Kacik poezji – Anna Grabowska-Goldschmidt cz. 5

matka grzeszna od diabłów

nieuleczalne choroby lęgną się w zwykłych domach,
lub brzuchach. trzeba w nie wierzyć jak w wyrocznię;
właścicielom nawet przez myśl nie przejdzie priorité.

trudno zacisnąć małe piąstki przy każdej utracie
oddechu. w bliskich zadośćuczynienie
albo resztki tlenu. matki, znaczcie mury szpitali

czerwienią. niech słyszą modły o wzrost umieralności
dawców compatibles. bóg i choroby głuchną; wtedy
grzmi z ambon i bliźnich oczu. syczą kasy chorych.


Z racji zawodu (interruption volontaire)

Pani Veil, jesteśmy w podobnej sytuacji,
obie będziemy mieć na sumieniu amputację.
Ile razy można dawać dupy?

Pani usunie ciążę, ja – rymy.
Nie można w nieskończoność płodzić
kalek. Lepiej uśmiercić w zarodku.

To dopiero pierwszy trymestr, ani to człowiek,
ani wiersz. Proszę rozszerzyć nogi,
nie policzymy nawet do dziesięciu.


honorowi dawcy herezji

stwierdzono nienaturalny przyrost poetów
bezrobotnych, dysponujących czasem
i dostępem do internetu. powszechne ruszenie
wdów i rozwódek rymujących pod wpływem

opadów związanych z przemijaniem.
panie z lubością wpinają w strofy
nieużywane broszki i achy, czarując
seksapilem emeryta z niemiec, tudzież

witolda, który stracił w londynie pracę
i wolność. poeta leszek z rzymu potrafi
zmazać nocą pokaźne erekcjato
dla bilingwalnej basi z belgii.

polonijny aplauz rośnie z wiekiem
antalogią pochwalaną honorową nagrodą
przez rajfurów cool-tury obskurantyzmu.

 

Przyslala Anna Grabowska-Goldschmid

Grabowska_Anna_1

 

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: