Uncategorized

Kiedy naród definiuje się przez wroga, którego nie da się pokonać

Katarzyna Zmuda- Bryl

„Syjonistyczny twór”, „syjonistyczny reżim”, „państwo apartheidu”, „okupant syjonistyczny”, „Państwo Żydowskie położone w okupowanej Palestynie”, „państwo »Izrael« powstałe w Palestynie w 1948 r.” czy wreszcie „byt żydowski” – to najczęściej występujące określenia Izraela używane przez aktywistów antyizraelskich (określenie „propalestyńscy” jest w tym kontekście co najmniej mylące). Czasami pojawia się sformułowanie „państwo Izrael”, choć przecież w potocznym języku rzadko mówi się „państwo Polska” czy „państwo Czechy”.

Wszystkie te nazwy, powszechnie używane przez strony takie jak „Palestyna po polsku” czy „Kampania Solidarności z Palestyną”, łączy jedna cecha: podkreślenie tymczasowości i braku prawomocności Izraela. Co charakterystyczne – nie dotyczy to, jak niektórzy sądzą, wyłącznie Judei i Samarii (Zachodniego Brzegu) czy Gazy, ale Izraela jako takiego.

To, że znacząca część palestyńskiej elity politycznej od okresu Mandatu Brytyjskiego konsekwentnie odrzucała jakąkolwiek suwerenność żydowską, jest faktem dobrze udokumentowanym i jasno artykułowanym przez samych Arabów. Wprawdzie uchodzący za umiarkowanego Mahmud Abbas stara się unikać takiej retoryki na światowych salonach, jednak „w domu” jego narracja jest bliska tej prezentowanej przez Hamas. Wystarczy wejść na oficjalną stronę Autonomii Palestyńskiej – używany tam język jest niewiele łagodniejszy od manifestów terrorystycznych. W ten sam sposób o Izraelu wypowiadają się Iran, Hezbollah czy Huti.

Czy Palestyńczycy to naród?

Naród istnieje wtedy, gdy znacząca grupa ludzi trwale identyfikuje się jako odrębna wspólnota i jest jako taka rozpoznawana w życiu społecznym. Nie wymaga to starożytnego rodowodu ani własnego państwa. Można się spierać, na ile mieszkańcy Gazy czy Autonomii identyfikują się jako Palestyńczycy – brakuje badań, które jasno rozróżniałyby identyfikację narodową od klanowej. Trudno dziś ocenić, która z nich jest silniejsza.

Samo określenie „Palestyńczycy” stało się elementem wojny kognitywnej. Buduje proste skojarzenie: naród zamieszkujący Palestynę. W takim rozumowaniu Izrael automatycznie staje się „obcym ciałem”. Sedno problemu polega jednak na tym, że główną osią tożsamości palestyńskiej stała się negacja Izraela. To nacjonalizm maksymalistyczny, zakładający wyłączność do całego terytorium (from the river to the sea).

To tożsamość oporu – przeciwnik staje się fundamentem narracji, a konflikt najważniejszą częścią mitu założycielskiego. Hasło „okupacja” uruchamia skojarzenia z uzasadnionym oporem, a każdy kompromis staje się zdradą. Widzieliśmy to przy porozumieniach z Oslo, od których Arafat natychmiast się dystansował, a które Edward Said wprost nazwał zdradą sprawy palestyńskiej.

Nacjonalizm negacyjny

Obserwujemy nacjonalizm, który silniej spaja sprzeciw wobec wroga niż pozytywna idea budowy państwa. Widać to było już w czasie Mandatu: Żydzi budowali zalążki instytucji, Arabowie koncentrowali energię na walce z ich obecnością. Dzisiaj sytuacja się powtarza:

  • Brak jednolitej władzy: Fatah stracił kontrolę nad Gazą na rzecz Hamasu.
  • Paraliż demokracji: Ostatnie wybory odbyły się 20 lat temu, a Abbas przez lata rządził dekretami.
  • Korupcja i nepotyzm: Skutecznie uniemożliwiły one budowę sprawnych instytucji.

Dziś Abbasa odrzuca blisko 70% Palestyńczyków. Najsilniejszym wspólnym mianownikiem dyskursu pozostaje kwestionowanie legitymizacji Izraela. Istotą stało się permanentne negowanie żydowskiej obecności poprzez wypaczanie faktów historycznych i archeologicznych.

Mity założycielskie Palestyny budowane są na bezustannej negacji: mit „skradzionej ziemi”, zmanipulowany obraz powstania z 1936 roku, czy wreszcie mit Nakby. Znika sprawczość palestyńskich liderów – zostaje społeczeństwo utrzymywane w poczuciu krzywdy i chęci odwetu. Bohaterami narodowymi stają się wyłącznie „męczennicy”. Pojawiają się też teorie groteskowe, jak ta, że Jezus był Palestyńczykiem. Wszystko to ma utrwalić obraz Izraela jako czegoś tymczasowego. W tej retoryce antysyjonizm i antysemityzm stają się nierozróżnialne.

Prawne realia a wojna narracji

Jak bardzo niszcząca jest ta postawa dla samego społeczeństwa palestyńskiego, skoro mimo rozwiniętej wojny informacyjnej nikt na świecie nie ma mocy, by zlikwidować Izrael? Prawo międzynarodowe nie przyznaje państwom „prawa do istnienia” – państwa albo istnieją, albo nie. Izrael spełnił kryteria z Montevideo i jest uznany przez społeczność międzynarodową. Nie ma mechanizmu prawnego, który pozwoliłby rozwiązać suwerenne państwo wbrew woli jego mieszkańców.

Co dla kolejnych pokoleń palestyńskich Arabów oznacza trwanie w tym stanie? Mamy przykłady Egiptu i Jordanii, które podpisały traktaty pokojowe. Egipt zaczął zmieniać podręczniki szkolne dopiero 30 lat po zawarciu pokoju, a proces ten ma się zakończyć w 2030 roku. W Jordanii zmiany idą jeszcze oporniej.

Tymczasem w Autonomii Palestyńskiej oficjalne strony wciąż żyją „oporem”. Hamas publikuje dokumenty uznające atak z 7 października za etap eliminacji „projektu syjonistycznego”. Przedstawiciele tacy jak Francesca Albanese z ONZ nazywają Izrael „zagrożeniem dla ludzkości”.

Lekcja z historii: Granica na Odrze i Nysie

Na koniec refleksja historyczna. Mało kto pamięta, że ostateczne uznanie granicy na Odrze i Nysie nastąpiło dopiero w 1990 roku – 45 lat po wojnie. Przez dekady sprawa była emocjonalnie otwarta. Niemieckie ziomkostwa podnosiły hasło „prawa do ojczyzny” (Recht auf Heimat) i sprzeciwiały się uznaniu nowych granic.

Przełom przyniosła dopiero Ostpolitik Willy’ego Brandta w 1970 roku, ale nawet wtedy formuła „nienaruszalności” nie kończyła sprawy definitywnie w sensie prawnym. Dopiero zjednoczenie Niemiec i traktat z 14 listopada 1990 roku zamknęły ten rozdział.

Kolejne pokolenia Niemców musiały zaakceptować fakt, że historii nie da się odwrócić. Pamięć o utraconych stronach stała się elementem tożsamości kulturowej, a nie postulatem politycznym. Czy palestyńska tożsamość narodowa potrafi zdefiniować się inaczej niż przez negację sąsiada? Dopóki dominować będzie narracja maksymalistyczna, konflikt nie będzie etapem przejściowym, lecz stanem trwałym.


Kiedy naród definiuje się przez wroga, którego nie da się pokonać

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.