroczne.
Jednym z nieoczywistych tematów „Obsesji” jest dorosłość: kiedy się zaczyna, czym jest, jak ją rozpoznać? Czym jest dorosłość dla pani?
Wydaje mi się, że w filmie dorosłość oznacza zwykle utratę niewinności. W filmach o dojrzewaniu momentem przejściowym jest moment wpuszczenia w nasze spojrzenie kropli cynizmu, uświadomienia sobie, że ludzie nie są tak dobrzy, jak nam się do tej pory wydawało. Filmowy Joe w pewnym sensie nie wpisuje się w ten stereotyp.
Oczywiście początkiem jego relacji z Gracie było przestępstwo – jako 13 latek został uwiedziony przez dorosłą kobietę – więc łatwo jest tutaj automatycznie przypiąć topos utraty niewinności. Ale potem mamy dość nieprzyjemną scenę, w której moja bohaterka, aktorka Elizabeth, wykorzystuje Joego, po czym dziwiąc się, że jest dotknięty jej instrumentalnym, beznamiętnym podejściem, mówi: „Przecież tak właśnie zachowują się dorośli”. Czyli co, dorosłość to bezduszność, krzywdzenie się nawzajem i zero empatii? Ja nie wyobrażam sobie tak definiowanej dorosłości. Myślę też, że to odpowiedzialność, świadomość i uważność na świat dokoła nas.

Natalie Portman podczas gali rozdania Złotych Globów. Beverly Hills, 7 stycznia 2024 r. Fot. REUTERS/Mike Blake
Wspomniała pani o przestępstwie, który jest początkiem relacji bohaterów filmu „Obsesja”. Przemoc seksualna to temat, o którym bardzo dużo mówi się w odniesieniu do biznesu filmowego w ostatnich latach. Czy przeszliśmy już z etapu deklaracji do czynów? Czy rzeczywiście praca na planie daje dziś aktorowi inne doznania?
Ten konkretny plan, o którym mówimy w wywiadzie, to jest plan Todda Haynesa, cudownego, empatycznego człowieka, z którym praca zawsze jest tak bezpieczna, jak tylko to możliwe, i zawsze była. Ale wydaje mi się, że choć w branży wiele rzeczy się poprawiło, to bardzo ważne jest, żeby nie przestawać mówić na te tematy, żeby wciąż zadawać takie pytania. Nawet jeśli wydaje się, że został on wyczerpany. Dziennikarze nie mogą przestać mówić i pisać na ten temat! Plan filmowy był zawsze niebezpiecznym miejscem dla aktorów i wciąż nim bywa. Musimy pozostawać uważni, świadomi i się martwić, nawet na zapas. Utrzymanie bezpieczeństwa na planie to nie jest coś, co samo przyjdzie i zostanie – to jest ciężka, codzienna praca.
Film – aktorstwo, reżyseria i produkowanie filmów – to tylko jedno z pani zajęć. W ubiegłym roku była pani w Polsce jako mówczyni w ramach konferencji Impact, wydała pani kolejną książkę dla dzieci… Jest pani taką artystką ośmiornicą! Jak łączy pani tyle pasji?
Artystka ośmiornica? Bardzo mi się podoba to określenie, ukradnę je sobie, jeśli nie ma pani nic przeciwko. Dla mnie robienie wielu różnych rzeczy równocześnie jest szalenie ciekawe, ale też ta potrzeba wydaje mi się dość naturalna. Przecież zajmuję się aktorstwem już od 30 lat – proszę tak na mnie nie patrzeć, też uważam, że to jakieś szaleństwo! – i po takim czasie chcę stawiać sobie nowe wyzwania, próbować nowych rzeczy, uczyć się.
Dziś mogę o sobie powiedzieć, że jestem aktorką, reżyserką, producentką, autorką, ale też współtwórczynią drużyny National Women’s Soccer League Angel City Football Club z Los Angeles. To całkiem nowy mięsień, którego używam!… Zabrzmiało to, jakbym grała na boisku, ale co to, to nie! Ja tylko tam zarządzam.
Anna Tatarska
Natalie Portman: Plan filmowy był zawsze niebezpiecznym miejscem dla aktorów i wciąż nim bywa
Kategorie: Uncategorized



Ja ten film uznałam za slaby.
Miałki i rozmazany, mimo dobrej gry dwóch świetnych aktorek.