DETEKTYW W MUZEUM POLIN

Marian Marzynski


Napisałem kiedyś, że Muzeum POLIN – poza tym, że jest imponującym zbiorem dokumentów o stosunkach polsko-żydowskich na przestrzeni dziejów, popełnia fatalny błąd w montażu. Ciśnie się do głowy słowo AUTOCENZURA;ale ja wolę myśleć, że tylko zabrakło talentu twórcom. W tej sprawie wyjątkiem na wystawie jest Barbary Engeling i Jacka Leociaka arcydzieło sztuki muzealnej: HOLOKAUST.

Dziś rano zgubiłem się po raz drugi w czeluściach tego muzeum. A jest to labirynt nieprzyjazny zwiedzającym, doprowadzający ich do klaustrofobii, pozbawiony oznakowania kierunku ruchu (artysta nie zajmuje się takimi drobiazgami: świetlne strzałki w podłogach są w co trzecim pomieszczeniu), a może świadomie wprowadzający w błąd, jak to robi IKEA, zmuszając nas do chodzenia w kółko, żeby więcej kupić.

Pękniecie montażowe jest w okrągłym źle oświetlonym przejściu z jednej sali do drugiej, gdzie rzadko ktoś się zatrzymuje, poświęconym polskiemu antysemityzmowi, uwieńczonym cytatem z żydowskiej gazety „Izraelita” z roku 1912. Gdy zwiedzałem muzeum po raz pierwszy cytat ten brzmiał (cytuję z pamięci): W KAŻDYM ANTYSEMICKIM KŁAMSTWIE KRYJE SIĘ CZĄSTECZKA PRAWDY. Teraz dawny cytat zastąpiono nowym: PROSZĘ MI PRZYNIEŚĆ EGZEMPLARZ ANTYSEMICKIEJ GAZETY, W KTÓREJ NIE BYŁOBY JEDNEGO KŁAMSTWA.

W tym ciemnym korytarzyku dokumentacja rodzącego się antysemityzmu kulturowego (osobisty istniał zawsze) składa się z reprodukcji książki „Protokoły mędrców Syjonu”, które wystawa nazywa prowokacyjnym kłamstwem – i kilku, w małych formatach, ledwo w marnym świetle czytelnych, reprodukcji antysemickich pomyj książkowych.

W tym miejscu muzeum, które szanuje inteligencję widza, powinno na większej przestrzeni ulokować dokumentację rodzącego się zjawiska antysemityzmu XX wieku, uświadamiając mu, że niemieckie morderstwo Żydów, które nastąpi, nie wywodzi się z polskiej próżni społecznej. Ale nie to muzeum.

Po hollywoodzkim festiwalu średniowiecza z pocztem łaskawych dla Żydów królów polskich i filosemickich magnatów, po gigantycznych makietach polskich miast, w których mieszkało 100, 200, może 500 Żydów, rozwija się (za grube pieniądze darczyńców), wątek Polski jako „żydowskiego raju”, bo tak pewien średniowieczny polski Żyd napisał do innego średniowiecznego Żyda w Czechach.

Mamy lata dwudzieste i trzydzieste, życie żydowskie w Polsce kwitnie. Bohaterem tej społeczności jest Julian Tuwim, który wielkimi literami pisze: JESTEM ŻYDEM SPOLSZCZONYM, PRZYWIĄZANYM NA CAŁE ŻYCIE DO POLSKIEJ TRADYCJI, a dalej: DLA ANTYSEMITÓW JESTEM ŻYDEM, DLA NIEKTÓRYCH ŻYDÓW – ZDRAJCĄ. TRUDNO! Oto puenta „żydowskiego raju”.

Niedługo potem spadną nam na głowy niemieckie bomby, zapadnie noc Zagłady, potem będzie wyzwolenie, z którym wystawa nie wie co zrobić, bo z jednej strony brakuje już miejsca (skradło go średniowiecze), a z drugiej: jak potraktować powojenną żydokomunę? Gdzieś w kącikach pojawiają się fragmenty dwóch moich filmów. Jeden to POWRÓT DO POLSKI (Marzyński wraca do innej Polski, w której zaimponował mu „karnawał Solidarności”), drugi to SKIBET, w którym młodzi Żydzi na statku w Kopenhadze uczą się żydowskich piosenek – marząc o powrocie do Polski.

Wychodzącym z muzeum młodym Izraelczykom (bo jest to muzeum izraelskie – inaczej nie wiem, jak mogłoby się utrzymać), w głowach szumi wodospad przegadanych informacji, a jak już uwolnią się od tego labiryntu, zobaczą polsko-angielski elektroniczny kwestionariusz, w którym (nie wierzę własnym oczom!) wciąż jest to głupio-prowokacyjne pytanie: Czy uważasz, że Polska jest krajem antysemickim?

Muzeum POLIN, nagrodzone tytułem najlepszego muzeum Europy, odpowiada na to pytanie zdecydowanym NIE. Stad tylko krok do nowelizacji ustawy o IPN. Podobno Ministerstwo Kultury ma ograniczać środki na Muzeum. Ja gdybym był ministrem, to bym dosypał.

Wszystkie wpisy Mariana

TUTAJ

Detektyw w Muzeum Polin

One Response to “DETEKTYW W MUZEUM POLIN”

  1. Ryszard K. 21/03/2018 at 08:22

    Tak sie zlozylo, ze po raz pierwszy (i jak dotad ostatni) zwiedzalem Muzeum „POLIN” nastepnego dna po jego uroczystym otwarciu w koncu pazdziernika 2014. Na frontonie hotelu „Europejskiego” powiewal jeszcze sztandar Izraela , bo Prezydent Rivlin nie zdazyl jeszcze wyjechac z Warszawy.
    Zamiast opisywac swoje wlasne wrazenia i wnioski (bardzo podobne do opinii Mariana Marzynskiego) opowiem pokrotce co ze zwiedzania Muzeum wyniols moj przyjaciel, meksykanski fizyk Rafael Barrio, ktory w Polsce byl po raz pierwszy. Spotkalismy sie jeszcze w Paryzu, dokad przylecial by wraz ze mna wybrac sie na sympozjum „BIOMAT-2014” zorganizowane w Centrum Banacha w Bedlewie pod Poznaniem, w dniach 2-8 listopada. Postanowilismy zatrzymac sie przedtem na kilka dni w Warszawie, zeby Rafael mogl obejrzec miasto, zwiedzic kilka muzeow (w tym Muzeum Chopina, bowiem Rafael jest takze pianista i kompozytorem), a dopiero potem zjawic sie na sympozjum.
    Wiadomosci Rafaela o Polsce, a tym bardziej o Zydach poslkich, mozna uwazac za nieistniejace. Owszem, stykal sie z Zydami w Meksyku, ale w jego pojeciu byla to jedna z odmian Europejczykow ktorzy przybyli do Meksyku wraz z innymi falami emigracji, czy to z Rosji, czy to z Wloch – sam Rafael jest z pochodzenia Hiszpanem po matce (ojciec tez z Hiszpanow, ale zasiedzialych od wielu pokolen), i ma z tego tytulu takze paszport hiszpanski. Zeby zilustrowac pojecie Rafaela o Zydach, dodam tylko, ze gdy zwiedzalismy razem dom-muzeum Trockiego w Coyoacan, Rafael po raz pierwszy dowiedzial sie (ode mnie) ze Trocki byl Zydem – dla niego byl to po prostu „Rosjanin”.
    No i co taki nieuprzedzony czlowiek wyniosl ze zwiedzania Muzeum „Polin”, w ktorym spedzilismy razem dobrych pare godzin, w czasie ktorych ja sam wstrzymywalem sie od komentarzy, a Rafael pilnie czytal angielskie napisy i objasnienia? To, co malowalo sie na jego twarzy pod koniec, po przejsciu przez kilka ostatnich sal poswieconych Zagladzie, mozna nazwac bezgranicznym zdumieniem. – Jak to wszystko moglo sie stac w kraju, w ktorym Zydzi i nie-Zydzi (nie mowil „Polacy”, bo w jego pojeciu wszyscy obywatele polscy w 1939-m roku to „Polacy”, ewentualnie z drugorzedna (!) przynaleznoscia religijna) zyli ze soba w takiej harmonii i przyjazni, tak sie wzajemnie kochali i wyreczali, tak byli ze soba zwiazani, na dobre i na zlei ? Nie do pojecia! Jak to hitlerowcom udalo sie zamroczyc w ciagu kilku miesiecy ten szlachetny i zyczliwy Zydom narod? – po czym staralem sie delikatnie zasugerowac swemu meksykanskiemu przyjacielowi, ze byc moze nie wszystko bylo na przestrzeni prawie tysiaca lat az taka idylla, jak by to wynikalo ze wspanialych zbiorow w tym Muzeum, i z komentarzy do nich.
    Dodam tylko, ze nastepnego dnia wybralismy sie z Rafaelem do Muzeum Powstania Warszawskiego (o ktorym Rafael tez w Meksyku nigdy nie slyszal przedtem). Muzeum wzruszajace i ciekawe. A Rafael wywnioskowal, ze po krwawych walkach w 1944-m roku Powstancy zwyciezyli Niemcow, ktorzy musieli opuscic Warszawe uciekajac na zachod. A zwyciestwo powstancy zawdzieczali w duzej mierze nie tylko wlasnemu bohaterstwu, lecz takze masowym zrzutom z powietrza ktore zapewnili Anglicy i Amerykanie (pod sklepieniem Muzeum krolowal autentyczny samolot RAF, a na dole byly pokazane kontenery zrzucane z powietrza).
    Czasami zaobserwowanie reakcji osob calkowicie postronnych i nieuprzedzonych powie nam wiecej, niz nasze wlasne wrazenia, jak by nie bylo, naznaczone wlasna wiedza i uprzedzeniami. A tu mialem do czynienia z tym co w fizyce mozna nazwac „czystym doswiadczeniem”, nieobciazonym korelacjami z innymi, dodatkowymi parameytrami ktore moga zaciemnic obraz.
    Jednym slowem, tym razem zgadzam sie w zupelnosci z opinia Mariana.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: