MARCOWA CZKAWKA

Natan Gurfinkiel

marzec ’68 – haniebny epizod w dziejach ojczystych wciąż odbija się czkawką, przynajmniej tym, którzy chcą wiedzieć  co się wówczas stało. w tym roku, z powodu pośpiesznego zaprowadzania dobrej zmiany czkawka jest szczególnie dokuczliwa, bo ton debaty publicznej bardzo  odświeża mi pamięć.


to, co jest wygadywane w „narodowych” (ex publicznych) mediach i wypisywane przez prawicową (ex niepokorną) prasę i portale internetowe coraz bardziej przypomina artykuły z ówczesnej „trybuny ludu” , albo jeszcze lepiej tygodnika walka młodych – organu ZSM (młodzieżówki PZPR). wpadła mi też  wówczas w ręce ulotka komitetu warszawskiego ZMS. widniała w niej,  jakby żywcem wycięta z nazistowskiego  der stürmer’a, karykatura mężczyzny z przesadnie wydatnym nosem, a tekst pod spodem głosił:

koniec was bliski
pakujcie walizki

zaprzyjaźniony dziennikarz ludwig zimmerer, korespondent telewizji ARD i radia NDR (Norddeutscher Rundfunk) powiedział mi wówczas, że dla niego jako  niemca i admiratora polski szczególnie bolesne jest obserwowanie antysemickiej kampanii. dla doraźnych celów politycznych, o których za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał, władze polskie kończą to, na co nazistom zabrakło czasu.

tłumaczyłem ludwigowi, że opcja wyjazdu z polski jest dla mnie bardzo złym wyjściem, ale nie mam lepszego na podorędziu. usiłowałem też uprzytomnić mu, co przeważyło wówczas szalę.  jeden z moich przyjaciół mówił mi:

– ty wyjedziesz, inni , których lubię i cenię też wyjadą, a ja i moi przyjaciele z nieposzlakowanym słowiańskim rodowodem,  zostaniemy tu w charakterze dobrych niemców z trzeciej rzeszy.

– to jest właśnie mój problem. kiedy znalazłem się na bruku bez szans na znalezienie jakiejkolwiek pracy, kilku moich przyjaciół z radia, spontanicznie i bez wahania zaoferowało mi  występowanie pod ich nazwiskami, ryzykując że sami straciliby pracę w razie wpadki. odmówiłem. moi przyjaciele zasługiwali na lepszy los, niż wybór pomiędzy bohaterstwem a zeświniem się – bo tak by to odczuwali, gdyby nie usiłowali mi pomóc.

pamiętam rozmowę z moim byłym dziekanem janem halpernem. spotkałem go na krakowskim przedmieściu i wstąpiliśmy do pobliskiej „telimeny” byłem zbulwersowany lekturą gazet.

– ludzie piszą  jakieś obrzydliwe deklaracje lojalności, gęsto upstrzone potępieniem antypolskiej kampanii syjonistycznej. czytam te paskudztwa z niesmakiem, ale nie mogę zdobyć się na potępienie, bo nie wiem jaka presja ich do tego skłoniła. żal mi ich, ale domaganie się od kogoś bohaterstwa w takich czasach byłoby czymś głęboko nieludzkim.
– oczywiście, panie natanie. z największym trudem domagałbym się czegoś takiego od samego siebie…

później dowiedziałem się, że profesor halpern zmarł w kolonii,w niemczech.

te rozmowy z ludźmi (było ich znacznie więcej niż tych kilka, które tutaj streściłem) stanęły mi jak żywe przed oczami, kiedy przeczytałem niedawno wywiad z marcinem mellerem w „gazecie wyborczej”:

Co by się musiało stać, żebyś wyjechał, wyprowadził się z Polski?

– Nie wyobrażam sobie tego. Nie chcę być patetyczny, ale jeżeli moi rodzice w 1968 roku nie wyjechali, to już nawet z tego powodu mi nie wolno. Nigdy. Nie wyobrażam sobie sytuacji politycznej, żadnej władzy, która by mnie do tego zmusiła.

w bardzo obszernym wywiadzie nie ma nic, co mogłoby wzbudzić mój sprzeciw. gotów byłbym podpisać się pod wszystkim co mówi meller. mimo to trybu warunkowego użyłem rozmyślnie i z głębokim przekonaniem. w tym bowiem o czym opowiada marcin meller zawarty  jest, jakby powiedział wałęsa – mylny błąd. wszystko byłoby głęboko słuszne, gdyby nie to, że już sam punkt wyjścia obarczony jest błędnym założeniem. dla wszystkich nas, marcowych wypędzeńców, pożegnanie z polską było defintywne. nikt nie wyobrażał sobie, że komunizm upadnie jeszcze za ich życia. To, na co zdobyła się komunistyczna władza było łagodną formą holokaustu, tym  o czym marzono w tak gloryfikowanej przez obecną prawicę międzywojennej polsce (żydzi na madagaskar! )

przez cały czas od wyjazdu do 1989 roku byłem  trzy razy w polsce, za każdym razem z powodu pogrzebu w rodzinie. otrzymywałem nieprzedłużaną wizę losową z tygodniowym terminem ważności. odmówiono mi wizy nawet na ślub mego syna pawła,  z motywacją, że  nie jest to przecież katastrofa życiowa.

z całym szacunkiem dla marcina mellera, którego z przyjemnością czytam, uważam, że tym razem nieco się zagalopował i stawia znak równości tam, gdzie sytuacje są nieporównywalne. w PRLobywatel był traktowany przez władzę jako własność państwa. można było zabronić mu wyjeżdżać z kraju, można było też wyekspediować go  kraju z  ważnym tylko  na wyjazd „bydlęcym papierem” – jak marcowi emigranci nazywali dokument podróży z nadrukiem, że okaziciel niniejszego nie jest obywatelem polskim.

w obecnej sytuacji nie istnieje możliwość wyrzucenia obywatela polskiego z kraju wbrew jego woli. nie istnieje  też nawet,  przy najdalej posuniętej opresyjności władzy, tak totalne uzależnienie jednostki od państwa jak w PRL. państwo nie ma totalnej, tak totalnej kontroli nad każdym przejawem życia, poczynając od tego, że jest jedynym nieomal pracodawcą.  z wielu powodów system ograniczeń swobód i represji, będący jednym z elementów dobrej zmiany, doprowadzi nawet w najgorszym przypadku, do większej czujności obywatela w relacjach z władzą i mniej wyraźnego manifestowania swych swobód. życie będzie biegło w szarej strefie pomiędzy selektywnym terrorem, a wybiórczą tolerancją – choć groźne jest już  samo istnienie wprowadzanych obecnie regulacji prawnych, nawet, gdy ich stosowanie będzie miało ograniczony zasięg.

w tej sytuacji, kreowanie pozostawania w kraju na akt patriotyzmu, tak jak wynika to z odpowiedzi marcina mellera na zadawane w trakcie wywiadu pytania, trudno uznać za coś więcej niż zgrabną figurę retoryczną. to właśnie politycy, których meller uważa za swych przeciwników robią z tego sprawę państwową. obywatel ma (nareszcie!) sam prawo decydować o tym gdzie i kiedy chce mieszkać. jeżeli patriotyzm nie ma być indywidualnym wyrazem woli obywatela, jeżeli państwo ma go nadal pouczać jak ma myśleć,  jeżeli  patriotyzm aż do pozostawania w kraju wbrew woli ma być wymuszany moralnym szantażem (któremu meller mimowolnie się poddaje), to można było nie zadawać sobie trudu z obalaniem komunizmu. a jeżeli już odsunęliśmy już  ancien régime od władzy, to dobrze, że zmaganiom  nie przewodniczyli ludzie, którzy teraz lansują dobrą zmianę, bo przeobrażenie ustroju nie obyłoby się bez rozlewu krwi.

jak mało kiedy w swych dziejach polska zaimponowala wówczas światu mądrością.

nie chce mi się wierzyć w to, że ogłupieliśmy na zawsze.

Wszystkie wpisy Natana

TUTAJ

http://studioopinii.pl/natan-gurfinkiel-marcowa-czkawka/

Komentarze 4 to “MARCOWA CZKAWKA”

  1. Valery Amiel 09/03/2017 @ 04:52

    Nasze pokolenie, zmuszone do wyjazdu z Polski, wybieralo na „globusie” miedzy Izraelem, Stanami i Skandynawia. Z trudnosciami retransplantacji w odwrotnej kolejnoscl. „Najlatwiej” bylo tym co osiadali w Skandynawii, najtrudniej tym w Izraelu. Drugie pokolenie tej kolejnosci bylo juz mniej pewne. Trzecie na pewno nie… Globus sie skurczyl.

    Polubienie

  2. Stara ojczyzna Zydow, ozywiona po bardzo wielu wiekach, cierpliwie oczkuje swoich dzieci…

    Polubienie

  3. Nie musi ich teraz wyrzucac polska wladza, wyrzuci ich wroga atmosfera wobec Zydow. Z Niemiec Hitlera wyjezdzali sami, nikt ich nie wyrzucal. Pamietacie graniczna stacje kolejowa Zbaszynek? Zydzi polskiego pochodzenia wyrzuceni z Niemiec do Plski, Polska z kolei ich nie chciala przyjac. Koczowali na stacji Zbaszynek. KIlka tysiecy osob, Zydzi polscy niesli im pomoc, sprowadzono kotly I gotowano dla nich zupy. Pomagano finansowo.
    Inni wyjezdzali na Zachod, ktory tez ich za bardzo nie chcial.
    Wreszcie ich wpuszczono do Polski.

    Polubienie

  4. NIE BEDE POLEMIZOWAL Z NATANEM Z TRZECH POWODOW:
    PO PIRWSZE ZNAM GO OSOBISCIE
    PO DRUGIE LUBIE JAK PISZE WSZYSTKO MALA LITERA
    PO TRZECIE W DUZEJ WIEKSZOSCI ZGADZAM SIE NIM I BARDZO MI SIE PODOBA STYL I DLATEGO PRZEDRUKOWUJE NA MYM FB ABY MOI PRZYJACIELE W POLSCE I WIELU INNYCH KRAJACH NA SWIECI MOGLI PRZECZYTAC COS FAJNEGO
    OD CZASU DO CZASU
    DZIEKUJE CI NATAN GURFINKIEL

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: