Ambasador polskiej muzyki

MUZYKA\ O sile naszej sceny muzyki improwizowanej opowiada Adam Baruch

Ambasador polskiej muzyki

Od 49 lat mieszka w Izraelu i jak mało kto jest propagatorem polskiego jazzu. Trzy tygodnie temu został członkiem zarządu Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego. Adama Baruch, autor niezliczonej liczby not w wydawnictwach fonograficznych, autor kilkudziesięciu tysięcy recenzji płytowych publikowanych w kilku językach na całym świecie, z czego ponad 1000 angielskojęzycznych związanych z polskimi płytami to zarówno erudyta ale i idący drogą emocji pasjonat.

Jego recenzje uznawane są za cenne źródło informacji na temat polskiego jazzu, a doceniają je krytycy i melomani. Nic dziwnego, że zabiegają o nie muzycy z całego świata a prowadzony przez Adama Barucha portal ma ponad 5 milionów czytelników. Na co dzień profesor informatyki i medycyny politechniki w Hajfie, doktor w wielu dziedzinach nauk ścisłych. Specjalista od wynalazków z pogranicza cybernetyki i medycyny, właściciel kilku firm zajmujących się innowacjami (start-up’y). Jego kulturalna aktywność budzi podziw. Dyrektor artystyczny festiwali Singer Jazz a i popularnego Warszawa Singera.

-Może to brzmi pompatycznie, ale mówi się, że jesteś najlepszym ambasadorem polskiego jazzu w świecie.
– Adam Baruch: No tak mówię, ale pracuję nad tym zaszczytnym honorowym tytułem od wielu lat (śmiech).
– Osobiście uważam, że twoje pisanie z racji na oddalenie, brak powiązań i zwyczajnie z racji na obiektywizm, jest niezwykle cenione. No i jesteś gorącym propagatorem siły i kreatywności polskiej sceny muzycznej.
– Z mojej perspektywy, człowieka „z zewnątrz”, widzę polska muzykę jako światowy fenomen. To co się gra i nagrywa to genialna sytuacja!. Ale ten fenomen jest słabo znany w świecie. Wymaga większej promocji.
– Słyszałem wiele opinii, w tym twoją, że jeśli gdzieś dzieje się na świecie coś nowego, świeżego, innowacyjnego w muzyce, w tym w jazzie, to właśnie w Polsce.
– O to są ostre dyskusje, ale osobiście ja uważam, że ten amerykański jazz jest kompletnie zapatrzony w swoją tradycje i historię, jest powtarzalny. Są owszem małe enklawy w Nowym Jorku, Chicago, ale to co się tam dzieje, jest kompletnie nie uznawana przez ortodoksyjnych jazzmanów i krytyków za jazz. Tam króluje mainstream, awangarda jest nieuznawana. A w Polsce i Europie tak. Tu się eksperymentuje, wymyśla tę muzykę co dnia. Jest też powrót do konwencji, w której słuchano folkloru, muzyki ludowej. Nawet Amerykanie załapują się na granie naszego folkloru i to jest paradoks, bo widzą w tym coś nowego.
– Jazz to najważniejszy wykwit kultury amerykańskiej, ale chyba w tej muzycznej formie się dopełnił.
– Ale słowo jazz to bardziej klucz, skrót myślowy, takie werbalny sposób porozumienia między ludźmi. Mówisz jazz i zaczynamy obaj myśleć w obrębie pewnych kryteriów.
– Jazz dzisiaj to nakierowanie na pewien sposób myślenia a nie kanon w kontekście amerykańskim?
– Absolutnie z tym się zgadzam, choć kompletnie nie wierzę w coś, co nazywamy kanonem sztuki. Jestem wielbicielem sztuki, nie chcę mówić znawcą, ale takim prywatnym odbiorcą i obserwatorem. sztuka cały czas sie przetwarza, bo jak tego nie robi, to umiera. Stąd bliskie jest mi podejście do jazzu jako muzyki bardzo szerokiej i o takiej piszę. To widać w festiwalach, które organizuję, gdzie mieści się wszystko od awangardy po lekkie granie ale na poziomie. Nie uznaję ograniczeń. To co brzmi w moim uchu dobrze, jest dobrą muzyką w subiektywnej ocenie Adama Barucha. I oczywiście nie wstawię na ten czy inny festiwal czegoś, czego nie lubię. Zrobiono mnie dyrektorem i z całymi konsekwencjami, kieruje się moją oceną.
– Willis Conover powiedział, że jazzem jest to, czego słuchasz, gdy masz ochotę na jazz…
– No właśnie! I są jego dwa rodzaje jazzu: dobry i „nie-jazz” (śmiech).
– A Bogusław Schaeffer zdefiniował to prościej: jazz to muzyka grana przez jazzmanów…
– I niestety czasami tylko dla jazzmanów… (śmiech)
Uznaje się, że sztuka tak jak każda kultura, cywilizacja, osiągając swój punkt krytyczny pod względem wirtuozerii i wyrafinowania – wyspecjalizowania, zmierza ku samozagładzie…
– I tu się do końca nie zgodzę. Wielka sztuka ma w sobie coś, co ogrania ludzkie serca. Ci ludzie nie muszą tego oceniać profesjonalnie, nie muszą rozumieć o co w tym chodzi, nie muszą skupiać się na wirtuozerii, ale ta muzyka tak uderza w dusze człowieka i niego samego, że człowiek w tym obliczu piękna się poddaje. Jazz to muzyka duszy, jej istota nie wychodzi z nut.
Nuty są tylko podstawą porozumienia, narzędziem, pomocą. Reszta jest w duszy, to grupowa empatia.
– Tam gdzie królowała muzyka romantyczna, tam silny jest dzisiaj jazz, muzyka emocji, wiary, często wynikająca wprost z religii. W Polsce muzyka to sacrum wpisane w naszą wiarę. U Żydów jest podobnie, muzyka ma właściwe miejsce w kulturze i historii.
– Fajna hipoteza i łatwa do przyjęcia i udowodnienia. Żydzi przetrwali w diasporze dzięki temu, że mają humor, który pozwala im śmiać się z siebie i mają muzykę, którą kochają i która ich wzrusza. Oczywiście są dwa nurty sefardyjski i aszkenazyjski, ale oba mają ten sam wewnętrzny motyw muzyczny.
– Gdy wyjeżdżałeś z Polski w 1967 roku nasz jazz był w genialnej formie. Teraz jest też w równie dobrej?
– Oj tak! Ale potrzeba mu zorganizowania. Nowe otwarcie w Polskim Stowarzyszeniu Jazzowym jest nadzieją na wsparcie dla wszystkich, którzy powinni takie otrzymać. Polski jazz jest poważany, ale musi dostać zaplecze, które pozwoli wywalczyć należne mu miejsce. Zobacz, zagraniczne firmy nagrywają i wydają polski jazz! W dodatku osiągając komercyjny sukces. Poziom jest wyrobiony, trzeba tylko nadać mu impet, który wyniesie popularność jeszcze wyżej. Jestem wielkim fanem współczesnych mediów, takiej globalnej kulturalnej wioski bez granic. Wykładam na muzycznych akademiach letnich, warsztatach mówiąc jak zostać artystą, muzykiem i przeżyć. Objaśniam to młodym ludziom. Kiedy widzę poziom młodych ludzi, wręcz dzieci i słysząc jak w Polsce oni komponują i grają, to jest to fenomen i ciągle ta krzywa pnie się w górę!
– Twoja działalność zawodowa jest bardzo poważna. Co to jest styk medycyny i cybernetyki?
– Może zabrzmi to dziwnie, ale np. wirtualni pacjenci, obróbka danych medycznych w sposób błyskawiczny. Taka przyszłość medycyny ale już wchodząca w teraźniejszość.
– To życzymy kolejnych fajnych płyt i prosimy, przywoź nam dalej do Polski piękną muzykę i fantastycznych muzyków.
– Obiecuję.
Rozmawiał: Piotr Iwicki (Gazeta Polska Codziennie/Polskie Radio)

Przyslal Adam Baruch

reunion-691.jpg

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: