Uncategorized

TAJEMNICA BLIŹNIAKÓW

Nadeslala Wnada Lacrampe

wanda lacrampe

Byli wysocy i szczupli. Zaczesywali włosy w ten sam sposób. Od krawatów po buty, ubierali się identycznie. Nawet ich najbliżsi przyjaciele nie mogli odróżnić Menasze od Efraima i zwracali się do nich w liczbie mnogiej. Podpisywali swoje płótna pojedynczym nazwiskiem – Seidenbeutel. Byli polskimi Żydami, artystami, których obrazy można znaleźć w Muzeum Ermitażu w St. Petersburgu i w największych muzeach Polski. Chociaż wiele ich prac zostało zniszczonych podczas drugiej wojny światowej, w ostatnich latach zostali oni odkryci na nowo. Dzisiaj zajmują poczesne miejsce w historii polskiej sztuki współczesnej.

Menasze i Efraim Seidenbeutel urodzili się 17 czerwca 1903 w Warszawie w biednej rodzinie z ośmiorgiem dzieci. Ich ojciec, Abram, handlował tekstyliami. Wraz z żoną, zachęcał swoje dzieci do doskonałości w szkole. Co najmniej czworo z ich potomstwa wykazywało talent artystyczny, a bliźniacy wyróżniali się oryginalnym stylem już w bardzo młodym wieku.

Obecnie, kiedy tyle już napisano o utrzymywaniu się antysemityzmu w Polsce, jest właściwe by przypomnieć przykłady (co prawda mniej liczne niż winno ich być) przyjaźni pomiędzy utalentowanymi Żydami a ludźmi wyznania niemojżeszowego.

W dwudziestoleciu pomiędzy wojnami światowymi, odrodzenie się sztuk pięknych w niepodległej Polsce sprzyjało bliskim związkom w środowisku artystycznym. Muzycy Artur Rubinstein i Karol Szymanowski oraz pisarze Zofia Nałkowska i Bruno Schulz (ten ostatni był przyjacielem pisarza Stanisława Ignacego Witkiewicza) byli przykładami tolerancji pomiędzy bratnimi duszami.

Poeci Żydzi, jak Julian Tuwim i Bolesław Leśmian, byli uznanymi mistrzami polskiej poezji, a Aleksander Wat, pierwszy Żyd zatrudniony w sławnym domu wydawniczym Gebethner i Wolff, dopomógł wielu pisarzom, zarówno Polakom i Żydom, zdobyć uznanie.

Menasze i Efraim Seidenbeutel należeli do tej obiecującej, ale retrospektywnie kruchej społeczności. Po konkursowym egzaminie, bliźniacy, wówczas dwudziestolatki, zostali przyjęci do prestiżowej Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na studia malarstwa i rysunku. Studiowali pod kierunkiem Tadeusza Pruszkowskiego, dziekana w akademii, który im wyraźnie sprzyjał. Zaprzysięgły liberał, został stacony przez hitlerowców w roku 1942 za swoją działalność w polskim konspiracyjnym ruchu oporu. Bliźniaki szybko stali się wybitnymi studentami i otrzymali stypendia akademickie w latach 1928 i 1929.

Opowiadania o parze bliźniaków są legendarne i wiele z nich jest prawdopodobnie apokryficzne. Mówiło się, że zdawali egzaminy jeden za drugiego i czasami chodzili na zmiany na wykłady. Wszystkich rozbrajali swoimi zabawnymi figlami. Na przykład, lubili pokpiwać sobie z fryzjera – znanego z umiejętności golarskich – twierdząc, że tracił on swoje mistrzostwo. Efraim, nieogolony, wchodził w kilka godzin po tym, jak jego bliźniak wyszedł z fryzjerni, twierdząc, że fryzjer nie ogolił go był starannie. Według innej historyjki, kiedy dentysta założył Menasze złotą koronę, Efraim zaraz kazał założyć sobie koronę na zdrowy ząb, tak by nadal wyglądali oni identycznie do ostatniego szczegółu. Bliźniacy bywali sensacją na dorocznym Balu Artystów w Kazimierzu. Jeden z nich wchodził do tekturowego pudła z jednej strony sceny, a w sekundę później drugi wyskakiwał z identycznego pudła po drugiej stronie. Widownia szalała z zachwytu.

Ich talent i chęć rozbawiania kolegów zrobiły z nich ulubieńców w pełnym wyobraźni świecie akademii. Znany artysta-malarz, Włodzimierz Bartoszewicz, napisał wspomnienia z tego okresu, opisując bliźniaków jako spokojnych, koleżeńskich i sympatycznych. Ale dodał on, z posmakiem rasowego słownictwa lat 1930., że byli oni „zdecydowanie semickimi typami, o grubych, negroidalnych wargach i czarnych, kręconych włosach i mówili z tym samym, szorstkim akcentem.”

Polska sztuka w dwóch niepodległych dekadach przed wojną przypominała ówczesną politykę: podejmowano próby połączenia tradycyjnego podejścia z konkurencyjnymi prądami modernizmu. Polscy pisarze i artyści – przez półtora stulecia pozbawieni niezależności i zmuszeni do wyrażania tożsamości narodowej pośród despotyzmu – stworzyli byli symbolizm w słowach i obrazach, które odwoływały się do dawnej chwały i obietnicy religijnego wybawienia.

Znaczącym elementem w polskiej sztuce uciemiężonego XIX stulecia był historyczny romantyzm, którego największym wyrazicielem był Jan Matejko i jego szkoła. Francuski impresjonizm, post-impresjonizm, kubizm, konstruktywizm i ekspresjonizm także miały swoich naśladowców wśród polskich artystów. Jednakże, we wszystkich tych formach, odczuwalna jasno była narodowa tęsknota, szczególnie w przywołujących wspomnienia pejzażach malowanych w tym okresie.

W roku 1930, kilku młodych malarzy z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie utworzyło grupę zwaną „Szkołą Warszawską.” Pod wpływem francuskich post-impresjonistów, lansowali oni jaśniejsze odcienie i tematykę związaną ze współczesnym życiem. W roku 1939, obrazy i rzeźby uczniów Pruszkowskiego zostały wystawione w polskim pawilonie na Wystawie Światowej w Nowym Jorku. Efraim i Menasze Seidenbeutel nie byli reprezentowani, być może z powodu narastającego w Polsce antysemityzmu.

W Szkole Warszawskiej, bliźniacy Seidenbeutel byli na pozór nadal radośni, ale musieli przecież dzielić obawy odczuwane przez społeczność żydowską. W połowie lat 1930., dojście Hitlera do władzy w Niemczech przyczyniło się w Polsce do rozrostu i znaczenia partii ultra-nacjonalistycznych. Wpływowa Narodowa Demokracja doprowadziła do bojkotu sklepów bedących własnością Żydów i do wprowadzenia systemu kwot („numerus clausus”) dla Żydów na uniwersytetach. Niektóre partie otwarcie demonstrowały w polskich miastach przeciwko żydowskim obywatelom.

Nic dziwnego, że dzieła Seidenbeutelów z tego okresu odzwierciedlają aspekt melancholii, widoczny nawet w ich „bardziej radosnych” obrazach. Na przykład, wysoko ceniony obraz martwej natury z jabłkami na zalanym słońcem parapecie okiennym pachnie z dala poczuciem izolacji. Widok z okna sugeruje, że bliźniacy obserwowali to z bezpiecznej odległości.

W ciągu lat, bracia namalowali wiele obrazów martwej natury we wnętrzu ich pracowni. Ze swojej grzędy wysoko nad ulicą, czesto odmalowywali przemijające poniżej sceny. Jednakże, ze zbliżaniem się wojny, ich płótna oddawały trzeźwą rzeczywistość: przechodnie stawali się mniejsi i mniejsi, jabłka traciły swój połysk, pejzaże stawały się coraz smutniejsze w kolorach i tonacji.

Bracia i ich koledzy z akademii często towarzyszyli dziekanowi Pruszkowskiemu w podróżach do Kazimierza nad Wisłą, ulubionego miejsca artystów, niezbyt daleko od Warszawy. Był to polski Barbizon, inspirujący (jak jego francuski imiennik) szkołę pejzażu malowanego wprost z natury. Niezwykła jakość oświetlenia i soczyste, pagórkowate widoki znad szerokiej rzeki, czyniły z tego miasteczka idealny plener.

Menasze Seidenbeutel: Widok ze wzgórza zamkowego na Kazimierz nad Wisłą.
Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa

Jedna z niewielu zachowanych fotografii bliźniaków z tego okresu pokazuje ich na balkonie nad rynkiem w Kazimierzu z jego starą studnią i rzędem renesansowych kamieniczek. Dla Seidenbeutelów, miasteczko to musiało być jeszcze bardziej przyciągające. Z przeważająco żydowską ludnością, Kazimierz zdawał się być zatrzymany w czasie i tradycji. W wigilię Szabasu, ulice pustoszały, a w licznych oknach świece rzucały blask na rodziny zgromadzone przy tradycyjnym posiłku. I, w przeciwieństwie do wielu innych części Polski, stosunki między Polakami i Żydami były tam przyjazne od wieków.

Kazimierz nad Wisłą był miniaturową mieszanką paryskiego lewego nabrzeża z jego kafejkami i kabaretami, florenckich renesansowych pałaców oraz ruin średniowiecznych zamków. Nie-żydowscy artyści i pisarze znajdowali to miasteczko specjalnie malownicze, często portretując głośny tłum na rynku, w długich, czarnych kaftanach, jarmułkach i perukach. Atmosfera sztetlu odżywała na kolorowym rynku, gdy polscy i żydowscy rzemieślnicy natarczywie zachwalali swoje wyroby.

Efraim Seidenbeutel: Kazimierz nad Wisłą.
Museum of Art, Ein Harod, Israel

We wczesnych latach 1930. bracia Seidenbeutel i ich koledzy jeździli także do Krakowa, miasta o wiele bardziej paryskiego niż Kazimierz nad Wisłą. Bliźniacy, którzy zostawili byli swoje pracowniane martwe natury w Kazimierzu, zaczęli malować Kraków i okolice. Jak zauważył Mieczysław Wallis, jeden z powojennych krytyków sztuki, „Ich liczne nowe obrazy miały niewiele wspólnego ze znanymi zabytkami Krakowa, za to były widokami przedmieść i uliczek – z czerwonymi dachami, ogródkami warzywnymi, rodzinami zasiadającymi do obiadu podczas gdy dym unosił się z kominów ich domów.” Niebo, tak jak w tradycyjnych holenderskich krajobrazach, było pokryte ogromnymi, skłębionymi chmurami. Był to prawdopodobnie najszczęśliwszy okres w życiu bliźniaków, na co wskazują ich nabierające dojrzałości dzieła.

Bracia pracowali również nad kompozycjami figuralnymi i portretami, łącząc pejzaże ze studiami osób. Ich malarska twórczość, jak zauważył jeden z krytyków, nabrała charakteru „młodzieńczej śmiałości,”. Obraz z tego okresu, zatytułowany Widok z okna (1930), przypisany obu braciom, stanowi pendant do Martwej natury namalowanej przez Efraima w tym samym roku. Widok z okna przedstawia przylegający do parapetu stół nakryty ciemnym, szarozielonym obrusem. Stoi na nim flakon z jednym irysem, trzy jabłka, bardzo w stylu Cezanne’a, i jasno fioletowa butelka z gałązką pigwy. Dominują kolory fiołkowo-różowy i lawendowy. Na ścianie wisi sztych japoński, ulubiony element w ich martwych naturach. Niebieskość parapetu okiennego odbija się w budynkach na zewnątrz. Czerwonawy odcień ceglanych budynków jest częścią świata, który w każdej chwili może nagle ożyć. Samochody i przechodnie są ledwo widoczni. Niewidzialny widz przy parapecie okiennym może tylko czekać i obserwować.

Efraim i Menasze Seidenbeutel: Widok z okna, 1930
Muzeum Sztuki, Łódź

Martwa natura Efraima jest zwierciadlanym odbiciem Widoku z okna, i te dwa obrazy, gdy ustawione tuż obok siebie, stanowią w rzeczywistości jeden widok – identyczny chociaż różny. Tak, jakby te obrazy były próbą zamazania rozróżnialności bliźniaków, ale jednocześnie ją podtrzymywały. Główne kolory w obu dziełach to umbra, ochra i sjena – tonacje ziemi, ulubione przez Seidenbeutelów.

Efraim Seidenbeutel: Martwa natura, 1930
Muzeum Narodowe, Warszawa

Latem, bliźniacy jeździli również na wybrzeże Bałtyku. Obraz ukończony w tym okresie przez Menasze na Półwyspie Helskim, przedstawiający kontury łodzi i długą linię mola, oraz Dziewczynki z kwiatkami, namalowane wspólnie przez obu braci, wskazują na szczęśliwszy nastrój. Ale ten krótki, euforyczny nastrój nie trwał długo ani dla nich, ani dla reszty polskiego społeczeństwa. W roku 1935 umarł Marszałek Piłsudski, który od roku 1918 prawie samodzielnie podtrzymywał był polską jedność. Żydzi w Polsce, których chronił, zaczęli wówczas odczuwać narastający lęk.

Efraim i Menasze Seidenbeutel: Portret dziewczynki z kwiatami.
Muzeum Narodowe, Warszawa

Rok przed wybuchem wojny, Seidenbeutelowie przebywali w pobliżu Lwowa, w południowo-wschodniej Polsce. W liście napisanym w roku 1938, pisarz Bruno Schulz (który został zastrzelony w roku 1942 w Drohobyczu przez gestapowca) napisał, że bracia Seidenbeutel mieli zamiar osiąść na kilka miesięcy w rejonie Lwowa. Jedynym innym, zachowanym z tego okresu śladem braci jest czarno-biała fotografia ich martwej natury, datowanej 1940 (a więc po najeździe niemieckim i sowieckim na Polskę i podziale Polski między Hitlera i Stalina.)

Bracia utknęli na terytorium okupowanym przez Rosjan. Nic dziwnego, że ten ich obraz przedstawia stół zastawiony przedmiotami, które zdają się tłoczyć razem: duży herbaciany czajnik i wazon z kwiatami, butelka ze świecą i coś, co wygląda na pół bochenka chleba. Jest to ustawienie klaustrofobiczne.

Efraim i Menasze Seidenbeutel: Martwa natura, 1940
obraz niedokończony i zaginiony.

Kiedy Niemcy zaatakowali Rosję w czerwcu 1941, Seidenbeutelowie zostali albo zmuszeni do powrotu do centralnej Polski, albo wrócili tam dobrowolnie. Tak, czy inaczej, nigdy nie dotarli do Warszawy. W Białymstoku zostali zatrzymani przez Niemców i zamknięci w gettcie wraz z 60 000 białostockich Żydów.

Od roku 1943, bliźniacy byli transportowani z jednej kostnicy do drugiej, dręczeni i głodzeni, aż zostali zamordowani przez hitlerowskich strażników w obozie koncentracyjnym w Flossenburgu, tuż przed oswobodzeniem tego obozu przez wojska amerykańskie w kwietniu 1945.

* * *

Nie można ocenić dzieła Seidenbeutelów bez uwzględnienia ich niezwykłej współpracy. Identyczne bliźniaki często mają lustrzane osobowości. W przypadku Menasze i Efraima Seidenbeutel jest oczywiste, że uzupełniali się oni nawzajem. Podczas gdy mocną stroną jednego z nich mógł być rysunek, mocną stroną drugiego mogła być kolorystyka. Nie mając informacji o ich pracy, możemy tylko mniemać, że jeden z braci uprawiał malarstwo figuratywne, a drugi pejzażowe. Jest również możliwe, że pracowali wspólnie, jeden nad obrazem drugiego.

Analiza prac obu artystów ujawnia jednak dwa różne style. Styl przypisany Menasze wygląda na bardziej wyrafinowany i staranniej wykonywany. Styl Efraima wykazuje tendencje bardziej impresjonistyczne i spontaniczne.

W ogólności, biorąc poprawkę na tajemniczość artystycznej współpracy bliźniaków, wydaje się, że ich pejzaże i martwe natury są o wiele bardziej oryginalne niż ich malarstwo figuratywne, któremu brakuje precyzji. Ale nawet jeżeli można rozdzielić ich dzieła na dwa różniące się style i założyć, iż Menasze był bardziej nowoczesny, to proces twórczy, który uprawiali, ciągle pozostaje zagadką. Czy jeden zaczynał obraz, a drugi kontynuował? Czy pracowali po kolei, czy na zmiany?

Być może Seidenbeutelowie chcieli uniknąć konkurowania jeden z drugim. Albo może znajdowali zadowolenie w dzieleniu się swoją twórczą pracą. A może ich ukończone obrazy były tak wymieszane, że nawet im trudno było oddzielić twory jednego i drugiego. To rozmazywanie ich osobowości (jak ujawniają to ich figle ze studenckich czasów) prawdopodobnie stanowiło pewien komentarz zarówno do ich własnego rozwoju jak również do ich środowiska.

Z ich obrazów, które ocalały z setek przepadłych podczas wojny, dwanaście jest prawdopodobnie pracami Efraima, szesnaście należy do Menasze, a czternaście jest dziełem ich obydwu. Jeden z najbardziej znanych obrazów, Portret mężczyzny w kapeluszu, jest przypisany przez jednych Menasze, a przez innych obu braciom. Być może jest to autoportret. Przedstawia on siedzącego mężczyznę z lewą ręką na oparciu krzesła i dłonią pod brodą. Szerokie rondo kapelusza – eleganckiej brązowej fedory – ocienia jego twarz. Głowa jest większa niż można by oczekiwać, biorąc pod uwagę względnie niewielki tors. Nos jest mocno zarysowany, wargi mięsiste. Poza jest pozą człowieka zamyślonego, o przenikliwym spojrzeniu. Wygląd tej postaci w chwili wytchnienia jest nieomal rzeźbiarski.

Menasze Seidenbeutel: Portret mężczyzny w kapeluszu.
Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa

Jest to portret żydowskiego gentlemana z alei Warszawy, bywałego w świecie, podsuwającego krzesło do krawędzi wulkanu.

 

http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje28/text12p.htm

 

 

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.