
Tę datę trzeba zapamiętać podobnie jak 4.06.1989 roku. Również 11.12.2013 to historyczny dzień. W pamiętnym teście na wiarygodność odchodzącej ekipy, od 2015 roku demolującej polską demokrację 266 posłów z 456 głosujących odrzuciło bajdurzenia tymczasowego premiera Mateusza Morawieckiego. To głosowanie przejdzie do historii jako moment powrotu do normalności. Albo, jak napisał The Guardian, to odrzucenie nacjonalistycznego i populistycznego rządu PiS. Oby na zawsze!
Teraz mogę przejść do normalności również w moim pisaniu na łamach Studia Opinii. Odchodzącą formacją zakłamanych i skorumpowanych polityków nie będę się już zajmował mając nadzieję, że przejdą tam, gdzie jest ich miejsce – na śmietnik historii.
Mogę zacząć znowu zajmować się tym, co mniej zawsze najbardziej interesowało, czyli literaturą. A nadarza się ku temu wyborna okazja.
***
Autor “Powojennych perypetii Sokratesa” nie należy do pisarzy popularnych. Chętniej sięgają do jego twórczości historycy literatury niż zwykli czytelnicy. To wielka szkoda i strata. Brak jego sposobu patrzenia na świat w powszechnym odbiorze rzeczywistości sprawił, że się ona boleśnie spłaszczyła i zubożała. Stanisław Vincenz (1888-1974) należał bowiem do pokolenia, które było głęboko osadzone w tradycji antycznej i biblijnej. Szczególnie był mu bliski świat mistrza Platona, któremu poświecił wspomnianą na początku powiastkę filozoficzną. Wydana już pośmiertnie, w 1985 roku, do dzisiaj zadziwia przenikliwością widzenia zimnowojennych złudzeń. Pisząc bowiem o Sokratesie tak naprawdę Vincenz kreślił autoportret swego pokolenia, dla którego nie było miejsca w świecie, który uwierzył w siłę ideologicznego zacietrzewienia. Jego nawiązania do Grecji, której nie było mu dane zobaczyć, to stały motyw jego twórczości.
Wracał do niej w swojej eseistyce i obfitej korespondencji. Upodobał sobie historyka późnej Hellady Pauzaniasza (110-180), który służył mu do śledzenia trwałości obecności mitów greckich w europejskich kulturach ludowych. Ciągłość wątków biblijnych dostrzegał w przemianach zarówno religijności wschodnioeuropejskich chasydów jak i hucułów. Nie czynił bowiem tak typowego dla europejskiego myślenia rozróżnienia na Stary i Nowy Testament, czy na chrześcijaństwo i judaizm. Dla niego była to jedna wielka i spójna tradycja. Nie potrafił zrozumieć antysemityzmu, co go poróżniło z sanacyjnym obozem władzy. Wybrał towarzystwo podzielające jego wielokulturowe sympatie. Fascynował go też Daleki Wschód. Już jako student nie ograniczał się do filozofii Zachodu, studiował sanskryt by zrozumieć źródła siły Gandhiego i bogactwo tamtejszej tradycji filozoficznej. Jego mistrzem i przewodnikiem filozoficznym pozostał Rudolf Maria Holzapfel (1874-1930), który popchnął jego zainteresowania w kierunku literatury zakorzenionej w tradycji wschodniej Europy, którą znał i ukochał. Najważniejsze dzieło Holzapfla Wschechideał przetłumaczył na język polski razem z przyjacielem i matematykiem Izydorem Blumenfeldem (1882-1944).
Osobnym tematem w życiu i twórczości Stanisława Vincenza to fascynacja szeroko rozumianym światem żydowskim. Jego zniszczenie w czasie Holocaustu uważał za osobistą i niepowetowaną stratę. Przyjaciele wspominali, że każda wzmianka na ten temat głęboko go poruszała przez całe życie…
Wielonarodowość i wieloetniczność oraz żyjący w przedziwnej harmonii religijny pluralizm wschodnich rubieży dawnej Rzeczpospolitej Wielu Narodów fascynował go całe życie. Martwił go szowinistyczny i nacjonalistyczny katolicyzm, którego nigdy nie podzielał, owszem budził on jego głęboki niesmak i niepokój. Nie potrafił i nie chciał się godzić na wybuchy nacjonalizmu, których był świadkiem zarówno w czasie pierwszej jak i drugiej wojny światowej.
Był znakomicie wykształconym filozofem, który nigdy filozofii nie wykładał, ale ją całe życie praktykował. Jednak jego prawdziwym i jedynym żywiołem pozostała literatura. Jego dzieło życia, licząca 1200 stron tetralogia “Na wysokiej połoninie” powinna być kulturowym niezbędnikiem dla każdego. Podobnie jego eseistyka i rozległa, ciągle – niestety – oczekująca na wydawcę, korespondencja. Początek został zrobiony. Właśnie ukazał się wybór tekstów z teatrologii Na wysokiej połoninie (wybór opowieści) w prestiżowej serii Biblioteki Narodowej. Został poprzedzony obszernym wstępem autorstwa jednego z najlepszego znawców twórczości i życia Stanisława Vincenza – Jana A. Choroszego. Choroszy skrupulatnie odnotował bibliografię dotyczącą życia i twórczości Stanisława Vincenza.
Uwolnieni z populistycznego i nacjonalistycznego koszmaru, który zatruwał przez ostatnie osiem lat nasze życie, możemy sięgnąć po twórczość pisarza i mędrca, która jest najlepszą odtrutką.
Stanisław Vincenz czyli odzyskana mądrość
Kategorie: Uncategorized

