WOLNOŚĆ I BUNT cz. 3

Pasją Alberta Camusa był teatr. W 1936 roku założył Théâtre de Travail, w którym pełnił wszystkie funkcje, od reżysera, autora po aktora. Był to teatr młodych intelektualistów, jak on zapaleńców. Ten zapał nigdy nie opuści autora „Dżumy”. Dlaczego teatr? – pisał na rok przed śmiercią – Sam siebie często o to zapytywałem. I jedyna moja odpowiedź, aż po dziś, jest zniechęcająco banalna: po prostu dlatego, że teatralna scena to jedno z tych miejsc świata, gdzie jestem szczęśliwy. Aktorce Catherinie Sellers tłumaczył, że teatr jest najbardziej uniwersalną formą literatury, najbardziej wzniosłą. Lubię ten zawód – mówił o reżyserii – zmusza mnie nie tylko analizy psychologii bohaterów, lecz również do podjęcia decyzji, w jakim miejscu ustawić lampę lub doniczkę z pelargonią, jaki powinien być stopień chropowatości tkaniny czy też ciężar i wzór kasetonu, który ma być umocowany nad sceną…to wyjątkowa sztuka mająca swoje prawa, cechy i niepowtarzalny głos. Kiedy indziej wyznał, że teatr pomaga mi również uciec od abstrakcji zagrażającej każdemu pisarzowi. Podobnie jak dawniej, gdy parając się dziennikarstwem, wolałem łamanie numeru niż pisanie tych kazań, zwanych artykułami redakcyjnymi, tak teraz lubię w teatrze, jak rodzi się spektakl w całej tej gmatwaninie dekoracji, projektorów, teł, kurtyn i najrozmaitszych.

Na krótko przed śmiercią podjął się adaptacji „Requiem dla zakonnicy” Williama Faulknera. Stylem amerykańskiego pisarza był zachwycony: to styl pulsujący, to  pulsujące cierpienie w najczystszej postaci. W bohaterach „Requiem dla zakonnicy” Camus widział ludzi rozdartych między odpowiedzialnością a przeznaczeniem. W przedstawieniu uwypuklił aspekty religijne. Skąd u tego „niedowiarka” te religijne ciągoty?. Podkreślał, że jest niewierzący, lecz ważny był dla niego dialog między ateistami a ludźmi wierzącymi. Aby dyskutować o Bogu, wierze i religii zapraszał do siebie księdza  Altermanna, znanego teologa, działacza stowarzyszeń katolickich, umocowanych przy arcybiskupstwie paryskim. Albert Camus: To prawda, nie wierzę w Boga. Ale też nie jestem ateistą. Byłbym nawet skłonny zgodzić się z Benjaminem Constantem, który uważa brak religii za coś prostackiego.

Gdy zajmował się egzystencjalizmem (aczkolwiek odżegnywał się od przynależności do tego nurtu), dostrzegł w nim pierwiastki religijne, nie w egzystencjalizmie ateistycznym  Heideggera, Husserla i Sartre`a, lecz u Japsersa i Kierkegaarda – obaj odrzucając racjonalizm, oparli się na idei Boga.  Jego najgłośniejsza powieść – „Dżuma”, uważana była przez wielu za niechrześcijańską. A przecież to nie kto inny, lecz jezuita Paneloux zabiera w niej tak znaczący głos. Paneloux znał św. Augustyna. Camus nadal nie krył fascynacji nim. W „Notatnikach” pisał: jedyny wielki umysł chrześcijański, który potrafił spojrzeć w twarz problemowi zła, to święty Augustyn. Wywiódł stąd swoje straszliwe „nemo bonus”. Odtąd chrystianizm dawał tylko prowizoryczne rozwiązania.

Po studiach filozoficznych, po króciutkim stażu nauczycielskim, po epizodzie z partią, po doświadczeniach dziennikarskich, pierwszym flircie z teatrem, Albert Camus coraz częściej zaczął sięgać po pióro – to literackie. Narzucił sobie dyscyplinę, własną koncepcję ascezy, precyzyjną, od świtu do zmierzchu. Jest niezbędna, jeśli chce się coś osiągnąć w pracy twórczej. Nie chciał być niewolnikiem środowiskowych zależności, niewolnikiem kogokolwiek i czegokolwiek. W „Notatnikach” czytamy:

Stąd absolutna konieczność złożenia dowodu czystości…m i e s i ą c  ascezy we wszystkich rozumieniach.

Czystość seksualna.

Czystość myśli – nie pozwolić pragnieniom się błąkać, myśli rozpraszać.

Jeden temat – stały –medytacji –odrzucić resztę.

Praca o określonych godzinach, ciągle, bez słabnięć, itd.itd. (asceza moralna również).

W kodeksie Camusa czytamy: należy działać, pisać i żyć! Gdy wybuchła wojna natychmiast stanął, ze swoimi chorymi płucami, przed wojskową komisją lekarską. Miał nadzieję, że w obliczu hitlerowskiego zagrożenia, każdy żołnierz będzie na wagę złota i że zostanie przyjęty do armii. Nic z tego. Ponawiał próby bezskutecznie kilka razy, zabiegał o przyjęcie choćby do oddziałów pomocniczych. Odmowy bardzo go bolały.  Francja w pierwszych miesiącach II wojny światowej czuła się po prostu silna i chuderlaków nie potrzebowała. Camus zaczął więc działać w podziemnym ruchu oporu, niemniej wojnę zawsze uważał za absurdalną.

Do  Francine Faule (pobrali się w 1940 r.) słał długie listy: Nie wierzę, bym tylko ja na tym świecie żył ze świadomością, że życie to absurd. Wręcz przeciwnie. Według mnie prawda ta dotyczy każdego. Mnie jednak interesują konsekwencje tego stanu rzeczy…Ludzie powiadają: ”to absurdalne”. Po czym płacą podatki albo oddają córki do instytucji religijnych. Ponieważ sądzą, że gdy mówi się: „to absurdalne”, wszystko jest już skończone, podczas gdy w istocie wszystko się dopiero zaczyna…Absurd ludzkiej egzystencji to wrak na użytek powojennych intelektualistów. Myśl filozoficzna rodzi się wówczas, gdy mamy odwagę rzucić wyzwanie logice komunałów. Mógłbym na przykład wyjść od tak wyświechtanych prawd, jak „przemijanie czasu” albo „wszyscy ludzie są śmiertelnie”. Liczy się to, jakie wnioski z tego wyciągam. A pragnę wydobyć pewną ideę, jasną i uchwytną, ograniczoną w czasie – pewien rodzaj zachowań, jakie dyktuje samo życie, a nie jakieś mrzonki czy pobożne życzenia. Postawa taka jest nie tyle sposobem życia (ponieważ wartości moralne nie mają tu znaczenia), ile raczej sposobem, w jaki człowiek wyraża swoją osobowość.   

W pierwszych miesiącach wojny Camus pracował w redakcji „Le soir républicain”, walczył z cenzurą, na wojskową przystawał, na „cenzurę umysłów” nie zgodził się nigdy. Francuscy intelektualiści i dziennikarze mędrkowali, Camus pisał wprost: należy uchronić świat przed nazizmem oraz uwolnić Niemcy od tej plagi. I wołał: Pierwszą rzeczą jest nie rozpaczać. Nie słuchajmy tych, co mówią o końcu świata. Gdy wybuchła wojna miał 26 lat. Zaledwie tyle, czy aż tyle, skoro jak mędrzec nakazał sobie: Poprzysiąc, by w tym, co najmniej szlachetne, postępować najbardziej szlachetnie. Wojenna rzeczywistość narzucała jednak uciążliwe rygory. Aby się z nich wyzwolić Camus wkroczył w świat egzystencjalnych refleksji. Koncepcja najważniejszego eseju w jego twórczości – „Mit Syzyfa”, dojrzewała cztery lata. Skończył go w 1940 r.

Analizuje w nim absurd w różnych odcieniach, na różnych płaszczyznach. Absurd nas otacza, atakuje, pojawia się w różnych sytuacjach, w banalnych i ostatecznych. Jest łącznikiem między światem a dążeniami człowieka. Pojawia się, gdy dostrzegamy nieuchronność upływającego czasu, gdy dotyka nas świadomość przemijania, gdy zdajemy sobie sprawę z konieczności, nieuchronności śmierci. Czy świat jest absurdalny? Czy życie ma sens? Wierzący mają Ewangelię i Chrystusa, mają swój kodeks, drogowskaz. A inni?

W końcowych zdaniach „Mitu Syzyfa” znajdujemy camusowski klucz do zrozumienia losu człowieka: Przeświadczony o ludzkim początku wszystkiego, co ludzkie, ślepiec, który chce widzieć, a wie, że nie ma końca ciemnościom, nie ustaje nigdy. Kamień toczy się znowu. Zostawiam Syzyfa u stóp góry. Człowiek zawsze odnajdzie swój ciężar. Syzyf uczy go wierności wyższej, tej która neguje bogów i podnosi kamienie. On także mówi, że wszystko jest dobre. Świat bez władcy nie wydaje mu się ani jałowy, ani przemijający. Każda z cząstek kamienia, każdy poblask minerału w tej górze pełnej nocy same w sobie tworzą świat. Aby wypełnić ludzkie serce, wystarczy walka prowadząca ku szczytom. Trzeba wyobrażać sobie Syzyfa szczęśliwym.

W „Obcym” również absurd rządzi światem. W tej powieści widać wpływy Kafki, zwłaszcza w drugiej części: śledztwo, proces, cela więzienia – to precyzyjnie działający mechanizm absurdu. Wydawca Pascal Pia i pisarz André Malraux nie kryli zachwytu. Pia po lekturze „Obcego”, którego czytał jako pierwszy, w rękopisie, tak zdefiniował etykę Camusa: Dla osoby, która wie, że analizował Pan absurd z filozoficznego punktu widzenia, obrana przez Pana droga jest oczywista. Niestety rzadko się zdarza, by na studia na Sorbonie czy innym uniwersytecie zaowocowały wielkim dziełem…Szczerze podziwiam Pańskie mistrzostwo. Celującą recenzję ( choć z drobnymi uwagami) napisał André Malraux, rekomendując konieczność jednoczesnego wydania „Obcego” i „Mitu Syzyfa”, w liście do Camusa pisał: Dzięki tym dwóm książkom zaliczać się Pan będzie do współczesnych pisarzy, którzy mają coś do powiedzenia…takich pisarzy nie ma zbyt wielu…uprawia Pan coś w rodzaju etyki absurdu. Pozostaje stworzyć tego psychologię. Camus nie krył , jak wysoko sobie cenił zdanie Malraux, nie zmieniło to jednak jego stanu ducha, nie słabł, ciągle w nim obecny ów wewnętrzny niepokój, skarżył się na samotność, w „Notatnikach” czytamy: Szaleństwo zatracenia się i zaprzeczenia wszystkiemu – nie być podobnym do czegokolwiek, złamać na zawsze to, co nas określa, teraźniejszości ofiarować samotność i nicość, odnaleźć jedyne miejsce, gdzie losy mogą nagle zacząć się od nowa. Pokusa jest nieustająca. Być jej posłusznym czy odrzucić ją? Czy opętanie dziełem można wtłoczyć w to szemrzące życie, czy też, na odwrót, trzeba, by życie mu dorównało, słuchać błyskawicy? Piękno, moja trosko najgorsza – razem z wolnością.

klechta

 

Jerzy Klechta

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: