Polski Kościół i znaki zapytania

  rozmowa ze Stanisławem Obirkiem

W 2002 ROKU STANISŁAW OBIREK, JEZUITA Z DWUDZIESTOLETNIM STAŻEM KAPŁAŃSKIM, WYKSZTAŁCONY W KRAKOWIE, NEAPOLU I RZYMIE, UDZIELIŁ „PRZEKROJOWI” SŁYNNEGO WYWIADU. PO TYM, JAK NAZWAŁ JANA PAWŁA II „ZŁOTYM CIELCEM POLSKIEGO KOŚCIOŁA”, PRZEŁOŻENI POZBAWILI GO PRAWA WYPOWIADANIA SIĘ. TRZY LATA PÓŹNIEJ ODSZEDŁ Z ZAKONU I, JUŻ BEZ PRZESZKÓD, ANALIZUJE KONDYCJĘ POLSKIEGO KOŚCIOŁA.

NIEWYGODNY DLA POLSKIEGO KLERU, Z OPINIĄ DYŻURNEGO KRYTYKA I, JAK NA POLSKIE WARUNKI, REWOLUCJONISTY. OTWARTY NA DIALOG Z RELIGIAMI I NIEWIERZĄCYMI, ZWOLENNIK RELIGIJNEGO PLURALIZMU. TUŻ PO WIZYCIE PAPIEŻA FRANCISZKA W POLSCE OCENIA, W JAKIM KIERUNKU ZMIERZA POLSKI KOŚCIÓŁ.

 


POLSKI KOŚCIÓŁ I JAN PAWEŁ II

Katarzyna Andersz: Księża i kościelni hierarchowie w Polsce mogą więcej. Szeregowi księża nawołują do nienawiści wobec uchodźców. Biskup Hoser pozwala sobie na skandaliczne pytanie do ks. Lemańskiego o to, czy jest obrzezany. W swojej książce „Polak katolik? winą za rozpasanie i antyintelektualizm polskiego Kościoła wini pan Jana Pawła II.

Stanisław Obirek: Owszem, uważam, że jakość edukacji seminaryjnej to w dużym stopniu wynik stylu sprawowania władzy w Kościele katolickim. W tym kontekście warto przywołać znaną maksymę brytyjskiego myśliciela katolickiego Lorda Actona (1834–1902), który był słusznie uważany za najbardziej wykształconego człowieka swoich czasów. Otóż, Lord Acton pod wpływem dogmatu o nieomylności papieża ogłoszonego na Soborze Watykańskim II w 1870 roku powiedział, że każda władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje w sposób absolutny. Sam Acton zrobił wiele, aby do ogłoszenia tego dogmatu nie doszło, jednak papież Pius IX użył wszelkich środków, żeby zniszczyć silny opór wśród wielu katolików, w tym niektórych hierarchów. Wystarczy wspomnieć innego brytyjskiego myśliciela, kardynała Henry Newmana, dziś błogosławionego Kościoła katolickiego. Wspominam o tym w kontekście tego pytania, bo Jan Paweł II w czasie swojego długiego pontyfikatu zrobił wiele, aby tezę Lorda Actona potwierdzić. Przy nominacjach biskupich brał pod uwagę przede wszystkim lojalność i posłuszeństwo wobec konserwatywnej wykładni doktryny, a nie osobowość i dorobek intelektualny kandydatów.

Problemy nominacji biskupich nie dotyczyły jednak tylko Polski.

Problemy,  z jakimi boryka się polskie społeczeństwo, są zauważalne również w innych Kościołach lokalnych. Mój przyjaciel, holenderski jezuita Paul Begheyn napisał mi ostatnio, że pontyfikat Jana Pawła II był dla Kościoła holenderskiego prawdziwą katastrofą, również ze względu na marnych biskupów. To ostra opinia i przez polskich apologetów papieża Wojtyły uważana za krzywdzącą, ale za granicą wcale nie tak odosobniona. Podobne zdania na temat nominacji biskupich za czasów Jana Pawła II słyszałem w USA i Niemczech. Konflikt polskiego papieża z teologami wyzwolenia w Ameryce Południowej jest zbyt dobrze znany, by go tu rozwijać, a to przecież tylko szczyt góry lodowej. Lista problemów stworzonych i pozostawionych następcom, jaką przypisuje się Janowi Pawłowi II, jest długa.

Wymieńmy więc choćby kilka z nich.

Wspomnę tylko o dwóch. Pierwszy to zamiatanie pod dywan problemu pedofilii wśród kleru. Wystarczy tu przywołać zbrodniczą działalność bliskiego przyjaciela papieża, założyciela zgromadzenia Legionistów Chrystusa, Macieja Degollado z Meksyku. Drugi to pozbawianie możliwości nauczania i publikowania najbardziej oryginalnych teologów. Użyty przez znanego niemieckiego teologa termin „Winterzeit” już na początku lat 80-tych wcale nie był przesadą. Teologia została w sposób dosłowny zamrożona, a kariery zaczęły robić miernoty intelektualne, które specjalizowały się w donosach i tropieniu herezji. Łatwo sobie wyobrazić, co się dzieje w seminariach duchownych, jeśli tacy ludzie stają się przewodnikami przyszłych kapłanów. Ale to tylko część problemu z niektórymi polskimi biskupami, jak wspomniany przez panią abp Henryk Hoser lub wielu innych księży wygadujących na ambonie albo w mediach wierutne bzdury, w tym pozwalających sobie na antysemickie komentarze. Sprawą równie ważną, a może nawet najważniejszą (przecież od śmierci polskiego papieża minęło już 11 lat!) jest jakość seminaryjnego wykształcenia, które odbywa się w całkowitej izolacji od prawdziwych problemów współczesnego człowieka. Moim zdaniem to właśnie swoiste klonowanie postaw ksenofobicznych, wrogich wszystkiemu, co nie jest zgodne z fundamentalistyczną wykładnią katolicyzmu, generuje zachowania, o jakich pani wspomniała w pierwszym pytaniu.

Czy nigdy nie żałował pan, że porównał pan Jana Pawła II do wiejskiego proboszcza, mówił, że jest czczony jak złoty cielec? Te słowa obróciły się przeciwko panu, a nie przyniosły rzeczowej dyskusji o pontyfikacie, nie doprowadziły do tego, że sprawy, o których powiedział pan przed chwilą, są poddawane sensownej dyskusji.

To tylko część prawdy. Wielu ludzi (co prawda głównie prywatnie, a nigdy publicznie) dziękowało mi za te słowa, bo sprowadziłem dzięki nim wywindowany pod niebiosa kult żyjącego jeszcze Karola Wojtyły do ludzkich rozmiarów. Tamtą diagnozę wyrażoną dwa lata przed śmiercią Jana Pawła II podtrzymuję w całej rozciągłości. Jeśli czegoś żałuję, to właśnie tej dwulicowości, z jaką się wtedy spotkałem. Wielu ludzi w samym Kościele myśli podobnie jak ja, ale boi się własne opinie wyrazić publicznie. Paradoksalnie uważam, że dobrze się stało, iż moi ówcześni przełożeni zakonni zareagowali tak histerycznie i zabronili mi kontaktów z mediami oraz pozbawili mnie możliwości wykładania i publikowania. Dzięki temu szybciej dojrzałem do decyzji opuszczenia zakonu, a to sprawiło, że od 11 już lat jestem człowiekiem wolnym i mogę mówić, a także pisać to, co naprawdę myślę i czuję.

W książce „Polak katolik?” stawia pan polskiemu papieżowi na przykład takie zarzuty: religia jako narzędzie do osiągnięcia celów politycznych, związki z Opus Dei i otaczanie się osobami tylko z tych kręgów, postawa wyczekiwania w obliczu zmiany systemu politycznego w Polsce, radykalna encyklika Humanae Vitae (i zakaz wypowiadania się tych, którzy chcieli wpłynąć na jej bardziej liberalny kształt), beatyfikacja Piusa IX (i po raz kolejny usuwanie krytyków z grona doradców, oddzielenie „wyborów historycznych” od cnót przypisywanych papieżowi). To nie są bezpodstawne i nierzeczowe argumenty, a jednak rzadko słyszy się wypowiadaną na głos krytykę Jana Pawła II.

Muszę od razu zaznaczyć, że te argumenty wcale nie są tylko „moje”. Tak naprawdę mój krytyczny stosunek do pontyfikatu polskiego papieża jest – co chyba można uznać za paradoks – wynikiem lat studiów i pracy w zakonie jezuitów. Dodam, że nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim za granicą. Wiele zawdzięczam studiom w Neapolu i Rzymie od 1980 do 1985 roku, jak i częstym wyjazdom do USA, Niemiec, Francji, a także do Rzymu, gdzie zakon jezuitów ma główną siedzibę. Krytycznego spojrzenia na autorytarne zakusy Watykanu nauczyłem się dzięki moim jezuickim współbraciom. Gdy wracałem do Polski, jedynie powtarzałem to, co usłyszałem lub przeczytałem na Zachodzie.

Dlaczego w takim razie Polsce w ponad dekadę od śmierci Jana Pawła II, nikt nie zdobywa się na krytykę papieża?

Weźmy konkretny przykład wspomnianej przez panią encykliki Humanae Vitae z 1968 roku. Była to encyklika ogłoszona przez Pawła VI, choć Karol Wojtyła jako biskup Krakowa miał na nią wpływ. To bodajże najbardziej kontrowersyjny dokument w historii katolicyzmu. Kiedyś w rozmowie z księdzem Adamem Bonieckim belgijski kardynał Godfried Danneels powiedział, że to właśnie ona doprowadziła do opustoszenia tamtejszych kościołów. Ludzie poczuli się oszukani. W przekonaniu Karola Wojtyły i później Jana Pawła II był to natomiast dokument najważniejszy. A przecież wyrażone tam stanowisko odbiegało od praktyki codziennej samych katolików (głównie chodziło o używanie środków antykoncepcyjnych). Jednak żadnej dyskusji na ten temat nie dopuszczano i to właśnie jest znamienne dla stylu duszpasterskiego polskiego papieża. Jednym z powodów braku krytyki jest na pewno system rekrutacji na wyższych przełożonych i biskupów, gdzie podstawowym kryterium nie jest intelektualna kreatywność, tylko bierne i bezwzględne posłuszeństwo. A poza tym, w przypadku wielu polskich księży, na pewno w grę wchodzi dość osobliwa tożsamość zbudowana właśnie na wielkości i świętości polskiego papieża. Gdyby zaczęli go krytykować, to być może byłoby dla nich jednoznaczne z podcinaniem gałęzi, na której siedzą. Wiem też, że wielu z nich nie potrafi albo nie chce dostrzec intelektualnego bogactwa Kościołów Europy Zachodniej i krajów pozaeuropejskich. To poza starą Europą dokonuje się dzisiaj radykalne przewartościowanie dotychczasowego modelu katolicyzmu rzymskiego.

Na czym to przewartościowanie polega?

Pojawiają się niezwykle ciekawe propozycje wychodzące od teologów z Azji czy Afryki. Mój przyjaciel, profesor na jezuickim uniwersytecie w Georgetown w Waszyngtonie, Peter C. Phan, z pochodzenia Wietnamczyk, zaproponował na przykład formułę jednoczesnej przynależności do różnych religii (multiple religious belonging). Jego zdaniem, a jest teologiem jak najbardziej katolickim, jest to nie tylko możliwe, ale i bardzo wzbogacające. Takich pomysłów jest więcej, ale właśnie one zostały zablokowane przez Jana Pawła II i jego otoczenie. Sam Peter C. Phan był pod lupą watykańskich teologów, ale na szczęście czasy się zmieniły i może dalej pracować, a także rozwijać swoje oryginalne pomysły teologiczne. Podejmując takie tematy, siłą rzeczy należałoby skonfrontować się z dziedzictwem polskiego papieża. Moim zdaniem polski Kościół jeszcze do takiej konfrontacji nie dojrzał. A szkoda, bo tylko by na tym zyskał i na pewno mógłby wnieść wiele oryginalnych pomysłów do światowej debaty. Tym bardziej, że mamy z czego czerpać, wystarczy wspomnieć choćby dziedzictwo Braci Polskich z XVI i XVII wieku lub tysiącletnią obecność Żydów na byłych ziemiach Rzeczpospolitej Wielu Narodów. Tutaj akurat można byłoby nawiązać również do dziedzictwa Jana Pawła II, który z dużym entuzjazmem wielokrotnie mówił nie tylko o dziedzictwie Jagiellonów, ale też o wkładzie w europejski katolicyzm Cyryla i Metodego. Tę część dziedzictwa polskiego papieża twórczo rozwija ksiądz Wacław Hryniewicz, niestety – jego głos jest w polskim Kościele słabo słyszalny.

Słyszalny bardzo głośno jest natomiast głos Tadeusza Rydzyka. Jak to możliwe, że Kościół nie jest sobie w stanie poradzić z Radiem Maryja? Nie może? Nie chce? Nie potrafi?

Calosc TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: