Do nabycia tygodnika „Polityka” (22.10) zachęca wizerunek brodatego Żyda w stroju modlitewnym i zajawka artykułu: „Powrót Żydów. Współcześni Polacy odkrywają żydowskość”. Kilka słów, obrazek i wszystko jasne: prawdziwy Żyd to siwy ortodoks, a współcześni polscy „odkrywcy” to tandeta i lipa. W spisie treści nie ma już mowy o powrocie, tekst nazywa się „Moda na żydowskość”. Zbitka ta – pełna lekceważenia i nadziei, że to długo nie potrwa – jest w polskich mediach wszechobecna i właściwie nie powinna już dziwić. A jednak trochę dziwi, gdy pojawia się w „Polityce” kilka dni przed otwarciem Muzeum Historii Żydów Polskich. Protekcjonalny tekst o „modzie na Żydów” ma równoważyć poważny i obszerny wywiad z Marianem Turskim, przewodniczącym rady muzeum. Pokraczna to jednak równowaga.

Autor materiału Marcin Kołodziejczyk opisuje w tonie ironiczno-kpiącym, jak to młodzi Polacy nieporadnie udają Żydów. Jako przykład służy bezimienny „uduchowiony” student szkoły aktorskiej, który niby świętuje Sukkot, ale nie bardzo wie, co to takiego. Do innych młodych Żydów autor nie dotarł – zadzwonił natomiast do rabina i rzecznika ambasady Izraela. Co myślą o modzie na żydostwo? Jeden myśli raczej dobrze, drugi raczej źle. Ale młodych słuchać nie warto. Są niedouczeni, egzaltowani i wkrótce im się żydostwo znudzi. Tymczasem dobrze im się żyje, bo wokół kwitnie wiadoma moda.

Z modą kojarzy się autorowi to, co się o żydowskość otarło – wszystko jedno, z której strony. Ci, co szukają korzeni, i ci, których po prostu ciekawi historia czy kultura. Modni są „Sąsiedzi” Grossa i „Żydokomuna” Śpiewaka, izraelskie wycieczki i polscy licealiści, którzy odkrywają żydowską przeszłość swoich miejscowości, festiwale kultury żydowskiej i restauracje z koszerną kuchnią. Słowo „moda” pozwala te zjawiska upchnąć do jednego worka i potraktować z protekcjonalnym uśmiechem. Na koniec Kołodziejczyk dorzuca Żyda z pieniążkiem. Ten jarmarczny wizerunek, przejaw ludowego antysemityzmu, wydaje mu się bardzo zabawny. Śmieszy go zwyczaj, by Żydka co pewien czas odwrócić (wtedy z kapoty wyleci kasa). Żydek jest głupkowaty i uroczy – podobnie jak student, który zbudował sobie na balkonie szałas.

Na wszelki wypadek powiem jasno: nie oskarżam autora tekstu ani redakcji „Polityki” o antysemityzm. Zarzucam im arogancję, brak wyczucia i brak wiedzy o jednym z ciekawszych zjawisk kulturowych współczesnej Polski – odrodzeniu żydowskiej tożsamości wśród potomków polskich Żydów.

Powstało na ten temat kilka ciekawych książek – np. „Powrót Żyda” Katki Reszke (2013) i zbiór wywiadów Ireny Wiszniewskiej pt. „My, Żydzi z Polski” (2014). Szkoda, że zamiast sięgnąć po te prace albo choćby zadać parę pytań autorkom, autor powiela kalkę „mody na Żydów”.

Mowa o kilku tysiącach ludzi. Nieliczni wychowali się w żydowskich domach, większość to rzeczywiście „odkrywcy”. Czy to znaczy, że ich tożsamość jest modnym wymysłem? Raczej kosztownym przerwaniem milczenia. Scenariusz jest zwykle taki, że na jakimś etapie życia rodzinnego wypływa „żydowski sekret”, by potem znowu zniknąć. I tak się jakoś dzieje, że do „sekretu” się wraca. Kopie się, szpera, dopytuje. Bywa, że starsi zaczynają opowiadać, a potem się wycofują. Towarzyszy temu – czy naprawdę trzeba to mówić? – całkiem sporo napięcia, bólu i lęku. Za rzekomą modą kryją się dramaty i traumy, o których przez dziesięciolecia milczano.

Polskich Żydów młodszego pokolenia wiele różni: sposób, w jaki dowiedzieli się o swoim pochodzeniu, i to, co z tą wiedzą zrobili, liczba żydowskich przodków i stopień pokrewieństwa, wiek i związane z nim oddalenie od Zagłady. Dzieli nas stosunek do judaizmu i do państwa Izrael, do Polski i polskiej polityki, ale łączy – oprócz kilku organizacji, inicjatyw społecznych i więzi towarzyskich – poczucie, że jesteśmy tu u siebie, mimo iż mamy żydowskie korzenie. Powiadam: mimo – bo kontekstem jest wciąż powszechny w Polsce antysemityzm, morze niechęci i podejrzeń, odmowa zmierzenia się z historią. Żydek z pieniążkiem jakoś nas nie śmieszy, choć jego wszechobecność różnie bywa oceniana. I o tym też jest ciekawa książka, do której Kołodziejczyk nie dotarł: „Na szczęście to Żyd. Polskie figurki Żydów” antropolożki Eriki Lehrer, autorki krakowskiej wystawy „Pamiątka, zabawka, talizman”.

Polscy Żydzi nie wdają się w dialog z antysemitami, którzy każą nam się wynosić „do siebie”. Rzadko też spieramy się z Żydami ze Stanów czy Izraela, którzy radzą nam uciekać, póki czas, bo przecież Polacy „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. Czasem zauważamy, że niemieckim Żydom nikt takich porad nie udziela, ale nasza ironia jakoś się nie przebija.

Czy zatem warto polemizować z tezą, że nasze życie to przejaw „mody”? Szkoda czasu na głupstwa. A jednak to przykre, że ten tekst i ta okładka zdarzyły się „Polityce” – pismu, które w znacznym stopniu kształtuje świadomość polskiej inteligencji. I że stało się to akurat teraz, gdy dzięki muzeum jest wreszcie szansa na przełom w debacie publicznej o polsko-żydowskiej historii i polsko-żydowskiej współczesności.

Ale może to żaden przełom, tylko kolejny przejaw „mody”?

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16953080,Moda_na_Zydow_.html