Plan, który nie przyniesie pokoju.

O propozycji Trumpa dla Izraela i Palestyny

W skrocie
Propozycja administracji Trumpa pokazuje, że stosunki międzynarodowe są tam rozumiane wyłącznie transakcyjnie.
 
Amerykański prezydent chce po prostu kupić Palestyńczyków. W zamian za podmiotowość, oferuje im szansę na dobrobyt.
 
Całą umowę należy postrzegać jako instrument polityki wewnętrznej zarówno USA, jak i Izraela. Takie gesty są teraz niezwykle cenne.

Donald Trump zdecydował się na przedstawienie planu, który w jego przekonaniu zakończy spór pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami i zaprowadzi pokój w tej części Bliskiego Wschodu. Jednak mimo optymistycznych zapowiedzi amerykańskiego prezydenta („Moja wizja oznacza korzyść dla obydwu stron, realistyczne dwupaństwowe rozwiązanie, które usuwa zagrożenie ze strony palestyńskiej państwowości dla izraelskiego bezpieczeństwa”), trudno w nim zobaczyć sposób  na wyjście z trwającego już kilkadziesiąt lat kryzysu.


Tu na razie jest ściernisko

Trudno, bo do skutecznego rozwiązania potrzeba zgody obydwu stron, a o akceptacji Palestyńczyków dla nowego planu Trumpa nie ma co marzyć. Plan przewiduje m.in., że tereny Zachodniego Brzegu, objęte izraelskim osadnictwem (prowadzonym wbrew prawu międzynarodowemu, przeciwko czemu Palestyńczycy niejednokrotnie protestowali), przypadną niemal w całości Izraelowi. Podobnie niekorzystny dla Palestyńczyków jest proponowany podział Jerozolimy (zasadnicza część miasta zostaje przy Izraelu, jako jego stolica, a Palestyńczycy mieliby przejąć kontrolę nad częścią przedmieść, które jako „Wschodnia Jerozolima” stałyby się ich stolicą). Dodatkowo cała dolina Jordanu przypada Izraelowi. W zamian Palestyna ma otrzymać nowe terytoria, które obecnie… są niezamieszkałą pustynią na południe od Strefy Gazy. Miałoby też powstać niezależne państwo palestyńskie, ale pozbawione własnej armii oraz możliwości zawierania umów z innymi państwami, które godziłyby w bezpieczeństwo Izraela. Z perspektywy Palestyńczyków trudno więc mówić o „umowie stulecia”.

Dlaczego więc mieliby się zgodzić? Zdaniem administracji Trumpa – i tu widać wyraźnie jej transakcyjne postrzeganie relacji międzynarodowych – zdecydować ma czynnik ekonomiczny. Amerykanie już w lecie zeszłego roku ujawnili plan inwestycyjny, opiewający na 50 mld dolarów, podany w atrakcyjnej formie (złośliwi żartowali, że wyglądał jak prospekt firmy deweloperskiej).

Dzięki niemu na pustynnych terenach oferowanych Palestyńczykom w pokojowym planie Trumpa, miałoby wyrosnąć centrum technologiczno-biznesowe oraz nowe osiedla mieszkaniowe. Nie wiadomo jednak skąd dokładnie miałyby owe miliardy wpłynąć – plan ogólnikowo zakłada inwestycje płynące z regionu. Nie byłaby to wiec gwarantowana pomoc amerykańska, a jedynie zachęta do inwestowania dla lokalnego biznesu. Dodatkowo pojawia się propozycja skomunikowanie terytoriów palestyńskich na Zachodnim Brzegu z oddaloną o kilkadziesiąt kilometrów Strefą Gazy za pomocą tunelu. To z kolei miałoby znacząco poprawić kryzysową sytuację wewnątrz samej Strefy. Palestyna otrzymałaby zatem państwo o wiele mniej samodzielne i bardziej okrojone terytorialnie niż tego oczekuje, ale za to zyskałaby szansę na pokój i dobrobyt.

Kłopot w tym, że Palestyńczycy nawet nie zamierzają rozpatrywać przedstawionej oferty, co zresztą od początku jednoznacznie komunikowali. Prezydent Palestyny nazwał propozycję Trumpa „zmową USA i Izraela”, dodając, że „Jerozolima i nasze prawa nie są na sprzedaż i nie będą przedmiotem targu, a wasza umowa nie przejdzie”. Prezydent przemawiał z Ramallah, z Zachodniego Brzegu, bo na prezentacji planu Trumpa żaden przedstawiciel Palestyny się nie pojawił. Nie jest to zresztą specjalnie zaskakujące, biorąc pod uwagę znaczące pogorszenie się stosunków pomiędzy Palestyną i USA. Po tym jak w grudniu 2017 r. Trump zdecydował o przeniesieniu ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy, a następnie doszło do likwidacji amerykańskiego konsulatu w palestyńskiej części tego miasta i zamknięcia przedstawicielstwa Palestyny w USA, kontakty dyplomatyczne pomiędzy Amerykanami i Palestyńczykami ustały. Jaki był zatem sens w ogłaszaniu przez Trumpa skazanego na niepowodzenie planu pokojowego?

Rok wyborów

Przy ogłaszaniu planu pokojowego Trumpowi towarzyszył premier Izraela Benjamin Netanjahu. Dla niego był to ważny moment. Mógł pokazać swoim wyborcom, że mimo niepowodzeń w wyborach 2019 r. (ani po kwietniowych, ani po wrześniowych nie udało mu się sformować rządu), a także ciążących na nim zarzutów prokuratorskich, wciąż jest dla Amerykanów wiarygodnym partnerem. Zresztą nie po raz pierwszy Trump wysyła tego rodzaju sygnał poparcia. Przed wyborami z kwietnia zeszłego roku USA nagle uznało izraelską aneksją Wzgórz Golan, które były okupowane od 1967 roku. Ten przedwyborczy „prezent” miał wówczas bardzo jasną wymowę. Podobnie jest i tym razem.

Jednak wsparcie dla sojusznika przeżywającego trudne chwile to z pewnością nie jedyny powód dla amerykańskiego prezydenta. W obecnej chwili równie ważne jest dla niego zwycięstwo w wyborach, do których stanie w listopadzie tego roku. I mając na uwadze ten cel, można stwierdzić, że udało mu się upiec kilka pieczeni na jednym ogniu.

Poparcie dla Izraela bardzo dobrze rezonuje wśród ewangelikalnych protestantów, którzy prawo Izraelczyków do Ziemi Świętej wywodzą z Biblii. To bardzo cenny dla Trumpa elektorat, który będzie chciał utrzymać i zmobilizować. Protestanccy liderzy byli zresztą na sali, kiedy Trump ogłaszał swój plan i nagrodzili propozycję gromkim aplauzem. Warto jednak dodać, że nie tylko dla religijnego elektoratu sprawa Izraela jest ważna. Wśród republikańskich wyborców poparcie dla racji tego państwa w konflikcie z Palestyną deklaruje ponad 75% ankietowanych (u demokratów poparcie nie przekracza 50%).

Oprócz tego są jeszcze nieliczni wyborcy, za to dysponujący grubymi portfelami, którzy chętnie wesprą finansowo kampanię Trumpa, o ile wciąż będzie gwarantem silnie proizraelskiej polityki Waszyngtonu. Jak towarzyszący Trumpowi na konferencji Sheldon Adelson, miliarder hojnie wspierający polityczne wysiłki prezydenta.

Można więc powiedzieć, że lista uczestników zorganizowanej przez Trumpa konferencji (premier Izraela, przedstawiciele wspólnot ewangelikalnych, darczyńcy prezydenckiej kampanii), a także lista nieobecnych (przedstawiciele Palestyny, państw sąsiadujących z Izraelem, jak Egipt czy Jordania, czy innego kluczowego sojusznika USA w regionie, Arabii Saudyjskiej) więcej mówi o intencjach prezydenta niż sama treść jego wystąpienia.


https://klubjagiellonski.pl/2020/02/01/plan-ktory-nie-przyniesie-pokoju-o-propozycji-trumpa-dla-izraela-i-palestyny/

 

7 komentarzy to “Plan, który nie przyniesie pokoju.”

  1. MORZE TO MORZE I ARABOWIE TO ARABOWIE.

  2. Abram Nanes 09/02/2020 at 17:01

    Zaden Plan Trampa. Powinno byc Plan Nataniahu. Jezeli Zyd, to koniecznie Klamie? Moze, raz trzymac sie Nie Klam.

  3. Ryszard K. 09/02/2020 at 15:14

    Ze zrodel zblizonych do Bialego Domu dowiadujemy sie o tym, ze po odrzuceniu
    przez Autonomie Palestynska i Hamas pokojowego planu Trumpa, administracja
    Prezydenta rozpracowuje nowy plan.

    Ten plan bedzie bardziej realistyczny i odpowiadajacy realiom nowych czasow –
    oswiadczyl jeden z wysokich urzednikow Administracji Prezydenta USA.

    Zgodnie z nowym planem, do dyspozycji nowopowstalego Panstwa Palestynskiego
    zostana oddane terytoria okalajace Paryz takie jak Saint-Denis, La Courneuve i im
    podobne, jak tez miasta Marsylia, Roubaix, Villeurbanne i pare innych pomniejszych.
    Do przyszlego Panstwa Palestynskiego maja tez nalezec dwie enklawy: Stockholm
    w Szwecji i Berlin w Niemczech.

    – Poniewaz ludnosc arabska juz i tak stanowi tam wiekszosc, utworzenie panstwa arabskiego na tych terenach jest calkiem naturalne. Tym bardziej ze Francja, Szwecja i Niemcy znajduja sie w czolowce panstw walczacych o prawa Palestynczykow – w ten sposob nie beda musialy walczyc z Izraelem, bo beda mialy swoja ukochana Palestyne tuz pod bokiem, i latwiej im bedzie dbac o te prawa i o demokracje o krok od siebie – czyz nie lepiej? – zauwaza ten sam wysoki urzednik administracji Prezydenta USA.

    Wedlug nieoficjalnych informacji dobiegajacych z Paryza, Prezydent Francji Macron powaznie rozpatruje ten plan. Zdajac sobie sprawe z malejacych szans na pozostanie u wladzy po nastepnych wyborach prezydenckich we Francji w r. 2022-gim, Macron bedzie mogl kandydowac do stanowiska Prezydenta nowo utworzonej Palestyny, i z pewnoscia wygra wybory.

    Takze w Berlinie powaznie rozpatruje sie mozkliwosc utworzenia Palestyny w Europie.
    Jezeli plan sie uda, Niemcy wystapia z propozycja natychmiastowego wlaczenia nowego
    kraju do Unii Europejskiej. Po ”Brexicie” bedzie to dowodem, ze z Unii mozna noie tylko wyjsc, lecz ze mozliwy jest takze proces odwrotny.

  4. MEF, niech się sk…le nie wtrącają do naszych spraw. Niech pilnują swego (niekrzywego) nosa. My byśmy mogli urządzić tę ich Polskę, ale nas idioci nie chcieli (tak, jak nie chca Rosji). Więc niech mają to, na co zasługują. Widzimy już teraz i zobaczymy więcej w niedalekiej przyszłości.

