.Jestem znów Zydem cz 16

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


 

W tym czasie młodzi mężczyźni zaczęli przychodzić do nas, prosząc o rękę mojej siostry. Ale  ona odrzucała każdego.  Nawet tacy chłopcy, którzy przed wojną byli uważani za dobrą partię, byli odrzucani przez Musię.  Między nimi byli żydowscy policjanci pochodzący z porządnych rodzin, którzy teraz wzbogacili się na łapówkach, szantażach i innych czynach nie do pomyślenia przed wojną.  Wydawało im się może, że ich nowobogactwo, tak ważne w tych czasach, da im szansę na zdobycie córki Adlera. Dopiero po wojnie dowiedziałem się jak moja siostra umiała zrozumieć, kto jest szują a kto porządnym człowiekiem.  Moi rodzice nigdy nie okazywali niezadowolenia. Myślę, że twarz mojej mamy mówiła wszystko. Ona była bardzo liberalna i siostra dzieliła się z nią swoimi tajemnicami.

Mój ojciec w dalszym ciągu podróżował służbowo do różnych miast w okupowanej Polsce.  Czasami przywoził wiadomości, które były ciężkie do opowiedzenia. Ojciec popadał w depresję. Pewnego razu przyszedł do niego znajomy Żyd i powiedział mu, że słyszał z miarodajnego źródła, że „ciężka zima pokona Niemców tak jak pokonała Napoleona. Oni boją się zimy, dlatego musieliśmy oddać im wszystkie futra. Może już w maju Rosjanie będą tutaj z powrotem.” Na co mój ojciec odpowiedział: „W maju będę już leżał tyłkiem do góry.”  Była to parafraza starego dowcipu wyrażająca pragnienie by Niemcy „pocałowali go w dupę.”

Mój ojciec zawsze dbał o nasze rodziny. Już w 1939 roku przygotował duży spichlerz w sieni domu.  Zgromadził tam dużo różnego rodzaju żywności. Zanim Rosjanie się wycofali, podpalili wszystkie magazyny koło stacji kolejowej.  Ukraińcy ugasili ogień i zabrali worki z mąką, pszenicą i puszki oliwy. Ojciec kupił wtedy od nich bardzo tanio sporo zapasów. Pamiętam, że powiedział jak mąka pszenna cuchnie paliwem, którą z pewnością Rosjanie polali ją, aby się spaliła.   

Moi rodzice dbali o moje wykształcenie, pomimo ciężkich czasów. Uczyłem się teraz z moim kuzynem Józikiem, u nas w domu. Przychodziło dwóch nauczycieli, którzy  nas uczyli.  Starali się przygotować nas do pójścia do prawdziwej szkoły, gdy wojna się wreszcie skończy. Uczyliśmy się matematyki, literatury polskiej, starożytnej historii i łaciny. Nie pamiętam nazwiska nauczyciela, który przychodził do nas do domu dwa lub trzy razy w tygodniu. Pamiętam, że bardzo lubiłem czytać Iliadę i Odyseję Homera.  Pamiętam nawet trochę łacińskich zdań, których uczyliśmy się na pamięć:”Domina Dianna morbum pelle et populo tuo periculis libera”. Drugim nauczycielem był Pesach Lew.  Przed wojną był on dyrektorem i nauczycielem w hebrajskiej szkole “Tarbut”, teraz przychodził do naszego domu i uczył nas hebrajskiego i żydowskich tradycji kilka razy w tygodniu.  Mówił nam, że nie można zadawać pytań Bogu, bo Bóg wie co robi. Wystarczy tylko modlić się i robić dobre uczynki.  Józik, właśnie stracił ojca, a obaj straciliśmy babcię i nie bardzo byliśmy w stanie mu uwierzyć. Ciężko było zachować wiarę w Boga.

Sytuacja naszego nauczyciela, Pesacha Lewa, była zła. Musiał ciężko pracować fizycznie, do czego w ogóle nie był przyzwyczajony.  Za rosyjskich czasów, mój ojciec znalazł mu pracę, bo bez pracy byłby uważany za “nieproduktywny element” i wysłaliby go na Syberię.  Wtedy jednak ojciec był dyrektorem i mógł znaleźć dla niego lekkie zajęcie.  Teraz, za Niemców, Lew musiał pracować jako zwykły robotnik, a ojciec nie mógł dać mu lżejszej pracy. Jego ręce były zniszczone przez robotę.  Było jasne, że długo tak nie da rady.  W zamian za lekcje, nauczyciel dostawał ciepły posiłek i jakieś artykuły spożywcze do domu. Pesach Lew potrzebował wtedy więcej jedzenia. W pierwszych miesiącach okupacji niemieckiej, urodziło mu się dziecko.   Z tego właśnie powodu mieliśmy lekcje prawie codziennie.  Pesach, który pracował w naszej byłej fabryce, mył się trochę po pracy, i ukradkiem przychodził do nas.  Zjadał obiad, a po lekcjach wracał do swego domu z posiłkiem dla żony i dziecka. Kilka miesięcy później, gdy moich rodziców już nie było, Lew z żoną bali się, że Niemcy znajdą dziecko.   Ukryli go w kominie biura pośrednictwa pracy za wiedzą niemieckiego kierownika. Półtora roku później, Lew z żoną i synkiem, wraz z innymi Żydami, ukrywali się u chłopa. W 1944 roku, gdy Rosjanie byli już blisko i wojna chyliła się ku końcowi ten chłop bał się, że ówczesny niemiecki kontratak spowoduje wycofanie się Czerwonej Armii, i że Żydzi pozostaną u niego na zawsze, więc kilkakrotnie próbował ich otruć, gdy podejrzewał, że już nie mają pieniędzy.

 

Zima 1941-1942 była bardzo ciężka i mroźna.  Plony z poprzedniego roku były małe. To co było zasypane w kopcach, zamarzło podczas ostrych mrozów i ludzie głodowali.  Chłopi nie mieli prawie nic do sprzedania.  Jeśli decydowali się coś sprzedać, to bardzo drogo.  Głód był wszędzie.  Żydzi odczuwali głód bardziej niż inni, ponieważ nie mieli ani pracy, ani zapasów. Podczas tej zimy wielu ludzi zmarło – szczególnie ci, którzy zostali wypędzeni ze swoich wiosek i nie pozwolono im zabrać nic ze sobą. 

Wiosną 1942 roku ludzie umierali z głodu i z chorób. Tyfus był wszędzie. Wiadomość, że my mamy żywność rozeszła się po okolicy. Codziennie przychodzili ludzie prosząc o kawałek chleba lub resztki zupy albo kilka ziemniaków.  Wśród tych biednych ludzi, byli nawet tacy, którzy nie tak dawno byli uważani za zamożnych.  Moja matka nie mogła odmówić tym prośbom i kazała mi dawać im jedzenie.  Słyszałem zawstydzone głosy moich przyjaciół: „Proszę, daj kawałek chleba. Od dwóch dni nic nie jadłem.” Liczba głodujących wzrastała co dzień.  Niektórzy wyglądali jak skóra i kości. 
Najgłodniejsi wpadali w apatię.  Od momentu, gdy zaczęli puchnąć, już więcej nie wracali. Wszystkie ciała były zbierane i odwożone na cmentarz.  Kiedy moi przyjaciele pojawili się wśród tych, którzy błagali o żywność, przynosiłem dla nich trochę więcej.  Nie mogłem znieść głosów małych dzieci osłabionych głodem, jak i moich kolegów, proszących o jedzenie.  Dźwięk tych słów towarzyszy mi przez całe moje życie. Nawet teraz kiedy piszę te słowa, słyszę ich płacz: „Daj mi kawałek chleba. Przez dwa dni nic nie jadłem. Kawałek chleba, kawałek chleba, już dwa dni nic nie jadłem”. Zaczęliśmy przyzwyczajać się do widoku trupów na ulicach. To stało się prawie normalne.

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

Cdn.

Ksizka zostala wydana w USA po angielsku.

O drugim wydaniu TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: