Uncategorized

Wieloplemienny tlum – rcenzja ksiazki

pazinski recenzjaZ solidnymi książkami naukowymi bywa ostatnio tak, że znikają wśród beletrystyki i przeważnie nie są recenzowane. Wiele znakomitych prac w ogóle nie trafia do publiczności albo pozostaje w cieniu. A wielka szkoda. Wykorzystując mój własny monopol na publikowane na moim fejsie wiadomości i recenzje reklamuję dzisiaj ‘Wielkoplemienny tłum. Jakub Frank i ruch frankistowski, 1755-1816’, bowiem Pawel Maciejko napisał książkę pasjonującą. Mówiąc najogólniej, jest to synteza dziejów frankistowskiej schizmy (?), herezji (?), buntu (?), mikro-rewolucji (?), afery (?) – od rekonstrukcji jej cokolwiek mętnych początków jako kontynuacji ruchu sabataistycznego, poprzez dzieje jej gwałtownego i imponującego rozwoju, po długą i smętną historię rozkładu. To jedna warstwa książki, która układem narracji przypomina to nieco ‘Główne nurty marksizmu’ Kołakowskiego, przy czym podobieństwo to tłumaczyć należy typową dla wielu ruchów religijno-polityczno-społecznych dynamiką ich rozwoju: oto pod wpływem charyzmatycznego przywódcy czy grupy ideologów melanż idej i intelektualnych impulsów zaczyna tworzyć mniej lub bardziej spójną doktrynę, która następnie, w sprzyjających warunkach ‘robi karierę’ (w przypadku frankizmu takie warunki nie zaistniały), po czym dogmatycznie kostnieje. Podobny trend daje się wykryć w samych dziejach ruchu frankistowskiego, co z kolei przywodzi na myśl inne sekty religijne czy rewolucyjne: etosowe i elitarne początki, okres sprawowania władzy (względnie kariera, moda itd.), wygasanie w postaci zgromadzenia dziwaków skupionych wokół hochsztaplera, wreszcie przekazywane z pokolenia na pokolenie tradycje rodzinne i coraz bardziej rozmywające się poczucie ekskluzywizmu (przy jednoczesnej niechęci do dzielenia się historią ruchu z zewnętrznym światem).To jeden wymiar książki, wcale nie najważniejszy. W gruncie rzeczy bowiem sam Jakub Frank jest tu postacią tyleż emblematyczną, co poniekąd poboczną. ‘Wieloplemienny tłum’ to nie tyle biografia Franka i frankistów, ale historia konfliktu dwóch cywilizacji, żydowskiej i chrześcijańskiej, pomiędzy którymi wyrosła niewielka grupka wichrzycieli pod wodzą z charyzmatycznego lidera obdarzonego wybitną wyobraźnią religijną i eklektycznym rozumem, który zdawał się traktować swój projekt jako nieustanną improwizację, bez skrupułów zmieniając sojusze i elementy doktryny, tak, by pomieściły dwa wykluczające się momenty: różnicę i przynależność. Frankiści, wyrośli w judaizmie, odrywali się od niego na raty, i tak samo na raty docierali do chrześcijaństwa, choć tak naprawdę chrześcijanami stali się w kolejnym pokoleniu, a więc w wyniku społecznej asymilacji, a nie przystosowania swojej doktryny. Jednak znacznie ciekawszy (przynajmniej w książce Maciejki) jest opis tego, co działo się na obydwu skrzydłach, zwłaszcza na skrzydle żydowskim. ‘Wieloplemienny tłum’ rekonstruuje (podówczas ważniejszą niż mesjanizm!) debatę o granice judaizmu i żydowskości w połowie XVIII wieku – żydowską próbę wytyczenia teologicznych i społecznych granic na wzór obowiązujący w świecie chrześcijańskim – oraz ponawiane chrześcijańskie wysiłki na rzecz wychrzczenia Żydów, a przede wszystkim wspólną, żydowsko-chrześijańską walkę o likwidację tego, co pomiędzy, a co zaburza istniejący ład. Historię rabinacko-kościelnego przerzucania się gorącym kartoflem, jakim był ruch Franka, Maciejko opisuje w sposób pasjonujący, pokazując, dlaczego w połowie XVIII wieku w niby to wielonarodowej i wieloreligijnej, ale postkontrreformacyjnej I Rzeczypospolitej nie było możliwe ani jakiekolwiek judeo-chrześcijaństwo (choćby w postaci osobliwego maryjnego ex-judaizmu Franka), ani też w gruncie rzeczy jakakolwiek forma żydowskiej polskości czy polskiego żydostwa, a więc formacji, która mogłaby przetrzymać zerwanie z klal Israel, a jednocześnie nie rozpuścić się w katolicyzmie.

Dokonany pod koniec burzliwego życia awans Jakuba Franka do europejskiej ligi kosmopolitycznych hochsztaplerów w rodzaju Cagliostra i Saint Germaine’a, zabawiających i oszukujących europejskich monarchów i arystokratów zainteresowanych ‘żydowską ezoteryką’ oznaczał w praktyce religijnego znaczenia ruchu. O ile jednak potencjał mesjański frankizmu został w dużej mierze zmarnowany, to czkawka po Franku trwała przez jakiś czas. Nie chodzi mi o jałowe i często antysemickie dociekania, kto jest frankistą, ani też o – z pewnością bardzo interesujące – dzieje recepcji frankizmu w kulturze polskiej (monografia tychże, jak zauważa Maciejko, musi dopiero powstać), ale o czkawkę w świecie żydowskim. Czy i w jakim stopniu afera z Frankiem wpłynęła na rabiniczny judaizm i krystalizowanie się nowożytnej wschodnioeuropejskiej ortodoksji, jej tradycyjną nieufność nie tylko wobec świata gojów, ale również wszelakich ruchów wewnątrz-żydowskich, np. rodzącego się właśnie chasydyzmu? Tą ostatnią kwestią autor ‘Wieloplemiennego tłumu’ się nie zajmuje. Trochę żałuję, ale może to temat na kolejną jego książkę?

Piotr Pazinski

 

 

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.