Machinacje i tajemnice, a w tle wielka rywalizacja. Dlaczego Izrael dogadał się z Arabami znad Zatoki?

JAROSŁAW KOCISZEWSKI

Przyslal Janusz G

Historyczne porozumienie Izraela i Zjednoczonych Emiratów Arabskich oznacza regionalne trzęsienie ziemi. Na Bliskim Wschodzie natychmiast rozpoczęły się poszukiwania drugiego i trzeciego dna. W końcu w tej części świata nic nie jest tym, na co wygląda, zwłaszcza gdy w grę wchodzi polityka, wojsko i wywiad.

Premier Izraela Beniamin Netanjahu dawno nie wyglądał na tak zadowolonego z życia, jak w dniu ogłoszenia arabsko-izraelskiego „coming outu” 13 sierpnia. Odniósł rzeczywisty sukces dyplomatyczny i polityczny, choć relacje – zwłaszcza gospodarcze – pomiędzy ZEA i państwem żydowskim nie są niczym nowym. Niemniej teraz stały się oficjalne, co potwierdził książę Muhammad Bin Zajid, następca tronu i rzeczywisty przywódca ZEA, zaznaczając, ze rozmowy nad szczegółowym planem normalizacji wkrótce się zaczną.

Dalej wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Z dnia na dzień zdjęta została blokada na połączenia telefoniczne między numerami kierunkowymi Izraela (+972) i ZEA (+971), a media społecznościowe zalały wiadomości od dziennikarzy, ekspertów i zwykłych mieszkańców obu krajów zapowiadających ruch turystyczny. Ręce zacierają już biznesmeni i twórcy start-upów z obu krajów. Grupa izraelskich dziennikarzy natychmiast poleciała nad Zatokę Perską, skąd relacjonowano niemal wszystko – od rozmów ze zwykłymi ludźmi, przez obrazki z miast zbudowanych na styku morza i pustyni, po wywiady z politykami. Jeden z reporterów był tak zapracowany, że zapomniał o granicach wytrzymałości organizmu i z powodu upału zemdlał podczas relacji „na żywo”.

Radość i oficjalny optymizm nie oznaczają, że historia ta nie ma drugiego dna. Ze wspólnej deklaracji wynika, że w zamian za normalizację relacji Izrael zrezygnuje z aneksji Zachodniego Brzegu Jordanu. Teoretycznie to świetna wiadomość dla Palestyńczyków, a tymczasem poczuli się oni zdradzeni przez „braci Arabów”. Dotychczas ich polityka opierała się na uzależnieniu normalizacji relacji politycznych w regionie od rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, a teraz jeden z głównych argumentów w rękach przywódców z Ramallah przestał istnieć. Co więcej, Netanjahu zapowiedział, że ZEA to dopiero początek i w najbliższym czasie relacje zostaną nawiązane z kolejnymi, dotychczas wrogimi krajami. Obserwatorzy nieoficjalnych lotów biznesowych samolotów startujących z Tel Awiwu odnotowali ostatnio rejsy do Sudanu, Bahrajnu, a nawet do Pakistanu, co sugeruje skalę zachodzących zmian.

Wielką wygraną dla Izraela będzie nawiązanie oficjalnych relacji z Arabią Saudyjską. Tu może jednak nie być tak łatwo. Rijad, jako strażnik świętych miejsc islamu i największe państwo nad Zatoką Perską, łączące wiele interesów gospodarczych, politycznych i religijnych, jest w sytuacji szczególnej i zapewne każe na siebie zaczekać. A następca tronu książę Muhammad Bin Salman może chcieć otrzymać nagrodę za normalizację relacji z tradycyjnym wrogiem.

Zaszkodzić Iranowi

O tym, że sprawy są jednak jeszcze bardziej złożone świadczy to, że kluczową osobą w negocjacji porozumienia z ZEA był Yossi Kohen, szef izraelskiego wywiadu Mosadu. Oficjalnie wszyscy zaprzeczają, jakoby nowe relacje były czymkolwiek innym, niż radosnym zwrotem ku świetlanej przyszłości, który symbolizowało podświetlenie budynku ratusza w Tel Awiwie w barwach flagi Emiratów. Na Bliskim Wschodzie jednak mało kto w to wierzy.

Nie przypadkiem porozumiewają się państwa uważające Iran za wielkie zagrożenie. Zwłaszcza Izrael traktuje wzmacniającą się pozycję Teheranu w regionie, szczególnie w Syrii i w Libanie, za egzystencjalne zagrożenie dla istnienia państwa żydowskiego. Izraelska armia regularnie atakuje irańskie cele w Syrii i utrzymuje równowagę odstraszania z libańskim Hezbollahem. Od czasu do czasu na światło dzienne wypływają także informacje o tajnych operacjach, takich jak wymiana ciosów cybernetycznych, eksplozja w ośrodku nuklearnym czy zabójstwa naukowców. Izrael się do tego nie przyznaje, podobnie jak Iran oficjalnie nie bierze odpowiedzialności za cyberataki na sieć wodociągową w państwie żydowskim.

Izraelczycy rozumieją, że to nie wystarczy do zatrzymania Iranu, jeżeli nie zostaną ograniczone źródła finansowania zbrojeń i infrastruktury. I tu na scenę wkraczają ZEA, które – zdaniem izraelskich ekspertów – odgrywają kluczową rolę w irańskim systemie omijania sankcji gospodarczych. A nawet więcej: pomagają w praniu pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami prowadzonego przez ludzi związanych z reżimem syryjskim i Hezbollah.

Utrzeć nosa Turcji

Ograniczenie wpływów Iranu i jego sojuszników nie zmartwi Emiratczyków. Problem w tym, że wydaje się zbyt słabym powodem, by decydować się na ruch tak spektakularny, jak porozumienie z Izraelem. Tutaj na scenie pojawia się kolejny ambitny gracz bliskowschodni, który ma na pieńku zarówno z Izraelem jak i państwami Zatoki, czyli Turcja. W zamian za przecięcie strumienia pieniędzy dla Teheranu, Damaszku i Hezbollahu, Izraelczycy mieliby wesprzeć działania ZEA i innych krajów sunnickich, które zainteresowane są podcięciem skrzydeł Ankarze.

Cierniem w stopie dla Arabów znad Zatoki jest bogaty i prowadzący bardzo niezależną politykę Katar. Na terytorium tego niewielkiego państwa znajduje się turecka baza wojskowa. Dla niechętnych Turcji to zbyt blisko, by wchodzić w otwartą konfrontację. Polem bitwy, na którym można boleśnie uderzyć w Ankarę jest za to Libia, gdzie od lat trwa już wojna zastępcza. ZEA, Sudan, Jordania, Egipt, Arabia Saudyjska, ale także Rosja, wspierają siły generała Haftara ze wschodu kraju. Do Bengazi płyną nie tylko pieniądze, ale także najemnicy i nowoczesny sprzęt wojskowy.

Z kolei Turcja jest zaangażowana po stronie Trypolisu, z którym Ankara podpisała kontestowane porozumienie o wyłącznych strefach ekonomicznych na Morzu Śródziemnym (w grę wchodzą jedne z najbogatszych złóż gazu ziemnego na świecie). Turcy wysłali już do Libii sprzęt i swoich żołnierzy, a także najemników rekrutowanych w Syrii. Częściowo płaci za to Katar, który niedawno uczestniczył w rozmowach pomiędzy Trypolisem i Ankarą w sprawie przekształcenia portu w Misracie w bazę tureckiej marynarki wojennej.

Oczywiście Izraelczycy nie zaangażują się bezpośrednio w konflikt libijski, ale nietrudno wyobrazić sobie wymianę danych wywiadowczych na temat działań Turków i wspieranych przez nich Libijczyków. Co państwo żydowskie dostanie w zamian? Choćby informacje o powiązaniach finansowych Hezbollahu. Spekulować można także o sprzedaży zaawansowanego sprzętu wojskowego, w tym do walki elektronicznej, pod pretekstem współpracy start-upów, tajnym zaangażowaniu wojsk cybernetycznych państwa żydowskiego, aż po dostarczenie nad Zatokę Perską broni i dronów, które następnie pojawią się na libijskich pustyniach.

F-35 dla Emiratów. Tajna umowa czy fałszywa plotka?

Gdyby tego było mało, Izrael zelektryzowała ostatnio sensacyjna wiadomość o tajnym porozumieniu pomiędzy USA a ZEA w sprawie sprzedaży samolotów F-35 do Emiratów. Państwo żydowskie wychodzi z założenia, że gwarancją jego bezpieczeństwa jest przewaga technologiczna nad krajami arabskimi, którą obecnie zapewnia przede wszystkim lotnictwo. Udostępnienie najnowocześniejszych technologii innym państwom regionu zmniejszyłoby wartość tego atutu. Tymczasem Waszyngton, najważniejszy sojusznik Izraela, miał bez uprzedzenia dokonać strategicznie ważnego kroku (o wartości kilkudziesięciu miliardów dolarów) wbrew interesom rządu w Jerozolimie.

Tutaj zaczynają się wątpliwości. Na wszelki wypadek każdy, kto może, sprawę dementuje. Emiratczycy podkreślają jednocześnie, że Izrael nie będzie już blokował ważnych transakcji z USA. Na publikacje o rzekomej umowie Stany Zjednoczone-Emiraty bardzo nerwowo zareagowali minister obrony Beni Ganc i szef MSZ Gabi Aszkenazi – obaj są byłymi dowódcami IDF i partnerami Netanjahu w niewygodnym dla wszystkich stron koalicyjnym rządzie. W rezultacie nie brak komentarzy, że historię tę celowo wymyślił i udostępnił prasie sam premier Izraela, by osłabić pozycję rywali z własnego gabinetu.

Niezależnie od tego, czy kwestia sprzedaży F-35 jest sprawą zakulisowych interesów Donalda Trumpa czy knowań w łonie dysfunkcyjnego rządu Izraela, pokazuje, jak wiele może kryć się za oficjalnie szczęśliwym wydarzeniem, którym ma być zakończenie historycznego konfliktu między państwem żydowskim i Arabami znad Zatoki.


https://www.newsweek.pl/swiat/polityka/porozumienie-izraela-ze-zjednoczonymi-emiratami-arabskimi-czy-jest-tu-trzecie-dno/fj77tjh

4 komentarze to “Machinacje i tajemnice, a w tle wielka rywalizacja. Dlaczego Izrael dogadał się z Arabami znad Zatoki?”

  1. Korrekta, zewnetrzne tanki na f35 zniszczylyby „stealth” . Zupelnie mozliwe ze Izrael wyprodukowal takie tanki bez zniszczenia stealth, co byloby prawdziwym osiagniecim technicznym,ale jest to jest tajemnica, zadne inne panstwo nie oglosilo posiadania takich tankow.

  2. Ad Olga: Samoloty nie sa w stanie przeleciec tych 2200 km od UAE do Izraela na wewnetrznych tankach paliwa, prawda, ale maja tez zewnetrzne tanki (ogranicza to wage bomb I rakiet co prawda) a pozatym mozna je zatankowac w czasie lotu z innych samolotow.
    Izraelskie F35 przelecialy podobno nad Teheranem zaraz jak je dostarczono, okolo 1600 km w jedna strone, wiec musiano je chyba zatankowac w powietrzu

  3. Po pierwsze suspension znaczy zawieszenie, a nie rezygnacja. Izrael zgodził się na zawieszenie kwestii rozciągnięcia suwerenności na tereny C i dolinę rzeki Jordan:
    https://jewishnews.timesofisrael.com/netanyahu-west-bank-annexation-remains-on-the-table-after-israel-uae-deal/?fbclid=IwAR16f9luXeP_Wxw4G3l9YH11WzKxLdtnay6R5BODInYoQXNA-E1WDUTcT7w,

    Po drugie, wiadomość o zgodzie Izraela na sprzedaż Emiratom F 35 to fałszywa wiadomość
    https://thehill.com/policy/defense/512798-netanyahu-calls-reported-us-f-35-sales-to-uae-fake-news?fbclid=IwAR2wAC91Df3u4uSbaKhY5QLKzK8WFZLyJ82SKKBhGPOmF7GUluMNPc12P_8

    Po trzecie, podobno te samoloty nie są w stanie przelecieć z Emiratów do Izraela i z powrotem bez tankowania, więc nawet gdyby je sprzedano, nie złamie to przewagi Izraela .

  4. Ewa Korulska 21/08/2020 at 02:10

    Świetny tekst

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: