Uncategorized

Taras

Zenon Rogala


                          Jest moją chlubą. Uważam, że z pośród wszystkich koncepcji jakie były moim udziałem w projektowaniu tego domu, a raczej domku, taras spełnia najpełniej moje oczekiwania i stanowi najlepszy przykład zgodności treści z formą.

                           Podstawowa zaleta, to tak zwana zasada równoczesności. Jesteś w tym samym czasie i w domu i poza domem. Będąc na tarasie czerpiesz z wszystkiego co niesie świat zewnętrzny, a jednocześnie jesteś w domu, 

                           Ostatnio obsesyjnie postanowiłem korzystać z tej niewątpliwej rzadkiej zasady równoczesności i  pod byle pretekstem przemierzałem tę niewielką odległość, aby będąc w domu, być na zewnątrz, a będąc na tarasie co chwilę odwiedzać wnętrze domu.  Szerokie, oszklone drzwi, otwarte na oścież, jak granice państw po układzie z Schengen, likwidowały granice między tymi dwoma środowiskami. Już normalnie na co dzień powodów do licznych kursów, byłoby bez liku, a co dopiero, jeśli świadomie szuka się pretekstu, żeby takie wędrówki uskuteczniać.

                           Już nie wiem który raz dokonywałem kolejnego nawrotu, gdy odniosłem wrażenie, że za jednym z trzech filarów unoszących zadaszenie nad tarasem, jest ktoś jakby przyklejony do ceglanej ściany słupka i stara się być dla mnie niewidocznym, ale wyraźnie czułem czyjąś obecność i czyjś wzrok na sobie. Tego zjawiska doświadczył prawdopodobnie każdy z nas, kiedy nagle i niespodziewanie czuje na sobie czyjś wzrok i stwierdza, że faktycznie ktoś wpatruje się w nas natarczywie. Jeszcze raz podjąłem kurs z powrotem, by nagle w połowie drogi zmienić zamiar.  Spojrzałem gwałtownie w tamtą stronę i okazało się, że na tarasie nie jestem sam. Stała przypłaszczona do filara i nawet dość bezczelnie patrzyła mi w oczy. 

                           – Patrzę na ciebie, obserwuje ciebie, przyszłam zobaczyć się z tobą, by sprawdzić jak sobie radzisz – mówiła spokojnie jakby miała prawo przebywać w moim prywatnym otoczeniu bez pytania mnie o zgodę. Widocznie wolała uprzedzić moje domniemane pretensje, aby mieć od początku przewagę nade mną.

                     – Ale zaraz, chwileczkę, nikt cię tutaj nie prosił, więc …                                                                                              

Słońce świeciło jej prosto w oczy, ale nie robiło to na niej żadnego wrażenia, nawet nie mrużyła ich ani nie zasłaniała.

        – Widzę, że przyszłam trochę za wcześnie, widzę, że jeszcze nie masz w sobie dość pokory i dumy, widzę, że jesteś małostkowym robakiem, który przemierza z nosem przy ziemi przestrzeń daną mu do zagospodarowania. Jest to typowe dla niektórych z was i bywa nawet zabawne, póki refleksja nad tak zwanym bytem nie dojrzeje u was do poziomu uznanego za normalny.

       – Trochę mnie wnerwiasz, nie mam zamiaru rozmawiać z tobą, i nie mam zamiaru tracić czasu na spotkanie, którego nie oczekiwałem, nie mam ochoty na znajomość z kimś, komu obce są podstawy savoir vivre  – byłem nawet trochę niegrzeczny. 

        –  Daj mi wreszcie nacieszyć się tym byciem i tu i tam, a jeśli jednak masz ochotę pobyć ze mną u mnie w domu, to proszę, a ponieważ na kindersztubę, której ci wyraźnie brakuje, zawsze jest czas, więc siadaj i czuj się jak u siebie.

        – Doprawdy zabawny jesteś z tym twoim pojmowaniem świata – zaczęła wolno – zrozum wreszcie i nigdy już tego błędu nie powtarzaj, że to ty jesteś u mnie, że to ja wyznaczam granice egzystencji twojej i nie tylko. Mam nadzieję, że po raz ostatni robisz tak kardynalny błąd i wtłaczasz mnie w swoje ciasne ramy kogoś podobnego do siebie. Ten błąd nie pozwala tobie, ale nie tylko tobie, większości ludzi, na wyzwolenie się z ludzkiego widzenia świata. Powinieneś, jeśli chcesz poznać coś poza światem, wychynąć poza tę bańkę, jaką stworzyła wokół ciebie skorupa nauki, religii, tradycji i egoizmu – ciągle patrzyła mi w oczy –

– na rycinach średniowiecznych widać jak człowiek przebija głową otaczający ziemię widnokrąg i będąc jeszcze całą resztą ciała na ziemi, już głowę wystawia poza tę granicę. 

       – Widzę, że ty nawet tego nie zrobiłeś, więc nie podskakuj jak pchła na grzebieniu,  bo myślałam, że mogę od ciebie wymagać trochę więcej. Oj.. ty…ty…

       – O co tu chodzi – pomyślałem całkiem wytrącony z nastroju beztroski i napawania się wolnością. 

        – Nie jestem nastrojony do prowadzenia z tobą dysputy bez określenia warunków i zasad jej trwania. Ponadto zaskoczony taką formą pojawienia się w moim domu wybacz, ale nie widzę potrzeby tracić czasu na jałowe dysputy z kimś takim. Owszem zasiałaś we mnie jakiś niczym nie uzasadniony niepokój transcendentalny, ale do rozmowy na równym poziomie jeszcze nie jestem przygotowany – musiałem jakoś bronić swego zdania, którego właściwie nie miałem 

dokładnie sprecyzowanego. Zaskoczony tym niespodziewanym dialogiem pomyślałem, że kawa dobrze mi zrobi.

  • Mam pomysł – zaproponowała niespodziewanie –  może zrobisz nam kawy a wtedy lepiej potoczy się nasza rozmowa.

        – Też tak sądzę – powiedziałem  –  a pomyślałem – że też w lot podchwyciła mój zamiar…

       Kiedy byłem w kuchni, filar przy którym przed chwilą rozmawialiśmy, był niewidoczny z tego miejsca gdzie stoi ekspres do kawy. Tym bardziej więc byłem zniecierpliwiony kiedy wreszcie z wylotu ekspresowej dyszy zacznie wyciekać czarna stróżka.  Nareszcie…

       Wyszedłem na taras, filiżanki postawiłem na stole, zbliżyłem się do filara, żeby zaprosić nieoczekiwanego gościa do stołu, ale tu … niespodzianka… z niedowierzaniem stwierdzam, że nikogo tu nie ma, choć… zaraz, zaraz…na filarze 

siedzi wielka, tłusta, fioletowo-czarna, jesienna mucha…


Wszystkie wpisy Zenona TUTAJ

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.