70. rocznica zbrodni w Kielcach, która równie dobrze mogła wydarzyć się w każdym innym miejscu w Polsce, to najwyższa pora na rzetelny rachunek sumienia, wyznanie winy i podjęcie pokuty.
Nie zamierzam również szukać żadnych okoliczności łagodzących i dywagować o możliwej prowokacji czy dwuznacznej roli, jaką odegrały w Kielcach milicja i wojsko. Zamiast tego chciałbym powtórzyć pytanie, które już wtedy, latem 1946 r., zadała polskiej opinii publicznej pisarka Stefania Skwarczyńska: „Jak się ustosunkować do faktu, że na ludzi spokojnych, straszliwie dopiero co skrzywdzonych przez czasy, któreśmy przeżyli, rzuca się z rewolwerami i rurami od kaloryferów rozwścieczony tłum. Że rzecz rozgrywa się nie w jakimś kwadransie podniecenia, ale przez sześć godzin, a więc w czasie wystarczającym do opamiętania”[4]. Pytam więc: czy rozległ się wówczas głos wzywający ludzi do opamiętania? Gdzie były w tym czasie miejscowe autorytety? Przedstawiciele inteligencji (choćby znani kielczanom nauczyciele)? I ludzie Kościoła?
70. rocznica zbrodni, do której doszło w Kielcach, ale która równie dobrze mogła wydarzyć się w każdym innym miejscu w Polsce (przypomnijmy, że rok wcześniej do antyżydowskiego pogromu doszło w inteligenckim Krakowie − to najwyższa pora na przeprowadzenie rzetelnego rachunku sumienia, wyznanie winy i podjęcie pokuty. Dosyć już usprawiedliwiania się, zrzucania winy na bezpiekę (i „żydokomunę”) i zasłaniania się heroizmem polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Trzeba posłuchać jasnego i jednoznacznego głosu ludzi sumienia: „Miast się targować i usprawiedliwiać, winniśmy najpierw pomyśleć o sobie, o własnym grzechu czy słabości”[5].
Wiem, coraz częściej słychać opinie całkiem przeciwne: że dość się już naprzepraszaliśmy.
Calosc KLIKNIJ TUTAJ
Kategorie: Uncategorized

