Czemu Żydzi nie chodzą do spowiedzi

 – Ej, a u żydów jest spowiedź? – zawsze w którymś momencie, gdy rozmawiam z ludźmi nie wiedzącymi wiele ani o judaizmie, ani o narodzie żydowskim, pada to pytanie.

spowiedz– Nie ma. Żydzi, którzy zgrzeszyli przeciw Bogu, nie opowiadają o tym żadnemu śmiertelnikowi. Wszystko sami „załatwiają” bezpośrednio z Bogiem. Zwracają się do drugiego człowieka tylko, jeżeli zgrzeszyli przeciwko niemu – najczęściej odpowiadam właśnie tak, najbardziej schematycznie jak się da.

Czemu piszę o tym akurat teraz? Bo zbliża się Jom Kippur, zwane inaczej Dniem Pojednania uważanym za czas pokutny. W niedzielę, 13 września wieczorem, zaczyna się trwające dwa dni Rosha Hashana, czyli Nowy Rok Żydowski. We wtorek 22 września jest już Jom Kippur. Dziewięć dni pomiędzy świętami to Jamim Noraim (Straszne dni).

Zbierzmy wszystko razem. Z kim się jednamy? Co ma pojednanie do pokuty? Czemu przed owym pojednaniem i ową pokutą nasze dni mają być straszne?

Jom Kippur zapadło mi w głowie jako czas, w którym moja mama przychodziła do mnie, kazała spokojnie usiąść i przepraszała mnie. Czasem za różne konkretne rzeczy, czasem ogólnie. I prosiła o wybaczenie. Najczęściej czułam się niezręcznie. Obracałam wszystko w żart. Mówiłam, że to jakieś bzdury, bo przecież mama nic mi nie zrobiła. Przepraszanie kojarzyło mi się z czymś wstydliwym. Przyznać się przed kimś do błędu? I jeszcze prosić o zapomnienie win? Jakaś farsa, marny melodramat. Ale mama nalegała, bym potraktowała jej słowa poważnie. Tłumaczyła, że rozmowa nie będzie skończona, póki nie powiem „wybaczam”. Więc w końcu zawsze mówiłam, by wreszcie zakończyć ten teatrzyk.

Teraz, już jako dorosła, religijna w dodatku kobieta, gdy kończą się dwa dni świętowania i dęcia w szofar, siadam i rozmawiam z własnym sumieniem. Odruchowo patrzę w górę, jakbym miała dostrzec surowe oko Sędziego. Ale nie Jego się obawiam. Po prostu nie chcę, by jakiś grzech przeciw bliskiej mi osobie pozostał nieuświadomiony – że uraziłam, że zraniłam, że potraktowałam niesprawiedliwie, że nie dotrzymałam obietnicy. Te Straszne Dni nie są straszne przez ludzi, którzy coś mogą mi zarzucić, ale przez grzeszki, które nagromadziły się przez cały rok. A nagromadzić może się bardzo wiele.

Nie spowiadamy się. W modlitwie możemy przyznać się przed Bogiem do drobnych przewinień, przeprosić za myśli i czyny. Ale nie dostaniemy odpowiedzi. Nie usłyszymy również nagany, że zachowaliśmy się niewłaściwie. Ani pochwały, że oto tak mężnie kajamy się. Rad, jak postąpić następnym razem i jak wystrzegać się jecer hara, też nie będzie. Tym bardziej nikt nam nie da rozgrzeszenia. Zawsze może ulżyć, gdy się samemu sobie wypowie własną złość, opowie o niej trochę Bogu, trochę przy okazji własnemu ego. Ale o poczucie, że już było i minęło, nawet po najgłębszej modlitwie trudno.

Więc gromadzą się chamskie odzywki, uszczypliwe komentarze, niedotrzymane słowo, złożona obietnica, o której się zapomniało. A Sądny Dzień zbliża się nieubłaganie. Zawsze można mieć nadzieję, że są od nas więksi grzesznicy. I to oni nie zostaną wpuszczeni do Bram Niebios. Ale po co zakładać, że ktoś jest gorszy, skoro w tym samym czasie można popracować nad sobą. I przy okazji przeprosić.

Czasem siadam z notesem i zapisuję imiona. Wysyłam potem smsa lub telefonuję. Gdy sprawa wydaje mi się poważniejsza, proszę o spotkanie. Bywa, że to zwykła, krótka wymiana zdań kończąca się uśmiechem. Czasem wynika dłuższa i głębsza rozmowa sięgająca uczuć obojga rozmówców. Rozmowa, która – dobrze odbyta – może zacieśnić więzi i relacje. Zdarza się kłótnia – mocna, ostra, z wyrzucaniem sobie wszystkiego, z podniesionym głosem i wylewającym się kubłem wzajemnych pretensji. Bywa, że nawet święty dzień Jom Kippur nie leczy wszystkich ran. Zdarza się i tak. Bo najczęściej bardzo trudno przyznać się do błędu. Zwłaszcza w szczery sposób, bez żadnych podtekstów czy nieświadomego zwalania winy na drugą osobę. Powiedzieć: „przepraszam”, „przykro mi, głupio wyszło”, „zapomnijmy proszę o całej sprawie i idźmy w tej przyjaźni dalej”. Wyciągnąć rękę w zgodzie bez poczucia wyższości, że jako pierwsza lub pierwszy zrobiło się ten gest.

Spotkanie twarzą w twarz z osobą, z którą miało się jakieś starcie, której prosto z serca wypowiada się swoje przewinienia, nie jest modlitwą ani spowiedzią, ale może być rodzajem pokuty.

Potem następuje Ten Dzień. Wykupienie grzechów poprzez przekazanie cedaki (kiedyś uśmiercenie koguta lub kury jako forma zastępczej ofiary) oraz pójście do mykwy oznacza, że lada chwila przestaniemy jeść i pić, oddalimy się od małżonków, a do synagogi pójdziemy w plastikowych klapkach lub innych butach bez skóry.

Pozostaje nam już tylko modlić się do Boga. Prosiliśmy o wybaczenie najbliższe nam osoby. Sami wybaczyliśmy innym ich grzechy przeciw nam. Czystsi być nie możemy. Pryska wszystko, co złe. W prezencie dostajemy nową, czystą, nie zapisaną jeszcze naszą historią kartę. Od nas zależy ,czy zabazgrzemy ją kłótniami, czy namalujemy na niej obraz przyjaźni i miłości.

Maria Szychowska

https://www.weshalom.pl/religia/2015/09/czemu-zydzi-nie-chodza-do-spowiedzi

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: