Uncategorized

Amerykański koszmar Żydówek

Nadeslala Basia Jaworski

jaworskan

reunion 69 .1

Młode Ży­dów­ki, szu­ka­jąc szan­sy na wy­jazd do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, wpa­da­ły wprost w ręce han­dla­rzy żywym to­wa­rem, któ­rych wspie­ra­li ra­bi­ni i ame­ry­kań­scy dy­plo­ma­ci. Ten strasz­ny pro­ce­der cią­gnął się w Pol­sce przez wiele dzie­się­cio­le­ci.

kadr1

Kadr z filmu „Szlakiem hańby”, jednego z dwóch przedwojennych obrazów poświęconych problemowi handlu żywym towaremFoto: Materiały prasowe

W 1929 roku pol­ską opi­nię pu­blicz­ną ze­lek­try­zo­wa­ła wia­do­mość o wy­kry­ciu szaj­ki oszu­stów, któ­rzy byli za­an­ga­żo­wa­ni w aran­żo­wa­nie fał­szy­wych mał­żeństw, prze­myt ko­biet do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, a także, w wielu przy­pad­kach, ich sprze­daż do domów pu­blicz­nych. Fak­tem, który bul­wer­so­wał naj­bar­dziej, było to, iż w gru­pie zna­la­zło się kilku zna­nych ra­bi­nów, a także prze­ku­pie­ni ame­ry­kań­scy dy­plo­ma­ci. Co gor­sza, pro­ce­der ten nad Wisłą miał bar­dzo długą i nie­chlub­ną tra­dy­cję.

W dro­dze do lep­sze­go świa­ta

Na po­cząt­ku XX wieku Ame­ry­ka ja­wi­ła się jako praw­dzi­wa Zie­mia Obie­ca­na, gdzie każdy mógł wieść lep­sze, spo­koj­niej­sze, a przede wszyst­kim do­stat­niej­sze życie. W Pol­sce i in­nych kra­jach Eu­ro­py nie bra­ko­wa­ło wów­czas osób, które były w sta­nie za­ry­zy­ko­wać bar­dzo dużo, by do­stać się do tego mi­tycz­ne­go raju. Jak zwy­kle w ta­kich przy­pad­kach po­ja­wi­ło się rów­nież wielu, któ­rzy pra­gnę­li wy­ko­rzy­stać de­spe­ra­cję i na­iw­ność ro­da­ków, gro­ma­dząc w ten spo­sób po­kaź­ne ma­jąt­ki. Dla nie­któ­rych ko­biet, szu­ka­ją­cych szczę­ścia za oce­anem, ame­ry­kań­ski sen oka­zał się być praw­dzi­wym kosz­ma­rem.

Wy­ko­rzy­sty­wa­nie ła­two­wier­no­ści ofiar to złota za­sa­da nie­mal wszyst­kich oszu­stów. Spraw­dzi­ła się także w przy­pad­ku szaj­ki roz­bi­tej w 1929 roku w Pol­sce. Plan, jaki pre­zen­to­wa­li mło­dym dziew­czy­nom, był za­ska­ku­ją­co pro­sty i teo­re­tycz­nie, po speł­nie­niu pew­nych for­mal­no­ści, nie mógł się nie po­wieść. Tym, co dzie­li­ło je od wy­jaz­du do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, był jeden do­ku­ment – akt ślubu z męż­czy­zną, po­sia­da­ją­cym ame­ry­kań­skie oby­wa­tel­stwo.

Wiele z pań miało na­rze­czo­nych za oce­anem, jed­nak dzie­lą­ce ich ki­lo­me­try unie­moż­li­wia­ły za­war­cie mał­żeń­stwa. Wtedy z po­mo­cą przy­cho­dzi­ło kilku za­przy­jaź­nio­nych ra­bi­nów, któ­rzy – za „drob­ną” opła­tą – byli go­to­wi wy­sta­wić od­po­wied­ni do­ku­ment nawet bez obec­no­ści pana mło­de­go. W przy­pad­kach, gdy ja­kie­go­kol­wiek part­ne­ra bra­ko­wa­ło, w jego rolę wcie­lał się jeden z człon­ków szaj­ki. Po speł­nie­niu ta­kich for­mal­no­ści, ko­bie­ty jako ja­dą­ce do mężów w Sta­nach, mogły bez pro­ble­mu otrzy­mać pasz­port i wizy.

Za umoż­li­wie­nie wy­jaz­du do USA ko­bie­ty pła­ci­ły męż­czy­znom ok. 4 tys. do­la­rów, co ów­cze­śnie sta­no­wi­ło ok. 36 tys. zło­tych. Była to kwota astro­no­micz­na, zwłasz­cza gdy weź­mie­my pod uwagę, iż pra­cow­nik umy­sło­wy za­ra­biał w tam­tym cza­sie około 280 zło­tych mie­sięcz­nie. Zde­cy­do­wa­nie się na usłu­gi szaj­ki fał­sze­rzy dla wielu ko­biet wią­za­ło się naj­pew­niej z za­dłu­że­niem oraz upłyn­nie­niem więk­szo­ści ma­jąt­ku. Pod­kre­śla­ło to je­dy­nie ich de­spe­ra­cję, która czy­ni­ła z nich łatwe ofia­ry han­dla­rzy żywym to­wa­rem.

Biz­nes­men, rabin i po­li­tyk

Na czele grupy stało dwóch oby­wa­te­li Sta­nów Zjed­no­czo­nych – bra­cia Dawid (po­słu­gu­ją­cy się rów­nież imie­niem Sem) i Mor­ris Ba­ski­no­wie. To wła­śnie oni zaj­mo­wa­li się or­ga­ni­zo­wa­niem ślu­bów i prze­rzu­tem dziew­cząt do Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Bra­cia na zmia­nę grali także panów mło­dych – jak ujaw­ni­ło póź­niej­sze śledz­two, każdy z nich, uży­wa­jąc róż­nych toż­sa­mo­ści, sta­wał na ślub­nym ko­bier­cu co naj­mniej kil­ka­na­ście razy. Pa­no­wie we­szli w spół­kę z wła­ści­cie­lem war­szaw­skiej ka­mie­ni­cy, który mel­do­wał u sie­bie dziew­czę­ta, co umoż­li­wia­ło im wzię­cie ślubu.

Oczy­wi­ście przed­się­wzię­cie nie mo­gło­by się po­wieść bez współ­pra­cy ra­bi­nów – Men­dla Ke­sten­ber­ga z Wawra i Jan­ke­la Zyl­bersz­tej­na z Pragi. To wła­śnie oni, za sym­bo­licz­ną opła­tę 50 do­la­rów, wy­da­wa­li Ba­ski­nom fik­cyj­ne akty ślubu, przy­my­ka­jąc oko na ła­ma­nie wielu re­li­gij­nych i praw­nych zasad. Ba­ski­no­wie za­dba­li nawet o to, by na „ślu­bach” po­ja­wia­li się świad­ko­wie – dwóch męż­czyzn za pod­pis pod fał­szy­wym do­ku­men­tem otrzy­my­wa­ło każ­do­ra­zo­wo około 50 zło­tych.

Wśród współ­pra­cow­ni­ków prze­myt­ni­ków zna­leź­li się nawet pra­cow­ni­cy ame­ry­kań­skie­go kon­su­la­tu, dba­ją­cy o to, by nikt za bar­dzo nie in­te­re­so­wał się losem dziew­cząt, o któ­rych wszel­ki słuch ginął, gdy tuż po ślu­bie wy­jeż­dża­ły do Sta­nów. Wi­ce­kon­sul Harry Hall przez wiele lat współ­pra­co­wał z Ba­ski­na­mi, do­star­cza­jąc im do­ku­men­ty wjaz­do­we do USA. Każda taka usłu­ga wią­za­ła się z wy­na­gro­dze­niem w wy­so­ko­ści około 500 do­la­rów dla Halla. Po­nad­to prze­myt­ni­cy fun­do­wa­li wi­ce­kon­su­lo­wi do­stat­nie życie w War­sza­wie, w za­mian za co ten zjed­ny­wał im przy­chyl­ność po­zo­sta­łych pra­cow­ni­ków kon­su­la­tu. Na­le­ży przy­znać, iż Hall wy­ka­zał się ogrom­ną lo­jal­no­ścią wobec Ba­ski­nów nawet po ich wpad­ce. Bro­nił braci przed oskar­że­nia­mi i rę­czył wła­snym sło­wem ho­no­ru, iż po­dej­rze­wa­nie ich o han­del żywym to­wa­rem jest cał­ko­wi­cie bez­pod­staw­ne. Tej wer­sji trzy­mał się nawet po tym, kiedy do jego drzwi za­pu­ka­ła po­li­cja.

Wpad­ka

In­te­res Ba­ski­nów pro­spe­ro­wał przez co naj­mniej kilka lat, aż do czerw­ca 1929 roku, kiedy to Mor­ris zo­stał aresz­to­wa­ny przez pol­ską po­li­cję. Po­dej­rze­nia stró­żów prawa wzbu­dzi­ła spra­wa wy­jaz­du do USA trzech ko­biet, które tego sa­me­go dnia, w tym samym mie­ście i u tego sa­me­go ra­bi­na wzię­ły ślub. Krót­kie śledz­two do­pro­wa­dzi­ło po­li­cjan­tów do Ba­ski­nów. Wa­liz­ka zna­le­zio­na w ich ho­te­lo­wym po­ko­ju po­twier­dzi­ła tylko przy­pusz­cze­nia śled­czych – była wy­peł­nio­na fo­to­gra­fia­mi i li­sta­mi od ko­biet chcą­cych do­stać się do Sta­nów. Od­na­le­zio­no rów­nież cały plik fał­szy­wych do­ku­men­tów.

Do­kład­niej­sze zba­da­nie spra­wy dało pew­ność, iż Ba­ski­no­wie to nie tylko po­spo­li­ci prze­myt­ni­cy, ale rów­nież han­dla­rze żywym to­wa­rem. Więk­szość z dziew­cząt, któ­rym obie­cy­wa­li pomoc w sta­wia­niu pierw­szych kro­ków w nowym kraju, tra­fia­ła do domów pu­blicz­nych, roz­sia­nych po ca­łych Sta­nach. We­dług ame­ry­kań­skich da­nych ta­kich przy­pad­ków mogło być ponad sześć­dzie­siąt, cho­ciaż pol­ska po­li­cja skła­nia­ła się ku licz­bie pra­wie trzy­krot­nie więk­szej.

De­mo­ny prze­szło­ści

Nie­ste­ty, ta nie­chlub­na hi­sto­ria nie była jed­nost­ko­wym in­cy­den­tem. Han­del oraz wy­wóz­ka ko­biet ży­dow­skie­go po­cho­dze­nia do domów pu­blicz­nych, zlo­ka­li­zo­wa­nych głów­nie w Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej, sięga znacz­nie wcze­śniej, bo aż XIX wieku. W tym prze­stęp­czym pro­ce­de­rze wy­spe­cja­li­zo­wa­ła się szcze­gól­nie grupa o myl­nej na­zwie War­szaw­skie To­wa­rzy­stwo Wza­jem­nej Po­mo­cy, która do­pie­ro po wielu la­tach, dzię­ki in­ter­wen­cji pol­skich władz, zo­sta­ła zmie­nio­na na To­wa­rzy­stwo Wza­jem­nej Po­mo­cy Zwi Mig­dal. Or­ga­ni­za­cja ta po­wsta­ła w 1890 roku i miała mieć cha­rak­ter fi­lan­tro­pij­ny, jed­nak jak po­ka­zał czas, jej człon­ko­wie zaj­mo­wa­li się wszyst­kim poza po­mo­cą po­trze­bu­ją­cym.

Zwi Mig­dal kon­tro­lo­wa­ła znacz­ną część domów pu­blicz­nych w Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej. Jej człon­ko­wie szcze­gól­nie wy­spe­cja­li­zo­wa­li się w prze­my­cie mło­dych ko­biet z Eu­ro­py Wschod­niej, zwłasz­cza z ziem pol­skich. To wła­śnie dzia­łal­ność tej grupy spra­wi­ła, iż śro­do­wi­ska ży­dow­skie bar­dzo czę­sto ko­ja­rzo­no ze strę­czy­ciel­stwem, gdyż więk­szość jej człon­ków sta­no­wi­li Żydzi.

Mimo dosyć złej opi­nii na temat To­wa­rzy­stwa, przez lata jego dzia­łal­no­ści wiele ko­biet, po­cho­dzą­cych głów­nie z bar­dzo ubo­gich ro­dzin, na­bie­ra­ło się na roz­ta­cza­ną przed nimi wizję ła­twe­go za­rob­ku za oce­anem. Wiele z nich pły­nę­ło do Ame­ry­ki za zgodą krew­nych, wie­rząc, iż jadą na spo­tka­nie z bo­ga­tym męż­czy­zną, który chce wziąć z nimi ślub. Za każ­dym razem wpa­da­ły w ręce han­dla­rzy żywym to­wa­rem, któ­rzy nie mieli wobec nich żad­nych skru­pu­łów. O tym na jak wiel­ką skalę pro­wa­dzi­li dzia­łal­ność, może świad­czyć cho­ciaż­by fakt, iż w 1913 roku w samym tylko Bu­enos Aires prze­by­wa­ło bli­sko 4000 za­re­je­stro­wa­nych pro­sty­tu­tek po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go, z któ­rych znacz­na część przy­by­ła z te­re­nów pol­skich.

Dzia­ła­nia Zwi Mig­dal były ogrom­nym pro­ble­mem dla spo­łecz­no­ści ży­dow­skiej. Fru­stra­cja się­gnę­ła ze­ni­tu w 1905 roku, gdy war­szaw­skie bo­jów­ki Bundu prze­pro­wa­dzi­ły tak zwany „po­grom al­fon­sów”. Trzy­dnio­we za­miesz­ki były wy­mie­rzo­ne głów­nie w osoby po­wią­za­ne z To­wa­rzy­stwem, jed­nak w żaden spo­sób nie zmie­ni­ły sy­tu­acji mło­dych dziew­cząt. Pro­blem han­dlu ko­bie­ta­mi nie znik­nął wraz z bie­giem czasu i sta­no­wił wiel­kie wy­zwa­nie także dla władz II Rzecz­po­spo­li­tej, co po­ka­za­ła do­bit­nie afera braci Ba­ski­nów.

Sylwia Cisowska

  • Pisząc artykuł korzystałam m.in. z: N. Glickman „The Jewish White Slave Trade and the Untold Story of Raquel Liberman”, A. Gass „Alfosnów nam tutaj nie trzeba” oraz archiwalnych wydań „Kuriera Porannego”, „Naszego Przeglądu” i „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”.

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.