  5. Ryszard, bardzo celne. MEF – także. Można jednak zrobić coś innego. Arabów nie ma co pytać. Oni pozostają w ustroju plemiennym. Na przykład ci z Jenin nie będą chcieli nawet przez tunel (duża atrakcja) pojechać do Gazy. Wyszlachtują ich. Ale co można zrobić, napisałem już. Więc powtarzam. Amerykanie (bez Izraela) wymuszają (środkami ekonomicznymi – to im się opłaci) na Egipcie zajęcie Gazy, rozbrojenie i usunięcie terrorystów. Przecież Egipt otrzymał od nich w podarku cały Synaj. W drugim etapie Egipt udostępnia obszar, ok.10.000 km kwadratowych (to dużo w porównaniu z Szomronem, a bardzo mało w porównaniu z obszarem Synaju) w części północno-wschodniej, przyległy do Gazy. Etap trzeci. Z pomocą USA ustanowione zostaje Państwo Filistyńskie pozbawione armii, państwo demokratyczne (jedyne siły stanowi policja). Podobnie jak w Szwajcarii (nawet mniej, bo nie muszą obsługiwać Watykanu). Przyjęte do ONZ, uznane przez wszystkie państwa z Izraelem włącznie. Jehuda i Szomron w całości stanowią integralną część Izraela. Wiadomo, że oficjalnie Arabowie odrzucą ten plan dlatego, gdyż ich mżonką jest anihilacja Izraela i drugi Holokaust. Ale nie ma co się liczyć z tym. Psy szczekają. Etap czwarty. Dzięki pomocy świata, nowe państwo w krótkim czasie stanie się bankiem Bliskiego Wschodu, wzrośnie tam stopa życiowa. To będzie też korzystne dla Egiptu. Z Judei i Szomronu ludność arabska przeniesie się dobrowolnie do Filistynii. Państwo Izrael wykupuje nieruchomości od Arabów i sprzedaje je obywatelom Izraela, w szczególności nowym olim, napływającym masami, na przykład z antysemickiej Europy. Bo przecież będzie już pokój. Państwo mniej zagrożone inwestować będzie mogło w liczne projekty o dużym znaczeniu publicznym. Dobrobyt, a dzięki oświacie (tu należy dużo zmienić), dobra intelektualne promieniować będą na cały świat. Tym razem bez bojkotów. Osobiście napisałem książkę: „Lu haiti melech” (Oj gdybym był królem) poświęconą oświacie w Izraelu. Ok. 400 stron w formacie B5. Być może będę musiał skorzystać z pomocy finansowej w jej wydaniu.
    I tak spełni się proroctwo Jechezkela. Amen.
    Co Wy na to?

  6. Artykuł jawnie antysemicki (zarzuca że interesy i pieniądze żydowskie kształtują politykę amerykańską).

    Nie ma prawa międzynarodowego które zabrania obecności izraelskiej na tzw ”zachodnim brzegu”. Autor nawet nie fatyguje się zaznaczyć jakie prawo specyficznie gwałcą Żydzi na tzw ”zachodnim brzegu”, poza tym że jest międzynarodowe.

    ONZ nie jest instytucją prawodawczą ale wykonawczą. Dlatego wielokrotnie rezolucje antyizraelskie w różnych organizacjach związanych z ONZ, nie mają mocy ”prawa międzynarodowego”. Każda rezolucja cytuje tą poprzednią, co jeszcze nie robi ich ”prawem międzynarodowym”. Powtarzanie tych samych zarzutów nie tworzy precedensu prawnego, jeśli te nie mają podstaw prawnych.

    Według metody Goebbelsa kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się szeroko uznaną prawdą. Żydzi są systematyczną ofiarą takiej metody.

    Moc prawa międzynarodowego ma natomiast ”Traktat Remo”, 1920, który ustala status prawny spadkobierców imperium osmańskiego na Bliskim Wschodzie, granice mandatu brytyjskiego w Palestynie i jego statusu jako ”domu narodowego” narodu żydowskiego tam.
    To prawo odziedziczył ONZ od Ligi Narodów.

  7. michael steiman 09/02/2020 at 08:23

    Zaden plan nie przyniesie pokoju dopoki tak zwani Palestynczycy i inni Araby I Muzulmanie na beda akceptowac prawa Zydow i istnienie Izraela i zyc na tej podstawie. Poczytajcie i poznajcie historie i zycie. Trumpa plan tego nie zmieni i niema co tego sie spodziewac ani swoje bajki proponowac.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: