krwawa-luna

Krwawa Luna

Partię kochała bardziej niż własną rodzinę. Z pejczem w ręku przesłuchiwała więźniów. Była donosicielką, sadystką, nimfomanką i zagorzałą komunistką. Żydówką, która nawróciła się na chrześcijaństwo. O Julii Brystygier vel Krwawej Lunie do dziś krąży wiele opowieści. Po latach jesteśmy bliżej prawdy o kobiecie, która stała się twarzą bezpieki.

W filmie „Zaćma” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego jest scena, kiedy Julia Brystygier pyta siedzącego w celi mężczyznę, czy wie, czemu znalazł się w więzieniu. – By umrzeć –odpowiada osadzony. Chwilę potem kobieta bije go w szale pejczem, wygląda na to, że na śmierć. Po wszystkim maluje sobie usta czerwoną szminką.

Zbrodnicze monstrum, poetka tortur, stalinowska zbrodniarka – to tylko niektóre z długiej listy epitetów, jakimi określano już za życia Julię Brystygier. Dziś ta najbardziej znana twarz Urzędu Bezpieczeństwa jest symbolem okrucieństwa komunistycznych władz. Kojarzy się z torturami, wieloletnimi wyrokami więzienia, niewyjaśnionymi zniknięciami opozycjonistów.

Wiadomo, że była doktorem filozofii, osobą wybitnie inteligentną, władała kilkoma językami, miała talent pisarski. Mogła być, kim chciała. Dlaczego została Krwawą Luną? I czy rzeczywiście była krwawa? Na te pytania próbują odpowiedzieć: książka „Krwawa Luna” Patrycji Bukalskiej, która właśnie pojawiła się w księgarniach, oraz wspomniany już film „Zaćma”, który pod koniec listopada trafi do naszych kin. Współcześnie o Lunie mówi się i pisze jedynie w kontekście stosowanych przez nią rzekomo tortur. Powiela się obraz rozbuchanej erotycznie dominy, która niszczyła młodych więźniów, a pod koniec życia, skruszona, przyjęła komunię. Tymczasem jej postać jest dużo bardziej złożona, a życiorys pełen niespodzianek.

U Pana Boga za piecem

  • Myślę, że nie miała traumatycznego dzieciństwa, jej dom rodzinny był ciepły i dobry – mówi Bukalska. – W młodości miała podcięte krócej włosy, musiało to wzbudzać zainteresowanie. Widzę ją jako taki typ niecierpliwej, zbuntowanej nastolatki, która miała zamienić się w rewolucjonistkę – dodaje.

Życie małej Julii, zwanej przez bliskich niewinnie Luną, było spokojne i szczęśliwe. Urodziła się w 1902 roku na Podolu, w miasteczku Stryj, ale wychowała w Jagielnicy, gdzie wśród trzech tysięcy mieszkańców żyli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Miała dwóch braci i siostrę, a ojciec, Herman Preiss, aptekarz, i matka, Berta, stworzyli im ciepły i kochający dom. W jej wspomnieniach pozostał obraz wsi spokojnej, bliskiej natury.

Rodzicom zależało na kształceniu dzieci, po pracy ważna była muzyka – w domu stał fortepian. Choć oboje byli pochodzenia żydowskiego, nie kultywowali wiary, a Julia od zawsze deklarowała się jako niewierząca. Gdy wybuchła I wojna światowa, Preissowie wyjechali na kilka lat do Wiednia, gdzie Luna uczęszczała do gimnazjum. Musiała być zżyta z rodzicami, bo po ślubie, ciężarna, na rozwiązanie przyjechała ze Lwowa do Jagielnicy. W 1921 roku, w wieku dziewiętnastu lat, urodziła swoje jedyne dziecko, syna Michała.

Mąż nie mąż

Pierwszy mąż Julii, Chaim Nuta Brüstiger, był od niej 12 lat starszy. Lwowski socjalista i syjonista, przekonany o konieczności stworzenia państwa żydowskiego w Palestynie, prawnik, choć filozof z zamiłowania. Łączył ich społecznikowski duch, bo syjonizm do Julii Brystygier nie trafiał. Nuta chciał powstania państwa Izrael w granicach Palestyny, Lunie bliższy był los robotników. I to pewnie te różnice w poglądach spowodowały rozpad, w 1923 roku, tego kilkuletniego zaledwie małżeństwa. Lunie zostało po nim nazwisko i syn Michał. – Był mieszczaninem – Luna krótko podsumowała związek z Nutą w życiorysie pisanym na prośbę partii. Z Leonem Grosfeldem związała się już jako zagorzała komunistka, na początku lat 30. Grosfeld był członkiem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, razem działali w partii. Ona napisała o nim w notatce dla partii „mój mąż”, on w partyjnym życiorysie podsumował ich znajomość słowami „towarzyszka Brystiger”. Trudno więc o wyjaśnienie tego zagadkowego związku.

Jak hartowała się stal

Chciwość materialna kleru, specyficzne warunki rodzinne, chęć utrzymania się na parafii, ostre tarcia wewnętrzne na tle ambicyjnym, oportunizm niektórych księży […]. Celibat księży stwarza złudzenia, iż księża nie mają rodziny. Stąd też nasze urzędy z reguły widzą gospodynię czy kochankę księdza, nie widzą zaś jego rodziny, do której w większości wypadków ksiądz jest przywiązany – to fragment „Wytycznych dla szefów WUBP i Naczelników Wydziałów V WUBP w sprawie pracy agenturalno-operacyjnej po linii V Wydziału”, który przygotowała Julia Brystygier, od grudnia 1944 roku dyrektorka Departamentu V Społecznego w owianym złą sławą Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.

Podobno nie chciała tej posady, ale partia nakazała, więc rozkaz trzeba było przyjąć. Przekonali ją Bierut i Gomułka. Złożyła zobowiązanie pracownika bezpieki i została dyrektorem resortu, miała zajmować się sprawami kleru i środowisk twórczych.

Jej resort bezpieczeństwa otrzymał niemal nieograniczoną władzę i ogromne środki finansowe. Często wychodziła przed szereg, nie konsultowała się z przełożonymi, pisała instrukcje przesłuchań, jak znajdować i wykorzystywać słabe punkty u aresztowanych. Miała zmysł psychologiczny, wiedziała, jak łamać charaktery i zdobywać informacje. No i miała doświadczenie wielu lat w partii.

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: