Wojciech Jaruzelski szedł w pierwszym szeregu antysemickich czystek 1968 roku

W antyżydowskiej krucjacie 1968 roku Ludowe Wojsko Polskie maszeruje w pierwszym szeregu, a na czele kroczą jej dowódcy. Jest tam, w samej szpicy, i Wojciech Jaruzelski.

 


Warszawa, 11 kwietnia 1968 roku. Generał dywizji Wojciech Jaruzelski wchodzi do gabinetu ministra obrony narodowej przy ulicy Klonowej w Warszawie. Bywał tu wielokrotnie, gdy kierował Głównym Zarządem Politycznym Ludowego Wojska Polskiego i później, gdy był szefem Sztabu Generalnego. Teraz to jego gabinet. Właśnie został konstytucyjnym ministrem i stanął na czele Ministerstwa Obrony Narodowej.

Człowiek znany i akceptowany

Jaruzelski jest wyróżniającym się oficerem LWP, ale jego awans jest zaskakujący. Przede wszystkim ma zaledwie 45 lat, w ekipie premiera Józefa Cyrankiewicza – on sam ma w 1968 roku 57 lat – uchodzi więc za młodzika. Inni najważniejsi ludzie na szczytach władzy są jeszcze starsi – Władysław Gomułka ma 63 lata, jego „kapciowy” Zenon Kliszko 60, Bolesław Jaszczuk, główny strateg gospodarczy, liczy sobie 55 wiosen, tyle samo odgrywający coraz większą rolę minister spraw wewnętrznych, a wkrótce sekretarz KC nadzorujący wojsko i MSW, Mieczysław Moczar.

Ale nie chodzi tylko o wiek. Do tej pory lokatorem gabinetu przy Klonowej był Marian Spychalski, jeden z najbliższych współpracowników Władysława Gomułki, z zawodu architekt, pięć lat wcześniej mocno na wyrost mianowany marszałkiem Polski. Spychalski podczas wojny dobrze zasłużył się dla komunistycznej partyzantki, ale zajmował się przede wszystkim „robotą polityczną”.

Mimo to Spychalski nie należał do ulubieńców Moskwy. Zwłaszcza sowieckiej armii, której dowódcy wątpili nie bezpodstawnie, w wojskowe doświadczenie, wiedzę i umiejętności Spychalskiego. Jego dymisję z funkcji ministra obrony narodowej musieli przyjąć z ulgą. I z nie mniejszą ulgą powitać na tym stanowisku Wojciecha Jaruzelskiego. Nie mam zresztą najmniejszych wątpliwości, że do tego awansu – podobnie jak do wszystkich późniejszych – mocno się przysłużyli.

Władysław Gomułka nie lubił wprawdzie, gdy Moskwa wtrącała się w decyzje personalne, ale wojsko bardzo ściśle podporządkowane sowieckiemu dowództwu miało swoje prawa. „Był to człowiek już dobrze u nas znany i akceptowany” – napisał o nominacji Jaruzelskiego Piotr Kostikow, szef Sektora Polskiego w KC KPZR.

Początkowo Gomułka nie bardzo chciał się na Jaruzelskiego zgodzić. Był dla niego zbyt „prosowiecki”. Do przełamania oporu I sekretarza KC PZPR przyczynili się jednak trzej wypróbowani przyjaciele Moskwy – członek Biura Politycznego Edward Gierek, minister spraw wewnętrznych Mieczysław Moczar oraz wiceminister obrony narodowej generał Grzegorz Korczyński, na ślubie którego trzy lata wcześniej Jaruzelski był świadkiem.

Trudno dzisiaj przesądzić, czyja opinia miała decydujące znaczenie. Z pewnością poparcie Korczyńskiego, którego Gomułka znał od bardzo dawna i któremu ufał, miało swoją wagę. Ale zgodne poparcie dwóch ówczesnych pretendentów do gomułkowskiej schedy też musiało zrobić na „Wiesławie” wrażenie.

Zapytałem Józefa Tejchmę, wtedy członka Biura Politycznego KC PZPR, o ówczesne związki Jaruzelskiego z Mieczysławem Moczarem, jedną z najciemniejszych postaci Peerelu, podczas wojny współpracownika sowieckiego wywiadu wojskowego, mawiającego, że „Związek Radziecki nie jest tylko naszym sojusznikiem, to jest powiedzenie dla narodu. Dla nas, dla partyjniaków, Związek Radziecki jest naszą ojczyzną, a granic naszych nie jestem w stanie określić, dziś są za Berlinem, a jutro za Gibraltarem”.

Tejchma te kontakty lekceważył. „Też spotykałem się z Moczarem, grywaliśmy nawet w brydża. Nic z tego nie wynikało – stwierdził. – Moczar, który prawdopodobnie nie przeczytał nawet swojej książki [„Barwy walki”, jeden z peerelowskich przebojów wydawniczych, zostały prawdopodobnie napisane przez Wojciecha Żukrowskiego – P.G.], nie mógł być partnerem dla znacznie lepiej wykształconego, ulepionego z zupełnie innej gliny Jaruzelskiego. Być może ten traktował tę znajomość czysto taktycznie. Potwierdziły to późniejsze wydarzenia, gdy w 1983 roku Jaruzelski pozbył się Moczara”.

Ale to żaden dowód, bo Jaruzelski będzie się bezwzględnie pozbywał przyjaciół, gdy tylko staną się bezużyteczni lub niebezpieczni.

Pozostał niesmak

Wiecej TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: